wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 9

Rozdział 9 "Tajemnicza zjawa"

-Hej, przestań! - Nadia roześmiała się gdy Kastiel próbował ją wywalić. O mały włos obydwaj by spadli ze szkolnych schodów. Dziewczyna zaczęła michrać mu włosy. Było jak za starych, dawnych czasów. Jej najlepszy przyjaciel był znowu przy niej i wszystko mogłoby być idealne gdyby nie to, że dziewczyna nadal nie mogła zapomnieć o Nathanie i jego oschłych słowach. Nie mogła się pogodzić z tym, że "pocałunek" był zwykłym snem, a Nathan wcale jej nie darzył żadnym uczuciem. Zresztą dlaczego w ogóle chciała, by coś do niej czuł? Czy być może... Czy to mogłaby być prawda, że ten tajemniczy wampir stał się dla niej kimś bliskim? Czy to możliwe żeby się w nim... Zakochała? Dziewczyna natychmiast spłonęła rumieńcem. Nie! Sama zaprzeczała sobie w myślach. Zresztą myślała, że nawet jeżeli by tak było... Czy to by cokolwiek zmieniło?
-Ćwoku! - krzyknął Kastiel spychając ją, gdy nagle zorientował się, że dziewczyna tracąc równowagę zaczyna spadać ze schodów. Przestraszony w ostatniej chwili zdążył ją złapać. Chwycił ją mocno w talii i szybko przyciągnął do siebie. Obydwoje mocno przyciśnięci do siebie oddychali szybko oszołomieni. Kastiel otworzył szeroko oczy z przerażenia.
-Przepraszam Cię, to nie miało być celowo. Naprawdę przepraszam... - zaczął zmieszany.
-W porządku. To moja wina. Zamyśliłam się. - uśmiechnęła się, a Kastiel nagle się zarumienił. Zaśmiał się nerwowo, by ukryć swoją "chwilę słabości". Obydwoje się roześmiali. Śmiali się coraz głośniej i coraz bardziej. Nadia cieszyła się, że ich przyjaźń po takim czasie wciąż była taka sama. Była szczęśliwa, że mogła go ponownie spotkać.
-Więc,  dzisiaj po szkole będziesz próbował grać w tą grę o której mi opowiadałeś?
-Emm... No... - odpowiedział nawet nie wiedząc o czym ona mówiła. Był teraz zbyt bardzo zdenerwowany i zamyślony.
-Kastiel, czy coś nie tak? - spytała zatroskana.
-Emm... Nie.
-Czyli? - spytała zbita z tropu. Chłopak się zarumienił i przybrał poważny wyraz twarzy.
-Nadia... - powiedział to imię z pasją, jak gdyby wymawiał je poraz pierwszy. Niespodziewanie chwycił ją za dłoń. Był teraz przy niej dziwnie nieśmiały.
-O co chodzi?
-Ja chciałem spytać czy... - zaczął nieśmiało z wahaniem. - Czy masz chłopaka? - wreszcie zebrał się na odwagę.
-Emm... Co?! Co tak nagle?! - spytała trochę zawstydzona.
-Czyli masz? - spytał trochę zawiedziony.
-Nie...
-A ten taki co z nim często przebywasz na przerwach, wydaje mi się, że dobrze się dogadujecie?
-Chodzi ci o Nathana? - poczuła jak jej serce zaczyna łomotać tylko jak wypowiedziała jego imię. Zestresowała się trochę.
-Co?! Nie mów, że myślałeś, że chodzimy ze sobą?! Błagam Cię, ja i on?! - zaczęła się śmiać nerwowo. Nawet nie wiedziała czemu zaczęła tak bez sensu gadać. Jak gdyby próbowała ukryć to co czuje do tajemniczego czarnookiego. Właściwie co czuła? - To niemożliwe żebyśmy byli parą. Ja i ten dziwak?! No chyba Cię kombajn w ryj pierdolnął! [~Tak, właśnie tak powiedziała Nadia ;) ~]
-Co za ulga...- Kastiel się rozluźnił i odetchnął z ulgą.
-Dlaczego?! - spytała zdziwiona.
-Nieważne. - uśmiechnął się do niej.- Tak w ogóle to dobry tekst. - Obydwoje głośno się roześmiali.
-Nadia...
-Tak?
-Ja... - znowu się zawstydził i przybrał poważny wyraz twarzy. - To znaczy... Tego, no...
-Och, wyduś to z siebie wreszcie!
-No bo... Czy mogłabyś się ze mną dzisiaj spotkać?
-Pewnie, gdzie się spotkamy?
-Pamiętasz gdzie mieści się budynek tej starej szkoły, obok jest taki park. Spotkajmy się tam o 17:00
-Spoko, wiem gdzie to jest. Tylko czemu chcesz się ze mną tam spotkać?
-Ja... Muszę Ci coś powiedzieć... - uśmiechnął się do niej, po czym odszedł.

"Ten Park to ten na ulicy Wall Street. "  Pomyślał rozwścieczony Nathan. Był wkurzony jak nigdy dotąd. Ten cały Kastiel nieźle działał mu na nerwy. Z uwagą ukryty przyglądał się im już od jakiegoś kwadransu, słyszał całą ich rozmowę, widział ich wszystkie gesty i śmiechy. Najbardziej ten koleś zdenerwował Nathana tym, że mało co Nadia przez niego spadła ze schodów.  To już była przesada. Musiał naprawdę się wysilić, by tam nie podbiec i zapobiec niebezpieczeństwu. Odkąd ten głupi chłopak się pojawił Nathan nie może Nadii spuścić z oczu. "Coś" mu na to nie pozwala, po prostu nie może przestać ich obserwować. A jak już ich widzi razem jak dobrze się razem bawią, w jego sercu pojawia się dziwne, bolesne ukłucie, a całe ciało drży z gniewu. Potworne uczucie... Nathan nigdy czegoś takiego nie doznał. Nie miał pojęcia co to za uczucie. A czuł się tak już ponad kilka razy...

~~

-A tamtego pajaca jak zwykle nie ma... - mruknął sam do siebie. Otworzył drzwi od salonu i spojrzał na zegarek, który wskazywał 15:36. Był trochę jednak zdezorientowany tym, że nie było jego starszego brata, Jasona. Nathan ostatnio rzadko przebywał we własnym domu, więc nawet nie zwracał uwagi na obecność starszego brata. Jednak dzisiaj jakoś tak przykuło to jego uwagę. Chyba już któryś dzień z rzędu nie ma go w domu.
-Przecież ten "stary pryk" sam się tu na siłę wprowadził tylko po to żeby mnie pilnować, a teraz go nie ma... - Nie to żeby Nathana to coś obchodziło... Chociaż, troszkę się zaciekawił tym dlaczego go nie ma. Czemu tak nagle zniknął? Mimo to, nie chciał go nigdy widzieć na oczy, po tym co wydarzyło się w ich wspólnej przeszłości. Gdy właśnie miał zamiar usiąść na kanapie usłyszał dziwny dźwięk stawianych kroków na posadzce, na dole. Nadstawił uszu.
-Jason? To ty? - hałas ustał. Nathan wampirzym tempem podbiegł do schodów. Rzeczywiście wyczuł na odległość zapach Jasona, jednak był on trochę zmieszany z innym, trochę znajomym mu zapachem. Być może mu się zdawało. Chłopak usłyszał po kolei tukące się talerze.
-Ehh... Jaja se robisz?! - krzyknął nie kryjąc zdenerwowania. W ciągu jednej sekundy znalazł się na dole obok kuchni.
-Jason? - zaczął rozglądać się nerwowo po kuchni.
-Pudło... - usłyszał tuż za sobą drwiący, jadowity głos. W mgnieniu oka się odwrócił. Jednak nie zdążył i nikogo nie zobaczył. Wydało mu się to bardzo dziwne. Przecież nikt nie był w stanie dorównać jego szybkości, to go naprawdę zdezorientowało. Chociaż była jedna taka osoba... Był nią Jason. Nathan nawet czuł jego zapach, był pewien, że to on. A jednak osoba, która znalazła się w jego domu nie była jego bratem tylko jakąś kobietą. Tego był pewien. Po długim namyśle wyczuł słodkie, damskie perfumy. Nie przypadły mu do gustu więc skrzywił się. Były inne niż te, których używała Nadia...
-Kur... Kto ci takie perfumy dobiera?! - krzyknął zirytowany. Nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa, no bo niby gdzie było to niebezpieczeństwo?! Osoba, która teraz była w jego domu chciała go przestraszyć, ale jej się to nie udało. Widocznie nie miała pojęcia jakim typem wampira był Nathan. I naprawdę źle dla niej, że nie wiedziała... Bo gdyby wiedziała, nigdy nie przeszłoby jej przez myśl, żeby kiedykolwiek się do niego zbliżyć.
-Przestań się bawić w kotka i myszkę, tylko wyjdź z ukrycia i się pokaż. - Zirytowany zorientował się, że tajemnicza osoba chciała go gdzieś wyprowadzić. Wyszedł z domu za jej śladami już naprawdę wkurzony. Nie mógł jej z początku wyczuć. To go najbardziej wkurzało.
-Ehh... Żałosne... Myślisz, że jak wypsikasz się perfumami i założysz przepoconą kurtkę Jasona to zatuszujesz swój zapach?! - postać zachichotała melodyjne. No tak... Przecież wampiry się nie pocą. Nathan zaczął się rozglądać, wyostrzając swój węch. Tajemnicza postać nie wydając żadnego dźwięku, w ułamku sekundy znalazła się tuż za nim. On od razu ją wyczuł swoimi wampirzymi zmysłami, jednak się jeszcze nie odwrócił Odetchnął głęboko i uśmiechnął się kpiąco.
-Nowonarodzona? - zapytał z pogardą. Postać uśmiechnęła się delikatnie.
-Ty też raczej nie zostałeś tak dawno zmieniony. - powiedziała pewnym siebie głosem, pełnym jadu. Nathan uśmiechnął się szeroko. Widocznie jest nieuświadomiona.
-Może się odwrócisz? Nie chcesz mnie zobaczyć? - spytała z satysfakcją w głosie, jakby wszystko zależało od tego, by tylko zobaczył kim jest.
-Co cię tu sprowadza? - wreszcie odwrócił się i ujrzał przed sobą dziewczynę ubraną na czarno, w gotyckim stylu. Na sobie miała glany z ćwiekami po bokach. Jej spodnie były trochę obcisłe, z jakimiś dziurami gdzieniegdzie, za to góra jej ubrania była niewidoczna, ponieważ dziewczyna miała na sobie pelerynę przysłaniającą jej głowę.
-Czyli jesteś anonimowa? Okej... Powiedz mi tylko o co ci chodzi, szybko się z Tobą rozprawię i pójdę do domu...
-Oj nie bądź taki pewny siebie... - syknęła złowrogo, jej głosu można było się przestraszyć. Była też silnym wampirem, co prawda nie mogła równać się z rodzajem wampira do jakiego należał Nathan. Była nowonarodzoną, początkującą, jednak mimo to miała w sobie siłę i potencjał. - Przy Nadii ta Twoja pewność znika... - Zaśmiała się szyderczo. Chłopaka zamurowało. Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Podszedł do niej rozwścieczony, a jednocześnie zdezorientowany.
-Kim do cholery jesteś?! - podbiegł do niej i już miał ją chwycić za gardło, gdy nagle poczuł przed sobą niewidzialną ścianę. Teraz był kompletnie zdezorientowany.
-Kim jesteś?! Jakim cudem nowonarodzony wampir potrafi korzystać z magii?! I to z magii wyższej klasy... - spytał zszokowany. Był pod wrażeniem. Wampiry uczą się magii latami, nowonarodzeni posiadają jakieś zdolności, ale jeszcze nigdy nie spotkał się z wampirem, który korzystałby z magii wyższej klasy. Myślał, że tylko on... -Nie wiesz kim jestem, a szkoda... - zaśmiała się złowrogo. - Jestem kimś, kto cię zabije... - Nathan był zszokowany, wyglądał na sparaliżowanego strachem. Dziewczyna zaśmiała się z satysfakcją i zaczęła podchodzić do niego powoli. Chciała usunąć jego blokadę i uporać się z nim w inny sposób. Teraz była pewna, że go pokona. Czystokrwisty? Rzadko spotykany, jednak dla niej był słabym przeciwnikiem. Bynajmniej ona tak uważała. Już była tuż przed nim, gdy nagle w mgnieniu oka wstał i wyszedł z "niewidzialnej klatki" Spojrzał na nią morderczym wzrokiem. Dziewczyna była w szoku, jego okrutne spojrzenie sprawiło, że zadrżała. Nathan podniósł swoją dłoń w jej stronę, a z tej wydobył się olśniewający blask. Dziewczyna krzyknęła zasłaniając się, czując jak ulatuje z niej energia.
-Jak to możliwe?! - krzyknęła wzburzona.-Przecież byłeś słaby, prawie Cię pokonałam. - Nathan zmienił swój wzrok na jeszcze bardziej złowrogi, a końciki jego ust wygięły się w satysfakcjującym uśmiechu.
-Naprawdę myślałaś, że Twoja tandetna zdolność na mnie zadziała?! Czy ty naprawdę myślałaś, że nowonarodzona pokona wampira takiego jak ja?! - jego głos także się zmienił. Mówił ostrym tonem, pełnym złych emocji, stojąc przed nią drżącą ze strachu spoglądając na nią sadystycznie. Używał wobec niej swojej niesamowitej, rzadkiej magii, którą posiadał jako wyjątkowej rasy wampir.
-Ty... Przecież... Moja magia, moja magia Cię pokonała! Chwilę temu leżałeś drżąc przede mną ze strachu! - krzyknęła ostatkami sił.
-Blefowałem... - odpowiedział miękko czując jak każda jego cząstka ciała wypełnia się jej niesamowitą energią. - poza tym nie twoja magia, tylko... Moja.
-Jak ty... - zaczęła słabo.
-Chciałaś zwalczyć mnie moją własną magią. Ma tym polega twoja zdolność, kopiowanie przeciwnika. Jednak każdy wie, że oryginał jest lepszy od podróbki... W rzeczywistości nie posiadasz żadnej magii... - uśmiechnął się do niej obdarzając ją jednym ze swoich złowrogich spojrzeń. Ona siedziała opierając się o krzesło, ledwo trzymając się na nogach. Chłopak pobrał z niej już prawie całą energię. Jednym ruchem ręki sparaliżował ją i podnosząc dłoń, uniósł dziewczynę. Spojrzała na niego z grymasem bólu i zaciśniętymi zębami.
-I co, nadal chcesz ze mną walczyć? - uśmiechnął się do niej "serdecznie".
-Czym ty jesteś?! - spytała zszokowana. Kompletnie zbita z tropu. - Myślałam, że posiadasz taką samą moc jak on...
-O kim mówisz? Zapewne chodzi ci o mojego słabego braciszka... No cóż jestem inny niż on, rozczarowałem Cię?
-Kim ty jesteś?! - ponowiła pytanie tym razem patrząc na niego z lekkim zadziwem i przestrachem, nie wiedziała czego się po nim spodziewać. Przechytrzył ją i jej wampirzą, rzadko spotykaną zdolność. Dlatego wiedziała, że jest jakimś wyjątkowym rodzajem wampira.
-Raczej kim ty jesteś? Jeżeli naprawdę przyszłaś tu po to, by ze mną walczyć to chyba pomyliłaś adresy... - zaczął kpiąco. - Nie wygłupiaj się i idź do domu, bo inaczej... - Nie dokończył, bo tajemnicza emo dziewczyna mu gwałtownie przerwała.
-Bo co?! - zaczęła ciężko oddychając. - Bo inaczej... ZNOWU MNIE ZABIJESZ?! - krzyknęła ile tylko miała sił. Jej krzyk coś mu przypominał, jak gdyby kiedyś słyszał ten krzyczący, przestraszony głos. Nathan otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
-Huh?
Tajemnicza, gotycka dziewczyna podeszła do niego blisko naciągając kaptur mocniej, by nie dostrzegł jej twarzy.
-Jesteś z klanu Czystokrwistych? - spytała słabo. - Ja jestem w połowie Czystokrwista, więc nie powinnam mieć z Tobą żadnych problemów...
-No tak mniej więcej... Jestem tak jakby czystokrwisty. Więcej ci nic nie zdradzę. Możesz już iść, drzwi są tam... - powiedział ponaglająco spoglądając na zegarek, dochodziła 17.
-hmm... - oparła się o pobliskie drzewo. - Zabiję Cię kiedyś, naprawdę to wkrótce zrobię. Przysięgam, że dowiem się kim jesteś, a potem pozbawię Cię życia. Za wszelką cenę to zrobię, nawet jeśli będę musiała przypłacić za to własnym życiem... - Nathan spojrzał się na nią z lekkim współczuciem. Sam też taki kiedyś był. Taki sam jak ona.
-Więc powodzenia... - odrzekł cicho.
-Słucham?! Ja ci mówię, że w końcu cię zabiję, a ty mi po prostu życzysz powodzenia?! Ja nie żartuję...
-Wiem, że nie żartujesz, ale... Wiem, że mnie nienawidzisz, chociaż nic z tego nie rozumiem, nie wiem kim jesteś i co ci zrobiłem. Mimo to przepraszam. Zmieniłem się. Jednak masz prawo mnie nienawidzić. Tylko pamiętaj żeby ta nienawiść nie wypełniła twojego serca, a następnie całego życia. Nie pozwól, by ta nienawiść Cię zmieniła, bo... Potem będziesz bardzo żałować i nie będziesz w stanie nic zrobić... - Nathan spuścił głowę w dół pozwalając kosmykom swoich włosów opaść na jego zamyślone oczy. W jego piękne oczy wstąpił żal i smutek. Żałował tego co robił w przeszłości. Żałował, że jego serce wypełniła nienawiść, która zawładnęła jego całym sercem i umysłem. Bardzo żałował.
-Dlaczego słyszę to od ciebie do cholery?! - dziewczyna się zdenerwowała, a także w głębi serca zaczęła mu współczuć. Z jej oczu spłynęła łza, a głos zaczął jej drżeć. Osoba, która ją tak skrzywdziła, pozbawiła ją życia, przez którą nie mogła już prawdopodobnie nigdy nie zobaczyć się z przyjaciółmi, rodziną, bliskimi.
-Kim jesteś, powiedz mi...
-Nie mogę... Nie udało mi się ciebie pokonać, więc zrobię to być może kiedy indziej. Zniszczyłeś mi wszystko, zabiłeś mnie... - powiedziała cicho. - Ale nie pozwolę, by ta nienawiść wypełniła całe moje życie serce, żegnaj... - powiedziała po czym odeszła w stronę drzew.
-Żegnaj... - odrzekł po chwili podnosząc głowę. - Żegnaj, Emily... - dopowiedział cicho. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła.
-Kiedy się zorientowałeś?
-Szczerze... Niedawno. - uśmiechnął się do niej i jedną ręką zdjął jej czarny kaptur z głowy. Przed jego oczyma ukazała się blada dziewczyna o czarnych, falowanych włosach i oczach mlecznej czekolady. Jej oczy były mocno pomalowane na czarno. Wyglądała trochę mrocznie, ale była piękna. Piękniejsza niż w ludzkim życiu. Aż nie można było uwierzyć, że ta żądna walki dziewczyna o silnym, mrocznym spojrzeniu była tą samą dobroduszną, oddaną Emily. Dziewczyna spojrzała na niego drżącymi oczyma, innymi niż wcześniej. Istota...Nie... Człowiek... Człowiek, który jej zniszczył życie wydawał jej się teraz taki spokojny i dobry, jego spojrzenie było pełne ciepła. Nie mogła w to sama uwierzyć, ale chyba mu wybaczyła...
-Emily... Przepraszam... - Chwycił ją za dłoń. - Cieszę się, że trafiłaś pod opiekę Jasona. Dzięki niemu staniesz się silna i być może będziesz w stanie mnie zabić. Życzę Ci powodzenia. - spojrzał jej przenikliwe w oczy. Dziewczyna nie odpowiedziała, zarumieniła się tylko w środku i zawstydzona odeszła. Wampiry się nie rumienią. Po ułamku sekundy nie było jej już widać. Nathan patrzył się uporczywie w miejsce, w którym zniknęła. Uśmiechnął się od ucha do ucha.
-A jednak żyjesz... Cieszę się. Obiecuję ci, ze wkrótce spotkasz się z Nadią. Bądź pewna, że przy moim bracie będziesz szczęśliwa...

1 komentarz:

  1. Kocham , kocham ,kocham ,kocham !!!!!!!!!!!! Nwm jak ja dzisiaj zasnę , ale ok :D Rozdział jest super po prostu cudo :D A napisałaś mi , że nie będzie żadnych przekleństw , a tu proszę " No chyba Cię kombajn w ryj pierdolną " oj nie ładnie nie ładnie ... :D Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały które jak mam nadzieje pojawią się nie bawem :D
    Pozdrawiam:
    Mirajane <3

    OdpowiedzUsuń