sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 17

Rozdział 17 "Na zawsze..."

~
Chłopak odsunął się od niej, nie odzywając się ani słowem. Po prostu stał przed nią nieruchomo oczekując na to, co Nadia dalej zrobi. On już zrobił wszystko... Zrobił to co chciał zrobić od dawna. Teraz jej kolej. Obydwoje przez kilkanaście sekund trwali w grobowej ciszy. W końcu dziewczyna odwróciła się do niego i spojrzała na niego innym wzrokiem niż dotychczas...
- Kastiel... - zaczęła nerwowo - jesteś sadystą...
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zamyślił się. - Czy teraz wiesz co czuję, rozumiesz co czułem przez cały czas? Nazywasz mnie sadystą, bo uświadomiłem ci twoje uczucia? - spojrzał jej przenikliwie w oczy z uporem. Ona tylko patrzyła na niego i milczała.
- Kocham Cię! I ty mnie także kochasz i dobrze o tym wiesz, po prostu nie chcesz dopuścić do siebie tej myśli.
Nadia nadal milczała. W jej sercu utworzyła się rozterka. Miała mętlik w głowie. Nie wiedziała co powiedzieć, nawet nie wiedziała czy chce się odezwać.
- To prawda... - wreszcie się odezwała - Kocham cię Kastiel. Ale nie w taki sposób w jaki ty byś chciał. Tak samo kocham Emily... Jesteś moim przyjacielem, zrozum. Przepraszam.
- Rozumiem... - nerwowym gestem odgarnął włosy w tył. - Ale ja... - zaczął łamiącym głosem - Ja naprawdę cię kocham Nadia. Od zawsze...
- I po co to powiedziałeś? - szepnęła. - Jesteś sadystą, istnym sadystą! - zaczęła krzyczeć nie panując nad swoimi emocjami. Spojrzała na niego wzrokiem pełnym złości, a jednocześnie troski...
- Dobrze wiesz, że kocham "jego"! - miała na myśli Nathana. Łzy spłynęły jej z oczu. Nie była w stanie nawet wymówić jego imienia. To bolało... Imię, którego wcześniej wymawianie było dla niej takie wyjątkowe... Zawsze wymawiając jego imię jej serce przyspieszało, dłonie delikatnie drżały, a skórę przeszywały przyjemne dreszcze. A teraz... To imię dawało jej ból, niewyobrażalną rozpacz... A jednak uświadomiła sobie, że nigdy nie przestanie go kochać. Nie ważne jak bardzo się zmieni, czy pokocha inną, czy ją zostawi, a nawet znienawidzi... Jej uczucia nigdy się nie zmienią. Nawet gdyby chciała przestać go kochać. Właśnie dlatego to bolało bardziej. Nie potrafiła zapanować nad tym bólem. Tracąc Nathana straciła część siebie i dobrze o tym wiedziała.
- Przepraszam... - szepnął. - Proszę cię, zapomnij o tym. - w jego oczach można było dostrzec ból.
- Przepraszam, że nie mogę Cię pokochać... - szepnęła przez łzy. Nic innego nie mogła z siebie wydusić. Wiedziała, że kochanie Kastiela nie byłoby tak skomplikowane i może byłoby łatwiejsze... - Kastiel odwrócił się i odszedł. Dziewczyna mogła tylko odprowadzić go wzrokiem. Potem poszła na jakiś czas na spacer, by ochłonąć i pozbierać myśli. Wróciła do domu o 21:30. Minęła salon, nie odzywając się ani słowem. Szła przed siebie, w stronę sypialni, akurat w tym momencie Nathan wychodził z kuchni i szedł w przeciwną stronę niż ona. Spojrzała na niego błagalnym spojrzeniem jakby pragnęła mu coś powiedzieć, jednak nie odezwała się ani słowem. Spojrzała tylko na niego, a on na nią, aż w końcu obojętnie go minęła. Oboje przypadkowo trącili się ramieniami. Chłopak nawet na nią nie spojrzał. Gdy już była w ciemnej sypialni osunęła się na ziemię opierając o drzwi. Zaczęła płakać, tak histerycznie. Jej dłonie drżały, ból przeszywał na wylot, tak że nie była w stanie nawet dojść do łóżka. To tak bardzo bolało. Minęła go jakby mijała nieznajomego... Tyle emocjonalnego wysiłku musiała w to włożyć. A on nawet na nią nie spojrzał. Nie zwrócił na nią uwagi. Minęli się jakby obydwoje byli niewidzialni. Najbardziej bolało ją to, że dobrze rozumiała dlaczego tak się dzieje. Zakochał się w Emily, a ją zostawił. Po prostu chciał ją teraz olewać, nie zwracać uwagi na nią i jej istnienie. Żeby w końcu mogła zapomnieć, żeby ich więź zanikła. Tak miało być już zawsze... Dlatego nie zwracał na nią uwagi, bo chciał się od niej stopniowo odizolowywać. Tak właśnie Nadia to rozumiała. Czuła, że go traci, że już nigdy nie będzie mogła spojrzeć w jego piękne oczy, podziwiać jego niepowtarzalny uśmiech i czułym gestem odgarniać kosmyki jego włosów.. . Wstała i ocierając łzy wyszła z pokoju. Nathan stał nomszalancko opierając się o komodę z książkami. Przyglądał jej się dogłębnie i z utęsknieniem... Chociaż ona nie zauważyła tego w jego oczach. Poszła dalej mijając go, on cały czas się jej przyglądał.
- Nadia... - usłyszała za sobą słodki aksamitny baryton. Jej serce mimowolnie przyspieszyło. Przez chwilę stanęła. Chyba jej się wydawało. Tak bardzo jej go brakowało, że aż oszalała z tego powodu i ma teraz jakieś zwidy. Ciekawiło ją co on czuje, o czym myśli. Nie miała pojęcia, że mógł czuć to samo co ona... Poszła dalej. W tej chwili dostrzegła Kastiela, który właśnie szedł do pokoju Lys i Sue.
~
Zatrzymałam się i odwróciłam się w jego stronę. Mijał Nathana, który szedł w przeciwną stronę niż Kastiel. Chłopcy minęli się bez słowa. Nagle jednak Nathan zatrzymał się i zawrócił w stronę Kastiela. Przyglądałam się całej sytuacji z lekkim szokiem, bo to co Nathan teraz zrobił było po prostu czymś czego nie umiałam w żaden racjonalny sposób skomentować. W mgnieniu oka chwycił Kastiela za kołnierz bluzy i agresywnie uderzył chłopaka pięścią w twarz. Cała sytuacja trwała dosłownie kilka sekund. Jego spojrzenie wykazało bezgraniczną wściekłość. Nigdy nie widziałam go takiego. Zamurowało mnie, po prostu byłam w szoku, przerażona. Nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. Ostatni raz widziałam to złowieszcze spojrzenie wtedy jak jeszcze byliśmy w Londynie na lotnisku, gdy przytulałam Kastiela... Właśnie wtedy patrzył na chłopaka tak samo jak teraz... Kastiel jęknął z bólu zszokowany gestem Nathana. Natychmiast do nich pobiegłam. Czułam, że wydarzy się coś strasznego i trzeba temu zapobiec.
- Nathan! Co ty wyprawiasz?! Porąbało cię do reszty?! - bezskutecznie próbowałam go odciągnąć. - Proszę cię przestań... - spanikowana zaczęłam płakać. Chłopak mocno mnie odepchnął tak, że straciłam równowagę i zataczając się się w tył, z impetem wyrżnęłam na szklany segment. Szyba pękła, a odłamki szkła runęły na mnie. W tej chwili wybiegli Lys, Sue, Jason i Emily. Dziewczyny podbiegły do mnie i czym prędzej mi pomogły. Chłopcy zajęli się Nathanem. Bezskutecznie... Chłopak złapał Kastiela za gardło i uderzył nim o ścianę. Widziałam jak coraz mocniej zaciska pięść na jego szyi. Jego oczy zmieniły tak nagle barwę na szkarłatną czerwień. Byłam pewna, że to wydarzenie zostawi trwały ślad w mojej pamięci. Dotarło do mnie, że jest w "transie". I nie był sobą, a przynajmniej tak sobie wmawiałam. Martwiłam się o Kastiela. Ale i tak nic nie mogłam zrobić. Obraz zaczął powoli znikać mi sprzed oczu. Spojrzałam na swą mocno zakrwawioną dłoń. I teraz coś do mnie dotarło... Nathan puścił Kastiela i wampirzym tempem podbiegł w moją stronę. Chwycił moją zakrwawioną dłoń przybliżając ją do obnażonych kłów. Wszyscy próbowali go powstrzymać, ale każdy z nich po chwili leżał na podłodze. Nie dało się powstrzymać przebudzonej natury pierwotnego wampira.
- Nathan... - szepnęłam rozpaczliwie patrząc w jego szkarłatne, krwisto czerwone oczy. Jason zdołał do niego podejść i uniemożliwić mu ruch.
- Nie... - szepnęłam słabo - proszę, cię zostaw go. Zaufaj mi... - brat spojrzał na Nathana nieufnie, ale go puścił.
Chłopak podniósł delikatnie mą dłoń do swoich ust i delikatnie liznął mojej krwi. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Znów były czarne i łagodne. Był sobą.
- Przepraszam...- powiedział wtulając się do mnie jak dziecko.
- Już w porządku... - przytuliłam go. - Już dobrze... - oddychałam ciężko głaszcząc go po głowie.
- Zaufałaś mi.
- Bo wiedziałam, że mi nic nie zrobisz...
- Nie mogłaś mieć pewności.
- Ale ją miałam.
- Nie byłem sobą...
- Wiem o tym...
- Czy teraz wiesz dlaczego jestem potworem?
- Nie jesteś... - mówiłam cicho i powoli ciesząc się, że mam go w ramionach, że jest blisko mnie.

~~ OCZAMI NATHANA... ~~

To co czułem w tamtym momencie nie można było opisać. Nie żałuję tego, że go uderzyłem. Należało się draniowi. Żałuję tylko tego, że nie zdołałem zapanować nad moją naturą i żałuję, że ona to widziała... To jak wtedy koło mnie przeszła tak obojętnie świadczyło o tym, że już mnie nie kocha, ma mnie gdzieś, a pokochała jego. Po prostu nie chciała mi tego powiedzieć prosto w twarz, chciała się stopniowo odizolować. Tylko dlaczego?! Czy jestem aż tak zły czy naprawdę mnie nienawidziła? Dlaczego musiałem zakochać się istocie ludzkiej, dlaczego w takiej delikatnej osobie jak ona? To bez sensu. Od początku ten związek był skazany na porażkę. Więc dlaczego miałem tą głupią nadzieję?! Wszystko widziałem... Widziałem jak go całowała, dzięki swoim czułym zmysłom mogłem nawet z dużej odległości dokładnie usłyszeć o czym rozmawiali. Słyszałem jak czułym głosem mówiła do niego: "Kocham cię" i to bolało, czułem wtedy jakby mój cały świat się zawalił, jakby wszystko w ciągu jednej sekundy straciło sens...  Może stało się tak dlatego, że byłem zbyt zimny, zbyt oschły, zbyt okrutny dla niej... Nie wiem... Potem po prostu odszedłem nie chcąc słyszeć więcej...

~~

Kolejny dzień...

- Hej mamo! - krzyknęła Nadia otwierając drzwi.
- Nareszcie wróciłaś! Chodź, pomogę ci z tymi walizkami.
- Nareszcie w domu... - szepnęła patrząc na mamę. Uścisnęły się. Poczuła znajomy zapach gotującej się potrawy.
- Robisz lazanię?
- Tak. Pomyślałam, że się ucieszysz. Jak minęła podróż? Prawie w ogóle nie dzwoniłaś.
- No cóż. Wyladowaliśmy gdzieś w środku Polski, jakieś małe miasteczko, gdyż Nathan pomylił bilety i tak jakoś wyszło.
- Chodź, obiad prawie gotowy. Wszystko mi opowiesz.
- Nie, mamo. Wybacz, ale pójdę już do swojego pokoju. Zresztą nie jestem głodna, bo przed wylotem byliśmy w biedronce na zakupach. (Nie mogłam powstrzymać się od nienapisania tego fragmentu xD wiem, jestem jakaś porąbana)
- Ale czy wszystko w porządku? - spytała niepewnie jej mama, bacznie jej się przyglądając.
- Tak. - skłamałam - Jestem po prostu trochę zmęczona po wycieczce, powrót był męczący. Pójdę się trochę przespać.
- No dobrze. Jakby co to będę w kuchni.
- Okej... - powiedziała smutnym, słabym głosem, po czym weszła po schodach na górę do pokoju. Od razu gdy otworzyła drzwi zasłoniła rolety, tak, że w pomieszczeniu nic nie było widać. Otaczała ją zupełna ciemność. Usiadła na łóżku i chowając głowę w dłoniach siedziała tak przez jakiś czas. Ciągle myślała o tym samym i nie potrafiła się otrząsnąć. Chociaż wiedziała, że to nie ma sensu. Straciła go już na zawsze, ale chciała go przywołać we wspomnieniach. Spojrzała na swoją dłoń, która jeszcze dwa dni temu była cała zakrwawiona. Dotknęła jej. Ani śladu po ranie. Wtedy Nathan dał jej trochę swojej krwi i rana zregenerowała się tak, że nie pozostał po niej ślad. Uświadomiła sobie, że wtedy właśnie ostatni raz go dotknęła...

~"Tylko ty sprawiłaś, że jestem teraz taki. Mimo moich wad czuję, że jestem lepszy. Mimo, że jestem potworem przy tobie czuję się jakbym był człowiekiem. Tylko ty mnie rozumiesz, tylko ty jesteś w stanie sprawić uśmiech na mojej twarzy. Zostałem stworzony by być przy tobie, rozumiesz? Nic innego bez ciebie nie ma sensu, bo bez ciebie nie potrafię się nawet uśmiechnąć. A przy tobie jest inaczej. Przy tobie nawet niemiła rzecz jest fajna, a fatalne miejsca stają się niesamowite. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz dlaczego cię wybrałem. "~

- Tak Nathan, rozumiem dlaczego mnie wybrałeś, ale nie rozumiem dlaczego zostawiłeś... - dopowiedziała sama do siebie. Telefon dzwonił do niej od jakichś piętnastu minut. Gdy zadzwonił ponownie postanowiła zobaczyć kto dzwoni. To Emily...
- Halo... - podniosła słuchawkę do ucha.
- Hej. Co u ciebie?
- No... Bywało lepiej.
- Możemy się spotkać?
- Jak chcesz. Możesz do mnie zaraz przyjść, bo nie chce mi się wychodzić z domu.
- Okej, więc możesz otworzyć balkon?
- No dobra, ale po co? - z niechęcią podeszła do okna odsłaniając je i otwierając balkon. W mgnieniu oka Emily weszła do pokoju dziewczyny.
- Jak ty?!
- Jestem wampirzycą, zapomniałaś? - zaśmiała się, po czym usiadła ma łóżku obok przyjaciółki.
- Co jest? Czemu ty i Nathan się unikacie?
- Tak jakoś wyszło.
- Mo weź..  Przecież on cię naprawdę kocha, ty go też, więc to niemożliwe, że tak po prostu urywacie kontakt.
- Tsaa... Gdyby naprawdę mnie kochał, tak jak mówisz to nie zapraszałby innej dziewczyny na randkę. - próbowała to powiedzieć sarkastycznie uśmiechając się przy tym jakby było to dla niej obojętne, ale jej się nie udało.
- Jak to? - spytała zdziwiona.
- Nie udawaj zdziwionej. Zresztą nie gadajmy o nim, mam go w dupie! - skrzyżowała dłonie na piersiach i przybrała pokerową twarz.
- To niemożliwe, przecież on nigdy by Ci tego nie zrobił! Niezły z niego drań, nawet bardzo, ale bez przesady. Chyba żartujesz?!
- Błagam cię, Emily! Nie dobijaj mnie. Już nie pamiętasz jak się do ciebie przystawiał?! Wyznał ci miłość i zaprosił na jakiś piknik! Wszystko słyszałam...
- Ale... - Emily zamurowało. Chciała jej natychmiast wszystko wyjaśnić, ale nie miała pojęcia od czego zacząć - Przecież to nieporozumienie.
- Zakochał się w tobie i teraz mnie unika, bo nie chce mi tego powiedzieć prosto w twarz. - łzy spłynęły jej po policzkach na samo wspomnienie o tym.
- Co?! - Emily spojrzała na nią jak na idiotkę i wybuchnęła śmiechem. - Że on się we mnie zakochał?! Ty se chyba jaja robisz. On mnie chciał zabić, a co dopiero żeby się zakochał. - dziewczyna nie mogła przestać się śmiać, spojrzała na Nadię, która nagle zbladła. Jej grobowa mina wyrażała szok. Emily zaraz się opanowała i ucichła.
- O Boże... - zaczęła Nadia piskliwie. - Czyli on... Ty... On naprawdę...
- Nie Nadia, to nie tak! - dopiero teraz Emily zorientowała się jaki straszliwy błąd popełniła przypadkowo jej o tym mówiąc. O tym, że Nathan prawie doprowadził ją do śmierci i cudem przeżyła dzięki Jasonowi. Już nie miała mu tego za złe, ale Nadia mogła inaczej to zinterpretować. Wiedziała, że już nigdy nie wybaczy Nathanowi. Przez jej niefortunną pomyłkę mogła ich rozdzielić... Na zawsze...

~~
Wiem, kończę w "takim" momencie xD wiem, że tylko pogrążam sytuację bohaterów jakbym była jakąś sadystką. Narazie jest smutno trochę w tych ostatnich dwóch rozdziałach. Ale żeby mieć teczę, trzeba się pogodzić z deszczem, a żeby zaznać szczęścia i radości trzeba przeżyć smutek. Życie to nie instytucja do spełniania życzeń... Są złe i dobre chwile. Zawsze po złych przychodzą dobre. Ale czy... Te złe rzeczywiście są aż tak "złe"? Pewnie każdy z nas chciałby, by życie było radością, bez skutków i trosk, żeby zawsze być szczęśliwym i niczym się nie martwić... Uważamy, że te złe chwile są zbędne w życiu. Ale czy taka jest prawda? Czy gdybyśmy nigdy w życiu nie zaznali smutku potrafilibyśmy docenić szczęście? Właśnie dzięki temu, że przeżyliśmy złe chwile zawsze doceniamy te radosne, i zaczynamy dostrzegać radość w tym co mamy. Więc chyba te złe chwile nie są zbędne w życiu..
A się rozgadałam xdd no cóż. Przed chwilą zrobiłam prolog serialu w The sims 3 i jestem z niego duuumnaaaa :3 No dobra nie będę się chwalić I wgl.... Ale jestem genialna i wyszło mi ZAJEBIŚCIE mimo, że program co pięć sekund się wyłączał, serio xD TT_TT chyba ze szczęścia pójdę skoczyć z dywanu.

środa, 26 listopada 2014

Rozdział 16

Rozdział 16       "Jesteś sadystą..."

~
      Rozdział taki trochę no...jakby to powiedzieć, nietypowy i jak to moja psiaps ujęła: "Wszystko spier***łam" :) No cóż...Tak się to wszystko w moim mózgu poukładało i takie mam pomysły. :D Mimo wszystko mam nadzieję, ze mnie nie zabijecie i rozdział wam się spodoba :)
PS.: Dodałam na bloga kilka nowych piosenek :)
Myślę, ze do rozdziału będzie pasowała piosenka "Me and my broken heart" Jest ona chyba ostatnia, o ile się nie mylę xD Strasznie ją lubię tak wgl. No ale dosyć już mojej smętnej gadaniny xdd :P
Miłego czytania :** <3
~


- Prze - przepraszam...
- Nie przepraszaj... - położył głowę na jej plecach, a dłonie na jej ramionach.
- Nadia... - nagle wstał. Jego grobowy głos brzmiał teraz bardzo poważnie.
- Może ty... Może ty... ! JESTEŚ W CIĄŻY?!
- Nie, to niemożliwe. To tylko zwykłe niestrawności.
- Ale, napewno?
- Tak, zresztą zobaczysz, że nic mi nie jest i wszystko jest w porządku. - uśmiechnęła się do niego i przytuliła go, on odwzajemnił uścisk i spoglądając na nią przelotnie posmutniał.
- Co się stało? - spytała dziewczyna patrząc na niego z lekkim zdziwieniem.
- Będę musiał cię dzisiaj niestety zostawić... - westchnął smutno.
- Ale dlaczego? Wynudzę się tu bez ciebie. Nie zostawiaj mnie... - spojrzała mu słodko w oczy, a on mruknął z rozkoszy, gdy gładziła go po karku.
- Mhm... Muszę iść z Jasonen, i wszystkimi wampirami z tego pomieszczenia na polowanie... - odrzekł spuszczając wzrok. Nadia mimowolnie zesztywniała. A jego twarz posmutniała. Dziewczyna zrozumiała, że mogła mu sprawić ból.
- Przepraszam! - wyrwało jej się natychmiastowo. - Ja nie chciałam...
- Rozumiem... - Nadal jednak był sztywny. - Jestem potworem i zdaję sobie z tego sprawę...
- Nie, po prostu przez cały czas byłeś jak prawdziwy człowiek i zupełnie zapomniałam o twojej naturze - spojrzała na niego znów go przytulając. - właściwie to mało wspominałeś o tym, jak się żyje jako wampir i o tym jak polujesz... - zaczęła nieśmiało, ale zaraz pożałowała tego.
- Kochanie, kiedyś ci wszystko opowiem, powiem ci tylko, że nie zabijamy ludzi - uśmiechnął się do niej i właśnie wtedy spoglądając mu w oczy, dziewczyna dostrzegła, że jest słaby. Zrobiło jej się go żal.
- To dozobaczenia wieczorem - pocałowała go w policzek.
- Dozobaczenia... - wyszedł zostawiając ją w kuchni.
Nadia weszła do salonu, siadając na dużej czarnej kanapie. Myślała o Nathanie. Bardzo chciała z nim porozmawiać, dowiedzieć się czegoś o wampirach. Narazie wiedziała tylko tyle, że żywią się krwią (doprawdy zaskakujące xD), dzięki jakimś dziwnym pierścieniom nie palą się w słońcu, są nadludzko piękne i silne, a także nieśmiertelne. Tylko, że Nathan był innym wampirem. Był wampirem mogącym posługiwać się magicznymi mocami, był jedynym ma ziemii zrodzonym wampirem. Teraz po śmierci Mirandy jedynym pierwotnym. Ciekawe jaka w rzeczywistości była jego matka. Przecież skoro pozbawiła go wspomnień i uśpiła jego moce, nie mogła być aż taka zła... Nadia wiedziała również, że kiedyś ona i Nathan już się spotkali. To było pewnie przed wypadkiem, jeszcze w Atlancie. Od lat tam nie była... Tylko, że Nathan narazie nic nie chciał o tym wspominać. Cierpiał z tego powodu. Bardzo cierpiał. A ona tak bardzo nie chciała, by cierpiał, tak bardzo go kochała.
- JESTEŚ DO BANI! - usłyszała krzyk Emily, dochodzący z sypialni obok. Nadia nie należy do osób ciekawskich, które lubią podsłuchiwać, ale teraz nie mogła się powstrzymać, gdyż przez chwilę wydawało jej się, że usłyszała głos Nathana. Przecież to niemożliwe. Niby co mógł robić w sypialni u Emily?! Przed chwilą podobno wyszedł na polowanie! Nadia prędko wstrzymując oddech dobiegła do drzwi najciszej jak tylko potrafiła. Oby tylko jej nie zauważyli...
- No więc, co chciałeś mi powiedzieć, Nathanie?
- Bo chodzi o to, że chciałbym cię zaprosić dziś wieczorem na piknik. Wiesz, to miała być niespodzianka, ale...
- Niby dlaczego miałabym z tobą pójść?
- Bo... Bo cię kocham. Naprawdę cię kocham.
- Jak bardzo?
- Bardziej niż możesz to sobie wyobrazić.
Nadia była w szoku, miała wrażenie, że Nathan właśnie stał przed nią i wbił jej w serce nóż. Nie mogła pozbierać się po tym co usłyszała. To po prostu do niej nie docierało. Przecież tak bardzo go kochała, i wydawało jej się, że on też ją kocha. Dlaczego właśnie wyznał Emily, że ją kocha?! Dlaczego to do cholery zrobił?! Wbiegła do swojej sypialni i bezsilnie opadła na podłogę łapiąc się za głowę. Nie mogła w to uwierzyć. W głowie jej huczało. Czuła jakby nagle w ciągu jednej sekundy cały świat jej się zawalił. Bo Nathan był jej całym światem, całym życiem. Dlaczego jej to zrobił?! To niemożliwe. Poczuła jakby jej serce właśnie rozpadło się na milion kawałeczków.
- A to drań... - westchnęła. Łzy same spływały jej po policzkach. Pamiętała jak jeszcze wczoraj byli w parku, jak mówił jej, że tak bardzo ją kocha... To niemożliwe żeby tak nagle zainteresował się inną dziewczyną. To musiałoby być już wcześniej. Więc dlaczego tak ją kłamał?! W tej chwili zaczęła żałować, że się w nim zakochała i że, zaczęła traktować ich więź poważnie...
~~
- Nie umówię się z tobą! - krzyknęła Emily wybuchając śmiechem.
- No ale dlaczego?! - Nathan był zdenerwowany.
- Bo jesteś brzydki! - zaczęła się śmiać jeszcze bardziej. - i chodzisz jak pingwin, i masz potargane włosy i mówisz jakbyś był pijany!
- Ale ona by tak nie powiedziała! - krzyknął zbulwersowany.
- No a jak by powiedziała?
- No... Zgodziłaby się.
- Pewny jesteś?
- No... Chyba tak - powiedział z lekką niepewnością.
- To idź i ją po prostu zaproś. - popchnęła go w stronę drzwi.
- No ale kiedy ja nie mogę. - powiedział smutno.
- Dlaczego?! - krzyknęła wybuchając zdziwieniem. - zawsze jesteś taki pewny siebie.
- Już nie, nie przy niej.
- O Boże... - zakryła usta dłonią.
- O co chodzi?
- Ty się w niej naprawdę zakochałeś! - pisnęła zachwycona.
- Ale mi odkrycie. - prychnął zdegustowany.
- No dobra, sory...
- Spoko, ale będziesz mogła mi pomóc? Nie wiem jak jej to powiedzieć i chcę żeby była zachwycona, a ty ją lepiej znasz no i jesteś dziewczyną i w ogóle...
- No dobra, jesteś do bani i trzeba cię nauczyć. Zacznijmy od nowa. Ja jestem Nadia, a ty działaj.
~~
Spojrzała w lustro patrząc w swe rozmazane tuszem do rzęs powieki i policzki. Zaczęła nerwowymi ruchami ścierać makijaż.
- Boże... Wyglądam jak zombi!
- Bywało gorzej. - odezwał się męski głos dochodzący z łazienki. To był Kastiel, ubrany... A właściwie nieubrany, gdyż miał na sobie tylko ręcznik zasłaniający go od pasa aż po kolana. Przez chwilę Nadia patrzyła na jego umięśniony tors, mokre kosmyki hebanowych włosów i mimowolnie na jej twarz wystąpiły delikatne rumieńce. Był przystojny... Podszedł do niej i spojrzał na blondynkę zamyślony. Palcami przejechał po jej kosmyku długich, jasnych włosów.
- Dla mnie zawsze będziesz najpiękniejsza - szepnął cichym głosem patrząc jej uporczywie w oczy. Powiedział to jednak za cicho, że Nadia nie usłyszała.
- Co?
- Nic, nieważne - zmrużył delikatnie oczy. - Co ty na to, byśmy poszli na spacer?
- Dobry pomysł. Tylko musiałabym się przygotować.
- Więc, ja się ubiorę i wyjdziemy za 15 minut.
Około pół godziny później razem spacerowali po mieście. Było gorące popołudnie. Nadia miała na sobie granatową bokserkę i czarne shorty, a Kastiel białą koszulkę z logo ulubionego zespołu i spodnie długie do jego kolan w czarno-białą kratę. Włosy miał ułożone w nieład. Przez chwilę dziewczyna miała wrażenie jakby Kastiel chciał w pewien upodobnić się do Nathana. Chociaż nigdy mu się to nie uda, bo Nathan jest jedyny w swoim rodzaju i nie da się go skopiować. Tak właśnie myślała...
- Widzisz tamto drzewo? - spytał po chwili wskazując na dosyć niskie, o rozwijających się dwóch grubych gałęziach wyglądających jak kolejne dwa pnie wzrastające z niego.
- Ehem... - pokiwałam twierdząco, z początku nie wiedząc do czego zmierza. Spojrzałam na chłopaka. Był zapatrzony w to drzewo, wyglądał na zamyślonego.
- Kiedyś, jeszcze jak obydwoje mieszkaliśmy w Atlancie - zaczął powoli - za naszymi domami, kawałek dalej była taka polana ze stawem. Zawsze tam przychodziliśmy jak byliśmy mali...
- Ach! Pamiętam! Obok tego stawu też było takie drzewo. Wyglądało zupełnie jak to. Pamiętam jak kiedyś byłam smutna, ty żeby mnie pocieszyć poszedłeś tam ze mną i zawiesiłeś dla mnie huśtawkę na jednej z gałęzi... - oczy jej rozbłysły. Zatopiła się we wspomnieniach.
- Tak. Ale uparłem się, że pierwszy ją wypróbuję, by sprawdzić jej wytrzymałość. - spojrzał na nią z uśmiechem na ustach. Jego oczy także błyszczały. Obydwoje powolnym krokiem podeszli do drzewa. Będąc tuż przy nim dziewczyna położyła swą dłoń na twardym pieniu. Wspomnienia wróciły...
- No i huśtawka się urwała, a ty spadłeś - uśmiechnęła się na samą myśl o tym wspomnieniu. - Byłeś wtedy taki słodziutki, jak zacząłeś płakać.
- Jak zacząłem płakać, powiadasz? - spojrzał na nią wymownie - Ty sadystko!
- Ja sadystka? Już nie pamiętasz co zrobiłeś z moim miśkiem Lucyferem? - udała lekko dotkniętą.
- Kto normalny nazywa swoją maskotkę "Lucyferem" jak nie jakiś sadysta? - W tym momencie dyskretnie się do niej przybliżył, tak, że dziewczyna stała tuż przed nim opierając się o drzewo, a on oparł swą prawą dłoń o pień.
- A pamiętasz co było dalej? - ton jego głosu znacznie się zmienił, spojrzenie stało się głębsze. Mówił cicho i powoli, ważąc każde słowo...
- Kiedy? - Nadia była zbita z pantałyku.
- Wtedy jak spadłem z huśtawki - spojrzał jej głęboko w oczy, głębiej niż dotychczas. Nadia poraz pierwszy mogła oglądać jego szmaragdowe oczy z tak bliskiej odległości, dostrzegając w nich piękne szczegóły, których jeszcze nie w nich nie widziała. - Ty podeszłaś do mnie i chwyciłaś mnie za dłoń. O tak... - w tym momencie chwycił jej prawą dłoń. Dziewczynie odebrało mowę. - spojrzałaś mi w oczy o tak... - teraz wpił swoje spojrzenie w jej zdezorientowane błękitne oczy, nadal ważąc każde słowo. Nieznacznie się do niej przybliżył. Tak, że teraz opierał swe czoło o jej czoło. Wszystko pamiętała, pamiętała wspomnienia z dzieciństwa, a przynajmniej ich fragment. Nadia zesztywniała. Kastiel zaczął przybliżać swe malinowe wargi do jej ust, a ona... Ani drgnęła. Ba! Ona nawet nie oddychała. Ale dlaczego się nie odsunęła? Dlaczego mu na to pozwoliła?! Czemu go nie powstrzymała. W końcu delikatnie swymi mięciutkimi, ciepłymi wargami musnął jej usta. Nadia automatycznie zamknęła oczy, jednak nie odwzajemniła pocałunku. Była nieruchoma. Niczym nieżywa, porcelanowa lalka. Jego wargi były takie ciepłe, delikatne... Różniły się od zimnych, marmurowych ust wampira. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niej co się dzieje. Gwałtownie odwróciła się w prawą stronę przerywając "pocałunek". Jeśli można było to nazwać owym "pocałunkiem". Łza spłynęła jej z oczu. Czyn prędzej ją otarła. Chłopak odsunął się od niej, nie odzywając się ani słowem. Po prostu stał przed nią nieruchomo oczekując na to, co Nadia dalej zrobi. On już zrobił wszystko... Zrobił to co chciał zrobić od dawna. Teraz jej kolej. Obydwoje przez kilkanaście sekund trwali w grobowej ciszy. W końcu dziewczyna odwróciła się do niego i spojrzała na niego innym wzrokiem niż dotychczas...
- Kastiel... - zaczęła nerwowo - jesteś sadystą...



sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 15

Rozdział 15


Kolejny dzień wakacji... 


Wszyscy dojechali już na ulicę Słowackiego. Już weszli do bloku, a potem do mieszkania. 

Hi - Urocze mieszkanko. - westchnęła zachwycona Nadia rozglądając się. Na wejściu stał korytarz, obok obszerna kuchnia. Dalej weszli do ładnie urządzonego salonu z dużym telewizorem i ogromną czarną kanapą. Ściany w pomieszczeniu były czarne i białe. Po prawej stronie było wejście na balkon. 

- Nasza sypialnia jest tam... - Nathan uśmiechnął się do niej szeroko i wskazał jej kremowe drzwi na końcu. Wziął ją za rękę i poszli w stronę pokoju. 

- Mieszkanie nie jest za duże, więc jesteśmy skazani na to, by spać razem w jednym pokoju, w jednym łóżeczku. - mówiąc to spojrzał na nią przelotnie uśmiechając się szyderczo i delikatnie pocałował ją w czoło. Nadia stała zarumieniona patrząc na Nathana jak na jakiegoś debila. 



- Więc jakie dzisiaj mamy plany, panie przewodniku? - spytała siedząca obok Nathana Nadia lekko opierając się o jego prawe ramię. Na tylnych siedzeniach siedział Jason z Emily. Sue, Lys i Kastiel zostali w mieszkaniu. 

- Tylko nie spowoduj wypadku. - roześmiał się Jason. 

- No bez przesady... - skarcił brata wzrokiem. - Pojedziemy do galerii handlowej, to niedaleko. Właściwie to tutaj. Wszyscy spojrzeli na dosyć pokaźnych rozmiarów galerię handlową jaką był Focus Mall. Była to galeria dosyć mała porównując ją na przykład z Westfield London, gdzie porównania w ogóle nie było. Nathan zaparkował samochód na jednym z parkingów galerii i wszyscy wysiedli. 

- Gdzie najpierw idziemy? 

- Może do tego sklepu tam, H&M'u? - skierowali się od razu do sklepu, a Nadii od razu w oczy rzuciła się śliczna czerwona sukienka z wystawy. Aż rozdziawiła usta z zadziwu. 

- Podoba ci się? - spytał Nathan nagle obejmując ją od tyłu w talii. 

- No, ładna jest... - powiedziała z lekkim wahaniem. 

- Więc ją kupujemy. - powiedział radośnie ciągnąć ją w stronę wieszaków. - Ta będzie idealna. 

- Ale Nathan, naprawdę nie musisz... 

- Cicho bądź! Idziemy. - obydwoje podeszli w stronę sprzedawczyni, to znaczy Nathan, który na siłę ciągnął za sobą rozkojarzoną Nadię. 

- Więc tylko to będzie? - spytała młoda dziewczyna w czarnym T-shirt'cie patrząc z uznaniem na Nathana. Nadia i Nathan spojrzeli po sobie. 

- Co kurwa? - spytał zdezorientowany.

- Nathan.. - Nadia nie mogła wytrzymać że śmiechu. 

- Czy mam dać coś do tego, zapakować? Polecam również produkty z wyprzedaży po lewej stronie, tam na końcu. - uśmiechnęła się sprzedawczyni uroczo przy tym trzepocząc rzęsami. W dodatku słodkim dziewczęcym gestem odgarnęła swe włosy w tył. Nadia zauważyła, że była naprawdę ładna. Poczuła zazdrość patrząc na to jak go podrywała. W mgnieniu oka złapała chłopaka za dłoń. Pokazując, że Nathan należy do niej, do nikogo innego. Spojrzała na chłopaka, który nawet nie zwrócił na to uwagi tylko patrzył na młodą dziewczynę jak na idiotkę. Nadia znowu się zaśmiała. 

- PO JAKIEMU TY DO MNIE DO KURWY NĘDZY GADASZ?! - nie wytrzymał już. 

-Dziewczyno, mów po ludzku do mnie! Co ty się kurwa z Marsa urwałaś?! 

(Dwa różne języki, polski i angielski xd) 

-Nathan..- Nadia już nie mogła wytrzymać że śmiechu. Patrzyła na zirytowanego, wytrąconego z równowagi Nathana i na lekko przerażoną młodą sprzedawczynię. Przechodzący obok ludzie przyglądali się zaistniałej sytuacji ze śmiechem i zdziwieniem. - Ona gada po polsku. - gdy to powiedziała, jego mina była po prostu bezcenna. 

- Aaa... - dopowiedział po czym podał zestresowanej sprzedawczyni sukienkę. 

Gdy wychodzili że sklepu Nathan szedł ze zbitą miną. 

- Jaki z ciebie dzieciak! - przelotnie pogłaskała go po policzku uśmiechnąwszy się do niego 

- Ja po prostu nigdy nie słyszałem takiego języka. To nie moja wina, że Polacy gadają jakby ich dupa bolała. 

- No już... - przytuliła go. 


~~


Od razu po tym incydencie wszyscy udali się do parku ma ulicę 3-go Maja. Był to jedyny park w tej miejscowości. Byli z nimi także Lys, Sue i Kastiel. Jednak wszyscy się rozdzielili, a potem Nadia została sama z Nathanem. Usiedli na ławce wokół dwóch drzew. W okolicy były różne drzewa i krzewy. W oddali słychać ćwierk ptaków, a tuż przed nimi odgłos płynącej wody z rozległej fontanny. Wokół nich zieleń... 

- Podoba Ci się tu? - spytał zaciekawiony Nathan. 

- Tak.. Jest cudownie... - szepnęła zachwycona 

- Trochę głupio, że pomyliłem te bilety. - odrzekł smutno. 

- Przestań! Jest fajnie. Przynajmniej nikt się takich wakacji nie spodziewał. Mi się podoba. A tobie? - spojrzała na niego przelotnie. 

- Nawet... Z Tobą to nawet i w końskiej stajni czułbym się rewelacyjnie. - powiedział po czym powolutku zaczął przybliżać się do niej i głęboko spojrzał jej w oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się. 

- Słodki jesteś... - powiedziała śmiejąc się. 

- To ty jesteś słodka. - objął ją delikatnie w talii i podniósł ją tak, że teraz siedziała na jego kolanach. 

- A najsłodsza jesteś wtedy gdy jesteś o mnie zazdrosna... - uśmiechnął się do niej szyderczo i posłał jej uwodzicielskie spojrzenie. Nadia rozdziawiła usta i w mgnieniu oka stała się cała czerwona na twarzy. 

- Zauważyłeś... - powiedziała cichutko nerwowo mrugając oczyma. Nathan się zapatrzył w jej śliczne zawstydzony oczy. W tej chwili poczuł jakby jego serce przyspieszyło, waląc w jego piersi jakby chciało się wydostać wprost do Nadii. W brzuchu poczuł motyle, w gardle gulę. Przez tą chwilę istniała dla niego tylko ona. Cały świat się nie liczył, nic nie mogło być ważniejsze od niej. Dotarło do niego, że nigdy przy żadnej dziewczynie nie czuł czegoś takiego. On naprawdę się zakochał, z każdym dniem jego uczucie rosło... 

- Co się stało? 

- Nie, nic... - wreszcie się ocknął. - Przez tą chwilę wyglądałaś tak samo jak wtedy, za nim jeszcze... - Nie skończył, bo znów poczuł gulę w gardle. Jeszcze chyba nigdy tak mocno tego nie odczuwał. Przez całe życie nic nie czuł, żadnych emocji. Dopiero potem gdy ją ponownie spotkał, wtedy w szkole... Wszystko się zmieniło... 

- Nathan... - opuszkami palców przejechała po jego bladym, chłodnym policzku. "Dlaczego nigdy nie mogę Cię zrozumieć? Jesteś taki odległy..." W rzeczywistości to tylko ona była w stanie go zrozumieć... 

- Ach... Myślałem sobie tylko o tej ślicznej sprzedawczyni. Ach... Była taka pociągająca... - westchnął udając zachwyt, a Nadia uderzyła go w ramię. Roześmiał się. 

- Kochanie, przecież wiesz, że żartuję. - uśmiechnął się do niej obejmując ją mocno. Nadia tylko spojrzała na niego spode łba. 

- Jak mogłaś być o nią zazdrosna... 

- O wszystkie dziewczyny jestem zazdrosna! 

- To dobrze... Ale nie musisz być, bo nie masz powodu. 

-Wszystkie się do ciebie kleją. Jestem pewna, że gdybym gdzieś na moment odeszła wszystkie, by do ciebie polgnęły! - obrażona skrzyżowała dłonie na piersiach. 

- Dlatego nie możesz mnie nigdy opuszczać, nawet na moment... - szepnął jej do ucha aksamitnym, uwodzicielskim głosem. Podziałało... Dziewczyna się rozluźniła. 

- Nie rozumiem... Mógłbyś mieć każdą... 

- Ale wybrałem ciebie... - spojrzał jej głęboko w oczy przybliżając się do jej twarzy i uśmiechnął się. Prawą dłonią odszukał jej dłoni, po czym delikatnie ją chwycił splatając ich palce. 

- Dlaczego? 

- Dlatego, że jesteś... Hmm... Niesamowita? 

- Mówisz tak żeby się podlizać. 

- Nie... Mówię prawdę. - powiedział poważnie. - Tylko ty , że jestem teraz taki. Mimo moich wad czuję, że jestem lepszy. Mimo, że jestem potworem przy tobie czuję się jakbym był człowiekiem. Tylko ty mnie rozumiesz, tylko ty jesteś w stanie sprawić uśmiech na mojej twarzy. Zostałem stworzony by być przy tobie, rozumiesz? Nic innego bez ciebie nie ma sensu, bo bez ciebie nie potrafię się nawet uśmiechnąć. A przy tobie jest inaczej. Przy tobie nawet niemiła rzecz jest fajna, a fatalne miejsca stają się niesamowite. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz dlaczego cię wybrałem. A teraz musisz mi coś obiecać... 

- Co? - spytała poruszona. Była wzruszona jak nigdy przedtem. Zawsze gdy była przy nim, świat stawał się inny, lepszy. Mimo tego co powiedział, ona uważała inaczej. Myślała, że to nie ona mu jest potrzebna, tylko on jej... 

- Proszę cię... - zaczął i wpił swoje intensywne spojrzenie w jej delikatne błękitne oczy. Mówił cicho i powoli, jakby starał się nie urazić jej swoim donośnym głosem. - Obiecaj mi, że... Już nigdy mnie nie opuścisz... 

- Dobrze, obiecuję... - przytuliła go mocno. 

- To dobrze. Bo jak odejdziesz, odejdzie część mnie, a wtedy bez ciebie moje życie straci ten kolor i nie będzie sensu, by już dalej żyć... 

-Nathan... - odsunęła się od niego na chwilę, by móc spojrzeć w jego czarne oczy osłonięte czarnymi kosmykami jego włosów. - Nie opuszczę cię, rozumiesz. Zawsze będę przy tobie. - powiedziała i uśmiechnęła się do niego słodko. On odwzajemnił uśmiech i chwycił jej dłonie oplatając je wokół własnej szyi, po czym chwycił ją w talii i zamykając oczy zaczął swą twarz delikatnie przybliżać do jej twarzy. Ona zrobiła to samo. Jej serce przyspieszyło. Ich usta dzieliły milimetry. - Tu jesteście! - krzyknęła Emily klaszcząc w dłonie. Obydwie odskoczyli od siebie jak oparzeni. - chodźcie, bo już jedziemy. 

Gdy wreszcie wszyscy dojechali była już 17:00. Dopiero przyjechała pizza, po tym jak wszyscy zjedli, każdy rozszedł się do swoich pokoi. Nadia i Nathan weszli już do swojej sypialni. Dziewczyna wyszła na chwilę na balkon. Patrzyła na słoneczny, piękny dzień, pod nią jechały samochody. Jednego była pewna... Było inaczej niż w Londynie. O wiele inaczej... 

- Co tak patrzysz? - chłopak niespodziewanie objął ją od tyłu i przytulił do siebie. 

- A tak się zastanawiam... - w tej właśnie chwili przypomniała sobie pewną sytuację, która miała miejsce kilka dni temu. Ciągle ją to dreczyło i nie dawało jej spokoju. 


~

Było to zaraz przed wakacjami. Dziewczyna zmęczona wróciła ze szkoły. Chociaż wtedy zaraz po szkole poszła jeszcze z Nathanem do kina, więc był już późny wieczór. Gdy weszła do domu od razu opartą o próg drzwi w przedpokoju zobaczyła swoją mamę. 

- Gdzie ty byłaś?! - czarnowłosa kobieta spoglądała na nią ze złością. 

- Emm... Co?! - Nadia była zszokowana. Nie sądziła, że mama będzie jej robić wyrzuty o późne wracanie do domu tuż przed wakacjami. 

- Czy ja mówię po chińsku?! Gdzie ty do jasnej cholery byłaś?! 

- U koleżanki... - spanikowana skłamała. - Przepraszam, że ci nic nie mówiłam, ale tak niespodziewanie mnie zaprosiła i już prawie wakacje, więc... 

- Chciałam z tobą porozmawiać. 

- A nie możesz jutro? Jestem zmęczona. 

- Musimy porozmawiać teraz, to ważne. - jej ton głosu nie wróżył niczego dobrego. Obie usiadły przy stole. Nadia naprzeciw matki. 

- Nadio... Dostałam bardzo dobrą ofertę pracy, mogę zostać menadżerem bardzo dobrej firmy i... 

- Naprawdę?! To super! Dlaczego się nie cieszysz? - spojrzała na nią zdziwiona. Zorientowała się, że coś jest nie tak.

- Mamo? 

- Chodzi o to, że firma, która mi zaoferowała tą posadę mieści się w Atlancie... - kobieta spojrzała na córkę, która w tej chwili siedziała zamurowana. 

- Nie. 

- Musimy się wyprowadzić, najlepiej jak najszybciej. W przeciągu tego miesiąca. 

- NIE!!! - Nadia gwałtownie wstała od stołu. Jej teraźniejsze uczucia można było opisać w dwóch słowach: chaos i strach. Czuła jakby cały jej świat nagle się zawalił. Nie mogła zostawić Nathana, przyjaciół i Emily... Przecież niedawno dowiedziała się, że żyje. 

- Nie! Nie zgadzam się na to! 

~~


- Nadia? Heej! 

- Emm... Co się stało? 

- Zaczęłaś mówić jaki to jestem wspaniały i się zatraciłaś. - uśmiechnął się do niej niewinnie. 

- To w moim stylu. - roześmiała się. 

- Co się stało? - Nathan pocałował ją w szyję. 

- Nic takiego, po prostu zamyśliłam się. 

- Okej... - teraz trwali chwilę w ciszy wtuleni w siebie. Nagle usłyszeli jakiś dziwny hałas z pokoju obok. 

- Co się dzieje? 

- To tylko Jason z Emily. No wiesz... Szaleją. 

- Och... - roześmiała się. 

- Wiesz... - zaczął z wahaniem. - Może my też, no wiesz... Poszalejemy? - spytał uśmiechając się do niej słodko. 

- Nathan... - dziewczyna spojrzała na niego obejmując dłońmi jego kark. 

- Oczywiście jeśli chcesz. Jeśli jesteś na to gotowa... 

- Nathan, ja... - zaczęła nerwowo. - Jestem gotowa. - powiedziała, na co on uśmiechnął się złowrogo. Objął ją mocno w talii i złączył ich usta w dynamicznym pocałunku. Chłopak błądził dłońmi po jej plecach i talii, a ona co chwilę wzdychała z zachwytu. Wkrótce podniósł ją tak, że dziewczyna oplotła dłonie wokół jego szyi, a nogi miała oplecione wokół jego pleców. Wampirzym tępem podbiegł do łóżka. Po chwili obydwoje już na nim leżeli. Dziewczyna leżała pod nim i całując go targała mu włosy. Serce biło jej tak szaleńczo, jak nigdy wcześniej. Chłopak całując ją zszedł niżej na jej obojczyki i zaczął robić jej malinki na karku. Potem znów zaczął ją całować złączając ich języki w zachłannej walce. Powoli włożył swoje chłodne ręce pod jej bluzkę gładząc jej brzuch i plecy. Ona nie pozostając mu dłużna opletła nogi wokół jego pleców przyciągając go bardziej do siebie. Tym gestem sprawiła, że chłopak był jeszcze bardziej napalony. Dynamicznym gestem ściągnął jej bluzkę, a ona zaczęła odpinać guziki z jego koszuli...


~~


Nadia powoli otworzyła oczy. Był poranek. Promienie słoneczne oświetlały jej jasną twarz. Uśmiechnęła się sama do siebie zjewając. Była taka szczęśliwa... Szczęśliwa jak nigdy dotąd. 

"Ja i Nathan... My... " myślała i uśmiechała się od ucha do ucha. Spojrzała na chłopaka obejmującego ją. Miał zamknięte oczy. Wyglądał tak słodko... Dziewczyna przejechała dłonią po jego chłodnym policzku. Spał... Delikatnie wstała podnosząc kołdrę, by ukryć swoje nagie ciało, gdy nagle poczuła silny uścisk na swoim brzuchu. Minął ułamek sekundy, a dziewczyna leżała kurczowo przyciśnięta do łóżka tuż pod Nathanem. Zaniemówiła z wrażenia. 

- Gdzie się wybierasz? - szepnął jej do ucha swoim aksamitnym głosem. Nadia nie mogła oprzeć się jego oszałamiającemu zapachowi, głosowi i nieziemskiemu urokowi. 

- Myślałam, że śpisz... - miała szeroko otwarte oczy ze zdziwienia. 

- Mhm... Wampiry nie potrzebują snu, zapomniałaś? - zaczął niebezpiecznie się do niej przybliżać. Mimowolnie jej usta zaczęły drżeć, twarz pokryła się rumieńcami, a serce jak zwykle zaczęło łomotać. Dlaczego miał taki wpływ na jej uczucia?! 

- Twoje serce nagle przyspieszyło. To mi się podoba... - jego wzrok był jakiś taki inny. Jakby drapieżny... 

- Nathan... 

- Boisz się? To dobrze, bo jestem niebezpieczny, nawet bardzo. - uśmiechnął się szyderczo, po czym złączył ich usta w namiętnym pocałunku. - Nathan, ja... Powinnam już pójść, bo Emily i w ogóle... - Nie skończyła, bo Nathan znowu ją pocałował, tym razem tak słodko, przeciągle. Zamknęła oczy. 

- Ale ja cię nigdzie teraz nie wypuszczę. - zaczął się śmiać. Zaczął całować ją w kark, schodząc aż po obojczyk. Dziewczyna westchnęła z rozkoszy, po czym się speszyła. Poczuła, że uśmiechnął się z satysfakcją. Nie widziała tego, ale po prostu wiedziała. Leciutko musnął jej szyję, a potem składał na jej karku, szyi i ustach gorące pocałunki. ( Bo mu się nudziło -_-) 

~~


Po południu wszyscy w salonie oglądali telewizję. 

- Ja zaraz wrócę.. - powiedziała niepewnym głosem Nadia i wstając niechętnie pobiegła w stronę łazienki. 

- Co jej jest? - spytała Emily oglądając się za przyjaciółką. 

- Mnie się pytasz? - spytał równie zdziwiony Nathan. - pójdę za nią. Doszedłszy do łazienki, zatrzymał się przed drzwiami nasłuchując. 

- Kochanie, czy wszystko okej? 

- Tak... - wyjąkała. 

- Nie! - krzyknął i gwałtownym ruchem otworzył drzwi, wykręcając zamknięty w nich zamek. 

- Nadia, czy ty wymiotujesz? - spytał przeraźliwie patrząc na dziewczynę, którą zastał bladą, z zanurzoną głową w muszli klozetowej. Delikatnie odwróciła się ku niemu. 

- Wyjdź, proszę! Nie oglądaj mnie w takim stanie... - wyjąkała słabym, cienkim głosem. 

- Nie, Nadia! 

- Nie chcę żebyś mnie taką widział... 

- Ale ja chcę! Chcę być zawsze przy tobie,nawet gdy jesteś chora... - podbiegł i odgarnął jej włosy w tył. Wyglądał na bardzo zmartwionego i zamyślonego. 

- Prze - przepraszam... 

- Nie przepraszaj... - położył głowę na jej plecach, a dłonie na jej ramionach. 

- Nadia... - nagle wstał. Jego grobowy głos brzmiał teraz bardzo poważnie. 

- Może ty... Może ty... ! JESTEŚ W CIĄŻY?! 


~~


Jestem jakaś zryta... Trudno. Mojej przyjaciółce potrzebny psycholog, a mi psychiatra... Ja nie mogę! Muszę się leczyć! O.o Dobra, fchuj stym xD Narysowałam rysunek xD. Jestem z niego bardzo dumna. Nadia i Nathanek <3 takie są właśnie moje nudy na lekcjach xdgg




poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 14

Rozdział 14 "Zgubieni"
~~
Tak, tak. Napisałam. Rozdział niezbyt zaskakujący. Nie ma żadnej akcji xD jest to taki jakby "początek nowej opowieści" Taki wstęp, a wstęp zawsze wprowadza nas do akcji, więc akcja dopiero się zacznie. :D Mam jednak nadzieję, że was nie zawiodę :*
~~
- No dobra, wszyscy są? - spytał Jason znosząc dużą walizkę po schodach. Nadia i Emily poczuły się troszeczkę dziwnie że względu na to, że miały cztery takie walizki. Ale w sumie jeszcze z nimi była Ketsueki.
- Ja nie mogę, co wy tam napchałyście? - spytał Nathan wyprzedzając brata. Nathan coraz bardziej zachowywał się jak "człowiek". Starał się, stał się nawet trochę bardziej otwarty.
- Grubiej ubrać się nie dało? - spytała Nadia patrząc na chłopaka od góry do dołu. Na sobie miał bordowy, luźny T-shirt i czarne rurki. Typowe letnie ubranie, mimo, że na dworze było chłodno, gdyż była 6:00 rano.
- Nie czepiaj się, lato jest. A ty nie lepsza. Ubrałaś się jak na zimę. Za to Emily wygląda ślicznie. - uśmiechnął się olśniewająco ukradkiem spoglądając na jej odkryty dekolt.
- Przestańcie wreszcie sobie docinać! - krzyknął Jason zniecierpliwiony. - Dzieciaki do samochodu i jedziemy na lotnisko! Biegiem, bo nie mamy czasu.
- Okej. - westchnęła Nadia i wszyscy ruszyli w stronę srebrnego Mercedesa Jasona. Po chwili wszyscy siedzieli w samochodzie. Jason za kierownicą, obok niego Emily, a w tyle Nadia i Nathan. Sue razem z Lysandrem jechali osobno, bo w samochodzie Jasona już nie było miejsca.
~~
- Nareszcie jesteśmy na lotnisku, która godzina? - spytała Emily.
- 10:00 - odpowiedziała Nadia rozglądając się. Lotnisko chyba jeszcze nigdy nie było tak zaludnione.
- Nathan, idź załatwić bilety.
- Jak zwykle wszystko ja muszę załatwiać.
- Właśnie, to nierozsądne powieżać mu coś tak ważnego, on jest nieodpowiedzialny... - Nadia rzuciła mu wściekłe spojrzenie, a on tylko spojrzał na nią obojętnym wzrokiem.
- No chyba ty... - mruknął spuszczając głowę.
- Może iść z tobą?
- Nie! - spojrzał na nią ostrym wzrokiem. - Odwalcie się ode mnie! Ile ja mam lat?! Pięć czy siedemnaście?! Dajcie mi trochę zaufania. Zaraz wszystko załatwię. - odszedł szybkim krokiem i zniknął za zakrętem.
- Bez bulwersów... - mruknął Jason zniecierpliwiony.
- Taki właśnie jest Nathan... - powiedziała Nadia uśmiechając się sama do siebie. Usiądźmy i poczekajmy na Sue i Lysandra.
Po około dwudziestu minutach pojawił się Nathan z siedmioma biletami w ręku.
- I co, łyso wam? Świetnie sobie poradziłem. - odpowiedział sarkastycznie patrząc na przyjaciół.
- Jesteśmy z ciebie dumni... - Emily przewróciła oczami. Ona i Nathan mieli bardzo podobne charaktery, Nadia zauważała coraz więcej ich wspólnych cech. Ona też była sarkastyczna, na zewnątrz twarda, a w środku zupełnie inna...
- Więc to jest nasz lot, lot numer 47. Odlatujemy za jakieś pół godziny.
- Ale... Dlaczego jest siedem biletów? - spytała Emily nie kryjąc zdziwienia.
- Lysander zabiera jeszcze swojego kumpla. Poznamy go niedługo.
- Okej, pójdę po coś do picia. - Nadia wstała i poszła w stronę automatu z napojami. Stanęła tuż przed nim, gdy nagle niespodziewanie poczuła chłodny oddech na swoim karku.
- Te wakacje będą niezapomniane, kochanie. -  słodko zamruczał jej do ucha delikatnie je przygryzając. Objął ją od tyłu w talii i pocałował w kark. Ona uśmiechnęła się.
- Wyobrażam sobie... - nie zdążyła się odwrócić, a chłopak zniknął.
- Hej, jesteśmy już! - krzyknął Lysander z Ketsueki.
- No nareszcie. - Nadia i Emily uściskały Sue.
- No więc to jest Lysander, mój brat. - dłonią wskazała na szmaragdookiego chłopaka.
- A to mój kumpel, Kastiel. - powiedział Lysander, po czym wskazał na brązowowłosego chłopaka.
- Kastiel... - Nadia otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.
- Dawno się nie widzieliśmy. - uśmiechnął się do niej i ją uścisnął. Dziewczyna poczuła ulgę. Wszystko wskazywało na to, że nie jest na nią zły.
- A więc się znacie.
- Cieszę się, że jedziesz z nami. - uścisnęła go mocniej i niechcący jej spojrzenie natknęło się na pełne chęci mordu, czarne oczy Nathana. Coś właśnie szeptał przez zaciśnięte zęby. Dziewczyna zadrżała i znikąd poczuła chłód na plecach...
~~
Wszyscy siedzieli już w samolocie. Siedzenia były czteroosobowe po obu stronach. Nadia siedziała od okna, obok niej Nathan, a koło niego Jason z Emily. Za nimi siedzieli Sue, Lysander i Kastiel. Wszyscy bawili się telefonami, Nathan patrzył w przestrzeń. Wyglądał na zamyślonego.
"A więc jedziemy wszyscy do USA" Myślała podekscytowana Nadia. Była uśmiechnięta od ucha do ucha. Wakacje z przyjaciółmi... To będzie niesamowite przeżycie. Co prawda jeszcze nie znała za dobrze Jasona ani Lysandra, ale była pewna, że obydwoje byli okej. Najbardziej cieszyło ją to, że będzie mogła spędzić mnóstwo chwil z Nathanem... Uśmiechnęła się sama do siebie na samą myśl o tym. Teraz jak tak o nim pomyślała to chyba już są parą...
"To głupie. Jak mogę mieć takie wątpliwości!" Skarciła się w myślach. Jednak... Nathan nigdy nie poprosił jej o bycie jego dziewczyną. Ale to chyba nic nie znaczy. Przecież nie są "tylko przyjaciółmi". No chyba, że pod znaczeniem słowa "przyjaciele" rozumiemy dwóch ludzi, którzy przyciągają się, każdą chwilę spędzają razem, czują się przy sobie szczęśliwi jak nigdy, a przede wszystkim zawsze obok siebie czują się jakby nie potrzebowali nic więcej. Nadia była w nim zakochana, ale czy on w niej także? Czy może kiedyś się nią znudzi i ją porzuci?
- Nad czym tak myślisz? - zapytał Nadii patrzący na nią już od dłuższego czasu Nathan.
- Ja? Nad niczym. Po prostu myślę o tych  wakacjach. Nie mogę się doczekać.
- Wyspałaś się? - spytał z troską w głosie, patrząc jej przenikliwie w oczy. Jej serce nagle zaczęło łomotać. Poczuła mrowienie w palcach i suchość w gardle. Nigdy nie będzie czuć się przy tym chłopaku do końca swobodnie. Zrozumiała, że z każdym dniem coraz bardziej się w nim zakochiwała.
- A ty się wyspałeś? - spytała. Roześmiał się słodko odgarniając włosy. Dziewczyna patrzyła na niego jak na bóstwo.
- Ja nie potrzebuję snu kochana. Co z tobą?
- Ze mną? W porządku.
- Wyglądasz na rozpaloną. Masz gorączkę? - lekko zmartwiony przyłożył swą zimną dłoń do jej gorącego czoła.
- Jesteś gorąca... - odrzekł zmartwiony.
- Nie... Wydaje ci się. Twoja skóra jest po prostu zimna.
- Okej. Ale lepiej by było gdybyś się przespała. Przyciągnął ją do siebie i przytulił tak, że dziewczyna była oparta na jego ramieniu.
"Jak ja mogłam mieć wątpliwości co do tego czy mnie kocha. Jestem taka głupia. " Uśmiechnęła się po czym zamknęła oczy i odpłynęła w objęcia Morfeusza. Emily patrzyła na nich z delikatną zazdrością w oczach...
~~
- Lądujemy... - aksamitnie szepnął jej do ucha. Nadia przebudziła się na kolanach chłopaka. Ziewnęła przeciągle.
- Co za ironia. Siedziałaś obok okna, a nawet nie patrzyłaś na widok. Cały lot przespałaś. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- A oni cały czas gadali. Wskazała na tył. Nathan odwrócił się do Sue, Lysandra i Ketsueki. Wszyscy patrzyli w laptopa oglądając jakiś film.
- Wysiadamy... 
Dochodziła już 13. Wszyscy byli właśnie na lotnisku. Już na tym docelowym lotnisku.
~~~~
Na tym właśnie momencie utknęłam, ale już to naprawiam. Nie wiem co dalej napisać, więc wstawiam tu takie falbanki i przejdę od razu do sedna. Przepraszam za tak nagły zwrot akcji :)
~~~~
- Gdzie my jesteśmy? - spytał zdezorientowany Nathan odgarniając włosy w tył. Chłopak rozglądał się uśmiechając się głupkowato.
- I co się tak cieszysz?! Bawi cię to w jakiej sytuacji się wszyscy znaleźliśmy?! - Nadia walnęła go w głowę. Oczywiście chłopak ani drgnął. Przecież to wampir.
- Dziewczyno o co ci chodzi?! - zdenerwowany złapał ją mocno za dłoń pod wpływem impulsu.
- O co mi chodzi?! - patrzyła na niego z jadem w oczach. - Wszystko twoja wina!
- Tak, oczywiście. Zawsze wszystko jest moja wina. - zniecierpliwiony przewrócił oczami.
- Jak można być takim idiotą, debilem i popaprańcem żeby pomylić loty?! Jak mogłeś kupić złe bilety?!
- Do tego trzeba być Nathanem... - kłótnię przerwała Emily, która była chyba jednak najbardziej opanowana w tej sytuacji.
- A jak można być taką idiotką żeby mnie po te cholerne bilety wysyłać?! - krzyknął sfrustrowany wbijając swe wściekłe oczy w intensywne błękitne spojrzenie blondynki.
- Gdzie my do cholery jesteśmy?! - krzyknął zniecierpliwiony Lysander trzymający walizki.
- To jakaś wieś... - Kastiel rozejrzał się. Wokół niego pola, trawa, gdzieś tam daleko bydło.
- No jakbyśmy kurdę nie wiedzieli?! - Ketsueki również udzieliła się ta aura złości.
- Wyluzujcie... Jak pójdziemy w tamtą stronę to dojdziemy do miasta. Nathan masz nasze bilety? Wystarczy po prostu przeczytać miejscowość na jakiej wylądowaliśmy. - powiedziała Emily.
- Gdyby to było takie proste... - Nathan znowu przewrócił oczami.
- Nie mów mi, że...
- NO DOBRZE! ZGUBIŁEM JE! - chłopak nie wytrzymał nerwowo. Oparł się o pobliskie drzewo i usiadł schowawszy głowę między ramionami. Westchnął głęboko. - Okej, jestem nieodpowiedzialny i wszystko spieprzyłem, ale błagam zejdźcie już ze mnie!
- Emily, sprawdzisz w telefonie gdzie jesteśmy? - Nadia z nadzieją w oczach spojrzała na przyjaciółkę.
- Bateria mi siadła.
- NO TO ZAJEBIŚCIE!
- Czekajcie, ja zobaczę. - teraz wszystkie oczy z nadzieją były wbite w Kastiela. W jego zielonych oczach widać było zmęczenie. Był straszny upał, w końcu to początek lata.
- Nie ma zasięgu..
Po jakichś dwóch godzinach wędrówki znaleźli się przy mieście. Oczywiście do miasta był jeszcze kawałek drogi, ale wszyscy byli wytrwali. Chodzi raczej o Kastiela i Nadię, którzy uparcie walczyli ze swoim zmęczeniem. Nathan, Jason, Emily, Sue i Lys radzili sobie trochę lepiej, jednak niewiele lepiej, gdyż przecież wiadomo, że słońce w pewnym stopniu osłabia wampira. Upał był potworny, a wędrówka dla obu ras była wyczerpująca. - Czyli nie palicie się w słońcu... - westchnęła Nadia.
- Ciszej! - ponagliła ją Emily. - Kastiel o niczym nie wie.
- I tak jest zajęty, rozmawia z Lysandrem. Idą za nami. - wtrącił się Jason obejmując Emily w talii.
- Czyli się nie palicie?
- Nie, nie palimy się. To dzięki tym pierściemiom. - pokazał Nadii swą prawą dłoń, na której środkowym palcu widniał ładny pierścień z błękitnym brylantem po środku. Teraz przypomniała sobie, że Nathan ma taki sam, tylko, że jego brylant był bordowy.
- Och... - westchnęła Nadia głęboko czując jak obraz znika jej z oczu. Dziewczyna miała w tej chwili ogromne zawroty głowy.
- NADIA!!! - krzyknął spanikowany Nathan podbiegając do niej. Zdążył złapać ją gdy upadała.
- W porządku? - spytał zmartwiony.
- Tak, po prostu trochę zrobiło mi się słabo, ale już okej...
- Może wziąć cię na ręce?
- Nie! Poradzę sobie. - odwróciła się od niego, a on podszedł i mimo oporów dziewczyny, wziął ją na ręce i spowrotem szedł przed siebie.
- To, że trochę się polłóciliśmy nie znaczy, że mnie nie obchodzisz! - mówił twardym tonem uporczywie patrząc w jej słabe oczy. - A ty zawsze masz przyjmować moją pomoc... Nie chcę byś tak się zamykała przede mną, rozumiesz?!
- Tak.. - odpowiedziała cichym głosem. Patrzyła na niego trochę zdziwionymi oczami. Jej spojrzenie było jak spojrzenie małego dziecka skarconego przez rodziców, które żałowało swojej winy. Mimo tego jaki był, ona nie potrafiła długo się na niego gniewać. Nie wyobrażała sobie teraz świata bez tej jego dziecinnej noeodpowiedzialności, szalonych pomysłów i jego licznych wad, które były dla niej teraz tak wyjątkowe. Chwilami zachowywał się jak dziecko, ale potrafił ją opieprzyć jak dorosły. Taki właśnie był Nathan, był sobą. Jedynym w swoim rodzaju. W takim właśnie się zakochała...
"Jacy oni są słodcy. Tak idealnie do siebie pasują... " Pomyślała Emily patrząc na nich z zazdrością. Dziewczyna żałowała, że ona i Jason nie tworzą takiej pary jak Nadia z Nathanem. Właśnie to sprawiało, że Emily stawała się często taka pszygaszona i smutna...
- Hej! Kochani, jest zasięg!!! - krzyknęli równo Lysander i Kastiel.
- Dobra, poczekajcie aż GPS mi się połączy z siecią. - wszyscy patrzyli na brązowowłosego chłopaka, który od kilku minut uporczywie "grzebał" w swoim smartfonie.
- Okej, więc wychodzi na to, że jesteśmy... - spojrzał z niepokojem po przyjaciołach.
- NO MÓW!!! - odkrzyknęli wszyscy.
- Jesteśmy w centrum Polski, w małej miejscowości o nazwie Piotrków Trybunalski...
~~
Dochodził już wieczór. Było parę minut po osiemnastej. Zrobiło się już chłodniej. Pogoda była teraz można byłoby powiedzieć, że idealna. Słońce powoli chowało się za horyzontem. Klimat w tutejszej miejscowości wydał się każdemu specyficzny. Żaden z nich nie był przyzwyczajony do takiego okrutnego upału. W szczególności wampiry nie były przystosowane do takiego trybu życia... Londyn był miastem deszczowym, choć lata były sprzyjające, jednak nigdy nie było takiego upału jak tu. Powietrze także było inne. Każdy z nich to zauważył. Wszystko wydawało się dla nich wyjątkowe, żaden z nich nie był nigdy w tak urokliwym kraju jakim była Polska. Szli wszyscy zafascynowani rozglądając się. Mimo to, że owa miejscowość była kilkadziesiąt razy mniejsza od potężnego Londynu wzbudziła w nich zachwyt. Mijali roześmianych polskich przechodniów, większość z nich była młodzieżą w ich wieku, chłodząca po mieście ciesząc się wakacjami i wolnymi chwilami.
- Zauważyliście, że ich język jest taki trochę dziwny? - spytała Nadia po chwili.
- Rzeczywiście, bardzo różni się od naszego. - przytaknęła Emily. Sue i Lysander rozglądali się.
- Bajerów tu raczej nie ma, ale urocza miejscowość. - przyznał Lysander.
- Żartujesz?! To jakaś wieś... - Nathan przewrócił oczyma.
- Przestań, całkiem tu ładnie. - uśmiechnęła się do niego Nadia chwycąc chłopaka za dłoń.
- Kiedy Jason wróci?
- Powiedział, że wróci za jakąś godzinę. Wysłał mi przed chwilą kawałek mapy z zaznaczonym miejscem gdzie mamy się spotkać. To tutaj za zakrętem.
- Zrób mi zdjęcie przy tym baranku. - roześmiała się Nadia dobiegając do jednego z betonowych baranów. Emily poszła w jej ślady i w mgnieniu oka skoczyła na drugą rzeźbę.
- No wiecie...
- Chodźmy. Mamy się spotkać z Jasonen.
- No tak, ale gdzie on czeka?
- Przy tamtym budynku. - mijali właśnie ogrodzony płotem i drzewami żółto - błękitny budynek ze schodami przy samym końcu.
- Wnioskuję, że to jakaś szkoła. - powiedziała Ketsueki patrząc na owy budynek.
- Jakieś gimnazjum. Napis po polsku, ale od razu widać, że gimbaza. - stwierdził Nathan
- Z numerem 4 - dodała Nadia. - Ciekawe ile jest tutaj takich szkół.
- Nie mam pojęcia. - wszyscy poszli dalej gdy nagle tuż przed nimi zatrzymał się Jason w jakimś ładnym czarnym audi terenowym. Otworzył drzwi i wysiadł z samochodu nonszalancko się o niego opierając uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Skąd wytrzasnąłeś auto?! - spytała Emily z rozdziawionymi ustami.
- Wypożyczalnia samochodów?
- Jason, kochamy cię!
- Mieszkanie jest już wynajęte, na ulicy Słowackiego w pobliżu galerii handlowej. Wszystko załatwione, wsiadajcie.
- Zapowiadają się niezapomniane wakacje. - stwierdził Kastiel.
- Zgadzam się. - potwierdziła Nadia.