sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 10

Rozdział 10 "One były błękitne... Jak skrawek nieba, zupełnie tak jakbyś była aniołem..."

  Dochodziła już 17:00. Nathan szedł niby spokojnym spacerem, a jednak było to trochę przyspieszone tempo. Kierował się w stronę Wall Street do parku, który mieścił się koło starej szkoły. Jaki był jego cel? Za wszelką cenę chciał zatrzymać Nadię i zapobiec jej spotkaniu z Kastielem. Nie chciał, by się spotkali. Chciał jej wszystko powiedzieć, pragnął powiedzieć jej prawdę o jego uczuciach i wytłumaczyć dlaczego skłamał i musiał udawać... Udawał, że mu nie zależy, udawał, że ma ją kompletnie gdzieś.  Ukrywał swoje prawdziwe uczucia do niej. Po prostu za wszelką cenę nie chciał jej zranić. A sam bardzo cierpiał. Dusił wszystko w sobie. Ale nie mogło być inaczej. Chciał, by Nadia zapomniała o nim, znienawidziła go, żeby po prostu nie cierpiała po jego odejściu, które niestety zbliżało się wielkimi krokami. Jednak gdy pojawił się Kastiel, Nathan poraz pierwszy w życiu poczuł... Zazdrość. Nie mógł patrzeć na dziewczynę, którą tak mocno kochał obok innego chłopaka, który nie był nim. Musiał przez cały czas dusić w sobie to co czuje, ale nie dawał już rady. Pomyślał, że już dosyć i musi jej powiedzieć prawdę. Tak, zdawał sobie sprawę, że jest egoistą i jego uczucie do niej może ją zniszczyć, ale chciał ją mieć tylko przy sobie, mimo wszystko chciał ją kochać i być obok. Dlatego musiał to zrobić.
-Nadia... - szepnął łagodnie, jak gdyby to imię rozbrzmiewało w jego głowie tak słodko i miło niczym łagodny, chłodny powiew wiatru w upalny dzień. Gdy nagle poczuł jak zaczyna kręcić mu się w głowie. Stracił czucie w kończynach, zrobiło mu się nagle słabo jak nigdy dotąd. Upadł na podłogę łapiąc się za głowę i stękając ciężko. Z każdym dniem był coraz słabszy, a na dodatek dzisiaj złużył zbyt dużo swojej mocy, co osłabiło jego siłę.
-Co ty robisz?! - spytał kpiący głos osoby stojącej tuż za nim.
-Cholera... - syknął. -Jason, od kiedy mnie obserwujesz?
-Nie mów, że mnie nie wyczułeś?
-Nie... - odrzekł czując wstyd. Czuł odrazę do samego siebie. Przed własnym bratem wyglądał teraz jak niedojda.
-Młody, coś z Tobą jest naprawdę nie tak. O co chodzi? - spytał po chwili.
-To nie twoja sprawa! - syknął Nathan wstając gwałtownie, po czym od razu złapał się za bolącą głowę. Ledwie widział już na oczy. Teraz miał już pewność. Pozostało mu niewiele czasu... Naprawdę niewiele...
-Owszem moja! Jestem twoim bra... - Nie zdążył dokończyć, gdyż Nathan mu przerwał rozwścieczony.
-Nie jesteś moim bratem! My tylko wychowywaliśmy się adoptowani przez tą samą rodzinę, ale ty miałeś inną matkę i ja inną. Nie jesteś moim prawdziwym bratem! - Nathan patrzył na niego ze złem i nienawiścią w oczach. Jason uklęknął przed nim.
-Jesteśmy braćmi, jesteśmy rodziną. Byłem z Tobą przez większość twojego życia. I teraz też jestem. Przyjechałem tu po to, by cię niańczyć, wiesz? To, że kiedyś między nami doszło do nieporozumienia nie znaczy, że ot tak przestaliśmy być braćmi. Od zawsze nimi byliśmy. A ty zachowujesz się jak gówniarz... - Nathan spojrzał na Jasona wzruszonym wzrokiem. Był poruszony tym co powiedział, ale nie dał nic po sobie poznać.
-Zawsze mi to mówisz... - powiedział tylko.
-Bo to prawda.
-Wiem... - odrzekł smutno chowając głowę między ramionami. Zaczął cicho szlochać. Nie powstrzymał się. Nie miał zamiaru już nigdy się powstrzymać. Jason położył mu dłoń na ramieniu, by dodać mu choć trochę otuchy. A Nathan płakał. Płakał poraz pierwszy w swoim wampirzym życiu. Poraz pierwszy poczuł wszystkie smutne emocje naraz. Ten smutek był nie do opisania. Chłopak czuł, że płacząc uwalnia się z jego zranionego serca każdy smutek i rozpacz jaką tam cały czas skrywał, każda czarna emocja..Płakał coraz głośniej. Żałował tego kim był, co wyrządził, żałował, że okłamał Nadię, żałował, że nie był w stanie wybaczyć bratu, żałował, że nie potrafił ochronić rodziców i żałował, że już nie mógł nic naprawić.
-Jason...-powiedział przez łzy. Podobno wampirze łzy są w stanie wyleczyć każdą ranę... Uniósł głowę patrząc na niego smutnym wzrokiem. Jason także był smutny. Nie wiedział co miał mu powiedzieć. Tak bardzo mu współczuł.
-Jason... Ja nie chcę umierać! - zaczął podnosić głos. Mówił to podniesionym nasiąkniętym wieloma emocjami głosem. - Ja naprawdę nie chcę umrzeć! Chcę żyć! NIE CHCĘ UMRZEĆ!
-Bracie... - Jason ledwo powstrzymał łzy. - Ja chcę żyć... Dzięki niej chcę żyć, chcę żyć obok niej, dla niej...
Nathan poraz pierwszy okazał tak dużo emocji. Pierwszy raz taki był. Udowodnił, że ma naprawdę dobre, wrażliwe serce. Jego serce było po prostu dużo razy ranione, dlatego po jakimś czasie żeby się chronić wytworzyło sobie ochronną barierę z twardego lodu. Żeby nikt nie mógł nigdy przedostać się do niego i go poraz kolejny zranić... Swoją oschłością i nieprzyjemnym usposobieniem po prostu się bronił, bo nie chciał znów być zraniony i poraz kolejny cierpieć... Odpychał od siebie ludzi, bo nie chciał by się do niego zbliżyli. Jednak w jego życiu, które było jak wiecznie czarne niebo pojawiła się świecąca gwiazda oświetlająca je... Ta dziewczyna stopiła twardy lód z jego serca i dostała się do niego... A potem została już na zawsze uwięziona w głębi jego serca.

~~

   Nadia była w drodze na spotkanie z Kastielem. Jej jasne, lekko pofalowane, długie włosy opadały jej swobodnie na smukłe ramiona. Miała na sobie kremową sukienkę z efektowną kokardą na środku. Do tego niebieskie bolerko i pasujące do tego baletki. Oczy miała zamyślone. Myślała o Nathanie.Tak jak on myślał o niej. Oboje myśleli o sobie, tylko żadne z nich nie zdawało sobie z tego sprawy. Dziewczyna przejechała opuszkami palców po swych wargach przypominając sobie ich "pierwszy" pocałunek. Nie mogła tego zapomnieć. Nagle poczuła jak z jej lewego oka spłynęła łza. Żałowała, że pocałunek nie był prawdą, tylko zwykłym snem. Żałowała tego, że Nathan jej nienawidził. Było jej przykro, że jej unikał i urwał kontakt.
-Nathan...-szepnęła smutno powstrzymując łzy.
-Nadia! - usłyszała za sobą krzyk. Znieruchomiała. Nie mogła w to uwierzyć. Nie, to nie jest prawdą. Serce zaczęło jej bić szybciej, jakby chciało się wyrwać z jej piersi, by popędzić w stronę... Nathana. Jednak pamiętała, że nie może ulec jemu i jego nieziemskiemu urokowi.
-Nadio... - powiedział powoli i z uczuciem. Jego słodki, aksamitny głos od razu dobiegł do jej uszu, on wołał, ale Nadii zdawało się, że szeptał jej słodko do ucha. Jego głos sprawił, że dziewczyna ani drgnęła i wyczekiwała na kolejne wyszeptane słowo.
-To znowu sen... - szepnęła cicho.
-Nadia... - poraz kolejny wypowiedział jej imię. W tej chwili dziewczyna poczuła jego chłodne dłonie przeplecione wokół talii i jego brodę przyłożoną na jej lewym ramieniu. Przytulał ją, tak bardzo mu jej brakowało...
-Co robisz? - spytała po chwili nie wykonując nawet żadnego ruchu, w tej chwili chłopak stanął tuż przed nią. Spojrzał jej przenikliwie w oczy.
-Nie idź tam... - Szepnął spuszczając głowę w dół.
-Co?!
-Po prostu tam nie idź! - krzyknął przez zaciśnięte zęby patrząc jej teraz uporczywie w oczy. Dziewczyna nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Dlaczego on tak bawił się jej uczuciami?!
-Dlaczego?
-Ponieważ chcę Cię mieć przy sobie, teraz! I nie chcę być się z nim spotkała!
-Nie masz nic do gadania! Nie jestem twoją zabawką! - krzyknęła przez łzy. Przyspieszyła kroku i odpychając go poszła dalej. On tylko chwycił ją mocno za dłoń w żelaznym uścisku. Stanęła i odwróciła się. Spojrzała na jego piękną twarz. Jego czarne włosy rozwiane w wietrze... Młody bóg...
-Dlaczego nie chcesz bym tam poszła? Jesteś zazdrosny?! A nie, to niemożliwe. Przecież mnie nienawidzisz! Zapomniałeś?! - Chłopak otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. - Puść mnie!
-Okej... - odpowiedział smutno.-więc idź.... - spuszczając głowę puścił jej dłoń. Dziewczyna spojrzała ma niego ze łzami w oczach. Szybko je otarła i odeszła. Zaczęła trochę żałować, że nie została. Musi się spotkać z Kastielem, zaraz za tym rogiem powinien na nią czekać... Idąc nagle poczuła jak ktoś mocno ściska jej rękę nie pozwalając jej dalej iść. Nathan nie mógł pozwolić jej tam iść.
-Tak...
-Co, tak? - spytała cicho odwracając się w jego stronę.
-Tak, jestem zazdrosny... - dopowiedział cicho.
-Przecież mówiłeś mi, że... Wtedy powiedziałeś, że musiałby się zdarzyć cud żebyś...-Nie dał jej dokończyć, bo ją mocno przytulił.
-A ty, tak łatwo w to uwierzyłaś?
-A co miałam zrobić?! - spytała piskliwym głosem. - Miałam na siłę Cię zatrzymać?! Wbrew twojej woli?! Nie rozumiem Cię, już Cię kompletnie nie rozumiem...
-Właśnie tak miałaś zrobić... - zaczął łagodnie i uśmiechnął się. - Miałaś zatrzymać mnie i powiedzieć, że mi nie wierzysz. Pocałowałem Cię, a ty uwierzyłaś mi w te bzdury...
-Idioto! Debilu! Popaprańcu! - krzyknęła. - Po co mnie w takim razie kłamałeś?! - on tylko delikatnie się uśmiechnął.
-Musiałem... Za wszelką cenę musiałem sprawić byś mnie znienawidziła... Wiesz, ja... Od dawna Cię kochałem... Kłamałem mówiąc te okropne rzeczy! KŁAMAŁEM!!! - spuścił wzrok. Nadia zaniemówiła. Nie mogła w to uwierzyć. Była taka szczęśliwa, a jednocześnie smutna. Miała wrażenie, że jutro Nathan znowu ją znienawidzi.
-To jest sen... - powiedziała cicho wgapiając się w jakiś punkt tuż za jego plecami. Z jej oczu co chwilę wypływały świeże łzy.
-To nie sen. - odrzekł przenikliwie patrząc jej w oczy, ocierając jej łzy.
-To jest sen! - krzyknęła patrząc na niego. Teraz dziewczyna już sama nie wiedziała co czuje. - Od zawsze byłeś moim snem, rozumiesz? Zawsze byłeś tak blisko, ale byłeś taki odległy... Gdy się obudzę to znikniesz... Ale ja... Nie chcę byś zniknął, po prostu już nigdy nie chcę się obudzić!!! - rozpłakała się. Nathan wytrzeszczył oczy, patrząc na nią wzrokiem pełnym bólu. Poczuł mocne ukłucie w sercu. To co powiedziała było prawdą... On niedługo naprawdę zniknie... Już na zawsze. I to on wtedy obudzi się pozostawiając swój piękny sen daleko za sobą...
-Pocałunek nie był snem... Wiem, że jestem egoistą, ale mimo to nie mogę przestać Cię kochać... Niedługo ja... Pozostało mi niewiele czasu...
-Co?! - Nadia była w szoku. Czy on powiedział, że wkrótce... Umrze?!
-Nic, po prostu... Mam już trochę mało czasu i muszę się spieszyć. Nieważne. - uśmiechnął się smutno.
-Nathan... Ja po prostu... Nie do końca ci wierzę... - powiedziała, po czym odeszła. Była w szoku, dlatego chciała pobyć sama i to wszystko przemyśleć. A Nathan poczuł się trochę słabo. Zdążył wypowiedzieć jedno zdanie, które dla Nadii znaczyło więcej niż cokolwiek...
-One były błękitne... Jak skrawek nieba, zupełnie tak jakbyś była aniołem... - Nadia odwróciła się gwałtownie i spojrzała na niego poruszona. On patrzył na nią miękkim, ciepłym wzrokiem, po czym wyszeptał:
-A jednak... Pamiętałaś... Wiesz, do tej pory zawsze co noc patrzyłem w gwiazdy... - uśmiechnął się z satysfakcją, a potem czując jak zaczyna tracić grunt pod nogami, bezsilny opadł na ziemię.

~

I koniec. Starałam sie żeby ten rozdział był taki... no nwm, wyjątkowy? Nwm czy mi to wyszło, ale mam nadzieję, że sprostałam waszym oczekiwaniom i rozdział sie spodobał. Mało Kastiela i nie ma Lysia, przepraszam. Wynagrodzę to w kolejnych rozdzialikach :D nwm jak wy, ale ja ich pokochałam. Kolejny rozdział pojawi się niebawem. Jednak nie jestem w stanie przewidzieć kiedy ;(
To tyle i narazie ;*
Pozdrawiam wszystkich czytających, wasza Ercia xd

PS.: niedługo kolejny rozdział specjalny  ;)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 9

Rozdział 9 "Tajemnicza zjawa"

-Hej, przestań! - Nadia roześmiała się gdy Kastiel próbował ją wywalić. O mały włos obydwaj by spadli ze szkolnych schodów. Dziewczyna zaczęła michrać mu włosy. Było jak za starych, dawnych czasów. Jej najlepszy przyjaciel był znowu przy niej i wszystko mogłoby być idealne gdyby nie to, że dziewczyna nadal nie mogła zapomnieć o Nathanie i jego oschłych słowach. Nie mogła się pogodzić z tym, że "pocałunek" był zwykłym snem, a Nathan wcale jej nie darzył żadnym uczuciem. Zresztą dlaczego w ogóle chciała, by coś do niej czuł? Czy być może... Czy to mogłaby być prawda, że ten tajemniczy wampir stał się dla niej kimś bliskim? Czy to możliwe żeby się w nim... Zakochała? Dziewczyna natychmiast spłonęła rumieńcem. Nie! Sama zaprzeczała sobie w myślach. Zresztą myślała, że nawet jeżeli by tak było... Czy to by cokolwiek zmieniło?
-Ćwoku! - krzyknął Kastiel spychając ją, gdy nagle zorientował się, że dziewczyna tracąc równowagę zaczyna spadać ze schodów. Przestraszony w ostatniej chwili zdążył ją złapać. Chwycił ją mocno w talii i szybko przyciągnął do siebie. Obydwoje mocno przyciśnięci do siebie oddychali szybko oszołomieni. Kastiel otworzył szeroko oczy z przerażenia.
-Przepraszam Cię, to nie miało być celowo. Naprawdę przepraszam... - zaczął zmieszany.
-W porządku. To moja wina. Zamyśliłam się. - uśmiechnęła się, a Kastiel nagle się zarumienił. Zaśmiał się nerwowo, by ukryć swoją "chwilę słabości". Obydwoje się roześmiali. Śmiali się coraz głośniej i coraz bardziej. Nadia cieszyła się, że ich przyjaźń po takim czasie wciąż była taka sama. Była szczęśliwa, że mogła go ponownie spotkać.
-Więc,  dzisiaj po szkole będziesz próbował grać w tą grę o której mi opowiadałeś?
-Emm... No... - odpowiedział nawet nie wiedząc o czym ona mówiła. Był teraz zbyt bardzo zdenerwowany i zamyślony.
-Kastiel, czy coś nie tak? - spytała zatroskana.
-Emm... Nie.
-Czyli? - spytała zbita z tropu. Chłopak się zarumienił i przybrał poważny wyraz twarzy.
-Nadia... - powiedział to imię z pasją, jak gdyby wymawiał je poraz pierwszy. Niespodziewanie chwycił ją za dłoń. Był teraz przy niej dziwnie nieśmiały.
-O co chodzi?
-Ja chciałem spytać czy... - zaczął nieśmiało z wahaniem. - Czy masz chłopaka? - wreszcie zebrał się na odwagę.
-Emm... Co?! Co tak nagle?! - spytała trochę zawstydzona.
-Czyli masz? - spytał trochę zawiedziony.
-Nie...
-A ten taki co z nim często przebywasz na przerwach, wydaje mi się, że dobrze się dogadujecie?
-Chodzi ci o Nathana? - poczuła jak jej serce zaczyna łomotać tylko jak wypowiedziała jego imię. Zestresowała się trochę.
-Co?! Nie mów, że myślałeś, że chodzimy ze sobą?! Błagam Cię, ja i on?! - zaczęła się śmiać nerwowo. Nawet nie wiedziała czemu zaczęła tak bez sensu gadać. Jak gdyby próbowała ukryć to co czuje do tajemniczego czarnookiego. Właściwie co czuła? - To niemożliwe żebyśmy byli parą. Ja i ten dziwak?! No chyba Cię kombajn w ryj pierdolnął! [~Tak, właśnie tak powiedziała Nadia ;) ~]
-Co za ulga...- Kastiel się rozluźnił i odetchnął z ulgą.
-Dlaczego?! - spytała zdziwiona.
-Nieważne. - uśmiechnął się do niej.- Tak w ogóle to dobry tekst. - Obydwoje głośno się roześmiali.
-Nadia...
-Tak?
-Ja... - znowu się zawstydził i przybrał poważny wyraz twarzy. - To znaczy... Tego, no...
-Och, wyduś to z siebie wreszcie!
-No bo... Czy mogłabyś się ze mną dzisiaj spotkać?
-Pewnie, gdzie się spotkamy?
-Pamiętasz gdzie mieści się budynek tej starej szkoły, obok jest taki park. Spotkajmy się tam o 17:00
-Spoko, wiem gdzie to jest. Tylko czemu chcesz się ze mną tam spotkać?
-Ja... Muszę Ci coś powiedzieć... - uśmiechnął się do niej, po czym odszedł.

"Ten Park to ten na ulicy Wall Street. "  Pomyślał rozwścieczony Nathan. Był wkurzony jak nigdy dotąd. Ten cały Kastiel nieźle działał mu na nerwy. Z uwagą ukryty przyglądał się im już od jakiegoś kwadransu, słyszał całą ich rozmowę, widział ich wszystkie gesty i śmiechy. Najbardziej ten koleś zdenerwował Nathana tym, że mało co Nadia przez niego spadła ze schodów.  To już była przesada. Musiał naprawdę się wysilić, by tam nie podbiec i zapobiec niebezpieczeństwu. Odkąd ten głupi chłopak się pojawił Nathan nie może Nadii spuścić z oczu. "Coś" mu na to nie pozwala, po prostu nie może przestać ich obserwować. A jak już ich widzi razem jak dobrze się razem bawią, w jego sercu pojawia się dziwne, bolesne ukłucie, a całe ciało drży z gniewu. Potworne uczucie... Nathan nigdy czegoś takiego nie doznał. Nie miał pojęcia co to za uczucie. A czuł się tak już ponad kilka razy...

~~

-A tamtego pajaca jak zwykle nie ma... - mruknął sam do siebie. Otworzył drzwi od salonu i spojrzał na zegarek, który wskazywał 15:36. Był trochę jednak zdezorientowany tym, że nie było jego starszego brata, Jasona. Nathan ostatnio rzadko przebywał we własnym domu, więc nawet nie zwracał uwagi na obecność starszego brata. Jednak dzisiaj jakoś tak przykuło to jego uwagę. Chyba już któryś dzień z rzędu nie ma go w domu.
-Przecież ten "stary pryk" sam się tu na siłę wprowadził tylko po to żeby mnie pilnować, a teraz go nie ma... - Nie to żeby Nathana to coś obchodziło... Chociaż, troszkę się zaciekawił tym dlaczego go nie ma. Czemu tak nagle zniknął? Mimo to, nie chciał go nigdy widzieć na oczy, po tym co wydarzyło się w ich wspólnej przeszłości. Gdy właśnie miał zamiar usiąść na kanapie usłyszał dziwny dźwięk stawianych kroków na posadzce, na dole. Nadstawił uszu.
-Jason? To ty? - hałas ustał. Nathan wampirzym tempem podbiegł do schodów. Rzeczywiście wyczuł na odległość zapach Jasona, jednak był on trochę zmieszany z innym, trochę znajomym mu zapachem. Być może mu się zdawało. Chłopak usłyszał po kolei tukące się talerze.
-Ehh... Jaja se robisz?! - krzyknął nie kryjąc zdenerwowania. W ciągu jednej sekundy znalazł się na dole obok kuchni.
-Jason? - zaczął rozglądać się nerwowo po kuchni.
-Pudło... - usłyszał tuż za sobą drwiący, jadowity głos. W mgnieniu oka się odwrócił. Jednak nie zdążył i nikogo nie zobaczył. Wydało mu się to bardzo dziwne. Przecież nikt nie był w stanie dorównać jego szybkości, to go naprawdę zdezorientowało. Chociaż była jedna taka osoba... Był nią Jason. Nathan nawet czuł jego zapach, był pewien, że to on. A jednak osoba, która znalazła się w jego domu nie była jego bratem tylko jakąś kobietą. Tego był pewien. Po długim namyśle wyczuł słodkie, damskie perfumy. Nie przypadły mu do gustu więc skrzywił się. Były inne niż te, których używała Nadia...
-Kur... Kto ci takie perfumy dobiera?! - krzyknął zirytowany. Nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa, no bo niby gdzie było to niebezpieczeństwo?! Osoba, która teraz była w jego domu chciała go przestraszyć, ale jej się to nie udało. Widocznie nie miała pojęcia jakim typem wampira był Nathan. I naprawdę źle dla niej, że nie wiedziała... Bo gdyby wiedziała, nigdy nie przeszłoby jej przez myśl, żeby kiedykolwiek się do niego zbliżyć.
-Przestań się bawić w kotka i myszkę, tylko wyjdź z ukrycia i się pokaż. - Zirytowany zorientował się, że tajemnicza osoba chciała go gdzieś wyprowadzić. Wyszedł z domu za jej śladami już naprawdę wkurzony. Nie mógł jej z początku wyczuć. To go najbardziej wkurzało.
-Ehh... Żałosne... Myślisz, że jak wypsikasz się perfumami i założysz przepoconą kurtkę Jasona to zatuszujesz swój zapach?! - postać zachichotała melodyjne. No tak... Przecież wampiry się nie pocą. Nathan zaczął się rozglądać, wyostrzając swój węch. Tajemnicza postać nie wydając żadnego dźwięku, w ułamku sekundy znalazła się tuż za nim. On od razu ją wyczuł swoimi wampirzymi zmysłami, jednak się jeszcze nie odwrócił Odetchnął głęboko i uśmiechnął się kpiąco.
-Nowonarodzona? - zapytał z pogardą. Postać uśmiechnęła się delikatnie.
-Ty też raczej nie zostałeś tak dawno zmieniony. - powiedziała pewnym siebie głosem, pełnym jadu. Nathan uśmiechnął się szeroko. Widocznie jest nieuświadomiona.
-Może się odwrócisz? Nie chcesz mnie zobaczyć? - spytała z satysfakcją w głosie, jakby wszystko zależało od tego, by tylko zobaczył kim jest.
-Co cię tu sprowadza? - wreszcie odwrócił się i ujrzał przed sobą dziewczynę ubraną na czarno, w gotyckim stylu. Na sobie miała glany z ćwiekami po bokach. Jej spodnie były trochę obcisłe, z jakimiś dziurami gdzieniegdzie, za to góra jej ubrania była niewidoczna, ponieważ dziewczyna miała na sobie pelerynę przysłaniającą jej głowę.
-Czyli jesteś anonimowa? Okej... Powiedz mi tylko o co ci chodzi, szybko się z Tobą rozprawię i pójdę do domu...
-Oj nie bądź taki pewny siebie... - syknęła złowrogo, jej głosu można było się przestraszyć. Była też silnym wampirem, co prawda nie mogła równać się z rodzajem wampira do jakiego należał Nathan. Była nowonarodzoną, początkującą, jednak mimo to miała w sobie siłę i potencjał. - Przy Nadii ta Twoja pewność znika... - Zaśmiała się szyderczo. Chłopaka zamurowało. Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Podszedł do niej rozwścieczony, a jednocześnie zdezorientowany.
-Kim do cholery jesteś?! - podbiegł do niej i już miał ją chwycić za gardło, gdy nagle poczuł przed sobą niewidzialną ścianę. Teraz był kompletnie zdezorientowany.
-Kim jesteś?! Jakim cudem nowonarodzony wampir potrafi korzystać z magii?! I to z magii wyższej klasy... - spytał zszokowany. Był pod wrażeniem. Wampiry uczą się magii latami, nowonarodzeni posiadają jakieś zdolności, ale jeszcze nigdy nie spotkał się z wampirem, który korzystałby z magii wyższej klasy. Myślał, że tylko on... -Nie wiesz kim jestem, a szkoda... - zaśmiała się złowrogo. - Jestem kimś, kto cię zabije... - Nathan był zszokowany, wyglądał na sparaliżowanego strachem. Dziewczyna zaśmiała się z satysfakcją i zaczęła podchodzić do niego powoli. Chciała usunąć jego blokadę i uporać się z nim w inny sposób. Teraz była pewna, że go pokona. Czystokrwisty? Rzadko spotykany, jednak dla niej był słabym przeciwnikiem. Bynajmniej ona tak uważała. Już była tuż przed nim, gdy nagle w mgnieniu oka wstał i wyszedł z "niewidzialnej klatki" Spojrzał na nią morderczym wzrokiem. Dziewczyna była w szoku, jego okrutne spojrzenie sprawiło, że zadrżała. Nathan podniósł swoją dłoń w jej stronę, a z tej wydobył się olśniewający blask. Dziewczyna krzyknęła zasłaniając się, czując jak ulatuje z niej energia.
-Jak to możliwe?! - krzyknęła wzburzona.-Przecież byłeś słaby, prawie Cię pokonałam. - Nathan zmienił swój wzrok na jeszcze bardziej złowrogi, a końciki jego ust wygięły się w satysfakcjującym uśmiechu.
-Naprawdę myślałaś, że Twoja tandetna zdolność na mnie zadziała?! Czy ty naprawdę myślałaś, że nowonarodzona pokona wampira takiego jak ja?! - jego głos także się zmienił. Mówił ostrym tonem, pełnym złych emocji, stojąc przed nią drżącą ze strachu spoglądając na nią sadystycznie. Używał wobec niej swojej niesamowitej, rzadkiej magii, którą posiadał jako wyjątkowej rasy wampir.
-Ty... Przecież... Moja magia, moja magia Cię pokonała! Chwilę temu leżałeś drżąc przede mną ze strachu! - krzyknęła ostatkami sił.
-Blefowałem... - odpowiedział miękko czując jak każda jego cząstka ciała wypełnia się jej niesamowitą energią. - poza tym nie twoja magia, tylko... Moja.
-Jak ty... - zaczęła słabo.
-Chciałaś zwalczyć mnie moją własną magią. Ma tym polega twoja zdolność, kopiowanie przeciwnika. Jednak każdy wie, że oryginał jest lepszy od podróbki... W rzeczywistości nie posiadasz żadnej magii... - uśmiechnął się do niej obdarzając ją jednym ze swoich złowrogich spojrzeń. Ona siedziała opierając się o krzesło, ledwo trzymając się na nogach. Chłopak pobrał z niej już prawie całą energię. Jednym ruchem ręki sparaliżował ją i podnosząc dłoń, uniósł dziewczynę. Spojrzała na niego z grymasem bólu i zaciśniętymi zębami.
-I co, nadal chcesz ze mną walczyć? - uśmiechnął się do niej "serdecznie".
-Czym ty jesteś?! - spytała zszokowana. Kompletnie zbita z tropu. - Myślałam, że posiadasz taką samą moc jak on...
-O kim mówisz? Zapewne chodzi ci o mojego słabego braciszka... No cóż jestem inny niż on, rozczarowałem Cię?
-Kim ty jesteś?! - ponowiła pytanie tym razem patrząc na niego z lekkim zadziwem i przestrachem, nie wiedziała czego się po nim spodziewać. Przechytrzył ją i jej wampirzą, rzadko spotykaną zdolność. Dlatego wiedziała, że jest jakimś wyjątkowym rodzajem wampira.
-Raczej kim ty jesteś? Jeżeli naprawdę przyszłaś tu po to, by ze mną walczyć to chyba pomyliłaś adresy... - zaczął kpiąco. - Nie wygłupiaj się i idź do domu, bo inaczej... - Nie dokończył, bo tajemnicza emo dziewczyna mu gwałtownie przerwała.
-Bo co?! - zaczęła ciężko oddychając. - Bo inaczej... ZNOWU MNIE ZABIJESZ?! - krzyknęła ile tylko miała sił. Jej krzyk coś mu przypominał, jak gdyby kiedyś słyszał ten krzyczący, przestraszony głos. Nathan otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
-Huh?
Tajemnicza, gotycka dziewczyna podeszła do niego blisko naciągając kaptur mocniej, by nie dostrzegł jej twarzy.
-Jesteś z klanu Czystokrwistych? - spytała słabo. - Ja jestem w połowie Czystokrwista, więc nie powinnam mieć z Tobą żadnych problemów...
-No tak mniej więcej... Jestem tak jakby czystokrwisty. Więcej ci nic nie zdradzę. Możesz już iść, drzwi są tam... - powiedział ponaglająco spoglądając na zegarek, dochodziła 17.
-hmm... - oparła się o pobliskie drzewo. - Zabiję Cię kiedyś, naprawdę to wkrótce zrobię. Przysięgam, że dowiem się kim jesteś, a potem pozbawię Cię życia. Za wszelką cenę to zrobię, nawet jeśli będę musiała przypłacić za to własnym życiem... - Nathan spojrzał się na nią z lekkim współczuciem. Sam też taki kiedyś był. Taki sam jak ona.
-Więc powodzenia... - odrzekł cicho.
-Słucham?! Ja ci mówię, że w końcu cię zabiję, a ty mi po prostu życzysz powodzenia?! Ja nie żartuję...
-Wiem, że nie żartujesz, ale... Wiem, że mnie nienawidzisz, chociaż nic z tego nie rozumiem, nie wiem kim jesteś i co ci zrobiłem. Mimo to przepraszam. Zmieniłem się. Jednak masz prawo mnie nienawidzić. Tylko pamiętaj żeby ta nienawiść nie wypełniła twojego serca, a następnie całego życia. Nie pozwól, by ta nienawiść Cię zmieniła, bo... Potem będziesz bardzo żałować i nie będziesz w stanie nic zrobić... - Nathan spuścił głowę w dół pozwalając kosmykom swoich włosów opaść na jego zamyślone oczy. W jego piękne oczy wstąpił żal i smutek. Żałował tego co robił w przeszłości. Żałował, że jego serce wypełniła nienawiść, która zawładnęła jego całym sercem i umysłem. Bardzo żałował.
-Dlaczego słyszę to od ciebie do cholery?! - dziewczyna się zdenerwowała, a także w głębi serca zaczęła mu współczuć. Z jej oczu spłynęła łza, a głos zaczął jej drżeć. Osoba, która ją tak skrzywdziła, pozbawiła ją życia, przez którą nie mogła już prawdopodobnie nigdy nie zobaczyć się z przyjaciółmi, rodziną, bliskimi.
-Kim jesteś, powiedz mi...
-Nie mogę... Nie udało mi się ciebie pokonać, więc zrobię to być może kiedy indziej. Zniszczyłeś mi wszystko, zabiłeś mnie... - powiedziała cicho. - Ale nie pozwolę, by ta nienawiść wypełniła całe moje życie serce, żegnaj... - powiedziała po czym odeszła w stronę drzew.
-Żegnaj... - odrzekł po chwili podnosząc głowę. - Żegnaj, Emily... - dopowiedział cicho. Dziewczyna gwałtownie się odwróciła.
-Kiedy się zorientowałeś?
-Szczerze... Niedawno. - uśmiechnął się do niej i jedną ręką zdjął jej czarny kaptur z głowy. Przed jego oczyma ukazała się blada dziewczyna o czarnych, falowanych włosach i oczach mlecznej czekolady. Jej oczy były mocno pomalowane na czarno. Wyglądała trochę mrocznie, ale była piękna. Piękniejsza niż w ludzkim życiu. Aż nie można było uwierzyć, że ta żądna walki dziewczyna o silnym, mrocznym spojrzeniu była tą samą dobroduszną, oddaną Emily. Dziewczyna spojrzała na niego drżącymi oczyma, innymi niż wcześniej. Istota...Nie... Człowiek... Człowiek, który jej zniszczył życie wydawał jej się teraz taki spokojny i dobry, jego spojrzenie było pełne ciepła. Nie mogła w to sama uwierzyć, ale chyba mu wybaczyła...
-Emily... Przepraszam... - Chwycił ją za dłoń. - Cieszę się, że trafiłaś pod opiekę Jasona. Dzięki niemu staniesz się silna i być może będziesz w stanie mnie zabić. Życzę Ci powodzenia. - spojrzał jej przenikliwe w oczy. Dziewczyna nie odpowiedziała, zarumieniła się tylko w środku i zawstydzona odeszła. Wampiry się nie rumienią. Po ułamku sekundy nie było jej już widać. Nathan patrzył się uporczywie w miejsce, w którym zniknęła. Uśmiechnął się od ucha do ucha.
-A jednak żyjesz... Cieszę się. Obiecuję ci, ze wkrótce spotkasz się z Nadią. Bądź pewna, że przy moim bracie będziesz szczęśliwa...

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 8

Rozdział 8 "Rywal w miłości..."

~~~~
-Mamy problem... - powiedział uśmiechając się do niej. Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, po czym śmiało spojrzał jej w oczy.
-Jaki?
-Chyba się w tobie zakochałem... - uśmiechnął się do niej jeszocze szerzej, po czym niespodziewanie ją pocałował ...
~~~~

   Oszołomiona Nadia poczuła na swych rozedrganych ustach delikatne chłodne wargi chłopaka. Obezwładniona otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i pozwoliła swym ramionom bezwładnie opaść wzdłuż jej ciała. Czy on ją właśnie całował?! Przed jej zdezorientowanymi oczami widziała jego zamknięte oczy, długie rzęsy i kosmyki jego czarnych przydługawych włosów. Jego piękna twarz onieśmieliła ją, a ten pocałunek... Chłopak trzymał ją za ramiona i delikatnie zaczął wsuwać swój język muskając jej wargę. Serce Nadii waliło jak oszalałe, nie mogła w to uwierzyć, chciała, by ta piękna chwila trwała wiecznie... Albo i nawet dłużej. Powoli zamknęła swoje oczy i zaczęła rozkoszować się słodkim pocałunkiem. Całował lepiej niż to sobie wyobrażała. Był taki subtelny i delikatny. Jego chłodne, wilgotne wargi zaczęły wpijać się w jej usta jeszcze zachłanniej. Ich języki złączyły się w delikatnym tańcu niczym dwa wolne gołębie. Obydwoje pragnęli siebie. Nadia myślała, że jej serce za chwilę wyskoczy z piersi, smak jego ust był niesamowity, nie mógł się równać z żadną słodyczą. Jego wargi były takie chłodne, a jednocześnie miękkie. Dziewczyna poczuła jego słodki, miodowy oddech, westchnęła. Przez ciało Nadii przeszły przyjemne dreszcze, tyle uczuć przejęło nad nią kontrolę. Dlaczego ten chłopak zawsze tak na nią oddziaływał?! Ten pocałunek był idealny, jak gdyby jego wargi były specjalnie wykreowane, dopasowywując się do jej ust. Z zadziwu i szczęścia podczas pocałunku Nadia zapomniała o oddychaniu. W głowie zaczęło jej szumić, ale nawet się nie zorientowała. Teraz liczył się dla niej tylko Nathan i jego pocałunek, przestała myśleć, w ogóle nie potrafiła o niczym innym w tej chwili myśleć. Ten pocałunek był tak piękny, że aż zawirowało jej w głowie. Ten pocałunek nie mógł się równać z żadną inną przyjemnością. Wkrótce zatracając się całkowicie w jego słodkich ustach, dziewczyna osuwając się na ziemię zemdlała...
~~
   Nadia obudziła się w dużym łóżku, w obcym pomieszczeniu. Zamrugała nerwowo. Przed oczami ukazał jej się ciemny sufit, ładny żyrandol. Tuż przed nią znajdowało się ogromne okno z wejściem na balkon, z którego wyłaniały się promienie słoneczne delikatnie muskające jej twarz. Pokój był ładny, urządzony w dobrym stylu. Jednak miał w sobie ten niepowtarzalny mroczny klimat. Obok niej siedział Nathan. Poważny, spoglądał jej przenikliwie w oczy. Dziewczyna była zdezorientowana, delikatnie przejechała opuszkami palców po swych rozedrganych wargach, by odtworzyć ten pocałunek raz jeszcze.
-Nathanie... - szepnęła nieśmiało. Nie była pewna czy to rzeczywiście miało miejsce, myślała, że śniła, a piękny pocałunek był zwyczajnym wytworem jej wyobraźni. Przenikliwie spojrzała na jego twarz. Przywdział obojętny wyraz twarzy, nie dał nic po sobie poznać.
-Tak? - spytał poważnie, trochę zbity z tropu.
-Czy... Czy ty mnie... - Nie potrafiła dokończyć, bo poczuła ogromne zawstydzenie, spaliła na twarzy buraka i przestała mówić wgapiając się w niego jak idiotka.
-O co ci chodzi? - spytał trochę zdziwiony i z jego twarzy można by teraz wyczytać nutę niepokoju.
-Nic... - Nadia nie wiedziała co powiedzieć. Skoro Nathan tak się zachowuje to może rzeczywiście ten pocałunek był snem. Dziewczyna już sama tego nie wiedziała. Bardzo chciała, by to była prawda, chociaż nie miała pojęcia dlaczego tego chciała. Być może dlatego, że go pokochała...
-Czy ty mnie pocałowałeś?- spytała jednym tchem zebrawszy się na odwagę. Nathan spojrzał w podłogę, po czym ponownie spojrzał na nią zdezorientowanym spojrzeniem, które było jakby odmienne, inne niż wszcześniej. Patrzył na nią wrogim spojrzeniem, jego oczy płonęły nienawiścią. Ale dlaczego? Dlaczego nagle z czułego, szlachetnego, słodkiego chłopaka zmienił się w nieczułego?!
-Nie... - odpowiedział patrząc w przestrzeń jakby za wszelką cenę chciał uniknąć jej wzroku. - Chyba Ci się to przyśniło... - mówił oschłym, odpychającym tonem. Nadia nie mogła w to uwierzyć. Chwyciła go za dłoń pragnąc przywołać jego drugą, dobrą stronę. Chociaż wiedziała, że to nic nie da, za wszelką cenę chciała zatrzymać tamtego Nathana przy sobie. Chciała, by był przy niej, coraz bardziej jej na nim zależało... Zimny chłopak odepchnął jej rozedrganą ciepłą dłoń i wstał gwałtownie.
-Przestań! - spojrzał na nią lodowatym wzrokiem pozbawionym jakichkolwiek  emocji. Nadia była już pewna, że po jej kochanym Nathanie nie został nawet ślad. Łza spłynęła jej po policzku. Dlaczego on ją tak ranił? Dlaczego miał tak duży wpływ na jej uczucia? Chwilami potrafił sprawić, że była najszczęśliwszą osobą na świecie, a niekiedy sprawiał, że była smutna i ponura niczym przedwieczorna ulewa z czarnymi chmurami nad niebem. Teraz czuła jakby cały jej świat legnął w gruzach. Serce jej biło boleśnie, a do oczu napływały łzy.
-Nathan...-szepnęła płaczliwie.
-Powiedziałem, że to durny sen! Nigdy bym Cię nie pocałował! W ogóle musiałby się zdarzyć cud bym się w tobie zakochał, zrozum to... Ludzie są dla mnie zabawkami, proszę zapomnij o tym! - krzyknął po czym trzaskając drzwiami wyszedł z własnego domu zostawiając Nadię samą. Szedł tak dłuższą chwilę nie wiedząc nawet gdzie idzie. Jego wzrok znów zmienił się w ten czuły i łagodny, spowrotem stał się "tym dobrym". Nie rozumiał do końca swojego zachowania. Nie tak miało być.
-Kurwa mać! - krzyknął nie wytrzymując. -Coś ty narobił spierdoleńcu?! - jednym machnięciem pięścią rozwalił pobliskie drzewo. Odetchnął ciężko, po czym usiadł na rozwalonym pniu.
-Przecież miałem robić wszystko, by się we mnie nie zakochała, miałem do tego nie dopuścić! - wydarł się, po czym usiadł z rezygnacją na ziemię.
-Jednak wyszło na to, że sam się w niej zakochałem... - dopowiedział w myślach. Ale musiał tak powiedzieć mimo tego, że trochę przesadził. Musiał za wszelką cenę sprawić, by go znienawidziła. Ponieważ... Nie chciał, by cierpiała po jego odejściu. Skłamał ją, gdyż nie miał wyjścia. Ten pocałunek nie był snem, to była prawda. Pocałował ją i wyznał jej uczucia, ale przecież miał tego nie robić! Miał dać jej szansę na to, by o nim zapomniała. Nie tak miało być... Miało być zupełnie inaczej... Zrozumiał, że zbyt bardzo się w niej zakochał. To uczucie było zbyt egoistyczne. Dlatego musiał przestać, bo inaczej by ją zranił... Uważał, że nigdy nie powinni w ogóle się spotkać. Tak bardzo chciał być teraz przy niej. Sprawić, by się w nim zakochała, kochać ją całym sercem, trzymać za dłonie, zmienić jej życie w szczęście, ale... Nie mógł tego zrobić, nie miał prawa jej kochać. Nie mógł zmienić jej życia w koszmar! Nie mógł dopuścić do tego, by się w niej zakochał, a tym bardziej, by ona w nim także...
~~
Następnego dnia w szkole Nadia zapomniała o tym przykrym incydencie, a przynajmniej udawała, że nie pamięta. Sama nie mogła uwierzyć w to, że ten pocałunek był tylko snem. Dotknęła swych ust opuszkami palców, by pamięcią przywrócić tą pamiętną, piękną chwilę. Zamknęła oczy przypominając sobie słodki smak jego chłodnych ust. Nie zorientowała się nawet gdy się z kimś zderzyła.
-Ałłłaaaajjjj... - pisnęła tracąc równowagę i upadając na ziemię. Jednak w ostatniej chwili osoba z którą się zderzyła zdążyła ją złapać przyciągając ją do siebie. Dziewczyna otworzyła oczy i na przeciw siebie ujrzała przystojnego, młodszego od niej jasnowłosego chłopaka o ślicznych rubinowych oczach. Zamurowało ją, nawet nie zorientowała się, że obok nich przeszedł Nathan uważnie ich obserwując.
-Nadia? - spytał niepewnie, patrząc jej przenikliwie w oczy.
-Kastiel! - krzyknęła z entuzjazmem w mgnieniu oka rzucając mu się na szyję.
-To naprawdę ty, nie wierzę. Co za zbieg okoliczności. Wyładniałaś!
-A ty wyglądasz zupełnie inaczej, nie poznałam Cię...
-Jestem przystojny, wiem o tym.-uśmiechnął się do niej szeroko.
-Nie mogę zaprzeczyć. - uśmiechnęła się do niego. W tej chwili zorientowała się, że nadal stoją wtuleni w siebie trzymając się za dłonie. Rozejrzała się nerwowo po szkole i tuż za rogiem korytarza dostrzegła Nathana. Przyglądał się jej ze wściekłością w oczach.
-Nathan?! Czekaj. To nie tak jak myślisz! - zaczęła nerwowo. Nie wiedząc nawet dlaczego poczuła nagłą potrzebę tłumaczenia się mu. Chociaż niepotrzebnie, bo nawet nie byli parą... Nathan tylko prychnął, po czym się roześmiał i odszedł w stronę swojej klasy nie obdarzając jej nawet jednym spojrzeniem.
-Ehh... No tak, przecież ciebie nic to nie obchodzi, ludzie są dla ciebie zabawkami, a ja... Masz w dupie mnie i wszystko związane ze mną... - mruknęła ze złością, po czym wróciła do rozmowy z dawnym przyjacielem.
-Kastiel, kiedy się tu przeprowadziłeś?
-Właściwie to kilka dni temu. Mama dostała dobrą pracę w Londynie, więc się przeprowadziliśmy. Właściwie to miałem zamiar niedługo się z tobą zobaczyć, bo wiedziałem, że mieszkasz tu, ale nie wiedziałem konkretnie gdzie. Po tym jak wyprowadziłaś się z Atlanty straciliśmy ze sobą kontakt. Cieszę się, że się spotkaliśmy.
-Ja też... - westchnęła dziewczyna.
-W której jesteś klasie?
-3D
-Czyli jesteśmy razem w klasie! - krzyknęła Nadia z entuzjazmem w głosie. - Tak i mamy łączoną biologię z klasą 3B. - powiedział wesoło Kastiel, a Nadia spojrzała ma niego dzikim wzrokiem, poczuła jak serce zaczyna jej łomotać, a nogi ma jak z waty.
-O co chodzi? - spytał zdezorientowany.
-O nic... - powiedziała sztywno. "Kurdę, dlaczego mamy mieć biologię razem z klasą Nathana do cholery?!" pomyślała, po czym poszła w stronę klasy.
    Przez całą lekcję czuła na swoim karku jego lodowate spojrzenie. A to pech, że siedział akurat tuż za nią. Dziewczyna nie miała ochoty się do niego odzywać. Nawet gdyby on chciałby z nią porozmawiać... Podczas lekcji zauważyła, że do klasy Nathana doszły dwie nowe osoby. Nigdy wcześniej ich nie widziała. Pamiętała, że dziewczyna miała ma imię Ketsueki, a chłopak Lysander. Obydwoje byli jacyś dziwni, jednak bardzo piękni... Jak Nathan...
-Nadia! - usłyszała za sobą Kastiela. Spędziła z nim dzisiaj cały dzień.
-Może przyjdziesz dziś do mnie po szkole? - zaproponował.
-Pewnie, czemu nie.-uśmiechnęła się i powędrowała obok niego w stronę szatni. Nathan oczywiście stał w pobliżu i cały się wewnątrz gotował. Jakoś tak strasznie działał mu na nerwy ten cały Kastiel.
~~
Wkurzony wampir wyszedł szybko ze szkoły. Był wściekły chociaż nawet sam nie wiedział dlaczego. Miał ochotę rozwalić twarz temu całemu Kastielowi. Ten dupek... Od początku zaczął go wkurzać. Ale dlaczego? Przecież nawet go nie znał... Czyżby był zazdrosny o niego? Być może wyczuł w nim swojego rywala. Wkurzało go to, że cały czas kręcił się wokół jego Nadii. Chociaż to nie była "jego" Nadia. Nigdy nie miał prawa nazwać jej "swoją". Musiał ją odrzucać i zamykać się przed nią nawet jeżeli tego nie chciał. Mimo to jeszcze kilka dni temu, gdyby nie nagła śmierć Mirandy, być może wszystko potoczyłoby się jakoś inaczej... Kim on w ogóle dla niej był?! Dlaczego on nie mógł być dla niej kimś tak wyjątkowym jak tamten mały kurdupel?! Jego rozmyślania przerwały ciche kroki dochodzące zza jego pleców. Chłopak odwrócił się i ujrzał przed sobą śliczną czarnowłosą dziewczynę o szarych i czerwono krwistych ustach, a obok niej dostrzegł podobnego do niej chłopaka, także bruneta, który miał takie same oczy jak dziewczyna.
-Czystokrwisty?! - spytała dziewczyna z lekkim przerażeniem. Czystokrwiści byli jednymi z najsilniejszych wampirów zaraz po pierwotnych.
-Nowonarodzeni? - spytał nie kryjąc znudzenia.
-Jestem Ketsueki, a to Lysander. - zaczęła niepewnie, a chłopak tylko skinął głową.
-A kogo to obchodzi?! - krzyknął zmiecierpliwiony. Lysander wściekły podbiegł do wampira i w mgnieniu oka chwycił go za gardło patrząc na niego ze wściekłością.
-Nie masz prawa tak odzywać się do Ketsueki, czystokrwisty gnojku!
-Lysander! Przestań! - krzyknęła Ketsueki.
-Nawet nie wiesz z kim masz do czynienia... - zaczął drwiąco Nathan, a potem z jego gardła wydobył się dziki charkot.
-Po śmierci Mirandy jesteś bezbronny. Zupełnie jak małe dziecko... - w oczach Nathana pojawiło się zdziwienie. Skąd on wiedział o Mirandzie?! Nathan ruszył dłonią, po czym za Lysandrem pojawiła się gromada piorunów. Odepchnął go, po czym błyskawice trafiły w młodego wampira powalając go ma ziemię.
-Czym ty jesteś?! - spytał zszokowany Lysander próbując wstać stękając boleśnie. - Skąd taka potężna magia? - wampir był przerażony, poddał się wiedząc, że nie ma szans z Nathanem.
-Nie jestem zwykłym wampirem... - odrzekł uśmiechając się złowrogo.
-Wiesz, że Miranda nie żyje? - spytała Ketsueki.
-Wiem... - odrzekł spokojnie. Chociaż zamyślił się trochę i jego twarz nagle przygasła. Jak to możliwe żeby Miranda została pokonana? Przez kogo? Przecież był pewien, że oprócz niego żaden wampir nie był w stanie pokonać tak potężnej wampirzycy jaką była Miranda. Nathan nawet nie brał pod uwagę jej śmierci. A jednak... Stało się i to wszystko zmieniło, dosłownie wszystko. - Kim wy jesteście? Skąd wiecie o Mirandzie? - spytał poważnie, trochę zaniepokojony.
-Byliśmy jej niewolnikami. - odezwała się po chwili Ketsueki.
-Jak zginęła? - spytał po chwili.
-Tego nie wiemy, ale... Czym ty jesteś?! Takiej mocy nie posiada żaden czystokrwisty...
-To tajemnica...-odrzekł aksamitnym tonem.


Rozdział chyba nie jest zbyt zaskakujący w porównaniu do poprzednbiego, ale mam nadzieję, że wam sie spodobał. :) Jutro wyjeżdżam na wakacje, więc nie będę miała raczej czasu na dodawanie postów, ale jak wrócę wstawię kolejny rozdzialik :D i jak, tak szczerze to spodobał wam się Kastiel? xD W ogóle inspirację podsunęła mi Klaudia (Mirajane) xdd za co dziękuję, dzięki tobie akcja tej "powieści" będzie zupełnie inna. Pewnie jesteście troszku zdezorientowani, bo 6 rozdział tak jakby wszystko już wyjaśnił. Jednak w 9 rozdziale możecie spodziewać się słodkiej, romantycznej scenki między dwoma głównymi bohaterami i trochę akcji,  atakze zaskakujący wątek poboczny dla wasprzygotowałam,. więc możecie się go spodziewać xD to tyle i narazie :*
Wasza Erciaa xD lololol, będę się podpisywać ~Erza 

środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 7

Rozdział 7 "Drugi pierwszy pocałunek"

-Napewno dobrze się czujesz? - spytał Nathan zmartwionym głosem.
-Tak. Już wszystko w porządku. - odpowiedziała Nadia cichym głosem.
-Dopiero wróciłaś ze szpitala...
-I nie mam zamiaru tam wrócić! - uśmiechnęła się do niego.
-Przepraszam... - odrzekł smutno Nathan gdy wychodzili ze szpitala.
-Dlaczego przepraszasz?
-Przeze mnie tu trafiłaś. Ciągle sprawiam ci problemy.
-Daj spokój, przy tobie się nie nudzę. Tylko może... Następnym razem - zaczęła nieśmiało - Nie jedz mnie całej... - udało się. Chłopak wreszcie się roześmiał.
-Nie martw się, nie będzie następnego razu.
-Och... - westchnęła zmartwiona.
-Teraz już będę na ciebie uważał, obiecuję, że nigdy cię nie skrzywdzę i zawsze będę cię chronił. Nie dam cię tknąć. - mówił to intensywnie patrząc jej w oczy. Stojąc przed nią pochylony w dół, gdyż był od niej wyższy. Niespodziewanie chwycił ją mocno za dłonie. Ten ciepły gest był taki niespodziewany. Nadia otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia spoglądając mu w jego ciepłe, zmartwione oczy. Co z tym chłopakiem jest nie tak?! Dlaczego nagle się tak zmienił?! Był blisko niej, chociaż wydawał jej się być taki odległy. Jego chłód zniknął. Nadia wiedziała, że nie jest potworem. Że potrafi czuć. Że nadal jest człowiekiem... Tak bardzo się o nią troszczył, tak bardzo się o nią martwił, tak bardzo ją przepraszał, tak bardzo chciał być przy niej. Ale... Dlaczego? Dlaczego tak nagle stał się dla niej kimś wyjątkowym?
-Przy mnie będziesz bezpieczna. Nigdy nie spuszczę cię z oczu... - nadal trzymał ją za dłonie i intensywnie patrzył jej w oczy. Jego usta drżały, oczy wyrażały wytrwałość i gotowość zrobienia wszystkiego. Był gotów zrobić dla niej dosłownie wszystko. Nadia nawet nie zorientowała się gdy po policzku spłynęła jej łza. Dalej patrzyła mu w jego piękne oczy, które wydały jej się być inne niż zazwyczaj. Inne, ponieważ nie były chłodne jak zazwyczaj. Miały w sobie tyle ciepła. Nathan delikatnie, opuszkami palców otarł jej łzę i zatrzymał swoją dłoń na jej policzku.
-Dlaczego płaczesz? - spytał zdziwiony.
-Bo...No bo to co mówisz doprowadza mnie do płaczu, idioto!!!- krzyknęła i zaczęła cicho płakać. Nigdy nie czuła się tak jak teraz. Wzruszyła się jego słowami i zachowaniem. Tak bardzo ją to uszczęśliwiło, że aż zaczęła płakać.
-Nie płacz już... - odrzekł swoim aksamitnym głosem i przyciągnął ją mocno do siebie delikatnie ją przytulając tak, że jego silne ramiona były oplecione wokół jej szyi. Dziewczyna wstrzymując oddech znieruchomiała. Ile jeszcze razy ten chłopak ją zadziwi? Wkrótce się rozluźniła i przytuliła go, a on wraz z nią odleciał ku górze trzymając ją mocniej. Nie chciał już niczego więcej. Była dla niego wszystkim i pragnął móc ją cały czas trzymać w ramionach. Tak bardzo ją... Kochał? Nie... To niemożliwe... Jednak tak bardzo szczęśliwy czuł się gdy była obok niego. Ona nawet nie zwróciła uwagi na to, że leciał. Po prostu ścisnęła go mocniej i obydwoje lecieli teraz wśród chmur mocno wtuleni w siebie, jak gdyby już niczego więcej oprócz siebie nie potrzebowali, jakby już nic ich nie obchodziło.
-Dlaczego? - spytała cicho, łzy nadal spływały jej po policzkach.
-Co, dlaczego?
-Dlaczego taki jesteś? Dlaczego tak bardzo chcesz mnie chronić? Czemu raz jesteś taki oschły, a potem taki... Dobry?- Chłopak zastanowił się. No bo dlaczego? Sam tego nie wiedział...
- Sam nie wiem. Nie mam pojęcia. Po prostu... Przypominasz mi kogoś.- Kogo?
- Kogoś, kogo bardzo kochałem... - odrzekł smutno, poraz pierwszy w swoim wampirzym życiu poczuł ból po jej stracie. Nadia przypomniała sobie, że już kiedyś wspominał o pewnej takiej osobie. Nie potrafiła sobie przypomnieć tego co mówił. Pamiętała tylko, że dziewczyna o której mówił miała na imię tak samo jak ona... Nadia... -Jaka ona była?
-Przeciwieństwem ciebie.- odrzekł uśmiechając się wspominając jego Nadię, jego kochanego aniołka, jego jasną gwiazdę, która oswietliła jego czarne niebo.-No wiesz! - zaśmiała się. Obydwoje lecieli nad chmurami, było cudownie.
-Trzymaj się mocno!
-Dobra, już dobra... Opowiedz mi o tej Nadii.
-Ona była... Wyjątkowa. Zawsze się uśmiechała. Była taka nieśmiała i delikatna. Sprawiała wrażenie małego dziecka. Po prostu zaintrygowała mnie i zacząłem ją obserwować. Potem ona odwzajemniła moje uczucie. Była taka jak kruche dziecko, ciągle potrzebowała pomocy. Była jak aniołek... - uśmiechnął się na samo wspomnienie jej uśmiechu.
-Eee... To rzeczywiście przeciwieństwo mnie. Myślałam, że twoja dziewczyna będzie jakimś szalonym punkowcem... Zawiodłeś mnie.- Nathan roześmiał się.
-No a co było dalej? Zerwała z tobą?
-Nie... To znaczy. Miała wypadek, po którym zapadła na długi czas w śpiączkę. Codziennie przychodziłem do niej do szpitala, odwiedzałem ją. Miałem nadzieję, że w końcu się obudzi. Aż w końcu się obudziła. - odrzekł smutno.
-To chyba dobrze, prawda? Dlaczego mówisz to ze smutkiem? - spytała trochę zdumiona i ciekawa dalszej części opowieści.
-Ona... Nie pamiętała tego kim jestem. Postanowiłem się poddać, wyjechałem żeby być jak najdalej niej. Jakiś czas potem stałem się tym kim jestem. Wyłączyłem w sobie emocje. Stałem się potworem. Mściłem się na niewinnych ludziach. Zabijałem ich. Nie chciałem taki być, naprawdę nie chciałem. Jednak potem spodobało mi się bycie wampirem.
-Ja... Nie wiedziałam... - szepnęła cicho zszokowana Nadia.
-A skąd mogłaś wiedzieć? Zresztą nie chcę o tym gadać. Uwaga, zaraz lądujemy. - uśmiechnął się do niej, jednak nie był to już szczery uśmiech... Po chwili wylądowali ma jakimś balkonie.
-Gdzie jesteśmy? - spytała dziewczyna zdezorientowana.
-To mój dom. - uśmiechnął się łobuzersko. Nadia nie wiedziała czego ma się po nim teraz spodziewać. Nathan był bardzo nieobliczalny. A jego złowrogi uśmiech nie wróżył niczego dobrego. W tej chwili drapieżnik rzucił się na nią i uniósł ją na dłoniach, po czym posadził ją na balkonie tak że była zwrócona ku pięknemu ogrodowi. A Nathan posiadał naprawdę duży i piękny ogród. Był otoczony wielkimi cyprysami, na środku był basen, wokół trawa i różnorodne kwiaty, z czego najwięcej było czerwonych róż. Za basenem była ogromna fontanna. Nadia była pod wrażeniem. Chłopak objął ją delikatnie w talii.
-Uważaj, bo spadniesz na te róże i mi je zniszczysz.-zaśmiał się.
-Fajnie, że martwisz się o róże! - także się roześmiała.
-Trzymaj się mocno barierki, poczekaj chwilkę. - w tej chwili Nathan stanął obok niej na barierce i skoczył w dół, następnie w ciągu ułamku sekundy wampirzym tempem pobiegł w stronę kwiatów, nie minęła nawet sekunda, a stał tuż za Nadią obejmując ją delikatnie w talii, wręczając jej prześliczną czarną różę.
-Piękna... Czarne są rzadko spotykane. Dziękuję... - przyjęła kwiatek i odwróciła się do Nathana, który stał za nią.
-Wiesz... - zaczęła, ale nie skończyła, no niechcący zetknęła się z jego twarzą. Nie miała pojęcia, że był tak blisko niej. Teraz ich twarze były jeszcze bliżej niż nigdy wcześniej. Wyglądali tak jakby mieli się za chwilę pocałować. Dziewczyna znieruchomiała, a chłopak patrzył przenikliwie w jej zdezorientowane oczy. Jednym ruchem obrócił ją tak, że siedziała teraz całkowicie tyłem do ogrodu, a przodem do niego. Uporczywie patrzył jej w oczy. Przyciągnął ją do siebie. Dziewczyna nie potrafiła o niczym innym myśleć niż o tym, że znajdują się tak blisko siebie. Zawirowało jej w głowie, serce zaczęło bić mocniej. Wiedziała, że chciała być jeszcze bliżej niego, najbliżej jak się da, ale nie chciała się do tego przyznać, nawet sama przed sobą...Dlaczego on tak szalenie jej się podobał? Dlaczego za każdym razem gdy był tak blisko, traciła panowanie nad sobą? Chłopak przycisnął ją do siebie, po czym trzymając ją pochylił się mocno do przodu, tak, że Nadia była pochylona mocno do tyłu.
-Co byś zrobił gdybym cię teraz puścił? - uśmiechnął się do niej łobuzersko. Nadia się przeraziła.
-Co byś zrobił, gdybym spadła? - spytała z satysfakcją w głosie. A Nathan był zgaszony. -hmm... Prawdopodobnie skoczyłbym żeby cię uratować.
-A gdyby było za późno?
-Nie wybaczyłbym sobie tego do końca życia... - pochylił się jeszcze bardziej, a przestraszona Nadia opletła mocno swoje dłonie wokół jego karku, a nogi wokół jego pleców. Nathanowi się to spodobało.- Jesteś psychopatą! - krzyknęła przerażona.
- Przestań!
-A bo co?- spytał śmiejąc się.
-Bo... Bo cię ugryzę.
-Uważaj żebym ja cię zaraz nie ugryzł... - zamruczał jej do ucha, po czym ponownie posadził ją na barierce. Chwycił ją za biodra, po czym pochylił się ku jej szyi. Dziewczyna zadrżała, ale nie protestowała.
-Po tym co ci zrobiłem, ty jesteś w stanie na nowo mi zaufać?
-Tak, jestem.
-To źle... Jestem potworem, mogę Ci zrobić krzywdę, a ty obdarzasz mnie zaufaniem. Popełniasz błąd. - odrzekł smutno.
-Nie jesteś żadnym potworem. Jesteś dobry, troskliwy, opiekuńczy. Martwisz się o mnie. Żałujesz tego co robiłeś. Może i jesteś wampirem, ale nie jesteś potworem. To nie twoja wina, że byłeś zły, nie jesteś zły, ty poprostu cierpisz... Cały czas cierpiałeś. -Nic o mnie nie wiesz...
-Wiem, że ciągle mówisz, że jesteś zły, a to nieprawda. Uratowałeś mnie. To tylko taka maska. Miałam okazję poznać prawdziwego ciebie... I nie żałuję, bo jesteś niesamowity. Nawet nie byłeś świadomy tego, że uchyliłeś tą maskę przede mną i pozwoliłeś zobaczyć mi siebie... Nie jesteś zły, ja to wiem. Także zasługujesz na szczęście. To nie twoja wina, że jesteś wampirem... Nie pozwolę ci już nigdy cierpieć. - uporczywie patrzyła mu prosto w oczy ujmując jego twarz w obie dłonie. On patrzył na nią smutnym wzrokiem. Był zaskoczony. Patrzył na nią teraz z podziwem, jakby patrzył na obrazek. -Jestem zły... Ale dzięki tobie zacząłem się powoli zmieniać. Może mi to wyjdzie. Ale nie będę w stanie pozbyć się pewnych nawyków. - Nathan uśmiechnął się. Jego twarz była teraz inna. Odkąd drugi raz poznał Nadię bardzo się zmienił. Jego twarz pojaśniała, częściej się uśmiechał, jego oczy były jeszcze piękniejsze niż wcześniej, jednak nie utraciły swojego mrocznego uroku. Nadia roześmiała się. Chłopak patrzył teraz na nią z jeszcze większym podziwem. Jej uśmiech był taki piękny, piękniejszy niż wcześniej. Jej piękne słowa trafiły do jego serca. Po tych słowach coś wreszcie zrozumiał...
-Mamy problem... - powiedział uśmiechając się do niej. Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, po czym śmiało spojrzał jej w oczy.
-Jaki?
-Chyba się w tobie zakochałem... - uśmiechnął się do niej jeszcze szerzej, po czym niespodziewanie ją pocałował ...

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział Specjalny

Rozdział specjalny. "The second life, scarlet eyes..."
Wątek Emily...

-Ech... Ten gówniarz... Dlaczego zawsze muszę sprzątać po nim ten bałagan?! - przez określenie "bałagan" Jason miał na myśli coś o wiele większego. Stał za rogiem jakiegoś ciemnego zaułka, niedaleko niego był las, było bardzo ciemno.
-Czuć świeżą krew, wnioskuję, że niedawno ten dzieciak tu był... - spojrzał na leżącą tuż obok niego brunetkę. Dziewczyna była zakrwawiona, wyglądała na martwą. Jason pochylił się nad nią i zamyślił. Jej krew była jeszcze świeża, chociaż niewiele w sobie tej krwi miała, jej ciało było przemarznięte, ale jej serce biło ostatkami sił, żyła... Jason mógł ją uratować.
-Przepraszam, że to zrobię, ale to jedyny sposób żeby cię uratować... - wziął ją delikatnie na ręce i skręcił w stronę lasu. - Musimy to zrobić szybko...
Po dwóch minutach byli już wystarczająco daleko, by nikt ich nie widział. Chłopak uniósł dziewczynę na rękach i powoli wbijając swoje kły w jej delikatną, bladą szyję upijając odrobinę jej krwi pozwolił, by wampirzy jad z jego białych kłów rozprzestrzenił się w jej krwi. Na tym właśnie polegała przemiana w tak wyjątkową istotę jaką był wampir. Wyjątkową w złym tego słowa znaczeniu. Jednak Jason chciał ją ocalić. Wyczuł jej osobowość, żywiołowość, dlatego chciał, by jeszcze żyła, bo nie zasłużyła na śmierć. Był pewien, że jest dobra i całe życie przed nią.
-W porządku... Niedługo z tego wyjdziesz...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Obudziłam się. Czułam jak cała się trzęsę, a całe moje ciało jest naelektryzowane prądem. Nieprzyjemne uczucie, a jednocześnie dziwne. Bardzo dziwne. Napewno nie był to jakiś atak czy choroba. W ogóle gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Nie pamiętam ostatnich chwil... Jak tylko usiłuję sobie coś przypomnieć zaczyna mnie potwornie boleć głowa... Co się ze mną dzieje?! Dlaczego nie odczuwam żadnych bodźców? Powoli otworzyłam oczy, z dużym wysiłkiem. Czułam się potwornie. Może to głupie porównanie, ale w tej chwili czułam się jakbym była na kilkudniowym, silnym kacu. I wzięłam to nawet pod uwagę, bo potwornie bolała mnie głowa, nie pamiętałam co się ze mną stało i czułam... Ogromny, niepowstrzymalny głód. Nie potrafię sama tego określić, nie wiem czego chciałam, ale czułam jak moje gardło się pali, czułam jakieś pragnienie wewnątrz siebie. Głód, pragnienie... Coś w tym rodzaju. I chyba wiem od czego. Bynajmniej zawsze po jakiejś imprezie jak mój starszy brat budzi się rano na kacu pierwszym czego chce i po co sięga jest... Wódka. Być może ze mną jest podobnie, tylko jeśliby trzymać się tej wersji to tak strasznie chcę się napić tego alkoholu, że nie jestem w stanie bez tego funkcjonować, aż mnie pali w gardle. Czuję się jak... Alkoholiczka, być może rzeczywiście uzależniłam się od alkoholu...
Ponownie spróbowałam otworzyć oczy, jednak jakoś mi to nie wychodziło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-W porządku? Widzę, że się obudziłaś? - jej uszu dobiegł łagodny, choć niezidentyfikowany głos.
Kto to jest? Słowa nieznajomego ledwie dochodziły do jej świadomości. W końcu odzyskała czucie w palcach, z wysiłkiem otworzyła ponownie oczy. Ujrzała czarne tło i nic więcej. Jednak po pewnym czasie czerń zaczęła się rozlewać powoli ukazując obraz rzeczywistości. Ujrzała nad sobą przystojnego chłopaka, włosy miał w kolorze ciemnego blondu, oczy jasno błękitne, cerę bladą i śniadową, jednak nie była to cera typowo biała, jego cera była na swój sposób piękna...
-Kim jesteś? - spytała z wahaniem.
-Pytanie raczej "Kim ty jesteś"?
-Ja... - zaczęła zastanawiając się. - mam na imię Emily...
-Jak się znalazłaś sama w lesie? - spytał wiedząc dokładnie dlaczego, a raczej przez kogo.
-Pamiętam tylko to, że wracałam sama do domu, tak gdzieś koło 22, potem niedaleko lasu, zaatakował mnie... No właśnie nie pamiętam czy był to człowiek, czy jakieś zwierzę. Wiem tylko, że ugryzł mnie w szyję, potem poczułam jak tracę życie i osunęłam się ma ziemię. Tylko tyle sobie przypomniałam, nic więcej nie pamiętam. Co się ze mną stało? - spytała zdezorientowana. Jason spojrzał na nią ze współczuciem.
-Musisz coś wiedzieć... - zaczął powoli uważnie patrząc na jej reakcję.-Zapewne teraz odczuwasz okropny głód i pragnienie...
-Właśnie. Miałbyś może coś do jedzenia?
-Niestety normalne, ludzkie jedzenie nie zaspokoi twojego pragnienia. Teraz stałaś się kimś zupełnie innym. Jesteś silniejsza, ale musisz pamiętać, że nadal jesteś człowiekiem, jesteś tą samą osobą jaką wcześniej byłaś.
-Dlaczego mówisz mi takie rzeczy? Kim jesteś? Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? - spytała zszokowana.
-Emily... Jesteś... Istotą o potężnej mocy i sile, o niesamowitych zdolnoścoach. Stałaś się nadnaturalną istotą, nie jesteś już człowiekiem, chociaż to nie znaczy, że nie jesteś tą samą osobą. Wiem, że trudno ci się będzie z tym oswoić. To był jedyny sposób, by cię uratować. Masz wybór... Należy on tylko do ciebie. Czy chcesz stać się potworem, bezemocyjną bestią zabijającą ludzi, czy chcesz być dobra?
-Ja... Czym ja jestem? - spytała bezemocyjnym głosem.
-Jesteś... Wampirem. - odrzekł Jason miękkim tonem. - Ja też nim jestem. Także jestem potępiony, ale staram się być dobry. Nie martw się. Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale będę przy tobie. Pomogę ci się z tym uporać, nauczę cię bycia wampirem. - Jason dotknął dłonią ramienia dziewczyny, by dodać jej otuchy.
-Jak to możliwe? - szepnęła łamiącym się głosem.
-Proszę... Napij się tego. - Chłopak wręczył jej szklankę po brzegi wypełnioną szkarłatnym płynem. Emily poczuła oszałamiający zapach krwi i przestając myśleć wyrwała mu ją z rąk i wypiła w mniej niż dwie sekundy. Gorąca ciecz rozlała się po jej palącym gardle dając mu ukojenie i gasząc jej pragnienie... Niestety tylko na moment.
-Chcę więcej...
-Wiem, ale nie możesz.
-Powiedziałam, że chcę więcej! - krzyknęła twardym tonem, zupełnie innym głosem jak gdyby nie należał do niej. Ukazała swoje białe kły, jej oczy zrobiły się szmaragdowo-czerwone i rzuciła się na Jasona przewracając go. Po chwili oprzytomniała i wróciła do swojej normalnej formy. Siedziała na nim, a on leżał pod nią. Emily patrzyła zszokowana.
-Przepraszam... Ja naprawdę nie chciałam... - powiedziała po czym nie schodząc z niego zaczęła płakać. Chłopak przytulił ją mocno.
-Nie martw się, to nie twoja wina. Pomogę ci się z tym uporać, nauczę cię powstrzymać się. Będzie dobrze... Jednak teraz nie powinnaś widywać się z rówieśnikami. Musisz odizolować się od wszystkich.
-Dlaczego? - spytała zdziwiona.
-Nie chcesz przypadkowo skrzywdzić swoich bliskich. Przykro mi, ale nie ma innego wyjścia.
-W porządku... - odpowiedziała spokojnie. Zrobię to co słuszne, ale... Zostaniesz ze mną, prawda?
-Tak... Będę przy tobie. - spojrzał jej w oczy.
-Więc... Co mam zrobić?
-Trzymamy się wersji, że nie żyjesz. Wszyscy twoi bliscy i znajomi muszą wiedzieć, że nie żyjesz. Nikt nie może cię zobaczyć.
-Dobrze... - westchnęła. Trudno jej było rozstać się z mamą, tatą, starszym bratem, Nadią... Jednak wiedziała, że musi. Wiedziała, że nie ma innego wyjścia. Musiała się od wszystkich trzymać z daleka. Nie chciała ich zranić ani skrzywdzić... Chciała nauczyć się być wampirem. Takie życie ją zaintrygowało.
-Więc jak my to zrobimy?
-Musisz udawać martwą. Znajdą cię. Nie martw się. Dla wampirów udawanie trupa to łatwizna. Nasz puls jest niewyczuwalny dla ludzkiego ucha. Musisz zarzyć to lekarstwo. To cię uśpi na kilka godzin. Odbędzie się twój pogrzeb, wszyscy będą myśleć, że nie żyjesz. W nocy przyjdę po ciebie i na jakiś czas stąd wyjedziemy. Godzisz się na to?
-Nie mam wyboru...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i mamy wreszcie rozdział specjalny.  "Specjalny" w takim sensie, że nie jakiś wyjątkowy, zadziwiający, tylko specjalny, bo inny, z innym wątkiem :) założę się, że jesteście troszkę zdezorientowani, bo Emily żyje i została wampirem. Była to taka fajna, przyjemna bohaterka więc postanowiłam ją zostawić. Nic więcej nie zdradzę. Niedługo wstawię rozdział 7. Taki kulminacyjny ^^
Postaram się slombinować jakieś wątki poboczne i więcej bohaterów, bo jak narazie jest ich około czworo. ;/
To tyle i narazie.! <3