piątek, 27 lutego 2015

Pożegnanie i Koniec...

Witam wszystkich, którzy właśnie czytają ten post :)
Głupio mi to pisać, ale niestety muszę. :( Skończyłam ostatnio na 1 części w rozdziale 23, ale druga część tego rozdziału nie pojawi się w najbliższym czasie...Znaczy, w ogóle się nie pojawi. 
Bardzo cieszyłam się pisząc tego bloga i w ogóle to opowiadanie dawało mi niesamowitą przyjemność i radość, łączy mnie z nim wile przyjemnych wspomnień, wiele śmiesznych sytuacji z przyjaciółkami, czytanie głupawych momentów i niekiedy mały opierdol o schrzanienie czegoś. Miałam ostatnio dużo wyświetleń i naprawdę bardzo się cieszyłam. Miło wspominam czas jak zaczęłam to pisać :) Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną od samego początku do teraźniejszego końca, jestem bardzo wdzięczna :D
W szczególności Mirajane i Sygi :*
Dziewczyny, dzięki wam to opowiadanie ma w ogóle więcej niż jakieś 10 rozdziałów :D Naprawdę uwielbiałam z wami rozmawiać o tym blogu, słuchać waszego zdania i śmiać się z niektórych zachowań bohaterów. O dziwo sama przyznam, że się naprawdę przywiązałam do tych sympatycznych postaci.
Wiem, ze miał być rozwinięty wątek z Kastielem, wątek z akcją, do tego nowa postać, ślub i te sprawy. Miałam naprawdę wile pomysłów i trudno mi było podjąć tą decyzję, ale to już koniec. Definitywny koniec. Przepraszam, ale nie jestem w stanie skończyć tego opowiadania. To już nie jest takie samo jak kiedyś, straciło tą swoją magię i niepowtarzalność

środa, 18 lutego 2015

Rozdział 23 cz. 1

"Rosabelle "
~~
Na wstępie od razu muszę zaznaczyć...
ARIGATOU! za tak dużo wyświetleń! :D cieszę się, że ktoś to gunwo czyta *_*
~~
Szedł cichą uliczką w okolicy parku. Wokół drzewa, zieleń. Drzew było mnóstwo, gdzieniegdzie można było dostrzec kwitnące kwiaty. Była już wiosna, koniec marca. Słońce ładnie grzało i promieniami głaskało jego zamyśloną twarz. Z granatowymi słuchawkami na uszach, żyjący we własnym świecie posuwał się do przodu. Jego twarz poważna i zamyślona jak zawsze. Takie było jego usposobienie. Głęboki smutek, który można było zobaczyć niemal codziennie w jego zielonych, jasnych oczach. Wydawał się być zupełnie obojętny na wszystko, jakby nudziło go życie... Miał trochę dłuższe włosy, co tylko dodało mu uroku. Był jeszcze śliczniejszy. Na sobie miał bordową odpietą bluzę z kapturem na głowie. Jego twarz, mimo iż była śliczna, z takim dziecięcym urokiem nabrała przez te miesiące męskości. Teraz jego urodę można było porównywać z niesamowitą urodą Nathana... Szedł dosyć szybkim krokiem wpatrzony w swoje buty. Biało granatowe airmaxy. Wydawał się nie istniejący w tej chwili na świecie. Jak gdyby spacerował w innym wymiarze. I właśnie ta jego nieuwaga doprowadziła, że z kimś się zderzył. Owa równie zamyślona osoba jak on upadła do tyłu i stęknęła cicho, a on oczywiście także spadł prosto na nią. Chłopak natychmiastowo zdjął swoje słuchawki i patrzył trochę zdezorientowany. Ich twarze były zwrócone tak blisko siebie. Jej brązowo czarne włosy miały taki ładny zapach, pachniały jakby tymiankiem i aloesem. Kastielowi zaimponowały jej duże, zielone oczy osłonięte wachlarzem gęstych rzęs, skórę miała jasną, wąskie czerwone usta i gęste, lśniące brązowe włosy, o tym oszałamiąco pięknym zapachu. A jej jasna skóra była taka miękka i gładka. Dziewczyna pachniała słodkimi perfumami. A może taki był zapach jej delikatnej skóry... Jej twarz była taka spokojna i taka niewinna. Przyznał w myślach, że była nawet ładna. Nagle dziewczyna wpiła swe wściekłe spojrzenie w niego zaciskając usta w wąską linię. Poczuła się naprawdę skrępowana, wstyd jej było, że w takiej chwili zatracała się w zapachu nieznajomego. Pachniał wodą kolońską, jednak czuła także prawdziwy zapach jego skóry, był taki słodki, jakby dziewczęcy.
- Uważaj jak leziesz! - krzyknęła na niego rozwścieczona próbując pozbierać wysypane rzeczy z jej torebki. - Zeza masz czy co?!
- Huh? - patrzył na nią teraz zszokowany. Wydawała się taka niewinna, a... Widocznie pozory mylą. Za chwilę chłopak oprzytomniał. -  Dziewczyno, to ty na mnie wpadłaś! Więc nie rób scen! - krzyknął równie wściekły jak ona. Obydwoje zaczęli mierzyć się wzrokiem. Obydwoje mieli takie same duże, zielone oczy.
- Jaki bezczelny! Nawet nie przeprosisz?! Wypadałoby również ze mnie zejść, bo to w końcu ty się rzuciłeś na mnie!
- A niby za co mam cię przepraszać kobieto?!  Za to, że krzywo chodzisz?! Przez twoją niezdarność się przewróciłem! - odkrzyczał i natychmiast z niej zszedł wstając.
- Idiota... - burknęła spuszczając z niego wzrok. Podnosiła z ziemii telefon i portfel chowając je do torebki. Kastiel miał wzrok w tej chwili skupiony na jednym punkcie.
- Może byś mi tak pomógł?! Naprawdę wypadałoby... - powiedziała ironicznie spoglądając na niego z ukosa. -  HEJ! Gdzie ty się gapisz zboczeńcu?! Jeszcze z tym pedofilskim uśmiechem! - zażenowana jak nigdy i rozwścieczona do bólu gwałtownie wstała z ziemii.
- Emm... Mówiłaś coś? - spytał wybudzony z transu. Dopiero po chwili dotarło do niego co się stało. Teraz spalił buraka na miejscu.
- Zboczeniec! Nawet nie chcę wiedzieć co ci chodziło po głowie. - krzyknęła wściekła nieznajoma.
- Słucham?! Że niby ja jestem zboczeńcem?! Dziewczyno zastanów się lepiej co mówisz!!! To ty usiadłaś rozkraczona w zasięgu mojego wzroku świecąc swoimi stringami, ja przypadkiem akurat w tym miejscu miałem skupiony wzrok, więc nie posądzaj mnie o niestworzone rzeczy!!! - był wściekły jak nigdy. Ta dziewczyna tak mu działała na nerwy. Gorzej niż Nathan. Choć myślał, że to niemożliwe...
- Ty...! Nie znam cię nawet, a niedobrze mi się robi od samego patrzenia na ciebie - zaczęła podnosząc rękę. Zadała mu cios w policzek patrząc na niego wściekła. Było to dosyć nietypowe zachowanie, bo nie uderzyła go dłonią z liścia tylko pięścią. Dotarło do niej co zrobiła, gdy ujrzała krew spływającą z jego nosa. Chłopak zacisnął dłonie w pięści i spojrzał na nią rozwścieczony. Miał ochotę zrobić jej tak samo, żeby oszpecić jej tą piękną, delikatną buzię, ale potem spojrzał w jej niewinne, przerażone oczy. Natychmiast się uspokoił gasząc swoje nieprzyzwoite pragnienie. Sam był zszokowany tym co chciał zrobić.
- Gadasz jak nawiedzona... - burknął pod nosem stękając z bólu. Dziewczyna cofnęła się krok w tył jak gdyby obawiając się czegoś. Wzięła głęboki oddech i podeszła do niego znowu. Zorientowała się, że był od niej wyższy, o głowę.
- A ty zachowujesz się jak ostatni gbur... - mruknęła spuszczając wzrok. - Ale, przepraszam... - zaczęła nieśmiało spoglądając na niego niewinnym wzrokiem. - Trochę przesadziłam. - wyjęła chusteczkę i zaczęła delikatnie przecierać mu krew z nosa. Chłopak stał przez chwilę trochę zszokowany patrząc jak dziewczyna delikatnymi, zgrabnymi ruchami przecierała mu krew. Miała takie delikatne dłonie. Chłopak nie był w stanie się ruszyć. Patrzył na jej duże, piękne zielone oczy. Były takie ładne i spokojne, jak oczy anioła, a miały taki intensywny kolor. Ukradkiem spojrzał na jej biust. Zauważyła to, bo odskoczyła od niego zawstydzona i zmieszana.
- Dobra, przyznam. Zachowuję się jak zboczeniec, ale oszczędź mi drugą połowę twarzy! - uśmiechnął się do niej ironicznie. Dziewczyna spojrzała na niego trochę zszokowana. Jego uśmiech był naprawdę uroczy, ale przecież nie... To pedofilski uśmiech! Pomyślała i pozbyła się swoich dziwnych myśli.
- Zastanowię się nad tym... - szepnęła z godnością. - Przepraszam za to, że tak bez zastanowienia cię uderzyłam... - Nie patrzyła na niego. Naprawdę było jej głupio.
- Co takiego?! Ty mnie przepraszasz? Muszę to zapisać w pamiętniku.
- Nie wyobrażaj sobie niczego baranie! Uważam, że przesadziłam i tyle...
- Spoko. Można powiedzieć, że należało mi się...
- Bo ci się należało i tyle! I nie myśl sobie, że mam po tym wyrzuty sumienia! Jesteś starym zboczeńcem i tyle! - wskazała na niego palcem znowu wściekła. On stał tylko jak słup soli.
- A ty... - zaczął cicho patrząc w jej zielone oczy. - Masz bardzo ładne oczy... - dokończył jeszcze ciszej.
- Co ty gadasz?! - zmieszana odskoczyła od niego. Była cała czerwona na twarzy, a może mu się wydawało? Dopiero gdy spuściła wzrok Kastiel się obudził. Dotarło do niego co powiedział i spalił buraka. Nie miał pojęcia dlaczego naszła go ochota, by jej coś takiego powiedzieć?! Dlaczego to zrobił?!
- Co to ma być za pedofilski tekst?! - zaczęła krzycząc. Ale to już nie była wściekłość. Chciała po prostu ukryć zawstydzenie. Sama nie wiedziała co powiedzieć. Czuła się przy nim jakoś inaczej. - Ja już idę, bo czuję, że nie wytrzymam już dłużej z tobą. - mówiąc ani na moment nie spojrzała chłopakowi w oczy jakby się czegoś obawiała. Odeszła, a on tylko odprowadził ją wzrokiem. Uśmiechnął się sam nie wiedząc nawet dlaczego. Nagle odwróciła się, gdy była jeszcze całkiem blisko.
- I wzajemnie... - szepnęła, po czym skręciła za zakrętem. Chwilę stał w szoku, ale potem chyba zorientował się o co jej chodziło. Chyba w ten sposób chciała przekazać mu, że ma ładne oczy... Zresztą nieważne. Ciekawe jak miała na imię... Zastanawiając się poszedł dalej i po chwili już o niej zapomniał.

~ (A teraz powracamy do Nathanka i Nadii *w*)

- Kochanie, co chcesz na obiadek? - spytał sięgając jakieś rzeczy z lodówki. Nadia wydała się nie istnieć na świecie. (wszyscy w tym rozdziale tak zamulają xD)
- Ciebie... - szepnęła patrząc rozmarzona na jego umięśniony, nagi tors.
- Tak? - szepnął słodko. - To będzie na deser... - zamruczał jej do ucha całując w czoło, będąc niespodziewanie tak blisko niej. Zaraz niestety przerwał pieszczoty i wrócił "do garów". -  Więc, może... - zaczął, ale nie skończył, bo Nadia mu przerwała.
- Więc, może... Założysz swój uroczy fartuszek w serduszka z napisem "I love cooking"?
- Jeżeli chcesz... Osobiście myślałem, że będziesz wolała oglądać mnie gotującego w kuchni bez koszuli, ale... Każdy ma inny gust. - Nadia roześmiała się żałując, co powiedziała. Rzeczywiście... Teraz nie będzie mogła podziwiać jego nagiego torsu.
- Dobrze... Więc co my tutaj mamy? - Nathan posłusznie włożył fartuszek i zajął się książka z przepisami.
- Umiesz gotować? - zdziwiła się.
- Nie... - zgasił ją. - Wampiry nie potrzebują ludzkiego jedzenia, lecz mogą je normalnie jeść. Nie dodaje nam to żadnych składników odżywczych ani nie tyjemy.
- Fajnie macie... - westchnęła. - Ale nie rozumiem po co uparłeś się, że będziesz dla mnie gotował. Przecież mam dwie ręce, sama bym sobie coś przyrządziła.
- Nie, ja dzisiaj gotuję! Zaraz się nauczę, mam przecież to cudo. - wskazał na książkę kucharską.
- Okej... Zobaczymy czy sobie poradzisz.
- Ja miałbym sobie nie poradzić? Radzę sobie ze złoczyńcami, złymi wampirami, moim starszym, nawiedzonym bratem potrzebującym stałej opieki, a nie poradzę sobie z głupimi pomidorami i ogórkami powiadasz?! - zerknął na nią zszokowany.
- Gotowanie nie jest takie łatwe jak Ci się wydaje. - uśmiechnęła się. I kto tu potrzebuje stałej opieki... Pomyślała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej spoglądając na niego.
- Eeee tam.... Gadanie. Widziałem kilka razy w telewizji takie gotowanie. Więc co byś chciała? Byłem w biedronce i kupiłem wszystkie składniki. (nie mogłam się powstrzymać :D)
- hmm... Pomyślmy. Zaufam szefowi kuchni.
- Tak więc Risotto z indykiem i ryż w sosie pomidorowo śmietanowym. Biorę się do roboty. - w tej chwili wyjął ogórka i błyskawicznie go pokroił. - Widzisz, ja wszystko umiem, ani razu się nie zaciąłem. - spojrzał na swoje rany, które po sekundzie się zregenerowały.
- Nie obierzesz go?
- A po co?
Ze schodów właśnie zszedł Jason. Za nim zbiegła Emily. Nathan wstawiał wodę w garnku, ale natychmiast przerwał czynność, by móc powkurzać brata.
- Wyżyliście się w nocy? - spytał wymowie patrząc na Emily. Starszy brat skarcił go wzrokiem.
- Wyspaliście, znaczy się? - uśmiechął się.
- Tak, wyspaliśmy się. A wy? - spytała Emily, wiedząc, że wampiry nie potrzebują snu.
- Mnie tam się dobrze spało... - westchnęła Nadia. - Nawet za dobrze...
- No jak zrobiłaś sobie ze mnie poduszkę to ja się dziewczyno nie dziwię! - zaśmiał się Nathan.
- Co ty tam kombinujesz? - podeszła do niego Emily zaciekawiona. Spróbowała kawałek ogórka w śmietanie.
- Co to jest? Smakuje jak gówno. (Skąd ona wie jak smakuje gówno O.o)
- Nie dla psa kiełbasa! - krzyknął wesoło. Proszę wyjść mi z kuchni, ja tu gotuję.
- Jak ty kroisz te ogórki? - skarcił go Jason uśmiechając się.
- Normalnie, a jak mam je niby kroić? - oburzył się.
- Żeby nie wyglądały jak jakieś krzywe kulfony... - wszyscy się roześmiali.
- Ty to masz bardzo bujną wyobraźnię, braciszku. A tak poza tym gdzie wy się wybieracie, gołąbki?
- A tak po prostu do miasta jedziemy. - odpowiedziała Emily. - Chcecie coś z miasta?
- No może... Zioła prowansalskie by się przydały. - powiedział Nathan pochłonięty krojeniem kolejnych warzyw.
- Dobra, lecimy. Do zobaczenia wieczorem!
- Nathan, może ci pomogę?
- Nie! Ja sam.
- No weź, nudzę się...
- No dobra. Jak chcesz mi pomóc, to dopraw ten sos jakoś. - podał jej szklaną miskę z sosem. Nadia była szczęśliwa patrząc na chłopaka pochłoniętego tą czynnością. Jego oczy przykryte czarną grzywką były takie pełne zapału, usta zaciśnięte w wąską linię, skupiony wyraz twarzy. Przypomniała jej się przeszłość. Kiedyś właśnie takimi samymi oczami na nią spoglądał. Starał się i przykładał do każdego zadania. Był taki niesamowity... Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Nathan nawet się nie przejął.
- Pójdę otworzyć! - podeszła do drzwi myśląc, że to Jason z Emily, którzy zapomnieli czegoś i się wrócili. Otworzyła je i to kogo tam zobaczyła sprawiło, że prawie by zeszła na zawał w tak młodym wieku. Otworzyła szeroko oczy i poczuła.. Właściwie trudno opisać co wtedy czuła.
- Ka - Ka - Ka - Kastiel?! - z wrażenia ją zamurowało, miska z sosem wyślizgnęła jej się z dłoni.
- Nie kurdę, moja babcia... - Nathan w ostatniej chwili zdążył zapobiec wypadkowi. Od razu wyczuł Kastiela. Podbiegł, bo usłyszał jak miska się zsuwała. Zaraz tego pożałował, bo przecież Kastiel mógł zobaczyć jak szybko przebiegł, bo przed chwilą go tu nie było. Najwyraźniej chłopak nic nie zauważył.
- Po co tu przyszedłeś? - spytał spokojnym głosem patrząc jednak w jego oczy z niewyobrażalną złością i złowrogością. W każdej chwili był gotowy do ataku. Nadia nie wiedziała jak się zachować. Brakowało jej go, tęskniła za nim. Tak długo go nie widziała. Normalnie rzuciłaby mu się w ramiona, ale odkąd odzyskała wszystkie wspomnienia, wspomnienia z nim... Nie wiedziała co ma zrobić. Nie chciała, by przeszłość stała się teraźniejszością. Sama była zdziwiona tym czego się obawia. Przecież to niemożliwe, żeby...

~

Nareszcie dodałam. Przepraszam za zwłokę :( Krótkoooo... :( Podzieliłam na dwie części, ponieważ, gdyż...Nudziło mi się :) Rozdział moze być taaaaki, no pokićkany xd, gdyż moja głowa zaczęła inaczej myśleć po tym jak obaerwałam w łeb Pismem Świętym O.o
Cóż...
Kolejną część wstawię prawdopodobnie w tym tygodniu, a teraz mykam <3 Papa :*
A i jeszcze mam dla was "Zajebisty - inaczej" rysunek, który sama narysowałam. Nie ma jakichś tam talentów, ale wstawiam żeby pokazać jak mniej więcej wyobraziłam sobie początkową scenkę :D
Co do dziewczyny z wcześniej powiem tylko, że będziecie się z nią użerać przez kilka najbliższych rozdziałów. Może wam się spodoba, albo i nie :) Teraz żyjcie w niepwności xd Nie no...Pamiętacie w poprzednim rozdziale może bulwers Nathanka na usłyszenie imienia "Rosalie"?

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 22

"Nathan jako starszy brat"
~
Tytuł mówi sam za siebie, że rozdział będzie humorystyczny. Nathanek jako kochany, odpowiedzialny, starszy braciszek, głowa rodziny. No chyba nie! xD nwm jak na to wpadłam, ale zaczynam rozwijać wątki poboczne. Tak jakoś mnie naszło. Już wcześniej stworzyłam kilka wątków pobocznych, a teraz postanawiam to rozwinąć. Rozdział krótki, niestety xD Myślę, że Jason i Emily to również jak Nadia i Nathanek bardzo fajny paring :D no i już się zdradziłam -_-
Miłego czytania! :*
~

- No dobrze, kochanie. Więc co chciałabyś na obiadek? - spytał wskakując pod kołdrę i robiąc jej niespodziankę z rana. Właściwie było już południe, ale Nadia lubiła pospać.
- Nathan... Co ty tu?! Aaaaaaa..! - krzyknęła gdy zakrył ich kołdrą i zaczął łaskotać.
- Wstajemy! Nie ma spania!
- No nie... Bła - gam! Przes - tań! - nie mogła wytrzymać ze śmiechu, a chłopak usiadł na niej okrakiem i zaczął atakować ją jeszcze bardziej. Nadia wyginała się we wszystkie strony. Wreszcie udało jej się chwycić poduszkę i uderzyła nią Nathana w twarz. Chłopak trochę się zaskoczył, ale trzymając ją w talii przewrócił się do tyłu, tak, że teraz dziewczyna leżała na nim. Spojrzał na nią pytająco niewinnie unosząc ręce do góry.
- Nadia nie znałem cię od tej strony...- powiedział lekko zdziwiony Jason stojący w drzwiach.
- Ale... Ja... On... To wcale nie tak! - spaliła buraka i zgromiła niewinnego Nathana wzrokiem. Zeszła z niego czym prędzej.
- Pukać cię nie nauczyli?! - wydarł się Nathan wybiegając za bratem. Szczerze wyglądał wtedy trochę jak małe dziecko. Mały, słodki dzieciak... - A ty! - spojrzał na siedzącą w łóżku Nadię i wskazał na nią palcem.
- Ja? - spytała trochę przestraszona. Nathan był bardzo nieobliczalny. Nie miała pojęcia czego ma się po nim spodziewać.
- DO GARÓW!!! - krzyknął patrząc na nią stanowczym wzrokiem. (Czo ten Nathan?! O.o)
- Chyba cię coś boli! - ziewnęła, a on wampirzym tempem podbiegł do niej i przerzucił ją przez prawe ramię i zaczął normalnym ludzkim tempem schodzić po schodach nie zważając na protesty dziewczyny. Będąc tuż przy kuchni usłyszeli tłukącą się szklankę. To była Emily. Jason czym prędzej podbiegł do niej i pomógł jej zbierać. Dziwne... Takie wypadki nie zdarzają się wampirom. Musiała być naprawdę zdezorientowana. Nathan zatrzymał się i spojrzał na dziewczynę współczującym wzrokiem. Patrząc na tą sytuację Nadia poczuła jakby miała własne serce w gardle. Jason patrzył na nią takim pięknym wzrokiem. Takim jakim czasami Nathan patrzył na nią. Ale przestawał jakby coś go blokowało. Dziewczyna klęcząc naprzeciw niego nerwowo zbierała odłamki szkła próbując nie patrzeć na chłopaka. Czy to możliwe, że już nie są razem?
- Może lepiej stąd wyjdźmy. Unikniemy patrzenia na małżeńskie kłótnie. - postawił ją na ziemii, po czym chwycił za dłoń i skierował się do jego sypialni...
- Emily... - szepnął Jason. - Emily, spójrz na mnie... - dziewczyna wstała i posłusznie spojrzała na niego. Chociaż wcale nie chciała na niego patrzeć. To tak bolało...
- Emily... - szepnął czułym głosem. Podniósł swą dłoń na wysokość jej policzka jakby chciał ją pogłaskać, ale zawahał się i ją cofnął. - Nie wyprowadzisz się.
- Wyprowadzę! - krzyknęła stanowczo.
- Nie możesz. Twoja rodzina myśli, że nie żyjesz. Nie mogą się dowiedzieć o tobie, rozumiesz?
- I tak się wyprowadzę, rozumiesz?! Ja po prostu nie chcę codziennie na ciebie patrzeć. Chcę się ciebie pozbyć z życia, przestać o tobie myśleć i już nigdy nie myśleć... - w jej brązowych oczach pojawiły się łzy.
- Ale ja nie chcę o tobie zapomnieć... - szepnął boleśnie.
- Proszę, zapomnij o czym wtedy mówiłam i zostaw mnie w spokoju. Ja... Chcę się w tobie odkochać! - wykrzyczała zaciskając dłonie na krótkiej skórzanej spódniczce i wybiegła z pokoju. Chłopak stał zszokowany. Ona tak jakby powiedziała mu, że go kocha...
- Jason, pozwól ma moment! - krzyknął Nathan z górnego piętra, a brat posłusznie wszedł na górę, do jego pokoju.
- Ale tu burdel... - burknął próbując ukryć swoje uczucia.
- Nie komentuj! Więc, jestem pewien, że Nadia już zdążyła złapać twoją dziewczynę i pewnie już gadają.
- Po pierwsze to NIE jest moja dziewczyna, a po drugie co wy gnojki kombinujecie?!
- Nawet nie wiem w którym momencie tak się zmieniłeś... - westchnął Nathan po chwili.
- O co ci chodzi?!
- Rolę się odwróciły. Ty zachowujesz się jak gówniarz i na wszystko narzekasz. Za to ja wydoroślałem i spoważniałem. - Jason prychnął i zaczął się śmiać.
- Ty... Wydoroślałeś?! Chciałbym to zobaczyć... - przewrócił oczyma. Nathan usiadł na krześle obok stolika i spojrzał mu głęboko w oczy. Nastąpiła chwila milczenia.
- Bez niej jesteś inny... - dodał po chwili namysłu. - Jak ja bez Nadii. Długo bez niej nie pociągniesz.
- Przecież jej nie kocham, to był taki krótki przelotny romans, to wszystko. - brat odwrócił wzrok, a Nathan prychnął.
- Czyli wiesz o kim mówię... - rzekł z satysfakcją w głosie. - W takim razie bez wątpienia ją kochasz.
- Ale... Ty draniu! - Jason miał się z nim wykłócać, ale jednak dał sobie spokój. Zorientował się, że Nathan jest sprytny i z nim nie wygra. Odetchnął ciężko.
- Dlaczego zerwaliście?
- Nawet nie chodziliśmy.
- Dobra, dobra. Odpowiadaj na pytanie.
- No bo... - zaczął i zamyślił się. Cała sytuacja wyglądała komicznie. Jason jak piesek z podkulonym ogonem, a Nathan stanowczy i rygorystyczny wobec brata i wyraźnie nad nim dominujący. (Zazwyczaj było na odwrót. Bo to w końcu Nathanek jest nieodpowiedzialny i pozbawiony piątej klepki xD)
- Od zawsze wydawało mi się, że Emily nie chce rozpoczynać prawdziwego związku, więc chciałem się podporządkować i nie nalegać...
- Pantoflarz!
- I kto to mówi, już nie pamiętasz Rosalie? - uśmiechnął się kpiąco z satysfakcją, a wyraz twarzy Nathana gwałtownie się zmienił. Jego czarne odzwierciedlały złość, wręcz wściekłość. Mimo to wydał się przez moment zupełnie bezradny, przestraszony. Jego mięśnie gwałtownie się napięły, źrenice rozszerzyły. W jego tęczówkach można było dostrzec charakterystyczny, złowrogi błysk. Uderzył brata w twarz i gwałtownie wstał.
- Kiedy stałeś się taki wredny?! - spojrzał na Jasona złowrogim spojrzeniem. Jak matka karcąca niegrzecznego syna. - Nie mówimy teraz o...Ros...O niej! - samo wypowiadanie jej imienia wywołało u niego nie lada trudność. Sprawiało, że na twarzy pierwotnego wampira wymalował się dziwny grymas niezadowolenia.
- Przepraszam... - Czarnooki wreszcie usiadł z powrotem. Postanowił się opanować. "Nie! to nie jest ta chwila, by o tym myśleć, spróbuj pomóc bratu! Tylko to się teraz liczy..."
- Jesteś idiotą! Emily to dziewczyna! To oczywiste, że chce byś ją traktował poważnie!
- Skąd miałem wiedzieć?! Myślałem, że po prostu nudzę jej się... - złotowłosy spuścił głowę w dół.
- No ja nie mogę, mam brata debila! Owszem, jesteś nudny i w ogóle. Ale ta dziewczyna jest w tobie zakochana po uszy i ty w niej także. Czy ty jej to kiedykolwiek powiedziałeś?!
- No... Nie...
- No to najwyższy czas! - Nathan krzyczał nie panując nad emocjami. Chciał naprawić ich związek, bo w głębi serca pragnął, by brat był szczęśliwy. Jason roześmiał się.
- Co?! - Nathan spojrzał na brata spode łba nie wiedząc o co mu chodzi.
- Nic. Po prostu... Mały nieodpowiedzialny gówniarz nie potrafiący poradzić sobie sam z sobą poucza starszego brata i doradza mu w sprawach miłosnych.
- Powinieneś być wdzięczny.
- I jestem. Bardzo. Ale co mam zrobić, żeby ją odzyskać?
- To proste... Powiedz jej co czujesz i... Oświadcz jej się. - Nathan uśmiechnął się, a Jason spojrzał na niego jak na jakiegoś debila.
- Ty chyba na głowę upadłeś, co nie?
- Tak, może i upadłem, nic ci do tego, ale czasami powinieneś posłuchać młodszego braciszka. A teraz idź i przepraszaj! - popchnął brata w stronę drzwi. Wychodząc Jason zatrzymał się.
- Bracie... Dziękuję!
- Nie ma za co. - powiedział i odprowadził go wzrokiem.
- Może i jesteś nie do wytrzymania, jesteś zielony w sprawach miłosnych, i ciągle cię krytykuję, ale w głębi serca chciałbym być taki jak ty... - to zdanie dopowiedział w myślach, po czym zamknąwszy drzwi wrócił do pokoju.
"Powodzenia, Jason!" Pomyślał trzymając za brata kciuki. Właśnie w tej chwili do pokoju weszła Nadia. Chłopak od razu przeszył ją wzrokiem od góry do dołu.
- I co, udało ci się z nim?
- Z łatwością. A jak z Emily?
- Okey...
- To dobrze. Naprawdę polubiłem tą dziewczynę i nie chcę, by się rozstawali.
- Kochasz swojego brata, co nie? - spojrzała na niego z uśmiechem.
- To nie tak, przecież to idiota. Nie lubimy się! - odpowiedział wypierając się wszystkiego.
- Jasne, jasne... - znów na niego spojrzała, ale tym razem zatrzymała swoje spojrzenie na dłużej. Zakryła usta dłonią, by nie wybuchnąć śmiechem.
- Co? - spojrzał na nią trochę zdezorientowany.
- Po co ci ten fartuch? - spytała po chwili patrząc na jego biały fartuszek w różowe serduszka z napisem "I love coocking".
- Huh? - spojrzał na siebie i momentalnie zbaraniał. W tej chwili usiadł na krześle i zrobił typowy facepalm.
- Nie mów mi, że przez cały czas rozmawiałem z nim mając na sobie ten fartuch?!
- Dobra, więc tego nie powiem! - roześmiała się. - Uroczo wyglądasz, a teraz do garów! - zaczęła go przedrzeźniać.
- Nosz kur... dę! A starałem się być przy nim taki dojrzały. - zrobił minę zbitego psiaka.
- Czy mogę cię o coś spytać? - spytała dosiadając się do niego i momentalnie poważniejąc.
- Pewnie... - spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Nie przeszkadza ci to, że teraz mieszkam z tobą? - spytała sama nie wiedząc dlaczego.
- No co ty... Nawet nie pamiętam w którym momencie mój własny dom stał się hotelem dla bezdomnych. - zaśmiał się. - Ale mimo to, fajnie jest mieszkać w grupie. Jakoś tak raźniej... - wstał i położył się na łóżku.
- Może coś obejrzymy? - zaproponował po chwili namysłu.
- Pewnie! - dosiadła się do niego opierając się o ścianę. Zgasili światło i zaczęli oglądać w jego telewizorze horror "Demoniczna plansza". (Brzmi znajomo,  prawda? *-*) Dziewczyna w połowie filmu zasnęła opierając się o jego ramię.
- Ehh... Cała ty. - szepnął i oparł swe czoło o jej włosy, a potem zamknął oczy wtulając się w nią...

~~
- Emily... Przepraszam! - powiedział stanowczym głosem chwycąc ją za dłonie. Dziewczyna stała w bezruchu nie wiedząc co powiedzieć.
- Chciałbym żebyśmy zaczęli poważny związek... Ja... Kocham cię Emily! - dziewczyna wzruszyła się.
- Kochałem cię już wcześniej, tylko po prostu źle zinterpretowałem twoje zachowanie. To wszystko moja wina. Zdałem sobie sprawę z tego, że cię kocham i nie będę potrafił żyć jeśli mnie opuścisz!
- Jason, ja... - rzuciła mu się w ramiona.
- Ja też cię kocham... I nie chciałabym cię stracić przez jakieś głupoty. - wtuliła się w jego ramię.
- Emily, bo ja... Nigdy nie byłaś dla mnie przygodą. Od zawsze traktowałem cię poważnie, ale nie byłem pewien czy się angażować. - szepnął jej do ucha, na co ona zareagowała cichym westchnieniem.
- Więc od dzisiaj jesteśmy tak oficjalnie razem? - spytała trochę nieśmiało.
- W sensie, że parą? Chyba tak. Tak myślę... - speszony podrapał się po swojej blond czuprynie.
- Głupek! Oczywiście, że jesteśmy! - poczochrała go po włosach, a on objął ją delikatnie wokół talii. Wtedy ona zawiesiła dłonie na jego karku i pewnym gestem przyciągnęła nieśmiałego chłopaka do siebie. Ich usta złączały się w dynamicznym pocałunku. (sratatata ;-; żygam tęczą, to było przewidywalne chyba xd)
- Kocham cię Jason i nic tego nie zmieni. - szepnęła mu do ucha.
- A ja się w tobie szaleńczo zakochałem!

~~~

Oto obrazek :D Narysowała go PG.Sonia na zamówienie specjalne :)
Nwm co na końcu dopowiedzieć, więc dam zwiastun nowego rozdziału, który pojawi się równo za niedługo xD



 NIE CZYTAĆ TEGO: 

Jeśli to teraz przeczytałeś,
 jesteś przeklęty i co noc na suficie
 będziesz widzieć Nathanka z
 demonicznym spojrzeniem,
 z którego będzie spływała 
szkarłatna krew wprost na twoją twarz....

Ostrzegałam...!

niedziela, 1 lutego 2015

Liebster Award

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera 


w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę".
Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych
od osoby, która cię nominowała.
Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) i zadajesz im 11 pytań.
Więc to moja pierwsza nominacja xD 
Za co oczywiście dziękuję i jestem zaszczycona, ze czytasz moje wypociny :D
I co chciałabym o was wiedzieć:






Nominowała mnie Akane Hurami <3 

A i oczywiśce nie wolno nominować osoby, która cię nominowała xD



1. Kiedy masz urodziny?

No więc urodzinki mam 22.08 <3


2.Najlepszy blog, który zdarzyło ci się przeczytać . 

Muszę dodać kilka :D

http://i-willalways-love-you.blogspot.com/
http://never-say-i-love-you.blogspot.com/
http://zadluzona-zona.blogspot.com/
http://krwawy-pakt.blogspot.com/
http://fairytailmiloscsmoczychzabujcow.blogspot.com/
http://cuteyaoiblog.blogspot.com/
http://nie-normalne-zycie.blogspot.com/
http://fairytail-chronicles.blogspot.com/

Przepraszam jeśli o kimś zapomniałam, ale wszystkie blogi jakie czytałam były moim zdaniem najnaj <3

3. Ulubione zajęcia. 

No oczywiście nie trudno domyślić się, ze blogowanie, oglądanie anime (szczególnie FT Słuchanie j-rocka (The gazette, Lycaon, Mejibray, Born i różne zespoły tego typu) uwielbiam rysować, czytać ksiażki i blogi, a takze oglądać filmy i wychodzić z przyjaciółmi. A i jeszcze lubię śpiewać, mimo iż nie umiem, ale kit xD :D

4. Ulubione anime 

Oczywiści Fairy tail <3
Btooom, Sword art online, Mirai Nikki, Vampire Knight, Diabolik lovers, Toradora, Ao haru ride, Elfen Lied, Gravitation, Another, Shiki. Jeszcze wiele innych wspaniałych, epickich serii, ale nie mogę sobie przypomnieć :D

5.Wymień wszystkie anime, które obejrzałeś/aś. 

Przepraszam, nie dam rady O.o
Trochę tego jest...
Pamiętam, ze ostatnio oglądałam Btooom, Sao, Fairy tail oczywiście, One piece zaczynam, Toradorę....Łooo....mam swoją listę w zeszyciku, ale nie chcę mi się tego spisywać (lenistwo nie boli :D) Ale jest tego z dobre 50 - 60 serii łącznie z takimi kilkuodcinkowymi, np.: Corpse Party, albo jakieś Yaojce xD


6. Ile już prowadzicie swojego bloga (chodzi o nominowanego :D )

hmm... Założyłam tak gdzieś przed wakacjami (chyba czerwiec xD) To już jakieś 6 - 7 miechów będzie :D

7. Ulubiona piosenka. 

Cassis - The Gazette
Lucy - Skillet
Toguro - Gazette
Plug into the socket - Lycaon
Karasu - Born
Bakane - Lycaon
Awake and aliwe - Skillet
Our bottle cry - Skillet
Ruder - Gazette

To chyba takie, ale taka najnaj to wahałabym się pomiędzy Cassis, a Lucy :D


8. Postać z anime, którą lubisz najbardziej. 

Zero Kiryu (Vampire Knight)
Jego charakter, osobowość i usposobienie do zycia, to jaki jest... To wszystko powala :)
Nie mogę wymienić jednej :(
Więc Erza (psiaps mnie nawet do niej porównała) Za jej osobowość oczywiście, determinację i humor za razem. No i oczywiście za to, ze kocha ciasto truskawkowe tak jak ja *.*
Kirito (Sao)
Natsu


9. Kiedy zaczęła się twoja przygoda z anime? 

Dosłownie rok i 3 miechy temu :)

10. Dlaczego postanowiłeś/aś założyć bloga? 

Tak jakoś wyszło. Sama nwm, miałam znikąd w głowie zarys historii i wgl, męczyło mnie to, wiec to napisałam i postanowiłam pisać dalej. Pomyślałam, ze może się sprawdzę i będzie okej. A potem moje psiaps to przeczytały i zaczęły wychwalać pod niebiosa ( chociaż nwm co w moim opowiadaniou jest takiego fascynującego, bo moim zdaniem jest po prostu przeciętne. Ot - jakieś tam wypociny :D
Więc precyzując - Bo mi sie nudziło (najprostsza odpowiedź na każde pytanie)

11. Jakie jest twoje hobby (prócz blogowania) ? 

Tak jak wspomniałam wyżej anime, j-rock, rysowanie, śpiew, tworzenie nowych historii, granie w simsy, tworzenie filmów w moviemakerze przy pomocy the sims 3, rysuję komiksy, czytam książki. Lubie pływać, jeździć na rowerze i rolkach i wgl...Nwm, wszystko lubię :D


No więc, kuniec (*_*)
A i dziękuję za nominację. Oczywiście jestem w szoku i jestem cała happy, bo to moja pierwsza nominacja i wgl :D


No i teraz nominuję:

http://i-willalways-love-you.blogspot.com/
http://krwawy-pakt.blogspot.com
http://zadluzona-zona.blogspot.com
http://fairytailmiloscsmoczychzabujcow.blogspot.com
http://cuteyaoiblog.blogspot.com/
http://nie-normalne-zycie.blogspot.com/
http://fairytail-chronicles.blogspot.com/

1. Jak masz na imię?
2. Ile masz latek? xD
3. Ulubione anime, film lub serial.
4. Hobby?
5. Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłaś? :D
6. Najlepszy blog jaki zdażyło ci się do tej pory przeczytać?
7. Ulubiona książka?
8. Ulubiona postać z serialu, filmu, książki?
9. Kim chcesz zostać w przyszłości?
10. Ulubiony zespół bądź wokalista?
11. Dlaczego założyłeś bloga?


A teraz spadam i dozoba niedługo :*



I pamiętaj:
Nathanek z obnażonymi kłami 
tylko czeka, aby pożreć cie w całości!


sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 21

Rozdział 21 "Senna zjawa"

- Kastiel! - krzyczałam ze łzami patrząc jak chłopak cały płonie. Biegłam w jego stronę obawiając się, że sama się spalę. Sceneria była koszmarna, paraliżująca z przerażenia. Las, drzewa stojące w jaskrawych, ogromnych płomieniach, które nic nie mogło ugasić. Próbowałam na siłę biec za nim, ale im bliżej niego byłam, tym bardziej się oddalał.
- Więc już wszystko pamiętasz... - rzekł złowrogim tonem. Jego spojrzenie wykrzywione było niewyobrażalną wściekłością. W oddali płomieni ujrzałam Nathana. Był tuż za Kastielem i patrzył na mnie przeszywającym spojrzeniem, zadrżałam i zaczęłam nerwowo mrugać oczyma próbując jakoś wybudzić się z tego koszmaru. To na nic... Nagle sceneria się zmieniła... Płomienie zniknęły, las także. Znajdowałam się w pustce, wokół była sama ciemność. A tuż przede mną stał zielonooki.
- Już wszystko pamiętasz, prawda? - zaczął delikatnie. Opuszkami palców dotknął mojego policzka, potem moich warg.
- Tak... - szepnęłam ze łzami oddalając się myślami do nowo odzyskanych wspomnień o Kastielu. Chciałam o tym jak najszybciej zapomnieć. Nie chciałam tego, nie chciałam pamiętać, chciałam jeszcze raz stracić pamięć. Nie mogłam dopuścić do tego, by tamta przeszłość stała się teraźniejszością i wszystko zepsuła. Patrzyłam mu w oczy. Przybliżył się do mnie, by mnie pocałować. Nie protestowałam. Ale, nagle jego spojrzenie stało się inne. Tęczówki jego zielonych oczu zniknęły. Białka oczne były oszpecone żyłkami, z których zaczęła spływać krew. Jego twarz stała się jak marmur, bo bokach jego głowy pojawiły się pęknięcia. Krzyknęłam z przerażenia oddalając się od niego. Głowa mu odpadła, z ciała zaczęła spływać krew. Nie chciałam na to patrzeć. Cała czerń otaczającą mnie zamieniła się w krwisty szkarłat. Odwróciłam wzrok, by nie patrzeć na chłopaka, ale to nic nie dało. Gdzie tylko bym się nie odwróciła był w zasięgu mojego wzroku. Ujrzałam Nathana. Jego twarz wykrzywiona niewyobrażalną wściekłością. Dostrzegam jego długie kły, z których spływała krew oszpecając jego białe ubranie.
- Musiałem się go pozbyć, zrobiłem to dla ciebie, kochanie... - nagle podszedł do mnie i cała sceneria poraz kolejny się zmieniła. Tym razem oboje byliśmy przed ołtarzem. Ja w ślubnej sukni i welonie, on w czarnym garniturze. Patrzył na mnie słodkim spojrzeniem, od jakiego zawsze uginały mi się kolana. Odetchnęłam z ulgą. Rozejrzałam się wokół. Byli wszyscy. Emily, Kastiel, moi rodzice, mama z panem Klausem i tata z nową żoną, znajomi ze szkoły, rodzina. Nagle ktoś wrzasnął przeraźliwie. Wszystko się zmieniło. Wszędzie była krew, każdy na sali wyglądał tak jak wcześniej Kastiel. Zakrwawieni, zmasakrowani, bez głów. Spojrzałam na Nathana z przerażeniem. On nadal słodko się do mnie uśmiechał. Zaczęłam wrzeszczeć po tym, gdy spojrzałam na swoją sukienkę całą we krwi. I kolejna scena...
Las... Oni obydwaj... Kastiel i Nathan... Przede mną... Walczyli... Na śmierć i życie...
- Proszę, przestańcie! - Nie przestali. Nathan spojrzał na mnie przelotnie.
- Wybieraj, albo on albo ja! W twoim sercu nie ma miejsca na nas dwóch.
- Kiedy ja... - zaczęłam czując nowe łzy napływające do oczu. - KOCHAM WAS OBU DO CHOLERY!

     I wtedy właśnie się obudziła z krzykiem. Nie było obok Nathana. Za to nad nią była jakaś... Zjawa?! W ciemności mało było widać. Mogła dostrzec tylko jej wysoką posturę i krzywy uśmieszek. Była tuż nad nią. Zaczęła głośniej krzyczeć. Pierwsza noc w tym domu, a już wydarzyło się coś takiego. Spanikowana zamknęła oczy z niedowierzaniem je ocierając. Gdy je znów otworzyła zjawy już nie było... Za to zastała otwarte szeroko okno od balkonu i powiew firanki. - Nie... Niemożliwe... - szeptała spanikowana okrywając się kołdrą. Widziała zarysy mebli jego pokoju, które w ciemnościach wydawały się ruszać i przybierać kształty różnych zjaw. Nie chciała na to patrzeć. Zamknęła więc oczy, ale wtedy w wyobraźni ujrzała twarz Kastiela, tą twarz z jej przed chwilą wyśnionego koszmaru. Znów zaczęła krzyczeć, schowała głowę pomiędzy ramionami. Gdzie Nathan?!
- Co się stało?! - chłopak wbiegł zdezorientowany do sypialni i zastał ją przestraszoną i płaczącą. Poczuł ukłucie w sercu i natychmiast znalazł się przy niej przytulając ją. - Nadia... Myślałem, że coś się stało. Nawet nie masz pojęcia co czułem... - rzekł bezemocyjnym głosem.
- IDIOTA!!! - wydarła się przez łzy.
- Huh?
- Jesteś idiotą. Gdzie ty byłeś?! Dlaczego mnie zostawiłeś samą?!
- Ja tylko... Wyszedłem na chwilę, spałaś, więc myślałem, że nie zauważysz.
- Nathan... Dlaczego? Ja... Już nigdy mnie nie zostawiaj samej. - wtuliła się w niego bardziej, a on czułym gestem pogłaskał ją po głowie.
- W porządku. Już tak nie zrobię. Co się stało? Dlaczego krzyczałaś? - zadrżała na samo wspomnienie o tym.
- Nadia, proszę uspokój się. Już po wszystkim. Jestem przy tobie. Nic ci nie grozi.
- Ktoś tu był... - szepnęła przez łzy - ktoś tu naprawdę był...
- Bzdury... To niemożliwe. - zdziwił się.
- Widziałam. Ta osoba była przede mną...
- Głupia... Przecież gdyby ktoś tu był, wyczułbym to.
- Ale... Naprawdę...
- Nadia, to tylko zły sen. Jestem tego pewien. Nie bój się. Będę przy tobie całą noc. Nic ci się nie stanie. Wiesz, że nie pozwoliłbym cię tknąć...
- Obiecujesz? - chwyciła jego chłodną dłoń i patrzyła na nią chwilę.
- Obiecuję... - ucałował ją w czoło. - Śpij dalej. Jest środek nocy... - położył się obok niej i położył rękę na jej brzuchu przytulając ją do siebie. Normalnie w takiej sytuacji zawstydziłaby się i zaczęłaby się rumienić, ale teraz była pod wpływem strachu i nie myślała o niczym innym.
- Czułam jej oddech... - szepnęła niemal
nieusłyszalnie i momentalnie zasnęła czując się bezpiecznie w jego objęciach.

Ledwie zasnęłam, a poczułam powiew chłodnego wiatru we włosach. Jakieś nieznajome miejsce. Jakby las, jednak miał w sobie coś dziwnego... Zaczęłam się bać. Ujrzałam Nathana. Od razu poczułam ulgę. Chłopak czarująco się uśmiechał. Dopiero po chwili jednak zorientowałam się, że mnie nie widzi. Dlaczego? Obok niego ujrzałam dziewczynę. Piękną. Bardzo piękną. Widziałam tylko jej wąskie czerwone jak szkarłat usta i ciemnobrązowe, gęste włosy długości za ramiona. Ubrana w białą sukienkę. Nie mogłam jednak dostrzec jej oczu. Były przysłonięte czarnobrązową grzywką na lewym boku. Dziewczyna opletła ramiona wokół jego karku sprawiając, że Nathan uśmiechnął się jeszcze szerzej. A potem zaczęli się namiętnie całować. Ta scena sprawiła, że poczułam ukłucie w sercu. Jak w każdym śnie, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że śnię. Dlatego też czułam się okrutnie. Miałam ochotę płakać. Dziewczyna znalazła się tuż przede mną i odsłoniła swe długie białe kły. A więc była wampirzycą.
- Z tobą nie byłby szczęśliwy... - zaczęła doprowadzając mnie do czystej wściekłości. Milczałam. - Jesteś tylko marnym człowiekiem. Nuda...
- Co ty niby możesz o tym wiedzieć?! - wybuchłam nagle pod wpływem jej lekceważącego tonu.
- Dużo... Znam Nathana lepiej niż ty, kochanie.
- Doprawdy?
- Owszem. Znam go jeszcze od czasów panowania Mirandy nad krwiopijcami. Jeszcze za nim wymazała mu wspomnienia usypiając wampiryzm. Znam go jeszcze za czasów jak był uroczym, bezwzględnym mordercą...
- Nieprawda! Kłamiesz... - szepnęłam niemal przez łzy.
- Jesteś naiwna. Nic o tym chłopaku nie wiesz, a zgrywasz taką wielce zakochaną. Obudź się wreszcie!
- Przestań pieprzyć! - miałam ochotę przejechać paznokciami po tej jej zadbanej, jasnej buzi i kilka razy ją po niej uderzyć zostawiając ją oszpeconą. Ale nie mogłam, bo tajemnicza postać była wampirzycą! I owa wampirzyca roześmiała się kpiąco.
- Wiesz w ogóle ile twój Nathan ma lat?
- Mów sobie co chcesz. I tak w nic nie uwierzę. Jesteś tylko głupim snem, z którego zaraz się wybudzę.
- Właśnie. Tak jak Nathan... Także jest twoim snem. Do tej pory panicznie boisz się, że jak się obudzisz, jego już nie będzie. - uśmiechnęła się szyderczo, tak jak Nathan. Tym gestem jeszcze bardziej mnie zirytowała. - Pamiętaj Nathan to za wysokie progi jak na twoje nogi, drogie dziecko. Musisz pamiętać, że teraz dużo osób będzie na niego polowało! - roześmiała się złowrogim śmiechem.
- Kim ty jesteś do cholery?!
- Ja? Nie przejmuj się mną. Jestem tylko... - szepnęła mi do ucha i przejechała swoimi paznokciami po mojej szyi. Poczułam krew... - snem... - dziewczyna roześmiała się poraz kolejny i zniknęła, a ja właśnie wtedy się obudziłam.

     Przerażona otworzyła oczy. Odetchnęła z ulgą ciesząc się, że się obudziła. Nathana znowu nie było. Poczuła leciutkie szczypanie na karku. Zdezorientowana opuszkami palców przejechała po bolącym miejscu. Poczuła ciepłą krew. Zaledwie mała kropelka zaczęła spływać po jej szyi, ale i tak się przestraszyła. Zadrapanie... Tak jak we śnie...
- NATHAN!!! - wydarła się. Żadnej reakcji. Nikogo nie było w tym popieprzonym domu?! Podbiegła do balkonu. Nathan był na zewnątrz. Kierował się do przodu, między drzewami. Szedł jak robot, jakoś tak mechanicznie.
- Nathan, przestań! - podziałało. Wzbudził się z "transu".
- Nadia... - szepnął i w mgnieniu oka znalazł się przy niej. Przytulił ją.
- Co się stało? - tym razem to ona spytała jego.
- Sam nie wiem - szepnął zdezorientowany - Nie chciałem z własnej woli wyjść. Nie pamiętam ostatnich chwil, czuję jakby ktoś mnie zahipnotyzował i wymazał ostatnie wspomnienia. Dziwne, nie?
- Nie, Nathan...
- Co jest? Dlaczego czuję krew? - spytał zdezorientowany.
- Ktoś tu był, naprawdę... - ukazała mu ranę.
- O mój Boże... - złapał się za usta i gwałtownie się odsunął. Patrzył na nią wzrokiem pełnym różnych emocji, ale nie miała pojęcia jakich.
- Nathan w porządku. To tylko zadrapanie. - miała do niego podejść, ale się zatrzymała. Chłopak mocno zamknął oczy i przyciśnięty do ściany jęknął z bólu. Wyglądał na cierpiącego. Zrobiło jej się go żal.
- K... Krew! - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Dopiero teraz dotarło do niej o co chodzi. Czym prędzej wybiegła z pokoju i zamknęła się w toalecie. Usiadłszy na zimnej posadzce schowała głowę w ramionach i zaczęła cichutko szlochać wspominając oba sny. O tym pierwszym wydawało jej się, że powinna zapomnieć, nic nie znaczył. Nathan nigdy by tak nie postąpił... Zresztą co miało znaczyć zdanie "Kocham was obu..." Przecież była pewna, że kocha tylko Nathana... Ale z drugiej strony... Dziewczyna z tego drugiego snu... Dlaczego jej się śniła? Czy ta tajemnicza postać rzeczywiście istnieje i próbowała jej coś przekazać? Z bólem w sercu wspomniała obraz uśmiechniętego Nathana, a potem całujacego tamtą dziewczynę. Może i rzeczywiście to zwykły sen, ale mimo to dał jej dużo do myślenia i wiedziała, że tak łatwo go nie zapomni.
"Jesteś naiwna. Nic o tym chłopaku nie wiesz, a zgrywasz taką wielce zakochaną. Obudź się wreszcie!"
Czuła, że zjawa senna mówiła prawdę, miała rację. W głębi serca wiedziała, że ten sen nie przyśnił jej się bez powodu. Dziewczyna nigdy o tym nie myślała... O tym, że tak naprawdę nie zna Nathana. Nawet nie wiedziała ile w rzeczywistości ma lat. Prawie nic nie wiedziała o jego przyszłości. Jedynie co, wiedziała o Mirandzie, o tym, że stał się pierwotnym wampirem i jest silniejszy niż myśli... Ale czy rzeczywiście go nie zna? Poczuła łzy spływające po policzkach. Była trochę zdezorientowana. Nawet nie wiedziała, w którym momencie zaczęła płakać. Przecież dopiero go odzyskała, a znikąd pojawiła się w niej obawa, że go straci.
- Nadia... Otworzysz mi? - usłyszała jego aksamitny głos zza drzwi.
- Nathan. Przepraszam... - szepnęła otwierając drzwi.
- Nie przepraszaj. To nie twoja wina, że jestem lekko świrniętym wampirem. - podrapał się po głowie w lekko bezradnym geście. Usiadł obok niej.
- Nathan... - zaczęła po chwili milczenia. - Ile masz lat?
- hmm... - był trochę zdezorientowany. Widocznie zaskoczyła go tym pytaniem.
- Nie wypada pytać o takie rzeczy. - udał oburzonego.
- No powiedz mi, nie będę się śmiała.
- No siedemnaście!
- Teoretycznie, a tak naprawdę?
- Tysiąc sto siedemnaście... - szepnął bezemocyjnym głosem. Nadia szeroko otworzyła usta.
- Żartowałem. - zaśmiał się. - Mam sto pięćdziesiąt lat...
- Nie no... Nie jest aż tak źle. Czyli spotykam się z emerytowanym dziadziusiem, który już dawno powinien być w grobie... Spoko! - klasnęła w dłonie. Znów się roześmiał.
- Nie przeszkadza ci to?
- Wiek nie ma znaczenia... - uśmiechnęła się.
- Powiedział pedofil stojący przed przedszkolem... - dokończył Nathan i obydwoje się roześmiali.
- Mamy ze sobą coś wspólnego...
- Też jesteś emerytką?
- Nie! Oboje mieliśmy tymczasowo "wymazane" wspomnienia. Ty przez swoją matkę, ja przez wypadek. Ile miałeś lat gdy wymazała ci wspomnienia?
- Sto trzydzieści trzy? Coś koło tego.  Wkrótce po tym trafiłem do innej rodziny i wychowywałem się z Jasonem przez pięć lat. Wtedy nie miałem pojęcia, że miałem w sobie uśpiony wampiryzm. Dopiero po twoim wypadku to wszystko odżyło i wspomnienia powróciły, moce wampira zbudziły się we mnie ...
- A więc to tak. Wszystko rozumiem. Czyli ty dojrzewasz i nie zatrzymałeś się w rozwoju?
- Nadia... Ja nigdy nie byłem człowiekiem, od urodzenia jestem wampirem. Mój rozwój trwa do osiemnastu lat. Jak już będę miał teoretycznie osiemnaście lat, mój rozwój ulegnie zatrzymaniu.
- Trochę to szokujące... Pamiętasz swojego ojca? - spytała z wahaniem i za chwilę od razu tego pożałowała. Jego wyraz twarzy gwałtownie się zmienił. Oczy wyrażały ból.
- Przepraszam...
- Nie przepraszaj. Po prostu nie chcę o tym mówić.
- Okey... Chodźmy już do pokoju, nie będziemy do rana siedzieć w tej łazience.
- Mhm... - mruknął nadal zamyślony, a Nadia wstała pociągając go za dłoń i wyszli.

~~
Wiem, wiem... Spóźniłam się. Obiecałam ten rozdział dużo wcześniej, ale cóż :( Ale przynajmniej jest dodany i sprawdzony, kilka razy edytowany i bez irytujących błędów, jak to u mnie zazwyczaj w wypracowaniach na polskim jest dominacja ;--; A przynajmniej mam taką nadzieję, że jest bezbłędne. No i jak widzicie zaczyna się coś dziać :D Po przeczytaniu tego można stwierdzić, że autorka tego opowiadania jest trochę psychiczna, ale zapewniam, że pisałam to przy zdrowych zmysłach. (tak jak każde inne rozdziały) kolejny już niedługo. Mam wiele pomysłów (bo to prawda, ale jestem za leniwa żeby to napisać o.o) , więc jak narazie nie jestem w stanie przewidzieć ile rozdziałów będzie miało całe opowiadanie, nie widać nawet końca opowieści xD więc niestety albo stety będziecie zmuszeni to czytać długooo jeszcze, hah :D
Kolejny rozdział nwm kiedy. Pewnie z jakiś tydzień, ewentualnie w ten weekend. Pozdrawiam wszystkich, którzy to czytają. :*
Niedługo opublikuje ten post z Liebster Award :3
I okładkę sama zrobiłam xd

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział 20

"Nie ma tytułu, bo za chuj nie mogłam wymyślić żadnego przyzwoitego tytułu xD"

~
Heyoł wszystkim! :D muszę się przyznać, że rozdział był już napisany wcześniej, ale na weekend nie miałam neta (jak ja to przeżyłam?! O.o) a potem jakoś tak nie mogłam się zebrać, ale w końcu postanowiłam dodać. Rozdział krótki, dlatego miał być dodany dużo wcześniej, ale przez to, że dodałam później możecie się spodziewać kolejnego nawet za dwa, trzy dni, bo niewiele mi zostało do dopisania. Ehh... Normalnie nie ma to jak to moje wstępne paplanie -_-
Koniec pierwszego semestru szkoły, a ja się czuję jakby niedługo miały być wakacje. Zresztą większość moich znajomych też tak ma :D
Ale niestety... Pomarzyć można :/
Więc życzę miłego czytania :3
~

   Nie wiem od czego zacząć. Dużo się zmieniło, bardzo dużo. Najlepsze jest to, że Nathan i ja znów chodzimy ze sobą. Trzeci raz. Odzyskałam wszystkie wspomnienia z przeszłości. To właśnie to miasto tak na mnie wpłynęło, Atlanta. Kiedyś tutaj mieszkałam i to właśnie tutaj spotkałam Nathana. Łączy mnie z tym miejscem naprawdę wiele wspomnień. Między innymi są to wspomnienia z Kastielem. Nie widziałam go już dosyć długo, tęsknię za nim, w końcu to mój przyjaciel. Odkąd odzyskałam swoje wspomnienia przekonałam się, że Nathan to już "ten jedyny". Już na zawsze. Co prawda wiedziałam już to wcześniej, ale teraz jeszcze bardziej to utwierdzam. Znów jestem w Londynie. Chociaż jak się stało, że tu jestem... Z tym wiąże się dosyć ciekawa historyjka. Jest to trochę zagmatwane i nie do ogarnięcia. Zresztą jak całe moje życie. Nie do ogarnięcia. A zaczęło się od tego...

- Więc kiedy masz zamiar wrócić do Londynu?
- Nie wiem, nigdy? - zaśmiała się.
- Ja ci dam "nigdy"! Niedługo będziemy małżeństwem, musimy razem wrócić.
- Nie tak niedługo. Nie mogę z tobą wyjechać, ze względu na moją mamę.
- Więc zamieszkaj ze mną!
- Co takiego?! - poraz kolejny Nathan ją zaskoczył. Patrzyła na niego, a on usiadł na łóżku obok niej. Przybliżył się do niej i opierając swe czoło o jej chwycił jej dłoń i słodkim gestem splótł ich palce. - Niedługo kończymy 18 lat.
- Teoretycznie...
- Porozmawiaj ze swoją mamą o tym. Kocham cię... - szepnął jej czule do ucha.      - Nathan...
- Kocham cię... - powtórzył lekko nadgryzając jej ucho. Miała gęsią skórkę, od tego "nadmiaru" Nathana dziewczynie zakołowało się w głowie.
- Ty też mnie kochasz prawda? - W tej chwili przycisnął ją ciałem do łóżka chwycąc jej biodra. Miał zamiar ją pocałować.
- Nie żeby coś, ale na dole jest moja mama. Jakby co, nie wie, że tu jesteś. W ogóle nie miała okazji cię poznać, ale tak tylko mówię. - słodko się do niego uśmiechnęła.
- Ale ja przecież nic nie robię! - udał oburzonego.
- Taaak, oczywiście, jesteś "grzeczny chłopczyk".
- Ja jestem bardzo grzeczny, po prostu moja dziewczyna jest bardzo nieprzyzwoita i ma brudne myśli. - w tej chwili rzucił w Nadię poduszką.
- Ty...!
- Ja?
- Jak cię zaraz złapię, to nie ręczę za siebie!
- Tak? Więc życzę powodzenia! - dziewczyna rzuciła się na niego pewna, że go złapie, a jednak wampir zdążył uciec. Biegał wampirzym tempem po całym pokoju.
- Nie popisuj się! - machnęła z dezaprobatą ręką.
- Kochanie, to, że z natury jestem taki zajebisty nie znaczy, że się popisuję. (Jaka skromność o.O)
- Mhm..? - czuła się pokonana, bo przecież nie mogła temu zaprzeczyć.
- Chodź, popraktykujmy lepiej to co robią małżonkowie w łóżeczku. W końcu niedługo będziemy małżeństwem.
- Nieprawda. - zarumieniła się na samą myśl o tym.
- Sama zgodziłaś się za mnie wyjść! - powiedział z satysfakcją w głosie.
- Nie miałam wyboru! - rzuciła w niego poduszką. Oczywiście zdążył ją złapać. Obydwoje zaczęli się śmiać. Było jak wcześniej. Może nawet lepiej niż wcześniej. Po tej rozłące obydwoje jeszcze bardziej uświadomili sobie ile dla siebie znaczą...W tej właśnie chwili do pokoju weszła matka Nadii. Nathan oczywiście wyczuł ją już wcześniej swoimi wyczulonymi zmysłami, Nadia dobrze zdawała sobie z tego sprawę i była na niego wściekła.
- Kochanie, nie mówiłaś, że masz gościa. Myślałam, że jesteś sama. - zaczęła patrząc z lekkim zdezorientowaniem na młodego chłopaka.
- Mamo! To... - gwałtownie wstała z łóżka - On jest moim... - zestresowana nie wiedziała co powiedzieć. - To mój... To mój przyjaciel! - wypaliła nagle i od razu pożałowała tego co powiedziała.
- Przyjaciel? - ponaglił dziewczynę. Nathan był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze. Nadia zpiorunowała go wzrokiem, a on niewinnie się uśmiechnął. - Znaczy chłopak. - powiedziała spuszczając wzrok. Szczerze mówiąc, trochę inaczej wyobrażała sobie sytuację, gdy będzie przedstawiać mamie swojego chłopaka.
- Narzeczony. - poprawił ją uśmiechając się od ucha do ucha. Teraz to dopiero udało mu się zgasić i ją i matkę jednocześnie.
"Zabiję go do jasnej cholery!" (Powodzenia w zabijaniu nieśmiertelnego pierwotnego wampira xD)
- Nazywam się Nathan, miło mi panią poznać. - uśmiechnął się uwodzicielsko do czarnowłosej kobiety. Takim właśnie sposobem Nathan zdobywał sympatię u dosłownie każdego człowieka.
- Nadia! Pozwólcie na chwilę do kuchni! - kobieta wyszła z pokoju, a Nadia i Nathan poszli za nią.
- Widzisz co narobiłeś? - szepnęła do niego jadowitym głosem.
- Ja nic nie zrobiłem...
- No oczywiście.. - przewróciła oczami - Ona mnie tam zaraz rozniesie!
- No bez przesady.
- Powiedz jeszcze, że jesteś wampirem i zamierzasz zostać ojciem! - powiedziała w sarkaźmie.
- A zamierzam? - uśmiechnął się z satysfakcją.
- Ja zaraz nie wytrzymam! - krzyknęła i uderzyła go w ramię, ani drgnął. Za to delikatne palce dziewczyny nie mogły wyjść z tego bez szwanku.
- Nadia, wyluzuj się... - ani na moment z jego twarzy nie zniknął szyderczy uśmiech. Gdy zeszli już na dół, usiadłszy na krzesłach Nathan i Nadia oczekiwali w milczeniu co dalej się stanie.
- Więc, od jak dawna się znacie? Nie wiedziałam, że masz chłopaka, nic mi nie powiedziałaś. - z oburzeniem spojrzała na córkę.
- A no... Ten... Jakoś tak zapomniałam. - zaczęła niepewnie, ale zaraz oprzytomniała. Przecież musi jej powiedzieć. - Mamo!
- Tak..?
- Z Nathanem znamy się już ponad dwa lata, poznaliśmy się w Londynie i po kilku miesiącach byliśmy już razem. Przynajmniej do wczoraj tak mi się wydawało. Tak naprawdę poznałam go tutaj, w Atlancie. Jeszcze jak byłam w gimnazjum i ja już wszystko pamiętam. Wczoraj odzyskałam wspomnienia - jej matka była w szoku, ale Nadia kontynuowała. Nie miała pojęcia jak zareaguje na to, co ma jej do powiedzenia, ale wiedziała, że musiała to zrobić. - Mamo, ja go kocham! Przed naszą przeprowadzką również go kochałam i chciałabym spędzić z nim życie, wziąć ślub i zamieszkać razem z nim. - Jej matka nadal milczała. Prawdopodobnie próbowała sobie to wszystko jakoś ułożyć w głowie.
- Więc, skoro kochaliście się jeszcze przed tą przeprowadzką to nie stoję wam na przeszkodzie. - powiedziała cicho, a Nadia była troszkę zszokowana jej wypowiedzią.
- Mamo, tylko, że ja chcę znów wyjechać do Londynu... To tam jest całe moje życie, nie tutaj. Tutaj nigdy nie będę szczęśliwa.
- Dobrze, ale dlaczego nie powiedziałaś mi o tym przed naszą przeprowadzką? - Jej matka miała łzy w oczach.
- Przepraszam.. Po prostu nie chciałam sprawiać ci bólu, bo bardzo chciałaś wyjechać.
- Zamiast tego moja córka sprawiła ból sobie... - spojrzała na Nathana, który po prostu pokiwał głową.
- Więc wyjedź. Nie zabiorę ci poraz kolejny szczęścia. Ja niestety nie mogę wyjechać wraz z tobą, narazie nie... Przykro mi... - złapała ją za dłoń.
- I to tyle? - spytała zdziwiona.
- A czego się spodziewałaś?
- Szczerze to... A zresztą nieważne.
- Dobrze, zacznijcie się pakować, jutro już wyjeżdżacie. - uśmiechnęła się do nich.
- Już? Teraz to normalnie myślę, że nas wyganiasz!
- Tak, właśnie, wyganiam was kochani. - Nadia przytuliła mamę i obie stały chwilę wtulone w siebie.
- Dziękuję, mamo!
Potem poszła z Nathanem na górę, by się spakować na wyjazd.
- Łatwo poszło...
- Czy ty jej przypadkiem nie zahipnotyzowałeś?
- Jakbym śmiał!
- Doprawdy? - W tej chwili chwycił ją w talii, tak by ją objąć.
- Więc kiedy bierzemy ślub?
- A ty znowu z tym ślubem... - przewróciła oczami i zaśmiała się.

~~

Usiadła na kanapie, poczuła znajomy zapach szamponu do włosów na poduszce. Pachniała Nathanem. Była u niego w domu, czuła się tu tak bezpiecznie. Od tej pory mieli mieszkać w tym domu jakiś czas razem, jak małżeństwo. Jej radości nic nie mogło opisać. Czuła się po prostu niesamowicie. Naprawdę, niesamowicie.
- Więc, będziemy spać razem. - uśmiechnął się do niej szeroko przybliżając się do niej. Znaczy, wampiry nie potrzebują snu - w moim pokoju, chyba nie masz nic przeciwko. - spojrzał na nią słodkimi, niewinnymi oczyma.
- Lubię się rozwalać.
- A ja lubię gdy się do mnie przytulasz.
- A i... Nie wiem czy jesteś uświadomiona, Emily także mieszka w tym domu.
- Zdążyłam się domyślić. - uśmiechnęła się. - Chciałabym się z nią zobaczyć.
- Więc, idź. Powinna być z Jasonen w jego pokoju.
- Okey... - wyszła z salonu na górę i skręciła w stronę jego pokoju. Nacisnęła klamkę i weszła. Ujrzała ją siedząca na jasnej pościeli jego łóżka. Trochę smętną. - Emily... - dziewczyna się odwróciła w jej stronę. Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
- Nadia... - rzuciła się na nią.
- Przepraszam, że się nie odzywałam. Aaaj! Dusisz mnie...
- Dlaczego wyjechałaś na tyle czasu i nawet się nie odezwałaś?! Nawet nie wiesz jak tęskniłam!
- Długa historia... Ale już jestem i strasznie się cieszę. Długo cię nie widziałam... - wzruszyła się.
- Tak. Ja ciebie też. Musimy pogadać. Tak po prostu. O wszystkim. - w tej właśnie chwili wrócił Jason.
- O, witaj... - zaczął lekko zdezorientowany obecnością blondynki. - Nareszcie wróciłaś, ten gówniarz by oszalał... - pokręcił głową z dezaprobarą, a dziewczyna się roześmiała. Emily nagle zrobiła się sztywna i umilkła. Jason też miał pszygaszoną minę.
- Ja to wszystko słyszę, głupi transie! - krzyknął z dołu.
- No dobra... Więc ja chciałabym wam coś ogłosić. - zaczęła, ale nie skończyła, bo ktoś jej gwałtownie przerwał.
- Bierzemy ślub! - krzyknął Nathan wchodząc do pokoju. Jak on się tu tak szybko znalazł do cholery?!
- Nie! To znaczy, chodziło mi raczej o to, że tu chwilowo zamieszkam. Chwilowo albo na stałe...
- No kurdę. Troje małych gówniarzy do utrzymania. - powiedział sarkastycznie Jason. Tylko on był pełnoletni i normalnie pracował.
- Dwoje... Chciałeś powiedzieć. - powiedziała Emily poważnie. Wszyscy nagle umilkli. Nadia była zdezorientowana. Czy tylko ona odczuwała ten dystans między Jasonen, a Emily?
- No tak... - posmutniał. Jednak potem przybrał pokerowy wyraz twarzy.
- Nadia, ja już tu nie mieszkam...
- Słucham?! - blondynka była w szoku. - O co tu chodzi?!
- Widzisz... - zaczął Nathan - oni zerwali.

~
I tu jest kunieeec :) kolejnego rozdziału możecie wyczekiwać nawet od jutra xD nie no, bez przesady, jestem za leniwa żeby do jutra skończyć, niestety.
Mam nadzieje, że przypadły wam do gustu moje bezsensowne wypociny :D nwm ja nie jestem zadowolona. Zresztą z żadnego swojego rozdziału nigdy nie jestem do końca zadowolona, jak to ja. Uważam, że stać mnie mimo wszystko na więcej.
No a teraz muszę podzielić się moim zajebistym pomysłem xD
Więc postanowiłam założyć jakiegoś kolejnego bloga z zamiarem napisania kolejnego opowiadania, ale jednak postanowiłam teraźniejszą opowieść zmieszać z czymś innym, więc po jakimś czasie można spodziewać się kolejnego wątku, który oczywiście rozwinę, narazie nic nie zdradzam :3 nwm może ten pomysł jest do du... Jest beznadziejny, albo nwm. Zastanowię się jeszcze nad tym :D
Dziękuję osobom, które czytają to gunwo i wgl pozdrawiam was wszystkich i życzę udanych ferii zimowych, które będą już niebawem :*

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 19

Rozdział 19

"Już nigdy nic nas nie rozdzieli"

~
Po pierwsze -  Dziękuję wszystkim za ponad 2 000 wyświetleń. Naprawdę strasznie się fchuj jaram :D i dziękuję za komentarze i wg, że jednak jest kilka osób, które to czytają :)  dzięki temu mam więcej motywacji do pisania :D
~

- Wyjdź za mnie... - szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. A on patrzył na nią zdeterminowanym wzrokiem.
- Nadio Williamson... Wyjdź za mnie!
- Co takiego?! - patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Teraz była jeszcze bardziej zakłopotana i zawstydzona, ale on był pewny siebie. To był właśnie prawdziwy Nathan. Nie jakaś przesłodzona podróbka. Chłopak pewnym gestem chwycił ją za ramiona i spojrzał głęboko i przenikliwie w jej oczy.
- Wyjdź za mnie, po prostu zostań moją żoną. Wróć ze mną do Londynu. No chyba, że nie chcesz?
- Nie! - gwałtownie zaprzeczyła.
- Więc jak?
- Ja...
- Szybko, bo się rozmyślę! - I tak wiedział, że tego nie zrobi. Nigdy. Za nic na świecie.
- Nathan, przestań sobie ze mnie żartować!
- Ja nie żartuję... - chwycił jej dłoń. - Ja naprawdę nie żartuję... Chcę żebyś ze mną wróciła do Londynu i żebyś została moją żoną.
- Dobrze... - powiedziała cicho spoglądając mu w oczy z uśmiechem. Była szczęśliwa jak nigdy dotąd - zostanę twoją żoną. Ale, nie teraz. Mam jeszcze siedemnaście lat.
- Prawie osiemnaście , niedługo oboje skończymy osiemnaście lat. To znaczy, ja będę wiecznym siedemnastolatkiem - uśmiechnął się do niej nonszalancko odsłoniwszy swe bielutkie kły.
- Och... - spojrzała na niego i przez chwilę poczuła ból. Właśnie przed chwilą coś sobie uświadomiła, coś bardzo bolesnego... Nie będą razem... Nie będą mogli być razem już zawsze... Nadia będzie dojrzewać, później się starzeć, a on będzie wiecznie młody. To już nie bedzie to samo.
- Nadia... - zaczął boleśnie. Przycisnął ją mocno do siebie - nie myśl o tym! Och, proszę cię nie myśl o tym!
- Skąd wiesz o czym myślałam? - spytała przez łzy. Skąd tak nagle pojawiły się łzy? Dlaczego znów płakała? Przecież Nathan był tu przy niej. Po tak długiej rozłące wreszcie się spotkali.
- Bo ja... Myślałem o tym samym... - odrzekł smutno. - Nie płacz, proszę...
- Okej... - wtuliła się w niego bardziej
upajając się jego zapachem.
- Wrócisz ze mną do Londynu?
- Nie mogę...
- Dlaczego?
- Nie mogę zostawić mojej matki, jest tu szczęśliwa.
- Coś wymyślimy, obiecuję! - ujął jej dłoń - będziemy razem, zobaczysz!
- Ale, przecież ty, wtedy... - głos jej się załamał.
- Emily mi o wszystkim powiedziała. To nieporozumienie. Nie kocham Emily, nigdy jej nie kochałem! Zrozum, ja... - w tej chwili się zatrzymał, jakby nie chciał dokończyć, jakby po prostu najzwyczajniej w świecie się obawiał tego co powie. Ale, Nadia bardzo chciała żeby dokończył, żeby jej powiedział...
- Ale, powiedziałeś jej, że... Ja to wszystko słyszałam. - głos jej się załamał na samo wspomnienie o tym.
- Wiem, ale to naprawdę było nieporozumienie.
- Dlaczego mnie potem unikałeś jakbyś rzeczywiście chciał byśmy się od siebie odsunęli? - poczuła łzy na swoich oczach, potem spływające po jej skórze. Co się dzieje?! Dlaczego płacze? Przecież nie miała zamiaru płakać... Więc dlaczego?
- Więc... - w tej chwili nie panując nad emocjami złapał ją za ramiona i nią potrząsnął. - Dlaczego do cholery całowałaś się z tym durnym Kastielem?! Dlaczego mu nawet powiedziałaś, że go kochasz?!
- Ja... - zaczęła nieśmiało znajdując się w zasięgu jego morderczego, a jednocześnie pięknego spojrzenia.
- Co ten chłopak w sobie ma, że zawsze się przy nim zachowywałaś jakby był ci bliższy niż ktokolwiek inny?! Czemu go całowałaś?! Już ja ci nie wystarczam? Dobrze wiesz, że kocham cię bardziej niż ktokolwiek inny i zrobiłbym dla ciebie wszystko, więc dlaczego zrobiłaś mi coś takiego? - spytał z żałością w głosie. Pełen bólu i prawdziwej złości jednocześnie. - Czemu w ogóle pozwalałaś, by ten chłopak cię dotykał? On nie miał prawa... Tylko ja cię mogę dotykać, żaden inny chłopak, rozumiesz?! - Tak... - twierdząco pokiwała głową. - Ale, ta sprawa z Kastielem... On tylko jest moim przyjacielem. To również było nieporozumienie, możesz w to nie wierzyć, ale rzeczywiście powiedziałam, że go kocham. Ale nie tak jakby chciał, tylko jako przyjaciela... - spojrzała na niego. Był lekko rozkojarzony.
- A więc to tak... - uśmiechnął się i odetchnął z ulgą. - Niepotrzebnie się tyle rozgadałem...
- Odegrałeś scenę zazdrosnego męża. - zaśmiała się, ciesząc się, że był zazdrosny. Chyba pierwszy raz jej to okazał. Uświadomiła sobie, że z Nathanem było już dużo "pierwszych razów". Jakby na nowo przeżywała życie, te uczucia, które przy nim czuła poraz pierwszy, momenty, które właśnie z nim przeżywała pierwszy raz w życiu. To było takie... ekscytujące. Cieszyła się więc, że go odzyskała i wszystko się wyjaśniło.
- Bylibyśmy zgranym małżeństwem... - uśmiechnął się do niej słodko.
- Tak... Bylibyśmy...
- I będziemy...
- Ale nie teraz - spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami - Bez pośpiechu, jeszcze jest dla nas trochę za wcześnie.
- Może i masz rację. Ale jak już będziemy małżeństwem to zamieszkamy razem w moim domu, znajdziemy pracę. Prawdopodobnie będziemy mieszkać z moim bratem i Emily, bo widać, że między nimi już coś coraz bardziej iskrzy. Będziemy szczęśliwi, zobaczysz... - w tej chwili objął ją ramieniem i zaczął patrzeć w wieczorne, gwieździste niebo.
- Mam nadzieję...
- Nadio, mogę się o coś zapytać? - spytał spokojnym głosem siadając wraz z nią przy ścianie. Byli tacy szczęśliwi, wtuleni w siebie. Z daleka mogli wyglądać jak nowożeńcy.
- Już to zrobiłeś... - powiedziała lekko ziewając oparwszy się o jego umięśnione ramię.
- Rzeczywiście... - zaśmiał się - chciałem spytać, czy pamiętasz swojego pierwszego chłopaka?
- Co?! - spojrzała na niego jak na jakiegoś debila. Jej pierwszego chłopaka? Po co mu to wiedzieć? Poza tym przed Nathanem nie miała chłopaka, no chyba, że jeszcze przed tym jak straciła wspomnienia.
- Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek miała chłopaka przed tobą.
- A więc jestem "twoim chłopakiem"?
- No a jak mam nazywać chłopaka, który panicznie chce się ze mną ożenić?
- No tak...
- A ty? - spytała cicho.
- Ja, co? - spojrzał na nią lekko zdziwiony.
- No, miałeś kiedyś dziewczynę? - Nie wiedząc dlaczego nagle się zarumieniła.
- Ehh... - zamyślił się trochę - Kiedyś miałem dziewczynę, nawet kilka.
- Wiedziałam! - powiedziała z satysfakcją w głosie. Była jednak ciekawa jakie były te jego dziewczyny...
- Miałem kilka razy dziewczynę, ale to raczej nie było nic poważniejszego, to było tak dla zabawy. Nawet nie pamiętam ich imion, a na pewno z żadną z nich bym się nie ożenił.
- Ach, tak... - poczuła ulgę - A któraś z nich zapadła ci w pamięci, chodzi mi o to, która z nich była taka... No...
- Ulubiona?
- No można powiedzieć, że o to mi chodzi.
- Hmm... Była jedna taka w całym moim życiu. - zamyślił się patrząc w gwiazdy. Nadia poczuła się lekko zraniona. Wiedziała już, że jednak była taka, na której mu zależało...
- I nadal mi zależy... - dodał po chwili namysłu - miała na imię Nadia... -  dziewczyna się zaśmiała. Nie ma obaw, żeby zostawił ją dla którejś z jego byłych dziewczyn.
- Nadia... - spojrzał w jej piękne oczy. Odwróciła się do niego i uśmiechnęła się.
- Ja... - chciał to powiedzieć, ale przychodziło mu to z większą trudnością niż wcześniej.
- Kocham cię! - powiedzieli sobie równocześnie. Patrzyli sobie w oczy i obydwoje zaśmiali się po tym wyznaniu. Nathan wstał i chwycił ją za dłoń, po czym obydwoje stali naprzeciw siebie. On, wyższy od niej twarz miał zwróconą w dół, by spoglądać jej w oczy. Ona niższa, spoglądała lekko w górę, by także patrzeć mu w oczy.
- NADIO WILLIAMSON, KOCHAM CIĘ! - wykrzyczał to najgłośniej jak potrafił, po czym wziął głęboki wdech.
- Głupi jesteś! - krzyknęła śmiejąc się.
- Śmiejesz się ze mnie?! - spytał udając obrażonego.
- A nie widać?
- Zaraz pożałujesz... - szepnął intrygująco wampirzym tępem przyciskając ją do ściany. Dziewczyna natychmiast umilkła. -  Musisz zostać ukarana... - uśmiechnął się szyderczo niebezpieczne się do niej przybliżając. Serce jej waliło, jak za każdym razem, gdy był blisko niej. Zawsze gdy był tak blisko, czuła jakby poraz pierwszy tak się działo. Poczuła jego chłodny oddech na swych wargach. Na jej twarz wstąpiły rumieńce i mimowolnie zaczęła szybciej oddychać. Jego czarne, błyszczące oczy skupione były na jej oczach. Jego przenikliwy wzrok był taki spokojny i czuły, a jednocześnie zdeterminowany i silny. Nadia nie potrafiła zapanować nad biciem swojego serca i skrajnymi emocjami, które nią zawładnęły w tej chwili. Ten chłopak tak na nią działał, za każdym razem. Zawsze, tak samo... Nigdy się to nie zmieni. Już zawsze będzie się tak przy nim czuła... Jego słodki baryton oddziałujący na jej uszy niczym kojący balsam, słodki, chłodny oddech oszałamiający ją, jego delikatny dotyk, który wywoływał dreszcze na jej ciele i spojrzenie, które wywoływało w niej najsilniejsze emocje. Ale nie to było dowodem tej prawdziwej miłości. Te uczucia były taką "wisienką na torcie" Jej miłość do niego była poprzedzona uczuciami jakie wywoływały jego słowa. A właśnie od jego słów zależało czy Nadia będzie się uśmiechać czy płakać, ważne było także to jaka się przy nim stawała. Chciała być lepszym człowiekiem, by mu dorównać. Czy to właśnie nie jest tak zwana "prawdziwa miłość"? Nieważne jaką drogę sobie wybiorą, i tak wkrótce się spotkają. Mimo przeciwności losu zawsze będą próbowali być razem. Nieważne jakie komplikacje, czy nieporozumienia wyjdą w życiu. Nie przestaną podążać do siebie. Zawsze... Nathan wreszcie lekko niepewnym gestem złączył ich usta w pocałunku. Jego usta były takie delikatne, chłodne, gładkie i miękkie. Dziewczyna poczuła zapach jego wody kolońskiej zmieszany z pięknym zapachem jego marmurowej skóry.  Zapach ten oszołomił jej wszystkie zmysły i wywołał intensywniejsze drżenie jej ciała. Chłopak dłońmi błądził po jej plecach i talii. Dotykał jej ciepłej skóry takimi subtelnymi gestami jakby obawiał się, że pod wpływem większej siły mógłby jej sprawić ból. Dziewczyna nie umiała złapać oddechu. Czuła jak gdyby śniła. Dlatego nie chciała w tej chwili ani na moment otworzyć oczu. Bała się, że jeżeli to zrobi Nathan zniknie. W jego silnych ramionach czuła się idealnie, jak w objęciach stróża. Jej własnego anioła stróża... Całowali się wpierw delikatnie i subtelnie, potem jednak długo i zachłannie, jakby chcieli w jedną chwilę nadrobić te wszystkie długie miesiące rozłąki. Ich języki złączyły się w tańcu. Tak bardzo za sobą tęsknili, ale teraz już nic nie było w stanie ich rozdzielić. Ich miłość była co prawda trochę dziwna, ale była prawdziwa... Gdy skończyli się całować (Cud, że w ogóle skończyli.. xD) Nathan oparwszy swe czoło o jej przenikliwie spojrzał jej w oczy. Było tak jak dawniej...
- Brakowało mi tego... - uśmiechnął się nonszalancko jedną ręką chwycąc ją w talii i przyciągając bliżej. Dziewczyna miała ręce oplecione wokół jego szyi i bawiła się jego włosami.
- Muszę przyznać, że mnie też.
- Chyba jesteśmy od siebie uzależnieni. - przyznał Nathan. - Ja bez ciebie nie przeżyję...
- A ja bez ciebie... - przyznała Nadia delikatnie przygryzając wargi. Chciała, by pocałował ją jeszcze raz.
- Jeszcze raz... - zaczęła nawet nie wiedząc dlaczego to powiedziała. Spaliła buraka na twarzy.
- Co takiego?
- No pocałuj mnie jeszcze raz... - w tej chwili chwycił ją za obie ręce i przyciskając ją do ściany delikatnie złożył na jej ustach subtelny pocałunek, po czym znów spojrzał jej w oczy.
- I jeszcze raz... - znów to zrobił.
- I jeszcze...
- I tak zawsze...
Przytulił ją do siebie. Milczał, bo już nie wiedział co powiedzieć. Bardzo mu jej brakowało i ona już o tym wiedziała, ale nie wiedziała, że aż tak bardzo... Nie mówił jej co przeżywał przez czas gdy jej przy nim nie było. Nie chciał, by się martwiła, a może po prostu nie chciał jej mówić, bo się po prostu wstydził?
- Nathan...
- Tak?
- Ja... Wszystko już pamiętam...

~
Kuniec.! xD kończę w takim momencie, bo jestem zła!!!! Buahahahahahahaha! :D mam nadzieje, że rozdział się spodobał. Jak tam po świętach? Przyszedł do was Mikołaj? U mnie był i zostawił prezenty TT_TT ;P Obejrzałam btooom i normalnie się zakochałam w tym anime. Podobne do popularnego "ssało", ale muszę przyznać, że mimo, iż krótsze (tylko 12 odcinków :/) jest o niebo lepsze... Chyba będę się brała za mangę xD omgomgomgomg! Coś mi odwala jak nmw :D w następnych rozdziałach można spodziewać się trochę akcji, wreszcie jakaś akcja! Koniec tego dramatu i miłosnej sielanki! Uff.... :D mam jednak nadzieję, że wam się podobało mimo, iż nie jestem w stu procentach usatysfakcjonowana owym rozdziałem. Ale trzeba myśleć pozytywnie, więc chyba nie jest aż tak źle. Znowu wlekę się z pisaniem... Ale ostatnio tak jakoś nie miałam pomysłu, jednak pomysł spadł mi z nieba tak nagle i napisałam ten rozdział. W ogóle przez jakiś czas myślałam, że pisanie tego bloga nie ma sensu, że niepotrzebnie to piszę, że nie mam talentu i że to co piszę jest po prostu jakieś nieciekawe, przynudzające i głupie. Przez chwilę myślałam, że nie nadaje się do pisania. Ale cieszę się, że mam wspaniałe przyjaciółki, które wychwalają to pod niebiosa xD cieszę się więc, że jednak aż tak źle nie pisze :D
Więc dozobaczenia za tydzień albo trochę później, nwm konkretnie kiedy, papa :*
I szczęśliwego Nowego Roku patefony kochane! :*