Rozdział 18 "FINAŁOWY"
"The last thing I need is... you"
- Nathan - powoli szepnęła jego imię gdy się mijali. Wymawianie jego imienia już nie było takie samo jak kiedyś, już nie dawało takiej przyjemności, jej serce już nie biło tak samo jak wtedy, a te uczucia, które zawsze ją ogarniały gdy wymawiała jego imię zniknęły. Zatonęły w otchłani głębokiego mroku jaki wytworzył się w jej sercu. Mimo, iż widziała go pierwszy raz od ponad miesiąca... Nie czuła się przy nim tak jak przedtem. A może po prostu już nie chciała się tak czuć. On spojrzał na nią delikatnym wzrokiem pełnym bólu. Patrzyła w jego smutne oczy i myślała, że się rozpłacze. Ledwie walczyła ze łzami. Przęłknęła ślinę, spojrzała na niego stanowczym spojrzeniem.
- Nienawidzę cię... - chociaż wiedziała, że jego życie i tak jest już zpaprane zadała mu kolejny cios w serce. Nie dawał po sobie nic poznać. Milczał patrząc w dół, dłonie miał schowane w kieszeniach cemnej bluzy. Oczy zasłonięte czarną grzywką.
- Wybacz mi...- rzekł aksamitnym, pełnym bólu i skruchy głosem. Przez chwilę jej serce drgnęło, chciała go dotknąć, przytulić. Mimowolnie uroniła łzę. Od razu ją przetarła. Nawet jeśli chciała mu wybaczyć, nie mogła. Przecież on... Chciał zabić jej przyjaciółkę! Poza tym już jej nie kochał, zakochał się właśnie w tej dziewczynie, którą chciał zabić. Nie dażył jej już żadnym uczuciem, więc wiedziała, że nie miałoby to sensu gdyby ona nadal go kochała, więc go nie kochała. Przestała, tak samo jak on. On myślał podobnie. Żadne z nich nie wiedziało, że to nieporozumienie. Nathan myślał, że to ona go nie kocha, widział jak całowała Kastiela, więc...
- Przepraszam. - szepnął z pokerową miną.
- Chciałeś ją zabić, już o wszystkim wiem. Na dodatek nic mi nie powiedziałeś! - Nie mogła zapanować nad emocjami. Jej serce biło coraz szybciej, nieregularnym rytmem. - nienawidzę cię, naprawdę cię nienawidzę!!!
- Wiem o tym - szepnął nadal na nią nie patrząc.
- Ja... Uważam, że nie powinniśmy się w ogóle spotkać.
- Też tak myślę. - szepnął cicho.
- Och... - mimo wszystko to zabolało.
- I głupio wyszło. No wiesz, to wszystko.
- Tak. Zdecydowanie tak. - westchnęła. Oboje trwali w ciszy. Nawet na siebie nie patrzyli.
- Ale, fajnie było jak byliśmy razem. - próbował się uśmiechnąć. Jednak mu to nie wyszło. - Szkoda, że to już koniec - odgarnął włosy w tył.
- Tak.
- Bądź szczęśliwa.
- Okej... - mówiła już pojedynczymi słowami, gdyż nie mogła wydusić z siebie nic więcej. Miała ogromną gulę w gardle i walczyła z własnymi uczuciami. Nie mogła uwierzyć w to, że to już koniec, ale... To był koniec. Nie wiedziała, że kiedykolwiek do tego dojdzie. To był najboleśniejszy koniec, jaki mógł jej się śnić.
- Żegnaj...
- Żegnaj... - odpowiedział po chwili. A potem Nadia odeszła i od tej chwili już jej nie zobaczył...
- Nienawidzę cię... - chociaż wiedziała, że jego życie i tak jest już zpaprane zadała mu kolejny cios w serce. Nie dawał po sobie nic poznać. Milczał patrząc w dół, dłonie miał schowane w kieszeniach cemnej bluzy. Oczy zasłonięte czarną grzywką.
- Wybacz mi...- rzekł aksamitnym, pełnym bólu i skruchy głosem. Przez chwilę jej serce drgnęło, chciała go dotknąć, przytulić. Mimowolnie uroniła łzę. Od razu ją przetarła. Nawet jeśli chciała mu wybaczyć, nie mogła. Przecież on... Chciał zabić jej przyjaciółkę! Poza tym już jej nie kochał, zakochał się właśnie w tej dziewczynie, którą chciał zabić. Nie dażył jej już żadnym uczuciem, więc wiedziała, że nie miałoby to sensu gdyby ona nadal go kochała, więc go nie kochała. Przestała, tak samo jak on. On myślał podobnie. Żadne z nich nie wiedziało, że to nieporozumienie. Nathan myślał, że to ona go nie kocha, widział jak całowała Kastiela, więc...
- Przepraszam. - szepnął z pokerową miną.
- Chciałeś ją zabić, już o wszystkim wiem. Na dodatek nic mi nie powiedziałeś! - Nie mogła zapanować nad emocjami. Jej serce biło coraz szybciej, nieregularnym rytmem. - nienawidzę cię, naprawdę cię nienawidzę!!!
- Wiem o tym - szepnął nadal na nią nie patrząc.
- Ja... Uważam, że nie powinniśmy się w ogóle spotkać.
- Też tak myślę. - szepnął cicho.
- Och... - mimo wszystko to zabolało.
- I głupio wyszło. No wiesz, to wszystko.
- Tak. Zdecydowanie tak. - westchnęła. Oboje trwali w ciszy. Nawet na siebie nie patrzyli.
- Ale, fajnie było jak byliśmy razem. - próbował się uśmiechnąć. Jednak mu to nie wyszło. - Szkoda, że to już koniec - odgarnął włosy w tył.
- Tak.
- Bądź szczęśliwa.
- Okej... - mówiła już pojedynczymi słowami, gdyż nie mogła wydusić z siebie nic więcej. Miała ogromną gulę w gardle i walczyła z własnymi uczuciami. Nie mogła uwierzyć w to, że to już koniec, ale... To był koniec. Nie wiedziała, że kiedykolwiek do tego dojdzie. To był najboleśniejszy koniec, jaki mógł jej się śnić.
- Żegnaj...
- Żegnaj... - odpowiedział po chwili. A potem Nadia odeszła i od tej chwili już jej nie zobaczył...
~~
Kilka miesięcy później. Nathan zamknął się w sobie. Prawie z nikim się nie widywał. Chociaż bywały takie momenty, gdy chodził do różnych pubów i klubów nocnych. Pił wtedy masę alkoholu. Znów stał się taki jak wtedy. Nieczuły, bezemocyjny, okrutny. Znów torturował ludzi. Znów ją stracił, ale tym razem nie potrafił się z tym pogodzić... Znów przeżywał ten sam ból, który czuł wtedy, może nawet gorszy. Nie mógł złapać oddechu, każdy oddech bolał... Jego serce rozerwane było na milion kawałeczków, krwawiło. Łzy to krwawienie serca. Odkąd ona zniknęła z jego życia, Nathan nie był już Nathanem, nie potrafił się uśmiechać, nie był cyniczny, ani wredny w ten swój wyjątkowy sposób. Był cierpiący, bardzo... Żałował, że naprawdę się zakochał.
- Proszę... Daruj mi życie. - krzyczała z bólu rudowłosa dziewczyna. - Zrobię co zechcesz...
- Huh... - zatrzymał się na moment.
- A co niby taka żałosna istota może zrobić?! - roześmiał się ironicznym śmiechem.
- Proszę... - błagała płacząc.
- Jesteś żałosna! - wpił mocniej kły w jej delikatną szyję. Nagle poczuł jak ktoś go mocno odpycha.
- Bracie, proszę cię, przestań! - złotowłosy patrzył na niego stanowczym wzrokiem. Nathan podszedł do niego i wymierzył mu mocny cios pięścią w twarz.
- Powiedziałem już, że ja tu ustalam zasady. - mruknął. Miał zamiar złapać go za szyję i chwilę potorturować, ale dał sobie spokój.
- Jeśli myślisz, że mnie powstrzymasz tym swoim debilny uporem to chyba musisz być największym idiotą na świecie.
- Nathan... Proszę cię. Przejrzyj na oczy, nie jesteś taki. - Jason podniósł się ostatkami sił. Nathan zaśmiał się kpiąco. - Jesteś do bani.
Kilka miesięcy później. Nathan zamknął się w sobie. Prawie z nikim się nie widywał. Chociaż bywały takie momenty, gdy chodził do różnych pubów i klubów nocnych. Pił wtedy masę alkoholu. Znów stał się taki jak wtedy. Nieczuły, bezemocyjny, okrutny. Znów torturował ludzi. Znów ją stracił, ale tym razem nie potrafił się z tym pogodzić... Znów przeżywał ten sam ból, który czuł wtedy, może nawet gorszy. Nie mógł złapać oddechu, każdy oddech bolał... Jego serce rozerwane było na milion kawałeczków, krwawiło. Łzy to krwawienie serca. Odkąd ona zniknęła z jego życia, Nathan nie był już Nathanem, nie potrafił się uśmiechać, nie był cyniczny, ani wredny w ten swój wyjątkowy sposób. Był cierpiący, bardzo... Żałował, że naprawdę się zakochał.
- Proszę... Daruj mi życie. - krzyczała z bólu rudowłosa dziewczyna. - Zrobię co zechcesz...
- Huh... - zatrzymał się na moment.
- A co niby taka żałosna istota może zrobić?! - roześmiał się ironicznym śmiechem.
- Proszę... - błagała płacząc.
- Jesteś żałosna! - wpił mocniej kły w jej delikatną szyję. Nagle poczuł jak ktoś go mocno odpycha.
- Bracie, proszę cię, przestań! - złotowłosy patrzył na niego stanowczym wzrokiem. Nathan podszedł do niego i wymierzył mu mocny cios pięścią w twarz.
- Powiedziałem już, że ja tu ustalam zasady. - mruknął. Miał zamiar złapać go za szyję i chwilę potorturować, ale dał sobie spokój.
- Jeśli myślisz, że mnie powstrzymasz tym swoim debilny uporem to chyba musisz być największym idiotą na świecie.
- Nathan... Proszę cię. Przejrzyj na oczy, nie jesteś taki. - Jason podniósł się ostatkami sił. Nathan zaśmiał się kpiąco. - Jesteś do bani.
~~
~~
Minęło już 8 miesięcy od tamtego wydarzenia. Nadia mieszkała w Atlancie. Od pół roku chodziła do amerykańskiego liceum. Poznała nowych ludzi. Zdobyła kilkoro nowych przyjaciół. Stopniowo przyzwyczajała się do tego miejsca. Nie utrzymywała żadnego kontaktu z Nathanem ani Emily. Jej matka, Amy była szczęśliwa, miała dobrą pracę, cieszyła się życiem. Nawet kogoś poznała. Miał ma imię Klaus, był miły, czuły i troskliwy. Z pewnością go polubiła. Nie było aż tak źle. Właśnie szła przez park Atlanty. Wokół drzewa, zieleń i to niepowtarzalne świeże powietrze. Polubiła to miejsce. Spojrzała na zegarek. Była 21:00. Nadchodził już zmierzch. Przed chwilą coś sobie uświadomiła.
- Dziś 25 listopad... - westchnęła siadając na ławce. Już mijał dokładnie rok odkąd poznała Nathana. Tak, właśnie 25 listopada, wtedy gdy dowiedziała się o "śmierci" Emily poznała Nathana, właśnie wtedy na tym wysokim wieżowcu, gdy chciała skoczyć i skoczyła, ale on ją wtedy uratował. Dokładnie to pamiętała. To było takie niesamowite. Niemalże po tej rozłące zapomniała charakteru jego aksamitnego głosu. Miała już o nim nie myśleć, tak sobie przysięgła, a jednak... Miała w tej Atlancie takie jedno miejsce podobne do tamtego budynku w Londynie. Poszła tam. Można było wejść łatwo ma samą górę. Podeszła do krawędzi. Widok był podobny jak w Londynie. Przypomniała go sobie...Nathana... Jego słodki, chłodny oddech na jej karku, silne ramiona owinięte wokół jej talii, z pozoru chłodne słowa, a jednak takie wyjątkowe...
~
- Ja już nie chcę żyć, ja naprawdę chcę umrzeć...
-Więc droga wolna... - Nathan na powrót stał się bezemocyjny. - Proszę bardzo, skacz skoro chcesz. Nikt cię nie będzie zatrzymywał.
-Czyli mnie rozumiesz... Zrobię to na "trzy" - powiedziała po czym stanęła na krańcu dachu, wzięła głęboki oddech i uniosła ręce do tyłu zginając kolana.
-Jeden...
-Blefujesz... - Nathan zaśmiał się nonszalancko oparty o ścianę.
-Dwa...
-Ty na serio jesteś nienormalna.
-Trzy!
-Psycholka! - Nathan już miał się roześmiać gdy zobaczył jak Nadia zsuwa się z budynku i spada.
-NADIA!!!-wydarł się na całe gardło. I nie wiedząc nawet dlaczego skoczył za nią, by ją uratować.
- Dziś 25 listopad... - westchnęła siadając na ławce. Już mijał dokładnie rok odkąd poznała Nathana. Tak, właśnie 25 listopada, wtedy gdy dowiedziała się o "śmierci" Emily poznała Nathana, właśnie wtedy na tym wysokim wieżowcu, gdy chciała skoczyć i skoczyła, ale on ją wtedy uratował. Dokładnie to pamiętała. To było takie niesamowite. Niemalże po tej rozłące zapomniała charakteru jego aksamitnego głosu. Miała już o nim nie myśleć, tak sobie przysięgła, a jednak... Miała w tej Atlancie takie jedno miejsce podobne do tamtego budynku w Londynie. Poszła tam. Można było wejść łatwo ma samą górę. Podeszła do krawędzi. Widok był podobny jak w Londynie. Przypomniała go sobie...Nathana... Jego słodki, chłodny oddech na jej karku, silne ramiona owinięte wokół jej talii, z pozoru chłodne słowa, a jednak takie wyjątkowe...
~
- Ja już nie chcę żyć, ja naprawdę chcę umrzeć...
-Więc droga wolna... - Nathan na powrót stał się bezemocyjny. - Proszę bardzo, skacz skoro chcesz. Nikt cię nie będzie zatrzymywał.
-Czyli mnie rozumiesz... Zrobię to na "trzy" - powiedziała po czym stanęła na krańcu dachu, wzięła głęboki oddech i uniosła ręce do tyłu zginając kolana.
-Jeden...
-Blefujesz... - Nathan zaśmiał się nonszalancko oparty o ścianę.
-Dwa...
-Ty na serio jesteś nienormalna.
-Trzy!
-Psycholka! - Nathan już miał się roześmiać gdy zobaczył jak Nadia zsuwa się z budynku i spada.
-NADIA!!!-wydarł się na całe gardło. I nie wiedząc nawet dlaczego skoczył za nią, by ją uratować.
~
Wspominała to z uśmiechem na twarzy. Tak bardzo go kochała, tak bardzo jej go brakowało. Za bardzo. Dlaczego ją opuścił? Dlaczego nie ma go teraz przy niej gdy go tak potrzebuje? Usiadła opierając się o ścianę, za którą stało wejście. Ciekawe jak teraz żyje. Czy jest z Emily? Być może są razem... Ale co z Jasonen? Nathan... Nathan... Nathan... Cały czas w jej głowie rozbrzmiewał dźwięk jego imienia. Ciekawe jak brzmiał ton jego głosu, już prawie zapomniała, a tak bardzo chciała go usłyszeć. Chciała o nim zapomnieć, ale nie potrafiła. O kimś takim jak Nathan nie da się zapomnieć... Chciała go sobie przypomnieć, utrwalić tamtą chwilę, jak brzmiał jego głos, to drżenie, za każdym razem gdy ją dotykał, słodka woń jego zapachu i te jego oczy...
Wspominała to z uśmiechem na twarzy. Tak bardzo go kochała, tak bardzo jej go brakowało. Za bardzo. Dlaczego ją opuścił? Dlaczego nie ma go teraz przy niej gdy go tak potrzebuje? Usiadła opierając się o ścianę, za którą stało wejście. Ciekawe jak teraz żyje. Czy jest z Emily? Być może są razem... Ale co z Jasonen? Nathan... Nathan... Nathan... Cały czas w jej głowie rozbrzmiewał dźwięk jego imienia. Ciekawe jak brzmiał ton jego głosu, już prawie zapomniała, a tak bardzo chciała go usłyszeć. Chciała o nim zapomnieć, ale nie potrafiła. O kimś takim jak Nathan nie da się zapomnieć... Chciała go sobie przypomnieć, utrwalić tamtą chwilę, jak brzmiał jego głos, to drżenie, za każdym razem gdy ją dotykał, słodka woń jego zapachu i te jego oczy...
~~
-Mamy problem... - powiedział uśmiechając się do niej. Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, po czym śmiało spojrzał jej w oczy.
-Jaki?
-Chyba się w tobie zakochałem...
~~
-Mamy problem... - powiedział uśmiechając się do niej. Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, po czym śmiało spojrzał jej w oczy.
-Jaki?
-Chyba się w tobie zakochałem...
~~
Stała już na krańcu, nie wiedziała dlaczego to robi, nie chciała się zabijać, po prostu chciała przywołać Nathana pamięcią. Spojrzała poraz kolejny w dół. Uniosła dłonie, wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy.
- Nie rób tego... - usłyszała piękny, aksamitny głos tuż za sobą. Zadrżała, łza spłynęła po jej policzku. Serce biło jej jak nigdy dotąd, tak szybko, tak boleśnie i radośnie jednocześnie. Było zupełnie jak "wtedy". Jej ciałem wstrząsnęły dreszcze. "Proszę, odezwij się jeszcze raz..." Wiedziała, że go tu nie ma, ale chciała upajać się jego głosem.
- Proszę, zatrzymaj się. Zrób to dla mnie...- czuła jego słodki, chłodny oddech tuż za sobą. To niemożliwe...
- To sen... - szepnęła. Płakała. To był zwykły sen, ale czuła się jak na jawie.
- To nie sen. Odwróć się.
- Nie. To jest sen! Jeśli się odwrócę, będę cierpieć jeszcze bardziej.
- Czy we śnie poczułabyś to? - zaczął całować ją w szyję.
- Nathan... - Nie mogła powstrzymać płaczu. Łzy napływały do jej oczu.
- Nathan! - odwróciła się do niego. - To ty! - jej uczuć nic nie mogło opisać. Zobaczyła go. Jego piękne, śliczne oczy wpatrzone w jej błękitne tęczówki. Były takie piękne, takie głębokie. Patrzyły na nią z takim uczuciem.
- Nathan! - dłonią dotknęła jego chłodnego policzka. - Nathan... - zakręciło jej się w głowie. On tu był. Naprawdę tu był, naprawdę stał tu przed nią i trzymał ją w ramionach.
- Ile razy jeszcze to powtórzysz? - spytał z ironią.
- Dla - Dlaczego? - Nie mogła opanować drżenia swojego głosu.
- Ja... - zaczął trochę niepewnie. Nathan nie lubił "słodzić" czy otwarcie mówić o swoich uczuciach. - Bez ciebie to nie to samo. - uśmiechnął się nonszalancko. Dziewczyna natychmiast rzuciła mu się w ramiona.
- Och..? - jego reakcja była trochę zdziwiona. Był zaskoczony tym gestem. Ale bez wahania odwzajemnił uścisk. Jedna, mała łza spłynęła po jego policzku. Nadia nie mogła jednak tego dostrzec. Trwali wtuleni w siebie już jakiś czas. Dziewczyna nie mogła się od niego oderwać. Jednak potem stanęła tuż naprzeciw niego. Na jej twarz wstąpiły rumieńce.
- Nathan... - zaczęła nerwowo. - chłopak spojrzał na nią lekko zdezorientowany.
- Nie odchodź...
- Przecież nigdzie nie idę, kochanie - uśmiechnął się nonszalancko, akcentując słowo "kochanie"
- Ale mi chodzi o to, że... Już nigdy... Nie odchodź! - była cała czerwona na twarzy. Złapał ją za dłoń.
- Mówiłem, nigdzie nie odejdę! Już nigdy! Naprawdę - trochę się zawstydził.
- Nathan... - w tej chwili zacisnęła dłonie na swojej białej bluzce i spuściła głowę w dół. - Ja cię... Bo, ja... Znaczy... Jaciękocham. - wybełkotała niezrozumiale.
- Co takiego? - spytał zdezorientowany.
- NIC!!! - gwałtownie zaprzeczyła. - nic ważnego, takie tam dziewczyńskie bełkotanie...
- Ach, tak? - patrzył jej w oczy. Dotknął jej gorącego policzka. - O! Jak słodko się rumienisz!
- Nieprawda! - zawstydzona zaczęła się jeszcze bardziej rumienić.
- Ależ prawda. Czy chcesz mnie w ten sposób uwieść? - przybliżył się do niej jeszcze bardziej wprawiając ją w zakłopotanie.
- Nic z tych rzeczy!
- Ale naprawdę ślicznie wyglądasz!
- Zamknij się!
- Strasznie mi się podobasz...
- Cicho bądź!
- Jesteś taka słodka...
- Nieprawda!!!
- Zachowujesz się jak dziecko, kochanie - ujął jej twarz w dłonie.
- Nie!
- Wyjdź za mnie... - szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. A on patrzył na nią zdeterminowanym wzrokiem.
- Nadio Williamson... Wyjdź za mnie!
- Nie rób tego... - usłyszała piękny, aksamitny głos tuż za sobą. Zadrżała, łza spłynęła po jej policzku. Serce biło jej jak nigdy dotąd, tak szybko, tak boleśnie i radośnie jednocześnie. Było zupełnie jak "wtedy". Jej ciałem wstrząsnęły dreszcze. "Proszę, odezwij się jeszcze raz..." Wiedziała, że go tu nie ma, ale chciała upajać się jego głosem.
- Proszę, zatrzymaj się. Zrób to dla mnie...- czuła jego słodki, chłodny oddech tuż za sobą. To niemożliwe...
- To sen... - szepnęła. Płakała. To był zwykły sen, ale czuła się jak na jawie.
- To nie sen. Odwróć się.
- Nie. To jest sen! Jeśli się odwrócę, będę cierpieć jeszcze bardziej.
- Czy we śnie poczułabyś to? - zaczął całować ją w szyję.
- Nathan... - Nie mogła powstrzymać płaczu. Łzy napływały do jej oczu.
- Nathan! - odwróciła się do niego. - To ty! - jej uczuć nic nie mogło opisać. Zobaczyła go. Jego piękne, śliczne oczy wpatrzone w jej błękitne tęczówki. Były takie piękne, takie głębokie. Patrzyły na nią z takim uczuciem.
- Nathan! - dłonią dotknęła jego chłodnego policzka. - Nathan... - zakręciło jej się w głowie. On tu był. Naprawdę tu był, naprawdę stał tu przed nią i trzymał ją w ramionach.
- Ile razy jeszcze to powtórzysz? - spytał z ironią.
- Dla - Dlaczego? - Nie mogła opanować drżenia swojego głosu.
- Ja... - zaczął trochę niepewnie. Nathan nie lubił "słodzić" czy otwarcie mówić o swoich uczuciach. - Bez ciebie to nie to samo. - uśmiechnął się nonszalancko. Dziewczyna natychmiast rzuciła mu się w ramiona.
- Och..? - jego reakcja była trochę zdziwiona. Był zaskoczony tym gestem. Ale bez wahania odwzajemnił uścisk. Jedna, mała łza spłynęła po jego policzku. Nadia nie mogła jednak tego dostrzec. Trwali wtuleni w siebie już jakiś czas. Dziewczyna nie mogła się od niego oderwać. Jednak potem stanęła tuż naprzeciw niego. Na jej twarz wstąpiły rumieńce.
- Nathan... - zaczęła nerwowo. - chłopak spojrzał na nią lekko zdezorientowany.
- Nie odchodź...
- Przecież nigdzie nie idę, kochanie - uśmiechnął się nonszalancko, akcentując słowo "kochanie"
- Ale mi chodzi o to, że... Już nigdy... Nie odchodź! - była cała czerwona na twarzy. Złapał ją za dłoń.
- Mówiłem, nigdzie nie odejdę! Już nigdy! Naprawdę - trochę się zawstydził.
- Nathan... - w tej chwili zacisnęła dłonie na swojej białej bluzce i spuściła głowę w dół. - Ja cię... Bo, ja... Znaczy... Jaciękocham. - wybełkotała niezrozumiale.
- Co takiego? - spytał zdezorientowany.
- NIC!!! - gwałtownie zaprzeczyła. - nic ważnego, takie tam dziewczyńskie bełkotanie...
- Ach, tak? - patrzył jej w oczy. Dotknął jej gorącego policzka. - O! Jak słodko się rumienisz!
- Nieprawda! - zawstydzona zaczęła się jeszcze bardziej rumienić.
- Ależ prawda. Czy chcesz mnie w ten sposób uwieść? - przybliżył się do niej jeszcze bardziej wprawiając ją w zakłopotanie.
- Nic z tych rzeczy!
- Ale naprawdę ślicznie wyglądasz!
- Zamknij się!
- Strasznie mi się podobasz...
- Cicho bądź!
- Jesteś taka słodka...
- Nieprawda!!!
- Zachowujesz się jak dziecko, kochanie - ujął jej twarz w dłonie.
- Nie!
- Wyjdź za mnie... - szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. A on patrzył na nią zdeterminowanym wzrokiem.
- Nadio Williamson... Wyjdź za mnie!
Obrazek narysowany przez moją koleżankę Zuzię,
pomysł na rysunek dała Sygi ;3
I nie wstawię początkowego rysunku narysowanego
przez moja psiaps, ponieważ, gdyż...
No bo tak! xD
~
I jak się podoba? Zaskoczeni? Chociaż trochę? xD Ja mam po prostu "zajebiste" pomysły (Ale jestem skromna O.o) Chociaż chodziło mi bardziej o to, ze mam szalone pomysły. Nie wiem jak na to wpadłam (chodzi o tą końcówkę), ale mam nadzieję, że się podoba pomysł. Wszystko co piszę na blogu nie jest szczegółowo zaplanowane, bardziej tak na spontana :D Szczerze to mam w głowie taki zarys planu co ma się dziać i wgl, ale ten "plan" podczas pisania diametralnie się zmienia. Ostatnio rzadko dodawałam wpisy, bo byłam zajęta simsowaniem i ogladaniem anime ;3 nawet napisałam drugie opowiadanie, tak z nudów ;3 I obejrzałam całego Ourana i Toradorę i teraz nwm co ogladać i w weekend byłam chora i nie było mnie w sql i gadam jak jakaś głupia, ale kit. Strasznie spodobała mi się Aisaka, przypomina mi Sygutkę XD (Wiem, ze to czytasz Szajgi) Udzielił mi się nastrój świąt, a wam? Huehuehue, nie mg się już doczekać :D O bosh...A psiaps mnie dzisiaj rozwaliła (już po mnie, jestem upokorzona na maksa -___-, nie no żart, potem mogłyśmy się przynajmniej pośmiać z tych dzisiejszych wydarzeń :D Więc podsumowując miałam dzisiaj dzień pełen wrażeń. :D
papatki, kocham <3333

