Rozdział 7 "Drugi pierwszy pocałunek"
-Napewno dobrze się czujesz? - spytał Nathan zmartwionym głosem.
-Tak. Już wszystko w porządku. - odpowiedziała Nadia cichym głosem.
-Dopiero wróciłaś ze szpitala...
-I nie mam zamiaru tam wrócić! - uśmiechnęła się do niego.
-Przepraszam... - odrzekł smutno Nathan gdy wychodzili ze szpitala.
-Dlaczego przepraszasz?
-Przeze mnie tu trafiłaś. Ciągle sprawiam ci problemy.
-Daj spokój, przy tobie się nie nudzę. Tylko może... Następnym razem - zaczęła nieśmiało - Nie jedz mnie całej... - udało się. Chłopak wreszcie się roześmiał.
-Nie martw się, nie będzie następnego razu.
-Och... - westchnęła zmartwiona.
-Teraz już będę na ciebie uważał, obiecuję, że nigdy cię nie skrzywdzę i zawsze będę cię chronił. Nie dam cię tknąć. - mówił to intensywnie patrząc jej w oczy. Stojąc przed nią pochylony w dół, gdyż był od niej wyższy. Niespodziewanie chwycił ją mocno za dłonie. Ten ciepły gest był taki niespodziewany. Nadia otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia spoglądając mu w jego ciepłe, zmartwione oczy. Co z tym chłopakiem jest nie tak?! Dlaczego nagle się tak zmienił?! Był blisko niej, chociaż wydawał jej się być taki odległy. Jego chłód zniknął. Nadia wiedziała, że nie jest potworem. Że potrafi czuć. Że nadal jest człowiekiem... Tak bardzo się o nią troszczył, tak bardzo się o nią martwił, tak bardzo ją przepraszał, tak bardzo chciał być przy niej. Ale... Dlaczego? Dlaczego tak nagle stał się dla niej kimś wyjątkowym?
-Przy mnie będziesz bezpieczna. Nigdy nie spuszczę cię z oczu... - nadal trzymał ją za dłonie i intensywnie patrzył jej w oczy. Jego usta drżały, oczy wyrażały wytrwałość i gotowość zrobienia wszystkiego. Był gotów zrobić dla niej dosłownie wszystko. Nadia nawet nie zorientowała się gdy po policzku spłynęła jej łza. Dalej patrzyła mu w jego piękne oczy, które wydały jej się być inne niż zazwyczaj. Inne, ponieważ nie były chłodne jak zazwyczaj. Miały w sobie tyle ciepła. Nathan delikatnie, opuszkami palców otarł jej łzę i zatrzymał swoją dłoń na jej policzku.
-Dlaczego płaczesz? - spytał zdziwiony.
-Bo...No bo to co mówisz doprowadza mnie do płaczu, idioto!!!- krzyknęła i zaczęła cicho płakać. Nigdy nie czuła się tak jak teraz. Wzruszyła się jego słowami i zachowaniem. Tak bardzo ją to uszczęśliwiło, że aż zaczęła płakać.
-Nie płacz już... - odrzekł swoim aksamitnym głosem i przyciągnął ją mocno do siebie delikatnie ją przytulając tak, że jego silne ramiona były oplecione wokół jej szyi. Dziewczyna wstrzymując oddech znieruchomiała. Ile jeszcze razy ten chłopak ją zadziwi? Wkrótce się rozluźniła i przytuliła go, a on wraz z nią odleciał ku górze trzymając ją mocniej. Nie chciał już niczego więcej. Była dla niego wszystkim i pragnął móc ją cały czas trzymać w ramionach. Tak bardzo ją... Kochał? Nie... To niemożliwe... Jednak tak bardzo szczęśliwy czuł się gdy była obok niego. Ona nawet nie zwróciła uwagi na to, że leciał. Po prostu ścisnęła go mocniej i obydwoje lecieli teraz wśród chmur mocno wtuleni w siebie, jak gdyby już niczego więcej oprócz siebie nie potrzebowali, jakby już nic ich nie obchodziło.
-Dlaczego? - spytała cicho, łzy nadal spływały jej po policzkach.
-Co, dlaczego?
-Dlaczego taki jesteś? Dlaczego tak bardzo chcesz mnie chronić? Czemu raz jesteś taki oschły, a potem taki... Dobry?- Chłopak zastanowił się. No bo dlaczego? Sam tego nie wiedział...
- Sam nie wiem. Nie mam pojęcia. Po prostu... Przypominasz mi kogoś.- Kogo?
- Kogoś, kogo bardzo kochałem... - odrzekł smutno, poraz pierwszy w swoim wampirzym życiu poczuł ból po jej stracie. Nadia przypomniała sobie, że już kiedyś wspominał o pewnej takiej osobie. Nie potrafiła sobie przypomnieć tego co mówił. Pamiętała tylko, że dziewczyna o której mówił miała na imię tak samo jak ona... Nadia... -Jaka ona była?
-Przeciwieństwem ciebie.- odrzekł uśmiechając się wspominając jego Nadię, jego kochanego aniołka, jego jasną gwiazdę, która oswietliła jego czarne niebo.-No wiesz! - zaśmiała się. Obydwoje lecieli nad chmurami, było cudownie.
-Trzymaj się mocno!
-Dobra, już dobra... Opowiedz mi o tej Nadii.
-Ona była... Wyjątkowa. Zawsze się uśmiechała. Była taka nieśmiała i delikatna. Sprawiała wrażenie małego dziecka. Po prostu zaintrygowała mnie i zacząłem ją obserwować. Potem ona odwzajemniła moje uczucie. Była taka jak kruche dziecko, ciągle potrzebowała pomocy. Była jak aniołek... - uśmiechnął się na samo wspomnienie jej uśmiechu.
-Eee... To rzeczywiście przeciwieństwo mnie. Myślałam, że twoja dziewczyna będzie jakimś szalonym punkowcem... Zawiodłeś mnie.- Nathan roześmiał się.
-No a co było dalej? Zerwała z tobą?
-Nie... To znaczy. Miała wypadek, po którym zapadła na długi czas w śpiączkę. Codziennie przychodziłem do niej do szpitala, odwiedzałem ją. Miałem nadzieję, że w końcu się obudzi. Aż w końcu się obudziła. - odrzekł smutno.
-To chyba dobrze, prawda? Dlaczego mówisz to ze smutkiem? - spytała trochę zdumiona i ciekawa dalszej części opowieści.
-Ona... Nie pamiętała tego kim jestem. Postanowiłem się poddać, wyjechałem żeby być jak najdalej niej. Jakiś czas potem stałem się tym kim jestem. Wyłączyłem w sobie emocje. Stałem się potworem. Mściłem się na niewinnych ludziach. Zabijałem ich. Nie chciałem taki być, naprawdę nie chciałem. Jednak potem spodobało mi się bycie wampirem.
-Ja... Nie wiedziałam... - szepnęła cicho zszokowana Nadia.
-A skąd mogłaś wiedzieć? Zresztą nie chcę o tym gadać. Uwaga, zaraz lądujemy. - uśmiechnął się do niej, jednak nie był to już szczery uśmiech... Po chwili wylądowali ma jakimś balkonie.
-Gdzie jesteśmy? - spytała dziewczyna zdezorientowana.
-To mój dom. - uśmiechnął się łobuzersko. Nadia nie wiedziała czego ma się po nim teraz spodziewać. Nathan był bardzo nieobliczalny. A jego złowrogi uśmiech nie wróżył niczego dobrego. W tej chwili drapieżnik rzucił się na nią i uniósł ją na dłoniach, po czym posadził ją na balkonie tak że była zwrócona ku pięknemu ogrodowi. A Nathan posiadał naprawdę duży i piękny ogród. Był otoczony wielkimi cyprysami, na środku był basen, wokół trawa i różnorodne kwiaty, z czego najwięcej było czerwonych róż. Za basenem była ogromna fontanna. Nadia była pod wrażeniem. Chłopak objął ją delikatnie w talii.
-Uważaj, bo spadniesz na te róże i mi je zniszczysz.-zaśmiał się.
-Fajnie, że martwisz się o róże! - także się roześmiała.
-Trzymaj się mocno barierki, poczekaj chwilkę. - w tej chwili Nathan stanął obok niej na barierce i skoczył w dół, następnie w ciągu ułamku sekundy wampirzym tempem pobiegł w stronę kwiatów, nie minęła nawet sekunda, a stał tuż za Nadią obejmując ją delikatnie w talii, wręczając jej prześliczną czarną różę.
-Piękna... Czarne są rzadko spotykane. Dziękuję... - przyjęła kwiatek i odwróciła się do Nathana, który stał za nią.
-Wiesz... - zaczęła, ale nie skończyła, no niechcący zetknęła się z jego twarzą. Nie miała pojęcia, że był tak blisko niej. Teraz ich twarze były jeszcze bliżej niż nigdy wcześniej. Wyglądali tak jakby mieli się za chwilę pocałować. Dziewczyna znieruchomiała, a chłopak patrzył przenikliwie w jej zdezorientowane oczy. Jednym ruchem obrócił ją tak, że siedziała teraz całkowicie tyłem do ogrodu, a przodem do niego. Uporczywie patrzył jej w oczy. Przyciągnął ją do siebie. Dziewczyna nie potrafiła o niczym innym myśleć niż o tym, że znajdują się tak blisko siebie. Zawirowało jej w głowie, serce zaczęło bić mocniej. Wiedziała, że chciała być jeszcze bliżej niego, najbliżej jak się da, ale nie chciała się do tego przyznać, nawet sama przed sobą...Dlaczego on tak szalenie jej się podobał? Dlaczego za każdym razem gdy był tak blisko, traciła panowanie nad sobą? Chłopak przycisnął ją do siebie, po czym trzymając ją pochylił się mocno do przodu, tak, że Nadia była pochylona mocno do tyłu.
-Co byś zrobił gdybym cię teraz puścił? - uśmiechnął się do niej łobuzersko. Nadia się przeraziła.
-Co byś zrobił, gdybym spadła? - spytała z satysfakcją w głosie. A Nathan był zgaszony. -hmm... Prawdopodobnie skoczyłbym żeby cię uratować.
-A gdyby było za późno?
-Nie wybaczyłbym sobie tego do końca życia... - pochylił się jeszcze bardziej, a przestraszona Nadia opletła mocno swoje dłonie wokół jego karku, a nogi wokół jego pleców. Nathanowi się to spodobało.- Jesteś psychopatą! - krzyknęła przerażona.
- Przestań!
-A bo co?- spytał śmiejąc się.
-Bo... Bo cię ugryzę.
-Uważaj żebym ja cię zaraz nie ugryzł... - zamruczał jej do ucha, po czym ponownie posadził ją na barierce. Chwycił ją za biodra, po czym pochylił się ku jej szyi. Dziewczyna zadrżała, ale nie protestowała.
-Po tym co ci zrobiłem, ty jesteś w stanie na nowo mi zaufać?
-Tak, jestem.
-To źle... Jestem potworem, mogę Ci zrobić krzywdę, a ty obdarzasz mnie zaufaniem. Popełniasz błąd. - odrzekł smutno.
-Nie jesteś żadnym potworem. Jesteś dobry, troskliwy, opiekuńczy. Martwisz się o mnie. Żałujesz tego co robiłeś. Może i jesteś wampirem, ale nie jesteś potworem. To nie twoja wina, że byłeś zły, nie jesteś zły, ty poprostu cierpisz... Cały czas cierpiałeś. -Nic o mnie nie wiesz...
-Wiem, że ciągle mówisz, że jesteś zły, a to nieprawda. Uratowałeś mnie. To tylko taka maska. Miałam okazję poznać prawdziwego ciebie... I nie żałuję, bo jesteś niesamowity. Nawet nie byłeś świadomy tego, że uchyliłeś tą maskę przede mną i pozwoliłeś zobaczyć mi siebie... Nie jesteś zły, ja to wiem. Także zasługujesz na szczęście. To nie twoja wina, że jesteś wampirem... Nie pozwolę ci już nigdy cierpieć. - uporczywie patrzyła mu prosto w oczy ujmując jego twarz w obie dłonie. On patrzył na nią smutnym wzrokiem. Był zaskoczony. Patrzył na nią teraz z podziwem, jakby patrzył na obrazek. -Jestem zły... Ale dzięki tobie zacząłem się powoli zmieniać. Może mi to wyjdzie. Ale nie będę w stanie pozbyć się pewnych nawyków. - Nathan uśmiechnął się. Jego twarz była teraz inna. Odkąd drugi raz poznał Nadię bardzo się zmienił. Jego twarz pojaśniała, częściej się uśmiechał, jego oczy były jeszcze piękniejsze niż wcześniej, jednak nie utraciły swojego mrocznego uroku. Nadia roześmiała się. Chłopak patrzył teraz na nią z jeszcze większym podziwem. Jej uśmiech był taki piękny, piękniejszy niż wcześniej. Jej piękne słowa trafiły do jego serca. Po tych słowach coś wreszcie zrozumiał...
-Mamy problem... - powiedział uśmiechając się do niej. Przybliżył się do niej jeszcze bardziej, po czym śmiało spojrzał jej w oczy.
-Jaki?
-Chyba się w tobie zakochałem... - uśmiechnął się do niej jeszcze szerzej, po czym niespodziewanie ją pocałował ...

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Jaram się , jaram :D <3 Nie no dziewczyno ja Cię po prostu kocham !! Mam teraz taki zaciesz , że ja nie mogę po prostu masakra :3 Ale wiem jedno twój blog jest super i już nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów !!! <3 No a co do roz to chyba się kapłaś , że mi się Zajebiście podoba :3 :D Pozdrawiam i ślę dużo , dużo i tak jeszcze nwm ile razy dużo weny !! :D
OdpowiedzUsuń