"Nie ma tytułu, bo za chuj nie mogłam wymyślić żadnego przyzwoitego tytułu xD"
~
Heyoł wszystkim! :D muszę się przyznać, że rozdział był już napisany wcześniej, ale na weekend nie miałam neta (jak ja to przeżyłam?! O.o) a potem jakoś tak nie mogłam się zebrać, ale w końcu postanowiłam dodać. Rozdział krótki, dlatego miał być dodany dużo wcześniej, ale przez to, że dodałam później możecie się spodziewać kolejnego nawet za dwa, trzy dni, bo niewiele mi zostało do dopisania. Ehh... Normalnie nie ma to jak to moje wstępne paplanie -_-
Koniec pierwszego semestru szkoły, a ja się czuję jakby niedługo miały być wakacje. Zresztą większość moich znajomych też tak ma :D
Ale niestety... Pomarzyć można :/
Więc życzę miłego czytania :3
~
Nie wiem od czego zacząć. Dużo się zmieniło, bardzo dużo. Najlepsze jest to, że Nathan i ja znów chodzimy ze sobą. Trzeci raz. Odzyskałam wszystkie wspomnienia z przeszłości. To właśnie to miasto tak na mnie wpłynęło, Atlanta. Kiedyś tutaj mieszkałam i to właśnie tutaj spotkałam Nathana. Łączy mnie z tym miejscem naprawdę wiele wspomnień. Między innymi są to wspomnienia z Kastielem. Nie widziałam go już dosyć długo, tęsknię za nim, w końcu to mój przyjaciel. Odkąd odzyskałam swoje wspomnienia przekonałam się, że Nathan to już "ten jedyny". Już na zawsze. Co prawda wiedziałam już to wcześniej, ale teraz jeszcze bardziej to utwierdzam. Znów jestem w Londynie. Chociaż jak się stało, że tu jestem... Z tym wiąże się dosyć ciekawa historyjka. Jest to trochę zagmatwane i nie do ogarnięcia. Zresztą jak całe moje życie. Nie do ogarnięcia. A zaczęło się od tego...
- Więc kiedy masz zamiar wrócić do Londynu?
- Nie wiem, nigdy? - zaśmiała się.
- Ja ci dam "nigdy"! Niedługo będziemy małżeństwem, musimy razem wrócić.
- Nie tak niedługo. Nie mogę z tobą wyjechać, ze względu na moją mamę.
- Więc zamieszkaj ze mną!
- Co takiego?! - poraz kolejny Nathan ją zaskoczył. Patrzyła na niego, a on usiadł na łóżku obok niej. Przybliżył się do niej i opierając swe czoło o jej chwycił jej dłoń i słodkim gestem splótł ich palce. - Niedługo kończymy 18 lat.
- Teoretycznie...
- Porozmawiaj ze swoją mamą o tym. Kocham cię... - szepnął jej czule do ucha. - Nathan...
- Kocham cię... - powtórzył lekko nadgryzając jej ucho. Miała gęsią skórkę, od tego "nadmiaru" Nathana dziewczynie zakołowało się w głowie.
- Ty też mnie kochasz prawda? - W tej chwili przycisnął ją ciałem do łóżka chwycąc jej biodra. Miał zamiar ją pocałować.
- Nie żeby coś, ale na dole jest moja mama. Jakby co, nie wie, że tu jesteś. W ogóle nie miała okazji cię poznać, ale tak tylko mówię. - słodko się do niego uśmiechnęła.
- Ale ja przecież nic nie robię! - udał oburzonego.
- Taaak, oczywiście, jesteś "grzeczny chłopczyk".
- Ja jestem bardzo grzeczny, po prostu moja dziewczyna jest bardzo nieprzyzwoita i ma brudne myśli. - w tej chwili rzucił w Nadię poduszką.
- Ty...!
- Ja?
- Jak cię zaraz złapię, to nie ręczę za siebie!
- Tak? Więc życzę powodzenia! - dziewczyna rzuciła się na niego pewna, że go złapie, a jednak wampir zdążył uciec. Biegał wampirzym tempem po całym pokoju.
- Nie popisuj się! - machnęła z dezaprobatą ręką.
- Kochanie, to, że z natury jestem taki zajebisty nie znaczy, że się popisuję. (Jaka skromność o.O)
- Mhm..? - czuła się pokonana, bo przecież nie mogła temu zaprzeczyć.
- Chodź, popraktykujmy lepiej to co robią małżonkowie w łóżeczku. W końcu niedługo będziemy małżeństwem.
- Nieprawda. - zarumieniła się na samą myśl o tym.
- Sama zgodziłaś się za mnie wyjść! - powiedział z satysfakcją w głosie.
- Nie miałam wyboru! - rzuciła w niego poduszką. Oczywiście zdążył ją złapać. Obydwoje zaczęli się śmiać. Było jak wcześniej. Może nawet lepiej niż wcześniej. Po tej rozłące obydwoje jeszcze bardziej uświadomili sobie ile dla siebie znaczą...W tej właśnie chwili do pokoju weszła matka Nadii. Nathan oczywiście wyczuł ją już wcześniej swoimi wyczulonymi zmysłami, Nadia dobrze zdawała sobie z tego sprawę i była na niego wściekła.
- Kochanie, nie mówiłaś, że masz gościa. Myślałam, że jesteś sama. - zaczęła patrząc z lekkim zdezorientowaniem na młodego chłopaka.
- Mamo! To... - gwałtownie wstała z łóżka - On jest moim... - zestresowana nie wiedziała co powiedzieć. - To mój... To mój przyjaciel! - wypaliła nagle i od razu pożałowała tego co powiedziała.
- Przyjaciel? - ponaglił dziewczynę. Nathan był dzisiaj w wyjątkowo dobrym humorze. Nadia zpiorunowała go wzrokiem, a on niewinnie się uśmiechnął. - Znaczy chłopak. - powiedziała spuszczając wzrok. Szczerze mówiąc, trochę inaczej wyobrażała sobie sytuację, gdy będzie przedstawiać mamie swojego chłopaka.
- Narzeczony. - poprawił ją uśmiechając się od ucha do ucha. Teraz to dopiero udało mu się zgasić i ją i matkę jednocześnie.
"Zabiję go do jasnej cholery!" (Powodzenia w zabijaniu nieśmiertelnego pierwotnego wampira xD)
- Nazywam się Nathan, miło mi panią poznać. - uśmiechnął się uwodzicielsko do czarnowłosej kobiety. Takim właśnie sposobem Nathan zdobywał sympatię u dosłownie każdego człowieka.
- Nadia! Pozwólcie na chwilę do kuchni! - kobieta wyszła z pokoju, a Nadia i Nathan poszli za nią.
- Widzisz co narobiłeś? - szepnęła do niego jadowitym głosem.
- Ja nic nie zrobiłem...
- No oczywiście.. - przewróciła oczami - Ona mnie tam zaraz rozniesie!
- No bez przesady.
- Powiedz jeszcze, że jesteś wampirem i zamierzasz zostać ojciem! - powiedziała w sarkaźmie.
- A zamierzam? - uśmiechnął się z satysfakcją.
- Ja zaraz nie wytrzymam! - krzyknęła i uderzyła go w ramię, ani drgnął. Za to delikatne palce dziewczyny nie mogły wyjść z tego bez szwanku.
- Nadia, wyluzuj się... - ani na moment z jego twarzy nie zniknął szyderczy uśmiech. Gdy zeszli już na dół, usiadłszy na krzesłach Nathan i Nadia oczekiwali w milczeniu co dalej się stanie.
- Więc, od jak dawna się znacie? Nie wiedziałam, że masz chłopaka, nic mi nie powiedziałaś. - z oburzeniem spojrzała na córkę.
- A no... Ten... Jakoś tak zapomniałam. - zaczęła niepewnie, ale zaraz oprzytomniała. Przecież musi jej powiedzieć. - Mamo!
- Tak..?
- Z Nathanem znamy się już ponad dwa lata, poznaliśmy się w Londynie i po kilku miesiącach byliśmy już razem. Przynajmniej do wczoraj tak mi się wydawało. Tak naprawdę poznałam go tutaj, w Atlancie. Jeszcze jak byłam w gimnazjum i ja już wszystko pamiętam. Wczoraj odzyskałam wspomnienia - jej matka była w szoku, ale Nadia kontynuowała. Nie miała pojęcia jak zareaguje na to, co ma jej do powiedzenia, ale wiedziała, że musiała to zrobić. - Mamo, ja go kocham! Przed naszą przeprowadzką również go kochałam i chciałabym spędzić z nim życie, wziąć ślub i zamieszkać razem z nim. - Jej matka nadal milczała. Prawdopodobnie próbowała sobie to wszystko jakoś ułożyć w głowie.
- Więc, skoro kochaliście się jeszcze przed tą przeprowadzką to nie stoję wam na przeszkodzie. - powiedziała cicho, a Nadia była troszkę zszokowana jej wypowiedzią.
- Mamo, tylko, że ja chcę znów wyjechać do Londynu... To tam jest całe moje życie, nie tutaj. Tutaj nigdy nie będę szczęśliwa.
- Dobrze, ale dlaczego nie powiedziałaś mi o tym przed naszą przeprowadzką? - Jej matka miała łzy w oczach.
- Przepraszam.. Po prostu nie chciałam sprawiać ci bólu, bo bardzo chciałaś wyjechać.
- Zamiast tego moja córka sprawiła ból sobie... - spojrzała na Nathana, który po prostu pokiwał głową.
- Więc wyjedź. Nie zabiorę ci poraz kolejny szczęścia. Ja niestety nie mogę wyjechać wraz z tobą, narazie nie... Przykro mi... - złapała ją za dłoń.
- I to tyle? - spytała zdziwiona.
- A czego się spodziewałaś?
- Szczerze to... A zresztą nieważne.
- Dobrze, zacznijcie się pakować, jutro już wyjeżdżacie. - uśmiechnęła się do nich.
- Już? Teraz to normalnie myślę, że nas wyganiasz!
- Tak, właśnie, wyganiam was kochani. - Nadia przytuliła mamę i obie stały chwilę wtulone w siebie.
- Dziękuję, mamo!
Potem poszła z Nathanem na górę, by się spakować na wyjazd.
- Łatwo poszło...
- Czy ty jej przypadkiem nie zahipnotyzowałeś?
- Jakbym śmiał!
- Doprawdy? - W tej chwili chwycił ją w talii, tak by ją objąć.
- Więc kiedy bierzemy ślub?
- A ty znowu z tym ślubem... - przewróciła oczami i zaśmiała się.
~~
Usiadła na kanapie, poczuła znajomy zapach szamponu do włosów na poduszce. Pachniała Nathanem. Była u niego w domu, czuła się tu tak bezpiecznie. Od tej pory mieli mieszkać w tym domu jakiś czas razem, jak małżeństwo. Jej radości nic nie mogło opisać. Czuła się po prostu niesamowicie. Naprawdę, niesamowicie.
- Więc, będziemy spać razem. - uśmiechnął się do niej szeroko przybliżając się do niej. Znaczy, wampiry nie potrzebują snu - w moim pokoju, chyba nie masz nic przeciwko. - spojrzał na nią słodkimi, niewinnymi oczyma.
- Lubię się rozwalać.
- A ja lubię gdy się do mnie przytulasz.
- A i... Nie wiem czy jesteś uświadomiona, Emily także mieszka w tym domu.
- Zdążyłam się domyślić. - uśmiechnęła się. - Chciałabym się z nią zobaczyć.
- Więc, idź. Powinna być z Jasonen w jego pokoju.
- Okey... - wyszła z salonu na górę i skręciła w stronę jego pokoju. Nacisnęła klamkę i weszła. Ujrzała ją siedząca na jasnej pościeli jego łóżka. Trochę smętną. - Emily... - dziewczyna się odwróciła w jej stronę. Otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
- Nadia... - rzuciła się na nią.
- Przepraszam, że się nie odzywałam. Aaaj! Dusisz mnie...
- Dlaczego wyjechałaś na tyle czasu i nawet się nie odezwałaś?! Nawet nie wiesz jak tęskniłam!
- Długa historia... Ale już jestem i strasznie się cieszę. Długo cię nie widziałam... - wzruszyła się.
- Tak. Ja ciebie też. Musimy pogadać. Tak po prostu. O wszystkim. - w tej właśnie chwili wrócił Jason.
- O, witaj... - zaczął lekko zdezorientowany obecnością blondynki. - Nareszcie wróciłaś, ten gówniarz by oszalał... - pokręcił głową z dezaprobarą, a dziewczyna się roześmiała. Emily nagle zrobiła się sztywna i umilkła. Jason też miał pszygaszoną minę.
- Ja to wszystko słyszę, głupi transie! - krzyknął z dołu.
- No dobra... Więc ja chciałabym wam coś ogłosić. - zaczęła, ale nie skończyła, bo ktoś jej gwałtownie przerwał.
- Bierzemy ślub! - krzyknął Nathan wchodząc do pokoju. Jak on się tu tak szybko znalazł do cholery?!
- Nie! To znaczy, chodziło mi raczej o to, że tu chwilowo zamieszkam. Chwilowo albo na stałe...
- No kurdę. Troje małych gówniarzy do utrzymania. - powiedział sarkastycznie Jason. Tylko on był pełnoletni i normalnie pracował.
- Dwoje... Chciałeś powiedzieć. - powiedziała Emily poważnie. Wszyscy nagle umilkli. Nadia była zdezorientowana. Czy tylko ona odczuwała ten dystans między Jasonen, a Emily?
- No tak... - posmutniał. Jednak potem przybrał pokerowy wyraz twarzy.
- Nadia, ja już tu nie mieszkam...
- Słucham?! - blondynka była w szoku. - O co tu chodzi?!
- Widzisz... - zaczął Nathan - oni zerwali.
~
I tu jest kunieeec :) kolejnego rozdziału możecie wyczekiwać nawet od jutra xD nie no, bez przesady, jestem za leniwa żeby do jutra skończyć, niestety.
Mam nadzieje, że przypadły wam do gustu moje bezsensowne wypociny :D nwm ja nie jestem zadowolona. Zresztą z żadnego swojego rozdziału nigdy nie jestem do końca zadowolona, jak to ja. Uważam, że stać mnie mimo wszystko na więcej.
No a teraz muszę podzielić się moim zajebistym pomysłem xD
Więc postanowiłam założyć jakiegoś kolejnego bloga z zamiarem napisania kolejnego opowiadania, ale jednak postanowiłam teraźniejszą opowieść zmieszać z czymś innym, więc po jakimś czasie można spodziewać się kolejnego wątku, który oczywiście rozwinę, narazie nic nie zdradzam :3 nwm może ten pomysł jest do du... Jest beznadziejny, albo nwm. Zastanowię się jeszcze nad tym :D
Dziękuję osobom, które czytają to gunwo i wgl pozdrawiam was wszystkich i życzę udanych ferii zimowych, które będą już niebawem :*

Nie no leżę i nie wstaję :D Po prostu rozdział miszem :3 Ale fajne , że Nathanek i Nadia Mieszkają razem . Tylko jak to się stało , że Emily i Jason zerwali ?! I dlaczego ?! Żądam natychmiastowych wyjaśnień !! Bo to mi się nie podoba . Ale wracając do tej przyjemniejszej części rozdziału ;) Nathan i jego skromność po prostu powalające . I ogólnie ich teksty są powalające .
OdpowiedzUsuń- Nie popisuj się! - machnęła z dezaprobatą ręką.
- Kochanie, to, że z natury jestem taki zajebisty nie znaczy, że się popisuję .
Coś z serii Nathan i jego mega skromność .
- Powiedz jeszcze, że jesteś wampirem i zamierzasz zostać ojciem! - powiedziała w sarkaźmie.
- A zamierzam? - uśmiechnął się z satysfakcją.
To mnie po prostu rozwaliło :D I tak sobie pomyślałam co by powiedziała na to mama Nadii . Doszłam do jednego wniosku posłała by i ich oboje do psychiatryka ;) :D Po prostu nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału . Jestem uzależniona od twojego bloga . Kofciam cię i życzę ogromów weny . A jeszcze co do pomysłu z nowym blogiem to jest SUPER !! Jak tylko założysz nowego bloga od raz daj mi znać . O ile tego bloga założysz to twoja decyzja . To chyba wszystko co chciałam powiedzieć . A i jeszcze jedno przede mną nic nie ukryjesz bo Ja to wszystko słyszę, głupi transie! Hahahaha !!! Ten tekst jest najlepszy ze wszystkich :D :3 :* <3
No... Z tym transem to mi się udało :D teraz tak przeczytałam sobie rozdział od nowa z nudów i doszłam do wniosku, że jest spoko. Teksty udane, wiem o tym, bo moje :D (Nathankowa skromność xd) no i co do Jasonka i Emily to wszystko wyjaśni się w kolejnym rozdziale :*
UsuńCieszę się, że nadal podoba Ci się to co piszę :)
Mańkucie.
No dobra...
Klaudio...! <3
I czekam na kolejny rozdział u cb, bo jak nie będzie niedługo to szczele focha i wyprasuje se mordę żelaskiem :D (nie pytaj... XD)
Hej, hej, hej. Piszę w imieniu Akane, że zostałaś nominowana do Liebster Award ^^ Gratuluję :D
OdpowiedzUsuńWięcej dowiesz się na http://without-looking-at-the-past.blogspot.com/
xoxox Shana
Ojeju :D czuję się zaszczycona :3 :*
Usuń