czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 6

No hejka :) Jak wiecie teraz miał być wstawiany rozdział specjalny, ale postanowiłam, że lepiej będzie jeśli wstawię go po tym rozdzialiku 6 :D Wstawię go niedługo po tym rozdziale, tak za jakieś 3 dni najdłużej :) Będzie to taki króciutki rozdzialik z odmiennym wątkiem. Raz na jakiś czas będę takie wstawiała jako taki dodatek :D Możecie już niedługo oczekiwać siódmego rozdziału. Jestem pewna, że wam się spodoba. Nasi bohaterowie wreszcie zrobią jakiś krok do przodu ^^ i nareszcie szykuje nam się troszeczkę akcji, a nie tylko ta miłosna sielanka. Osobiście powiem szczerze, że polubiłam bohaterów własnego opowiadania, w szczególności głównego bohatera, który jest po prostu zajebisty :D co myślicie o Nathanie, Nadii? Co powinnam w nich zmienić, a może nic nie zmieniać? I jeszcze potrzebuję pomocy co do wątków pobocznych...Nie wiem czy pisać od czasu do czasu jakieś wątki poboczne czy może sobie odpuścić....No dobra koniec mojego gadania :) Miłego czytania i dodam tylko, że rozdział specjalny troszeczkę was zdziwi :D huehuehue :) Ale ja i tak nic nie zdradzę, dowiecie się w swoim czasie, a ja biorę się do roboty i piszę dla was już 8 rozdział hehe :D byłabym wdzięczna za komentarze, motywują mnie one do dalszego pisania i ciężkiej pracy, a jak niektórzy z was wiedzą, pisanie bloga nie jest takie łatwe jak sie wydaje :/ ale sprawia mi to przyjemność :D 
dobra, dobra, już koniec!!! Nareszcie....O.o xD



Rozdział 6 "Głęboko skrywane uczucie..." 

~
-Nathanie... - szepnęła do niego czule. Poraz pierwszy wypowiedziała jego imię. Jednak... Skąd ona je znała?
~

Nathan patrzył na nią jakby zrobiła coś nadzwyczajnego, nieprawdopodobnego. Był po prostu zszokowany, a jednocześnie... Szczęśliwy. Pełen nadziei. Choć nie miał pojęcia dlaczego. Czyżby Nadia wszystko sobie przypomniała? Jakoś tak w jego sercu nagle zrobiło się cieplej, chociaż nie powinien niczego czuć. Nie powinno go to interesować, a jednak...
-Skąd znasz moje imię? - spytał poważnie z wahaniem patrząc na nią wzrokiem dociekliwym. Dziewczyna zastanowiła się. Otworzyła szeroko oczy i usta, stała w bezruchu. Nathan czekał na to co powie. Chciał się przekonać czy sobie przypomniała. Siedział tuż przed nią w bezruchu, intensywnie patrząc jej w oczy.
-Nie wiem. Nie mam pojęcia. Zupełnie nie wiem dlaczego tak cię nazwałam. Po prostu tak jakoś czułam wewnątrz siebie, że znam twoje imię. Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie jakbym cię znała. Może to dziwne, ale przypominasz mi kogoś... - chłopak podniósł wzrok i uśmiechnął się smutno.
-Czyli jednak nic nie pamiętasz? No nic... Ja i tak wiem, że któregoś dnia wszystko sobie przypomnisz, po prostu to czuję. Już jesteś na drodze ku temu. Chociaż nie wiem czy to cokolwiek zmieni.
-Nie rozumiem. Chcesz powiedzieć, że już kiedyś się spotkaliśmy?
-Być może... - szepnął jej intrygująco do ucha. - Ale narazie dowidzenia... - szepnął jeszcze bardziej uwodzicielsko. - moja... Księżniczko nocy...
Nadia znieruchomiała I wstrzymała oddech, gdy chłopak zniknął wreszcie spokojnie odetchnęła. Zorientowała się, że serce waliło jej tak mocno jak nigdy wcześniej.
-A więc tak masz na imię... Nathan... - dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie, po czym wstała i odeszła w stronę domu. Przez całą drogę nie miała pojęcia, że Nathan nigdzie nie odszedł. Obserwował ją przez całą drogę z ukrycia. Nie chciał, by coś jej się stało. Po jakimś czasie był już przed jej domem. Poczekał aż dziewczyna wejdzie do środka i wskoczył wampirzym tępem na drzewo, które stało przed jej otwartym balkonem. Usiadł na grubej gałęzi i zaczął się jej przyglądać jak spała. Wampiry nie potrzebują snu, więc Nathan trochę się nudził po nocach, a nie wiedzieć dlaczego uwielbiał patrzeć na swoją księżniczkę nocy...

~

-Cześć.. - powiedziała nieśmiało natknąwszy się przypadkiem na Nathana na szkolnym korytarzu.
-Znamy się? - udając zdziwionego przeszedł obojętnie koło niej. Nadia poczuła złość i wstyd. Złość, bo narobił jej siary przed koleżankami z jej klasy, a wstyd dlatego, że przeszedł obok niej obojętnie jakby mijał zwykły słup!
-Ty mały...! - zaczęła przez zaciśnięte zęby i nie dokończyła. Nathan oczywiście to usłyszał swoimi wampirzymi uszami i zaczął się cicho śmiać nawet się nie odwracając i nie obdarzając jej ani jednym spojrzeniem.
-Znasz go?! - spytała z uznaniem i zadziwem Jessica Parker wraz ze swoimi dwiema koleżankami. Były to trzy klasowe barbie. Nadia nie miała ochoty z nimi rozmawiać.
-Najwyraźniej nie... - odrzekła znudzona po czym ruszyła w stronę klasy. I tam czekała na nią niespodzianka. Nonszalancko oparty o drzwi stał nie kto inny jak... Nathan. Wszystkie dziewczyny z Nadii klasy wytrzeszczyły na niego gały. Gdy Nadia go zobaczyła, modliła się w duchu, by tylko nie zrobił nic głupiego, bo niczego innego po tym szalonym typku nie mogła się spodziewać.
-Co ty tu robisz?! - spytała podchodząc do niego Nadia.
-A co? Nie cieszysz się na mój widok? - spytał z ironią w głosie. Wszyscy w klasie Nadii patrzyli na nich obydwoje jakby odgrywali jakieś przedstawienie.
-Zgubiłem się, jestem tu nowy. Może zaprowadziłabyś mnie do klasy? - zaczął robić maślane oczy.
-I że niby ja mam w to uwierzyć?! Czy ja mam na czole napisane "idiotka"? - spytała zirytowana i zniecierpliwiona. Jego wyraz twarzy nagle się zmienił. Nadia nie wiedziała czego ma się po nim spodziewać. Nathan złapał ją mocno za prawe ramię trzymając je w żelaznym uścisku.
-Powiedziałem, że masz iść, to masz ze mną iść i nie ma żadnego ale! - powiedział twardym tonem ze złowrogim wyrazem twarzy. Zaczął iść szybkim krokiem ciągnąc zdezorientowaną dziewczynę za ramię.
-O co ci do cholery chodzi?!
-Cicho bądź.. - odrzekł wkurzony. Zatrzymał się gdy byli na końcu korytarza przed otwartym oknem. Uniósł ją na rękach, po czym wszedł na okno i skoczył. Skoczył z ostatniego piętra na trawnik, na boisku i nic sobie nie zrobił. Wylądował z gracją.
-Oszalałeś? - spytała zachrypniętym głosem.
-Być może... - odrzekł uśmiechając się do niej szyderczo.
-Myślałam, że chcesz nas zabić... - szepnęła przez łzy.
-Dlaczego płaczesz? - spytał zdziwiony z troską w głosie.
-Przestraszyłam się...
-Co?! - Nathan był zdezorientowany. - to ty bałaś się ze mną skoczyć z kilku metrów, a z ogromnego wieżowca to skoczyłaś?!
Nadia roześmiała się. Przypomniała sobie tą chwilę, gdy Nathan ją uratował. Lecieli wtedy razem ku górze. To było takie nieprawdopodobne.
-Nie musisz się bać. Przy mnie nic Ci się nigdy nie stanie. Obiecuję... - spojrzał jej głęboko w oczy czując w sobie ten zapał ochraniania jej, chciał ją za wszelką cenę chronić, po prostu mieć świadomość tego, że jest bezpieczna...
-W porządku. Tylko, że jestem straszną niezdarą i miałbyś trochę dużo roboty...-powiedziała śmiejąc się, jednak Nathan był poważny.
-Nieważne. Mogę być przy tobie dzień w dzień, noc w noc, cały czas, wszędzie za tobą łazić, nawet do toalety. Nie będę cię spuszczać z oczu nawet na moment. - uśmiechnął się do niej słabo.
-Dobrze się czujesz? - spytała z troską w głosie dostrzegając, że Nathan wygląda naprawdę słabo. Nawet po jego głosie było to słychać. Jego oczy były zmęczone i takie... Inne. Był naprawdę wycieńczony.
-Mam do ciebie prośbę...
-Tak?
-Nie chodź nigdy sama po lasach ani po opuszczonych miejscach.
-Dlaczego? - spytała zaniepokojona. - Za chwilę ci to wyjaśnię... Ale obiecasz mi, że tak nie będziesz robić?
-No dobra, obiecuję.
-Mam jeszcze jedną prośbę...
-Jaką? - spytała zatroskana patrząc na to jaki jest słaby.
-Czy mogłabyś... Znaczy jeśli się nie zgodzisz to zrozumiem. Czy mogłabyś użyczyć mi swojej szyi?- spytał słabo, a Nadię zamurowało. To wampir i potrzebował krwi... Był słaby.
-Tak, tylko mnie nie zabij... - odrzekła, po czym odchylając głowę w bok, zaczesała palcami włosy do tyłu i ukazała mu swoją szyję. Nathan przez chwilę myślał, że straci panowanie nad sobą. Był taki głodny, ale nie chciał jej skrzywdzić.
-Naprawdę, mogę?
-Nie, na niby... - powiedziała z ironią. - przecież nawet gdybym się nie zgodziła, ty i tak zrobiłbyś co chcesz. Znam cię. - uśmiechnęła się do niego.
-No tak... - powiedział, a potem swoimi zimnymi palcami dotknął jej szyi. Serce Nadii odruchowo zaczęło bić szybciej. Nathan nie robił już tego tak brutalnie jak za pierwszym razem. Był delikatny i subtelny, jak gdyby miał to być ich pierwszy pocałunek. Potem wreszcie ustami dotknął jej szyi. Wreszcie obnażył kły i delikatnie wbił je w jej skórę. Krew powędrowała do jego spragnionego gardła. Jej smak był... Niesamowity. Był to jego ulubiony rodzaj krwi. Jeszcze nigdy nie spotkał kogoś takiego, przy kim musiał się tak bardzo powstrzymywać. Zatracił się w smaku krwi i zapomniał, że miał jej nie zabić. Nadii coraz ciężej było złapać oddech. Powoli osuwała się na ziemię, czuła jak obraz znika jej z oczu, aż w końcu pozwoliła, by jej ciało całkowicie się rozluźniło, a jej oczy zamknęły się i w końcu oddając się objęciom morfeusza straciła przytomność...
Obudziła się w szpitalu. Powoli otwierając oczy zaczęła dochodzić do siebie. Nad sobą dostrzegła kroplówkę i biały sufit. Po jakimś czasie oprzytoniała. Przypomniała sobie ostatnie wydarzenia. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła po przebudzeniu było nawoływanie go.
-Nathan.. - szepnęła słabym głosem rozglądając się. Obok siebie dostrzegła siedzącego chłopaka. Wyglądał jakby przed chwilą płakał. Był zdruzgotany.
-Przepraszam.. - odrzekł smutnym tonem. - naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić. Ja po prostu... - w tym momencie chwycił mocno jej dłoń. - cieszę się, że nic ci nie jest. Przepraszam..
-W porządku. Nie obwiniaj się. - zaczęła zszokowana dziewczyna. Nathan tak bardzo się o nią martwił. To było słodkie. Ten chłopak z dnia na dzień coraz bardziej ją zadziwiał.
-Nie jest w porządku... - spojrzał jej głęboko w oczy. - omal cię nie zabiłem. Nie wiem co bym zrobił gdybym stracił cię poraz drugi. Obiecałem ci, że przy mnie nigdy nie stanie ci się żadna krzywda. Złamałem obietnicę. Drugi raz przy mnie osunęłaś się o śmierć... - mówił przejęty i zmartwiony. Jego oczy były takie ciepłe i takie piękne. Czarne i głębokie... Nathan jeszcze nigdy nie czuł się tak przerażony jak teraz. Chociaż nie... Czuł się tak kilka lat temu, wtedy...
-Co? - spytała zdziwiona.- Co miało znaczyć to "Poraz drugi"
-Przepraszam, to przeze mnie tu wylądowałaś.
-Przestań, nie zapominaj, że to ty mnie uratowałeś wtedy, gdy byliśmy na dachu tamtego wieżowca... Dziękuję za to, że mnie wtedy uratowałeś. Gdyby nie ty...
-Przestań tak o mnie mówić! - podniósł ton.
-Dlaczego?!
-Nie zasługuję na to... - odrzekł smutno.
-Przestań! Głupi jesteś, naprawdę głupi...
-Dlaczego?
-No bo jesteś głupi. Ale też niesamowity... - zaczęła nieśmiało. - Dla mnie jesteś bohaterem. Zawsze będę cię podziwiać. Jednak muszę przyznać, że nie nadążam za Tobą... - uśmiechnęła się do niego, a on tylko opadł bezwładnie na jej ciało mając głowę do przodu do jej głowy, nos zanurzony w jej złocistych, pachnących kwiatami włosach i odetchnął.
-Jesteś naprawdę niezwykła.. - mruknął. Ona tylko położyła dłoń na jego głowie michrząc mu czarne włosy.
-Wiesz mamy pewien problem... - zaczął zmartwiony.
-O co chodzi?
-Wczoraj wieczorem, gdy wracałaś do domu, tak gdzieś około 23 w okolicach wyczułem nowego wampira. Nowonarodzony. Może ich być więcej. Nie wiem ile ich było, ale wiem, że ten jeden cię obserwował.
-Nowonarodzony? - spytała zdezorientowana.
-Tak. Nowonarodzeni to niedawno stworzone wampiry. Są silniejsi niż my, ale niedoświadczeni. Ich jedyną bronią jest siła. Każdy nowonarodzony wampir jest wbrew pozorom niebezpieczny i powinnaś trzymać się od takich z daleka. Są zaślepieni rządzą krwi. Proszę, nie chodź sama w niebezpieczne miejsca, nie chcę, by coś ci się stało. Swoim przyjaciołom też powinnaś powiedzieć, by tego nie robili. Wkrótce po jakimś czasie nowonarodzeni przeniosą się gdzie indziej, albo zostaną tu na stałe. Jeden z nich kręcił się koło ciebie. Proszę cię, obiecaj mi, że nigdzie nie będziesz wychodzić wieczorem. No chyba, że ze mną. - nonszalancko się do niej uśmiechnął.
-Okej. Nie będę, obiecuję. Ale mam pytanie...
-Mów... - uśmiechnął się do niej zachęcająco
-Czyli to znaczy, że Emily zaatakował jeden z nowonarodzonych? Albo jakiś... Wampir? - spytała drżącym głosem, a Nathan przyjął dziwny wyraz twarzy. Żałował do tej pory, ale nie mógł powiedzieć jej prawdy. Nie mogła się dowiedzieć tego, że zabił jej najlepszą przyjaciółkę...

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 5

Rozdział 5  "Spójrz... Przy tobie moje serce bije szybciej! "

Od tamtego wydarzenia minęły dwa tygodnie. Dla Nadii były to dwa dni. Dwa koszmarne "dni". Nie mogła zapomnieć o Emily. Dlaczego wszyscy ją do tego namawiali?!  Dlaczego do cholery każą jej o niej zapomnieć?! Czego od niej oczekują?! To niemożliwe żeby o niej zapomniała, a tym bardziej, by żyła dalej normalnie. Nie, bez Emily. Nadia siedziała na łóżku w swoim pokoju. Przez małą szparę pomiędzy granatowymi roletami, a framugą okna wpadała wąska smuga światła. Dziewczyna milcząc przyglądała się swoim dłoniom. Nie potrafiła myśleć o czymkolwiek innym niż o Emily. Do pokoju weszła jej mama.
-Nadia... - zaczęła kobieta drżącym tonem, pełnym troski głosem - już czas żebyś poszła do szkoły.
-Nie mamo, nie chcę. Jeszcze nie jestem gotowa. Jeszcze się po tym nie pozbierałam. - odpowiedziała patrząc na nią błagalnym wzrokiem. Amy podeszła do niej i usiadłszy obok niej objęła córkę ocierając jej łzę, która spłynęła po jej jasnym policzku. Nadia nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że zaczęła płakać. Nie chciała bardziej martwić swojej mamy, więc z trudem powstrzymywała łzy, z wielkim trudem panowała nad emocjami.
-Kochanie. Nie możesz tego dłużej ciągnąć. Musisz przestać o niej myśleć, pójść do szkoły, zacząć normalnie funkcjonować. Zapomnij o Emily. Jestem pewna, że nie byłaby zadowolona widząc jak cierpisz...
-Słucham?! - podniosła głos. - Dlaczego mam o niej zapomnieć?! To przecież niemożliwe... Myślisz, że to jest możliwe?! Poza tym nawet nie chcę o niej zapomnieć. Tylko to mi po niej zostało, pamięć o niej... - jej ręce drżały, ale nie płakała. To znaczy na zewnątrz nie płakała, w środku skrywała swoje prawdziwe uczucia. Dusiła to w sobie. Jednak nie chciała zawieść matki i przyswarzać jej więcej zmartwień.
-To ja już wychodzę. - powiedziała z największym optymizmem na jaki tylko było ją stać i wyszła z domu. Ale wcale nie poszła do szkoły. Nie chciała tam iść. Nie miała zamiaru być w centrum zainteresowania całej szkoły, nie chciała litości swoich rówieśników, a tym bardziej tych współczujących wspomnień. Chciała iść na wagary, szła więc tam gdzie ją nogi poniosły. Podczas drogi myślała o Emily. O jej pogrzebie, który odbył się tydzień temu. Nie chciała o tym myśleć, a jednak nie potrafiła się od tych myśli uwolnić. To gdy poraz ostatni ujrzała ją w trumnie. Jej blada skóra,  czerwone usta, inne niż wcześniej. I krwistoczerwony szal oplatający jej szyję. Mimo to, że była martwa, dla Nadii wydawała się być taka... Żywa. Nie rozumiała dlaczego. Jednak to była prawda... Dziewczyna doszła do rozłożystej polanki, na środku której widniał potężny dąb. Polanka ze wszystkich stron była otoczona drzewami i krzewami. Jasne promienie słońca delikatnie muskając źdźbła trawy oświetlały to niezwykłe miejsce. Gdzieniegdzie złotawa trawa była wysoka, że można było się w niej swobodnie ukryć. To właśnie było ulubione miejsce Nadii. Zawsze tu przychodziła gdy była smutna. Często przychodziła tutaj z Emily. Z tym miejscem wiązało się wiele wspomnień. Dziewczyna nie miała pojęcia, że to miejsce było odwiedzane przez jeszcze inną osobę i właśnie dla tej osoby ta polanka wiele znaczyła. Rozmyślając usiadła przy potężnym pniu drzewa opierając się o nie plecami. Nie miała pojęcia o tym, że za jej plecami, po drugiej stronie pnia siedzi... Nathan. Jednak on ją od razu wyczuł. Teraz chciał wykorzystać to, że dziewczyna jest nieświadoma jego obecności, dlatego zachowywał się cicho. Nadia skuliła się tuląc własne nogi i zaczęła płakać. Wszystkie skrywane do tej pory emocje eksplodowały z niej. Teraz była sama, a przynajmniej tak myślała, więc nie musiała się powstrzymywać. Chciała wszystko z siebie wyrzucić.
-Emily... - szeptała przez płacz. - Emily, Emily! - złapała się za klatkę piersiową, czując nagły ból w sercu.
Nathan westchnął. Poczuł jak powoli zaczynały targać nim emocje. Miał dość. Nie chciał, by przez niego cierpiała. Ale dlaczego? Przecież sam powiedział, że nic dla niego nie znaczy. Przecież nie jest zdolny do uczuć...
-Emily... Wróć... Ja... Emily, przepraszam, przepraszam Cię! - Nadia nie potrafiła zapanować nad emocjami. Cierpiała i tęskniła. Czuła niewyobrażalny smutek i pustkę w sercu. Wołała ją, chociaż wiedziała, że to nic nie da, bo jej już tu nie ma. A jednak nie przestawała nawoływać. Czuła się w tej chwili taka samotna...
A Nathan... Poraz pierwszy w swoim wampirzym życiu poczuł okropne wyrzuty sumienia. Jego serce drgnęło poruszone, a on sam nie potrafił zrozumieć co się z nim dzieje. Poczuł mrowienie w palcach i okropny ucisk w sercu. Dlaczego? Nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego. Żałował, tak bardzo żałował. Tak bardzo chciał cofnąć czas. Tak bardzo...
-Przepraszam Cię Emily, przepraszam, przepraszam... -  Nadia wyprostowała się odchylając swoją rękę w tył. Nathan siedzący tuż za nią odwrócił się delikatnie i odchyliwszy głowę w tył delikatnie ujął jej ciepłą rozedrganą dłoń. Dziewczyna drgnęła.
-Nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina. - odrzekł cicho, ciepłym głosem. - Nie płacz... - wstał i podszedł do niej kucając tuż przed nią, podpierając się dłonią o pień drzewa. Jego głos był taki ciepły... Jak nigdy dotąd...
-Znowu ty... Dlaczego ciągle się na ciebie natykam? - spytała, by odwrócić jego uwagę od swojego smutku. On jednak spojrzał jej głęboko w oczy, a ona niczym małe bezbronne dziecko spoglądała mu w jego piękne oczy z zadziwem. Były takie czarne i takie głębokie. Nigdy wcześniej nie widziała piękniejszych. On spojrzawszy w jej śliczne, szklane, anielskie i błękitne niczym niebo oczy zatracił się w nich. Otarł jej łzę spływającą po jej policzku.
-Nie powstrzymuj się. Płacz jeśli chcesz. - rzekł nadal cicho swoim ciepłym aksamitnym tonem. Usiadł obok niej i delikatnie ją objął. A ona wtuliła się w jego silne ramię, tak jak to robiła kilka lat temu. Tylko, że ona nawet tego nie pamiętała. On tak. Dziewczyna już nie zwracała uwagi na jego nietypowe zachowanie. Po prostu się rozpłakała. Płakała tak przez kilka minut. A on patrzył w niebo smutnym wzrokiem. Tak bardzo żałował... Tak bardzo chciał naprawić...
-Emily odeszła przeze mnie... Gdybym wcześniej do niej przyszła, gdybym tylko wcześniej się z nią spotkała mogłabym ją ochronić, do niczego takiego by nie doszło. To wszystko moja wina...
-Nieprawda. To nie twoja wina. Nic nie mogłaś zrobić. Przestań tak myśleć.
-Nawet nie mam pojęcia dlaczego ci o tym mówię. Przecież jesteś... Ech... Znaczy się... Nawet nie wiem jak masz na imię. Ale ostatnio ciągle się na ciebie natykam.
-Być może... - uśmiechnął się do niej ciepło.
-Nie jesteś taki zły jak myślałam.
-Nic o mnie nie wiesz, więc nie możesz tak mówić... - odrzekł oschłym tonem. Nadia była jednak trochę zszokowana. Ten "tajemniczy wampir" byłby ostatnią osobą która by ją pocieszała.
-Przepraszam Emily... - powiedziała cicho, po czym w ciągu kilku sekund zasnęła. Chłopak delikatnie odsunął jej ramiona i powoli ułożył ją na swoich kolanach. Spojrzał na nią poraz kolejny. Przezabawne. Jej twarz przypominała teraz dziecięcą twarzyczkę. Teraz tak bardzo mu przypominała tą Nadię sprzed trzech lat. Niewinną, słodką anielicę, za którą był w stanie oddać życie. Pogłaskał ją po policzku i boleśnie westchnął. Czuł teraz tyle przykrych emocji. Tak bardzo nie chciał, by cierpiała. Pragnął ponownie ujrzeć jej promienny, śliczny uśmiech. Marzył, by usłyszeć jej melodyjny śmiech. Nadia spała teraz na jego kolanach. Było zupełnie tak jak przed wypadkiem, który wszystko zmienił...
-Przepraszam Cię, Nadia... - zaczął cichym, aksamitnym głosem. - przepraszam. Naprawdę nie chciałem. To było silniejsze ode mnie. Wybacz mi, proszę... - powiedział po czym odchylił głowę w tył i znów zaczął patrzeć w niebo nieobecnym wzrokiem. W końcu się na coś zdecydował. Tak, był tego pewien. Pragnął w pewnym stopniu ją uszczęśliwić. Chciał to zrobić. Zamknął oczy i się skupił. A po kilku sekundach był już w jej głowie, w jej śnie i mógł go kontrolować. To była jedna z wampirzych mocy. Chciał to zrobić, po prostu chciał chociaż trochę złagodzić jej cierpienie. Mimo to zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie nic już naprawić. Zabił jej przyjaciółkę... Ale przecież nie chciał jej zabić. Nie chciał być tym czym się stał. Dlatego... Właśnie dlatego wkradł się do jej snu, by móc go kontrolować. Nie rozumiał do końca dlaczego to zrobił, dlaczego tak bardzo tego chciał. Dlaczego w pewnym stopniu zależało mu na niej? Pierwszy raz odkąd został potępiony zdarzyło mu się czuć... Te nowe uczucia wypełniły całe jego twarde, okute lodem serce powoli topiąc ten zimny lód. Poraz pierwszy poczuł wyrzuty sumienia, chciał naprawić wyrządzone krzywdy. Przypomniał sobie, że kiedyś ją kochał...
-Przepraszam... Nie chciałem tego, naprawdę. - Mówił łagodnym tonem patrząc na nią spojrzeniem jakim nigdy wcześniej na nikogo nie patrzał. - Wybacz mi, proszę... Stworzę dla ciebie sen, stworzę dla ciebie coś co cię uspokoi... Nigdy cię nie zranię, nigdy...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nadia stała w jasnym oświetlonym pomieszczeniu. Nic nie było widać prócz intensywnej rażącej w oczy bieli. Nagle przed nią ukazała się postać uśmiechniętej, pięknej dziewczyny. Oczy miała brązowe, wiśniowe, śliczne usta i rozwiazne falowane włosy.
-Emily!-krzyknęła podekscytowana podbiegając do niej. Wtuliła jej się w ramiona i zaczęła płakać.
-Nie płacz już... - odrzekła Emily ciepłym głosem. - proszę Cię nie płacz.
-Ale... Tak bardzo mi ciebie brakuje. - powiedziała łamiącym się głosem. Emily otarła jej łzę z policzka i spojrzała jej w oczy.
-Wiem... wiem o tym. Ale płacz nie ma sensu, przecież i tak nie wrócę. Nie chcę abyś przeze mnie płakała. Chciałabym abyś żyła pełnią życia, za nas obie. To moja ostatnia prośba do ciebie... Przestań o mnie myśleć, nie chcę żebyś o mnie zapomniała, ale proszę Cię, żyj dalej. Masz przed sobą całe życie, nie marnuj chwili na łzy. Na mnie już przyszedł czas, ale nie odeszłam na zawsze... Pamiętaj o tym...
-Emily... - powiedziała drżącym głosem, a przyjaciółka pogłaskała Nadię po policzku.
-Zawsze będę przy tobie i zawsze jestem. W twojej pamięci, w twoim sercu, w twoich wspomnieniach. Dlatego chcę widzieć Cię jak się uśmiechasz. Obiecaj mi to, że będziesz żyła pełnią życia, za nas obie, dobrze? - spojrzała Nadii głęboko w oczy.
-Dobrze, obiecuję... - odrzekła Nadia po chwili. - Obiecuję, że będę żyć szczęśliwie, nie będę myśleć o tym, że cię nie ma. Obiecuję, że będziesz ze mnie dumna... - dokończyła z trudem powstrzymując napływające łzy.
-Nie będziesz płakać?
-Nie...
-Obiecujesz?
-Tak...
-Napewno?
-Tak...
-Więc dotrzymaj obietnicy, kocham Cię. - uśmiechnęła się do niej po czym zniknęła.
-Dotrzymam, nie będę płakać. Będę cieszyć się życiem... Żegnaj Emily...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nadia powoli otworzyła oczy. Nad sobą dostrzegła zamyśloną twarz...Właściwie to mimo tego, że ciągle się na niego natykała nie znała jego imienia. Westchnęła przyciągając się.
-Obudziłaś się?
-Tak... - odparła łagodnym głosem.
-W porządku? - zapytał z wahaniem.  - Tak... - odpowiedziała miękko ze spokojem, po czym delikatnie uśmiechnęła się do niego. - Tak, teraz tak...
-To dobrze... Wygodnie ci się spało na moich kolanach? - uśmiechnął się do niej olśniewająco, a Nadia speszona spłonęła rumieńcem. Po chwili z jej ust wydobył się słodki, melodyjny śmiech, który spodobał się Nathanowi.
-Dlaczego się śmiejesz? - spytał zbity z pantałyku. Ona odwróciła się do niego z promiennym uśmiechem na twarzy. Ten widok sprawił, że Nathan poczuł dziwne mrowienie w ciele, wydawało mu się, że się rumieni. Chociaż to niemożliwe, bo u wampirów takie coś nie występuje.
-Sama nie wiem. Po prostu pozbyłam się tego ciężaru z serca i czuję się taka... wolna? - Nadal nie przestawała się uśmiechać, a Nathan nie przestawał na nią patrzeć. Nawet nie zmrużył oka, nie oderwał od niej wzroku nawet na moment. Jak gdyby chciał zarejestrować w swojej głowie każdy jej ruch, jakby próbował wyryć jej piękny uśmiech w swojej wyobraźni, by był z nim na zawsze.
-Dlaczego mi się tak przeglądasz? - spytała zaciekawiona. On nawet po tym pytaniu nie spuścił jej z oczu. Patrząc na nią uśmiechał się delikatnie, spojrzenie miał takie inne... Nigdy przedtem nie patrzył na nikogo takim pięknym pełnym ciepła i podziwu spojrzeniem. Dzisiaj Nadia wydawała mu się jakaś taka, inna niż zwykle. Była taka... słodka? Nathan nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że powoli zaczynał ją postrzegać tak samo jak sprzed kilku lat, przed wypadkiem, gdy jeszcze byli razem.
-Nie mam pojęcia... - odpowiedział bez namysłu.
-Przestań. - powiedziała nieśmiało, nerwowo odwracając wzrok z zasięgu jego spojrzenia. Nie wiadomo z jakich przyczyn nie chciała patrzeć mu w oczy. Jego spojrzenie wydało jej się teraz takie piękne, piękniejsze niż wcześniej, jak gdyby dostrzegła w nich głęboko skrywane unikalne piękno. To ją po prostu onieśmielało.
-Dlaczego?
-No bo... To krępujące. - Na jej twarz ponownie wstąpiły delikatne rumieńce, a w jej błękitnych oczach widać było zawstydzenie. To nadało jej jeszcze większego uroku, więc Nathan zaczął przyglądać jej się z jeszcze większym zainteresowaniem. Podziwiał jej śliczne błękitne oczy, które otaczały czarne rzęsy, jej bladą cerę, zarumienione policzki i różowiótkie usta. Czy zawsze wydawała mu się taka jak teraz? Od zawsze wydawała mu się taka piękna i wyjątkowa? Zdał sobie sprawę z tego, że zaczął inaczej ją postrzegać. Jednak wcale nie chciał jej tak widzieć. Nie chciał emanować do niej takimi uczuciami, bo przecież... Ona go nie pamięta, nie wie kim dla niej był w przeszłości i co razem przeżyli. Przez to, że nie pamiętała on taki się stał. Wyłączył w sobie uczucia i przestał być dobry... Nigdy nie spodziewałby się, że to wszystko tak się potoczy...
-Hej, co się stało? - spytała Nadia z troską. - Wszystko okej?
On tylko pokiwał głową. Dziewczyna nie miała pojęcia dlaczego chłopak nagle zaczął inaczej się zachowywać. Usiadła obok niego opierając się o drzewo i oboje zaczęli spoglądać w gwiazdy, tak jak to kiedyś robili. Tylko, że ona tego nie pamiętała.
-A to ciekawe. Spędziliśmy ze sobą cały dzień. - zachichotała i sama była zdziwiona. Nie miała pojęcia, czemu z nim rozmawia jak gdyby znali się już od dawna. Chociaż to prawda, bo poznali się kilka lat temu... Nadia nie wiedziała dlaczego się go nie bała. Znała jego sekret, a jednak nie czuła strachu.
-Wiesz, będę tęsknić za Emily, ale nie będę już płakać. Od jutra wracam do szkoły.
-Naprawdę?
-Tak. Dzisiaj zrozumiałam, że życie toczy się dalej, a ona nie chce bym była smutna. Przysięgłam sobie, że nie będę płakać, już nigdy... - mówiła twardym głosem, który w niektórych momentach się załamywał. Z trudem powstrzymywała łzy.
-Napewno? - spytał poważnie nie spuszczając z niej wzroku.
-To znaczy od teraz... Teraz płaczę ostatni raz. - powiedziała, po czym pozwoliła, by ostatnia łza spłynęła po jej policzku. Nathan chwycił jej głowę i przycisnął ją do siebie, by ją... Objąć?! Dziewczyna zesztywniała. Naprawdę zdziwił ją tym niespodziewanym gestem.
-Co ty robisz?
-A co? Nie widać? Pozwalam ci się wypłakać na moim ramieniu. Taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć. - powiedział łagodnie, jakby to była najzwyklejsza rzecz ma świecie.
"Wiem, że taka okazja może się nie powtórzyć. Wiem, że już jutro nie będziesz taki i spowrotem staniesz się oschły. Wiem czym jesteś, jednak nie dlatego taki jesteś. Coś musiało się wydarzyć w twojej przeszłości. Ciekawe co... Mimo wszystko dziękuję. Dziękuję, że jesteś przy mnie i mogłam odnaleźć w tobie trochę wsparcia". Nadia powiedziała to w myślach patrząc intensywnie na tył jego głowy, gdy on niespodziewanie się odwrócił. Jej serce nie wiedząc dlaczego, w tej chwili przyspieszyło. Nathan tylko uśmiechnął się łobuzersko. Potem zaczął się do niej przybliżać, ona nie wiedząc co zrobić odchylała się do tyłu, aż w końcu poczuła jak leży na chłodnej, wilgotnej trawie. On dłonie miał oparte na ziemii podpierając się łokciami, pomiędzy nimi znajdowała się jej głowa. Chłopak leżał na niej, a ich twarze były teraz bardzo blisko. Jeszcze nigdy nie mogła podziwiać jego pięknych, czarnych oczu z tak niewielkiej odległości od jej własnych. Dziewczyna nie miała pojęcia o co mu chodziło. Jednak on się roześmiał. Teraz to już kompletnie była zbita z pantałyku.
-Wyluzuj. Chciałem tylko coś sprawdzić.
-Co do cholery?!
-Widzisz... Za każdym razem gdy jestem bliżej ciebie, Twoje serce... Ono przyspiesza. - powiedział poważnie, patrząc jej przenikliwe w oczy. Czuł się trochę zdenerwowany, ta jego pewność siebie zniknęła, jednak nie dał tego po sobie poznać. A Nadię zamurowało.
-Tylko tego źle nie interpretuj. Znam twoją tajemnicę i nadal czuję się trochę nieswojo przy tobie. - W rzeczywistości było inaczej, ale Nadia nie chciała się do tego przyznać nawet sama przed sobą. Udało jej się jakoś z tego wybrnąć.
-Rozumiem... - Przez chwilę Nadii wydawało się, że w jego pięknych oczach dostrzegła rozczarowanie.
-Podobam ci się? - spytał uśmiechając się do niej.
-Nie gadaj głupot! - odrzekła, po czym odwróciła swoją głowę w prawą stronę, by na niego nie patrzeć. Och... Dobrze, że było ciemno, nie mógł zobaczyć jej słodkich rumieńców...
-Widzę je...
-Co? - spytała zdziwiona.
Nathan skorzystał z okazji, że jego twarz była zwrócona dokładnie w stronę jej lewego ucha i pochylił się nad nią, po czym uroczo wyszeptał jej do ucha:
-Widzę jak się ślicznie przeze mnie rumienisz... - powiedział, po czym zachichotał. A Nadia znieruchomiała.
-Chciałbyś! - krzyknęła podnosząc się gwałtownie i przypadkiem zderzając się z nim. Nathan chwycił ją w talii, po czym przewrócił ją na drugą stronę, tak,  że teraz ponownie leżała tuż pod nim.
-Przyznaj, że Ci się podobam...
-Nie! Nie ma w tobie nic fajnego, niby dlaczego miałbyś mi się do cholery podobać?!
-Ach, tak? - spytał udając zawiedzionego. A może wcale nie udawał? - Nie jestem fajny? Jestem brzydki?
-Nie! Nie o to chodzi. To znaczy... - Nadia wdepnęła na minę, a Nathan uśmiechnął się z satysfakcją.
-Czyli nie zaprzeczysz? - spojrzał na nią nonszalancko, a ona zawstydzona zaczęła się czerwienić. On chwycił ją ramieniem i przyciągnął do siebie kładąc się na trawie tak, że teraz obydwoje leżeli wtuleni w siebie ze zwróconymi twarzami do gwiazd. On pewny siebie, patrzył w gwiazdy przyglądając się im w ciszy, trzymając ją w ramieniu. Ona wtulona w jego ramię także patrzyła w gwiazdy. Obydwoje milczeli, pogrążeni w ciszy. Żadne z nich przez chwilę nie odezwało się ani słowem. Jak gdyby obawiając się, że jakiekolwiek wypowiedziane słowo  może zepsuć ten nastrój. Przestali zwracać uwagę na to co się dzieje i jak się zachowują. Nic już nie było dla nich ważne, po prostu na moment "przestali istnieć".
-Widzisz? Tamta świeci najjaśniej.-zaczął Nathan swoim aksamitnym tonem.
-Jest piękna...
-Zupełnie tak piękna jak ty... - odrzekł nie zważając na to ci mówi.
-Co?
-Nic... - zaczął zmieszany. - Tylko nie myśl, że to komplement. Właśnie porównałem Cię do olbrzymiej, masywnej, gazowej kuli więc... - wybrnął z sytuacji i w myślach odetchnął z ulgą. Odwrócił się w jej stronę. Leżała obok niego i wpatrywała się w jego oczy. Tym razem nie oderwała od niego wzroku. Jak gdyby kogoś w nim rozpoznała. 

-Nathanie... - szepnęła do niego czule. Poraz pierwszy wypowiedziała jego imię. Jednak... Skąd ona je znała?

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 4

Rozdział 4 "Jesteś moją...Księżniczką Nocy"


Rozdział dedykowany Klaudii :) Najwspanialszej i najlepszej i wgl najnaj xD Dedykuję ci to, gdyż jesteś moją przyjaciółką i w ogóle jako pierwsza przeczytałaś ten pierwszy rozdział, więc czawarty jest dla ciebie. Dziękuję Ci za to, że jesteś i mnie wspierasz i wgl. że czytasz te moje wypociny :D Zawsze po każdym rozdziale, który napiszę idę od razu z tobą o tym porozmawiać i razem śmiejemy się z tego lub wspominamy niektóre fragmenty...Jesteś ze mną od początku i mam nadzieję, że będziesz do końca <3 Myślę, ze rozdział Ci się spodoba.
PS.: Nadal czytam twojego bloga xd i czekam na kolejny rozzdiał :*
Jest zajebisty, dałabym linka, ale nie pamiętam, bo mam go zapisany w tele :C


Wstała z łóżka i podeszła do okna, które było otwarte. Wyszła na balkon i oparwszy się o framugę, zaczęła spoglądać w gwiazdy. Wspominała dzisiejszy wieczór. Jak miał na imię tajemniczy chłopak, który ją uratował? Pamiętała wszystko prócz kilku szczegółów. Podrapała się w szyję i poczuła dwie pulsujące, jeszcze świeże ranki z których spływała krew. Przeraziła się nie na żarty. O co chodzi? Dlaczego? Jak to możliwe? Chciała zadzwonić do Emily i wszystko jej opowiedzieć, porozmawiać z nią... Ale nie mogła tego zrobić, bo Emily już nie było, nie było jej na tym świecie. Już nigdy nie wróci... Nadia położyła się przerażona na łóżku i trzymając się za bolącą ranę zaczęła płakać wspominając swoją przyjaciółkę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nathan znajdował się właśnie w środku lasu. Szedł powoli wśród niekończących się drzew, których cienie odbite przez srebrny blask księżyca wyglądały jak mroczne cienie przeróżnych zjaw i mrocznych istot. Szedł tak już dobre dwie godziny, aż w końcu doszedł do obszernej polanki. Stanął na jej środku i patrząc w gwiazdy zaczął myśleć. Srebrny blask księżyca oblewał jego bladą, wampirzą twarz. W oddali iskrzył, wydawał się jedną z miliarda gwiazd migoczących na niebie. Oparwszy się o drzewo, chłopak usiadł na srebrnej trawie. Kosmyki jego długiej, czarnej grzywki zakrywały mu prawie w całości oczy. Uniósł głowę ku górze i zaczął myśleć. Zamknął oczy i... Ją zobaczył. Piękna blondynka, o błękitnych oczach i przecudnym uśmiechu. Dlaczego teraz nie mógł o niej zapomnieć?!  Dlaczego ją w ogóle uratował? Dlaczego? To przecież przeszłość, ich dawna miłość się skończyła, dlatego nie powinna wywierać wpływu na jego zachowanie. Nathan bardzo chciał ją znowu dotknąć, usłyszeć jej słodki głos, chociaż kolejny raz spojrzeć na nią. Nie rozumiał dlaczego tego chciał... Dlaczego o niej myślał.
-Przepraszam Cię... Nadia... - powiedział cicho, ale z uczuciem. Mimo to, że nie miał emocji, przy niej mógł chociaż przez chwilę być dawnym sobą. Wiedział, że powinien wyjechać, uciec. Nie chciał na nią patrzeć i przypominać sobie to wszystko co się wtedy wydarzyło, a jednak chciał zostać. Pragnął zostać i patrzeć na nią codziennie. Postanowił, że zostanie w Londynie. Zaryzykuje i przekona się jak będzie. Tylko jeszcze Jason. W sumie jak narazie jego starszy brat powinien być najmniejszym problemem. Największym problemem była...
-Nadia... - odrzekł przenikliwie i cicho, patrząc w gwiazdy. Wymówił jej imię delikatnym głosem, zupełnie innym tonem. - Mogę ci obiecać, że w tym roku szkolnym nie będziesz się nudziła... - powiedział sam do siebie, po czym uśmiechnął się i wstając pobiegł dalej, z ogromną, wampirzą prędkością. Po kilku minutach stał przed jej domem. W ciągu kilku sekund wdrapał się na górę i już stał na jej balkonie. Widział jej dosyć duży pokój. Centralnie ma przeciw balkonu było duże łóżko z jasnego drewna. Właśnie w tym łóżku, w białej pościeli leżała jego księżniczka. Leżała, ale nie spała. Płakała. Nathanowi przez chwilę zrobiło jej się żal, jednak zaraz się opanował. Zapukał w okno. Nadia gwałtownie się odwróciła. Ujrzała pięknego, mrocznego wampira o głębokim czarnym spojrzeniu. Uśmiechnął się do niej szyderczo odsłaniając swoje białe kły. Dziewczyna mechanicznie wstała z łóżka i podeszła do okna, otwierając je. Nie miała pojęcia dlaczego to zrobiła. Coś ją do tego popychało. Stanęła sztywno tuż przed Nathanem patrząc na niego zdziwionym, pełnym lęku spojrzeniem. Chłopak uśmiechnął się szerzej. Opuszkami palców przejechał po jej dwóch rankach widniejących na jej bladej szyi.
-Ciekawe, kto ci to zrobił? - powiedział powoli z lekką ironią w głosie, po czym zaczął się cicho śmiać. Jego śmiech był złowrogi, a jednocześnie zdaniem Nadii melodyjny.
-Czym ty jesteś? - spytała przerażona. Stała sztywno nie wiedząc co zrobić. Już wszystko pamiętała. Wszystko co wydarzyło się wczorajszego wieczoru.  (Chodzi o tą akcję na dachu xD) Skok z wieżowca, tajemniczy chłopak, który ją uratował, jego oczy, uczucia jakie ją przy nim ogarniały, ta złowrogość w jego oczach, ugryzienie, krew, i jeszcze... "pocałunek" O ile możnaby to było nazwać "pocałunkiem".
-Czym jestem? Raczej czym ty jesteś? Dlaczego moja hipnotyzacja na ciebie nie działa? Dlaczego twoja krew... Po prostu mnie tak kusi, że nie mogę się od ciebie oderwać? Kim ty do cholery jesteś? - Nathan podszedł do niej bliżej o krok patrząc na dwie ranki na jej szyi. Dziewczyna gwałtownie się odsunęła do tyłu, opierając się o ścianę. Serce jej podskoczyło.
-POMO...! - zaczęła, ale nie skończyła, gdyż rozwścieczony "demon" rzucił się na nią gwałtownie zakrywając jej usta. Obydwoje wylądowali na twardych panelach. On przylgnięty do niej całym ciałem, zakrywając jej usta swoją dłonią, a ona pod nim, przerażona. Ich twarze były teraz w takiej odległości od siebie, że ich nosy stykały się ze sobą, a płytkie oddechy mieszały się. Nathan głośno słyszał szybkie, nierówne bicie serca Nadii. Patrzył w jej przerażone, błękitne oczy. Odkrył, że jej biała, delikatna skóra jest bardzo gładka i ma przyjemny zapach. Jego serce także zaczęło szybciej bić, chociaż było to niezauważalne, gdyż serce wampira bije powoli i cicho. Ale Nathan to czuł. Nadia zrobiła się czerwona na twarzy.
-Jeśli tylko ośmielisz się pisnąć słówko, a przysięgam, że urządzę istną rzeź w twoim domu... -  chłopak pochylił się nadal na niej leżąc i przybliżył swą twarz do jej szyi. Dziewczyna odruchowo odepchnęła go, sykając przy tym boleśnie. Bała się, bardzo się go bała. Jej serce biło teraz tak szybko, traciła czucie w dłoniach. Przerażenie ją sparaliżowało. Odeszła od niego, po czym usiadła w kącie pokoju i zaczęła cicho szlochać, kuląc się.
-Hej... - zaczął Nathan delikatnym głosem, leciutko trącąc jej kolano. Drgnęła. - Wyluzuj... Już nic Ci nie zrobię, dopóki będziesz grzeczna. - Uśmiechnął się i usiadł na przeciw niej. - Mam też swoje dobre strony. Chyba... - ponownie przybliżył swoje piękne, jedwabiste wargi do jej szyi. Dziewczyna była spokojna jednak nadal się bała. Zamknęła oczy. A on dotknął dwóch ranek swoimi miękkimi, zimnym ustami. Delikatnie je ucałował. A ciałem Nadii wstrząsnęły przyjemne dreszcze. Chłopak odsunął się od niej kończąc całować jej szyję.
-Widzisz? Zniknęły.. - szepnął łagodnie. Jego słodki, delikatny niczym alsamit głos był pełen sympatii i troski. Nie był oschły ani gorzki. Był nie do poznania. Zupełnie inny. Jego spojrzenie także było zupełnie inne. Znów stał się tym dobrym. Zapewne na krótką chwilę, ale zawsze coś. To właśnie ona wywarła na niego taki wpływ. Teraz miała pewność, że mimo wszystko może mu zaufać... Zawsze...
-Nie zrobię ci krzywdy... - zaczął cicho. Patrzył jej głęboko w oczy. Spojrzenie też miał inne. Takie jakby... Pełne uczuć? Po białym policzku Nadii spłynęła łza. Łza delikatnego wzruszenia. Jego spojrzenie było teraz takie ciepłe. Czy to prawda, że...
-Nie mów mi, że się nabrałaś na tą szopkę... Jesteś taka naiwna! - znów przyjął złowrogi wyraz twarzy i zaczął mówić szorstkim głosem. Nadię zamurowało. Nie wiedziała co powiedzieć. Przestała panikować. Rozluźniła się. Zaczęła się śmiać. Nathan zaczął patrzeć na nią zdziwiony.
-Co cię tak śmieszy? - spytał znudzony patrząc na nią jak na kogoś bardzo niezrównoważonego psychicznie.
-Ty... I ta twoja "maska". Rzeczywiście grasz... I jak sam powiedziałeś odstawiasz szopkę. Na siłę próbujesz ukryć to co czujesz. Ukrywasz prawdziwego siebie za tą maską oschłości. Nie jesteś taki. Ciągle udajesz "tego złego"... -  Nathan patrzył na nią zdziwiony i w pewnym stopniu poruszony. Nie wiedział co powiedzieć. Aż w końcu się odezwał.
-Odważna jesteś. Jednak skąd możesz to wiedzieć? Co jeśli naprawdę jestem "tym złym"?  Nie pomyślałaś o tym? W każdej chwili mogę Cię zabić...
-Więc to zrób... Dlaczego do tej pory jeszcze tego nie zrobiłeś?!
-Bo mnie w pewnym stopniu zaintrygowałaś... - odpowiedział nonszalanckim tonem. - A ty?
-Co, ja?
-Dlaczego udajesz? Dlaczego zgrywasz taką twardą, mimo tego, że jesteś przerażona?  Czemu mimo wszystko próbujesz być obojętna na to co czujesz? - Spytał unosząc brwi, a Nadia szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia marszcząc brwi. Przejrzał ją na wylot. Miała wrażenie, że ten debil czytał z niej jak z otwartej księgi.
-No co? Zgasiłem Cię?  hmm..? Zastanów się lepiej z kim rozmawiasz. Wystarczy chwila, ułamek sekundy abym sprawił byś była martwa. Nie zależy mi na twoim istnieniu. Jesteś tylko zwykłym człowiekiem. Dla mnie jesteś tylko i wyłącznie pożywieniem...
-Ty...! - Nadia nie potrafiła odnaleźć prawidłowego określenia. To co powiedział zabolało, jednak bardziej ją to zdenerwowało. - Jesteś bardziej wkurzający niż reklamy na Polsacie...
-Ach tak? - spojrzał na nią spode łba. Podszedł do niej i stanął tuż na przeciw niej. Ona czym prędzej zesztywniała. - Od tej pory znasz moją tajemnicę i wiesz kim jestem. Lepiej dla ciebie jeśli nie przysporzysz mi niepotrzebnych kłopotów. Od dzisiaj jesteś moją...Księżniczką nocy. Gdyż tylko ty jako normalny śmiertelnik znasz mój mroczny sekret. Od tej pory będę cię nękać...- uśmiechnął się do niej szyderczo, po czym delikatnie pocałował ją w czoło. I wyskakując przez okno, w ciągu jednej sekundy zniknął w otchłani ciemnych czeluści nocnego mroku.
-Księżniczka nocy? hmm... Może on nie jest aż taki zły...



Obiecuję, ze następny rozdział będzie lepszy. xd Wakacje, a ja zamiast pisać jakoś tak nie moge sie do tego zebrać :O
A tutaj taklie zdjątko, które mi sie spodobało i skojarzyło z głównymi bohaterami :D