"Rosabelle "
~~
Na wstępie od razu muszę zaznaczyć...
ARIGATOU! za tak dużo wyświetleń! :D cieszę się, że ktoś to gunwo czyta *_*
~~
Szedł cichą uliczką w okolicy parku. Wokół drzewa, zieleń. Drzew było mnóstwo, gdzieniegdzie można było dostrzec kwitnące kwiaty. Była już wiosna, koniec marca. Słońce ładnie grzało i promieniami głaskało jego zamyśloną twarz. Z granatowymi słuchawkami na uszach, żyjący we własnym świecie posuwał się do przodu. Jego twarz poważna i zamyślona jak zawsze. Takie było jego usposobienie. Głęboki smutek, który można było zobaczyć niemal codziennie w jego zielonych, jasnych oczach. Wydawał się być zupełnie obojętny na wszystko, jakby nudziło go życie... Miał trochę dłuższe włosy, co tylko dodało mu uroku. Był jeszcze śliczniejszy. Na sobie miał bordową odpietą bluzę z kapturem na głowie. Jego twarz, mimo iż była śliczna, z takim dziecięcym urokiem nabrała przez te miesiące męskości. Teraz jego urodę można było porównywać z niesamowitą urodą Nathana... Szedł dosyć szybkim krokiem wpatrzony w swoje buty. Biało granatowe airmaxy. Wydawał się nie istniejący w tej chwili na świecie. Jak gdyby spacerował w innym wymiarze. I właśnie ta jego nieuwaga doprowadziła, że z kimś się zderzył. Owa równie zamyślona osoba jak on upadła do tyłu i stęknęła cicho, a on oczywiście także spadł prosto na nią. Chłopak natychmiastowo zdjął swoje słuchawki i patrzył trochę zdezorientowany. Ich twarze były zwrócone tak blisko siebie. Jej brązowo czarne włosy miały taki ładny zapach, pachniały jakby tymiankiem i aloesem. Kastielowi zaimponowały jej duże, zielone oczy osłonięte wachlarzem gęstych rzęs, skórę miała jasną, wąskie czerwone usta i gęste, lśniące brązowe włosy, o tym oszałamiąco pięknym zapachu. A jej jasna skóra była taka miękka i gładka. Dziewczyna pachniała słodkimi perfumami. A może taki był zapach jej delikatnej skóry... Jej twarz była taka spokojna i taka niewinna. Przyznał w myślach, że była nawet ładna. Nagle dziewczyna wpiła swe wściekłe spojrzenie w niego zaciskając usta w wąską linię. Poczuła się naprawdę skrępowana, wstyd jej było, że w takiej chwili zatracała się w zapachu nieznajomego. Pachniał wodą kolońską, jednak czuła także prawdziwy zapach jego skóry, był taki słodki, jakby dziewczęcy.
- Uważaj jak leziesz! - krzyknęła na niego rozwścieczona próbując pozbierać wysypane rzeczy z jej torebki. - Zeza masz czy co?!
- Huh? - patrzył na nią teraz zszokowany. Wydawała się taka niewinna, a... Widocznie pozory mylą. Za chwilę chłopak oprzytomniał. - Dziewczyno, to ty na mnie wpadłaś! Więc nie rób scen! - krzyknął równie wściekły jak ona. Obydwoje zaczęli mierzyć się wzrokiem. Obydwoje mieli takie same duże, zielone oczy.
- Jaki bezczelny! Nawet nie przeprosisz?! Wypadałoby również ze mnie zejść, bo to w końcu ty się rzuciłeś na mnie!
- A niby za co mam cię przepraszać kobieto?! Za to, że krzywo chodzisz?! Przez twoją niezdarność się przewróciłem! - odkrzyczał i natychmiast z niej zszedł wstając.
- Idiota... - burknęła spuszczając z niego wzrok. Podnosiła z ziemii telefon i portfel chowając je do torebki. Kastiel miał wzrok w tej chwili skupiony na jednym punkcie.
- Może byś mi tak pomógł?! Naprawdę wypadałoby... - powiedziała ironicznie spoglądając na niego z ukosa. - HEJ! Gdzie ty się gapisz zboczeńcu?! Jeszcze z tym pedofilskim uśmiechem! - zażenowana jak nigdy i rozwścieczona do bólu gwałtownie wstała z ziemii.
- Emm... Mówiłaś coś? - spytał wybudzony z transu. Dopiero po chwili dotarło do niego co się stało. Teraz spalił buraka na miejscu.
- Zboczeniec! Nawet nie chcę wiedzieć co ci chodziło po głowie. - krzyknęła wściekła nieznajoma.
- Słucham?! Że niby ja jestem zboczeńcem?! Dziewczyno zastanów się lepiej co mówisz!!! To ty usiadłaś rozkraczona w zasięgu mojego wzroku świecąc swoimi stringami, ja przypadkiem akurat w tym miejscu miałem skupiony wzrok, więc nie posądzaj mnie o niestworzone rzeczy!!! - był wściekły jak nigdy. Ta dziewczyna tak mu działała na nerwy. Gorzej niż Nathan. Choć myślał, że to niemożliwe...
- Ty...! Nie znam cię nawet, a niedobrze mi się robi od samego patrzenia na ciebie - zaczęła podnosząc rękę. Zadała mu cios w policzek patrząc na niego wściekła. Było to dosyć nietypowe zachowanie, bo nie uderzyła go dłonią z liścia tylko pięścią. Dotarło do niej co zrobiła, gdy ujrzała krew spływającą z jego nosa. Chłopak zacisnął dłonie w pięści i spojrzał na nią rozwścieczony. Miał ochotę zrobić jej tak samo, żeby oszpecić jej tą piękną, delikatną buzię, ale potem spojrzał w jej niewinne, przerażone oczy. Natychmiast się uspokoił gasząc swoje nieprzyzwoite pragnienie. Sam był zszokowany tym co chciał zrobić.
- Gadasz jak nawiedzona... - burknął pod nosem stękając z bólu. Dziewczyna cofnęła się krok w tył jak gdyby obawiając się czegoś. Wzięła głęboki oddech i podeszła do niego znowu. Zorientowała się, że był od niej wyższy, o głowę.
- A ty zachowujesz się jak ostatni gbur... - mruknęła spuszczając wzrok. - Ale, przepraszam... - zaczęła nieśmiało spoglądając na niego niewinnym wzrokiem. - Trochę przesadziłam. - wyjęła chusteczkę i zaczęła delikatnie przecierać mu krew z nosa. Chłopak stał przez chwilę trochę zszokowany patrząc jak dziewczyna delikatnymi, zgrabnymi ruchami przecierała mu krew. Miała takie delikatne dłonie. Chłopak nie był w stanie się ruszyć. Patrzył na jej duże, piękne zielone oczy. Były takie ładne i spokojne, jak oczy anioła, a miały taki intensywny kolor. Ukradkiem spojrzał na jej biust. Zauważyła to, bo odskoczyła od niego zawstydzona i zmieszana.
- Dobra, przyznam. Zachowuję się jak zboczeniec, ale oszczędź mi drugą połowę twarzy! - uśmiechnął się do niej ironicznie. Dziewczyna spojrzała na niego trochę zszokowana. Jego uśmiech był naprawdę uroczy, ale przecież nie... To pedofilski uśmiech! Pomyślała i pozbyła się swoich dziwnych myśli.
- Zastanowię się nad tym... - szepnęła z godnością. - Przepraszam za to, że tak bez zastanowienia cię uderzyłam... - Nie patrzyła na niego. Naprawdę było jej głupio.
- Co takiego?! Ty mnie przepraszasz? Muszę to zapisać w pamiętniku.
- Nie wyobrażaj sobie niczego baranie! Uważam, że przesadziłam i tyle...
- Spoko. Można powiedzieć, że należało mi się...
- Bo ci się należało i tyle! I nie myśl sobie, że mam po tym wyrzuty sumienia! Jesteś starym zboczeńcem i tyle! - wskazała na niego palcem znowu wściekła. On stał tylko jak słup soli.
- A ty... - zaczął cicho patrząc w jej zielone oczy. - Masz bardzo ładne oczy... - dokończył jeszcze ciszej.
- Co ty gadasz?! - zmieszana odskoczyła od niego. Była cała czerwona na twarzy, a może mu się wydawało? Dopiero gdy spuściła wzrok Kastiel się obudził. Dotarło do niego co powiedział i spalił buraka. Nie miał pojęcia dlaczego naszła go ochota, by jej coś takiego powiedzieć?! Dlaczego to zrobił?!
- Co to ma być za pedofilski tekst?! - zaczęła krzycząc. Ale to już nie była wściekłość. Chciała po prostu ukryć zawstydzenie. Sama nie wiedziała co powiedzieć. Czuła się przy nim jakoś inaczej. - Ja już idę, bo czuję, że nie wytrzymam już dłużej z tobą. - mówiąc ani na moment nie spojrzała chłopakowi w oczy jakby się czegoś obawiała. Odeszła, a on tylko odprowadził ją wzrokiem. Uśmiechnął się sam nie wiedząc nawet dlaczego. Nagle odwróciła się, gdy była jeszcze całkiem blisko.
- I wzajemnie... - szepnęła, po czym skręciła za zakrętem. Chwilę stał w szoku, ale potem chyba zorientował się o co jej chodziło. Chyba w ten sposób chciała przekazać mu, że ma ładne oczy... Zresztą nieważne. Ciekawe jak miała na imię... Zastanawiając się poszedł dalej i po chwili już o niej zapomniał.
~ (A teraz powracamy do Nathanka i Nadii *w*)
- Kochanie, co chcesz na obiadek? - spytał sięgając jakieś rzeczy z lodówki. Nadia wydała się nie istnieć na świecie. (wszyscy w tym rozdziale tak zamulają xD)
- Ciebie... - szepnęła patrząc rozmarzona na jego umięśniony, nagi tors.
- Tak? - szepnął słodko. - To będzie na deser... - zamruczał jej do ucha całując w czoło, będąc niespodziewanie tak blisko niej. Zaraz niestety przerwał pieszczoty i wrócił "do garów". - Więc, może... - zaczął, ale nie skończył, bo Nadia mu przerwała.
- Więc, może... Założysz swój uroczy fartuszek w serduszka z napisem "I love cooking"?
- Jeżeli chcesz... Osobiście myślałem, że będziesz wolała oglądać mnie gotującego w kuchni bez koszuli, ale... Każdy ma inny gust. - Nadia roześmiała się żałując, co powiedziała. Rzeczywiście... Teraz nie będzie mogła podziwiać jego nagiego torsu.
- Dobrze... Więc co my tutaj mamy? - Nathan posłusznie włożył fartuszek i zajął się książka z przepisami.
- Umiesz gotować? - zdziwiła się.
- Nie... - zgasił ją. - Wampiry nie potrzebują ludzkiego jedzenia, lecz mogą je normalnie jeść. Nie dodaje nam to żadnych składników odżywczych ani nie tyjemy.
- Fajnie macie... - westchnęła. - Ale nie rozumiem po co uparłeś się, że będziesz dla mnie gotował. Przecież mam dwie ręce, sama bym sobie coś przyrządziła.
- Nie, ja dzisiaj gotuję! Zaraz się nauczę, mam przecież to cudo. - wskazał na książkę kucharską.
- Okej... Zobaczymy czy sobie poradzisz.
- Ja miałbym sobie nie poradzić? Radzę sobie ze złoczyńcami, złymi wampirami, moim starszym, nawiedzonym bratem potrzebującym stałej opieki, a nie poradzę sobie z głupimi pomidorami i ogórkami powiadasz?! - zerknął na nią zszokowany.
- Gotowanie nie jest takie łatwe jak Ci się wydaje. - uśmiechnęła się. I kto tu potrzebuje stałej opieki... Pomyślała i uśmiechnęła się jeszcze szerzej spoglądając na niego.
- Eeee tam.... Gadanie. Widziałem kilka razy w telewizji takie gotowanie. Więc co byś chciała? Byłem w biedronce i kupiłem wszystkie składniki. (nie mogłam się powstrzymać :D)
- hmm... Pomyślmy. Zaufam szefowi kuchni.
- Tak więc Risotto z indykiem i ryż w sosie pomidorowo śmietanowym. Biorę się do roboty. - w tej chwili wyjął ogórka i błyskawicznie go pokroił. - Widzisz, ja wszystko umiem, ani razu się nie zaciąłem. - spojrzał na swoje rany, które po sekundzie się zregenerowały.
- Nie obierzesz go?
- A po co?
Ze schodów właśnie zszedł Jason. Za nim zbiegła Emily. Nathan wstawiał wodę w garnku, ale natychmiast przerwał czynność, by móc powkurzać brata.
- Wyżyliście się w nocy? - spytał wymowie patrząc na Emily. Starszy brat skarcił go wzrokiem.
- Wyspaliście, znaczy się? - uśmiechął się.
- Tak, wyspaliśmy się. A wy? - spytała Emily, wiedząc, że wampiry nie potrzebują snu.
- Mnie tam się dobrze spało... - westchnęła Nadia. - Nawet za dobrze...
- No jak zrobiłaś sobie ze mnie poduszkę to ja się dziewczyno nie dziwię! - zaśmiał się Nathan.
- Co ty tam kombinujesz? - podeszła do niego Emily zaciekawiona. Spróbowała kawałek ogórka w śmietanie.
- Co to jest? Smakuje jak gówno. (Skąd ona wie jak smakuje gówno O.o)
- Nie dla psa kiełbasa! - krzyknął wesoło. Proszę wyjść mi z kuchni, ja tu gotuję.
- Jak ty kroisz te ogórki? - skarcił go Jason uśmiechając się.
- Normalnie, a jak mam je niby kroić? - oburzył się.
- Żeby nie wyglądały jak jakieś krzywe kulfony... - wszyscy się roześmiali.
- Ty to masz bardzo bujną wyobraźnię, braciszku. A tak poza tym gdzie wy się wybieracie, gołąbki?
- A tak po prostu do miasta jedziemy. - odpowiedziała Emily. - Chcecie coś z miasta?
- No może... Zioła prowansalskie by się przydały. - powiedział Nathan pochłonięty krojeniem kolejnych warzyw.
- Dobra, lecimy. Do zobaczenia wieczorem!
- Nathan, może ci pomogę?
- Nie! Ja sam.
- No weź, nudzę się...
- No dobra. Jak chcesz mi pomóc, to dopraw ten sos jakoś. - podał jej szklaną miskę z sosem. Nadia była szczęśliwa patrząc na chłopaka pochłoniętego tą czynnością. Jego oczy przykryte czarną grzywką były takie pełne zapału, usta zaciśnięte w wąską linię, skupiony wyraz twarzy. Przypomniała jej się przeszłość. Kiedyś właśnie takimi samymi oczami na nią spoglądał. Starał się i przykładał do każdego zadania. Był taki niesamowity... Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Nathan nawet się nie przejął.
- Pójdę otworzyć! - podeszła do drzwi myśląc, że to Jason z Emily, którzy zapomnieli czegoś i się wrócili. Otworzyła je i to kogo tam zobaczyła sprawiło, że prawie by zeszła na zawał w tak młodym wieku. Otworzyła szeroko oczy i poczuła.. Właściwie trudno opisać co wtedy czuła.
- Ka - Ka - Ka - Kastiel?! - z wrażenia ją zamurowało, miska z sosem wyślizgnęła jej się z dłoni.
- Nie kurdę, moja babcia... - Nathan w ostatniej chwili zdążył zapobiec wypadkowi. Od razu wyczuł Kastiela. Podbiegł, bo usłyszał jak miska się zsuwała. Zaraz tego pożałował, bo przecież Kastiel mógł zobaczyć jak szybko przebiegł, bo przed chwilą go tu nie było. Najwyraźniej chłopak nic nie zauważył.
- Po co tu przyszedłeś? - spytał spokojnym głosem patrząc jednak w jego oczy z niewyobrażalną złością i złowrogością. W każdej chwili był gotowy do ataku. Nadia nie wiedziała jak się zachować. Brakowało jej go, tęskniła za nim. Tak długo go nie widziała. Normalnie rzuciłaby mu się w ramiona, ale odkąd odzyskała wszystkie wspomnienia, wspomnienia z nim... Nie wiedziała co ma zrobić. Nie chciała, by przeszłość stała się teraźniejszością. Sama była zdziwiona tym czego się obawia. Przecież to niemożliwe, żeby...
~
Nareszcie dodałam. Przepraszam za zwłokę :( Krótkoooo... :( Podzieliłam na dwie części, ponieważ, gdyż...Nudziło mi się :) Rozdział moze być taaaaki, no pokićkany xd, gdyż moja głowa zaczęła inaczej myśleć po tym jak obaerwałam w łeb Pismem Świętym O.o
Cóż...
Kolejną część wstawię prawdopodobnie w tym tygodniu, a teraz mykam <3 Papa :*
A i jeszcze mam dla was "Zajebisty - inaczej" rysunek, który sama narysowałam. Nie ma jakichś tam talentów, ale wstawiam żeby pokazać jak mniej więcej wyobraziłam sobie początkową scenkę :D
Co do dziewczyny z wcześniej powiem tylko, że będziecie się z nią użerać przez kilka najbliższych rozdziałów. Może wam się spodoba, albo i nie :) Teraz żyjcie w niepwności xd Nie no...Pamiętacie w poprzednim rozdziale może bulwers Nathanka na usłyszenie imienia "Rosalie"?