sobota, 7 czerwca 2014

Prolog

PROLOG 

-Kocham Cię... - odrzekł przenikliwie patrząc jej w oczy. W jego oczach można było dostrzec radość i miłość. Był szczęśliwy. Szczęśliwy jak nigdy dotąd. Jego gorące serce wypełnione radością biło już tylko dla niej. Trzymał ją mocno za ramiona i patrzył jej głęboko w oczy. Za każdym razem patrzył na nią jak gdyby widział ją poraz pierwszy. A jego oczy zawsze wpatrzone były w jej błękitne tęczówki. Ona stała ze swobodnie opuszczonymi dłońmi i spoglądała na niego szeroko otwartymi oczami. A oczy miała piękne. Niczym małe niemowlę. Spojrzenie miała dziecka. Jej oczy krystalicznie niebieskie niczym małe ogniki wyglądem przypominały dwa brylanty. I właśnie te oczy teraz uroniły łzę, która spłynęła po jej bladym kaszmirowym policzku. On uniósł swą dłoń i delikatnie opuszkami palców przejechał po jej gładkim, dziecięcym policzku, ocierając jej łzę. Ona milczała i nic nie mówiła. Nie była w stanie czegokolwiek powiedzieć. Jej różowiutkie wargi nawet nie drgnęły. On przytulił ją mocno, a ona nadal stała w bezruchu. Ale drgnęła. Ten czuły gest był tak niespodziewany. A jednak gdy ją objął, zalała ją fala przyjemnych uczuć. W jego objęciach czuła się bezpiecznie jak przy nikim innym. Jednak w dalszym ciągu nie była w stanie się ruszyć. On objął ją mocniej, a ona... Z jej ślicznych, dziecięcych oczu ponownie wypłynęła łza.
-Kocham Cię... - szepnął poraz kolejny drżącym, aksamitnym szeptem.-kocham Cię, kocham Cię! 
-Przecież nawet mnie nie znasz. Nic o mnie nie wiesz... - wreszcie odezwała się swoim cieniutkim, dziecięcym szeptem. Uroniła kolejną łzę. 
Ona...W jego oczach była taka delikatna, taka krucha. Sprawiała wrażenie małej dziewczynki, bezsilnej, niewinnej. W jego oczach zawsze taka pozostanie. Czuł, że chciałby ją ochronić, że chciałby być jej ochroniarzem, opiekunem, wybawcą. 
On... Był silny, ale bardzo wrażliwy. Dobry i szlachetny. Jak żaden inny człowiek... 
-Wiem o tobie wszystko... - objął ją mocniej, jednak nie tak mocno jak chciał. Jak gdyby obawiał się, że pod silniejszym uściskiem jego kochany aniołek obróci się w proch i zniknie.-zawsze Cię obserwowałem. Byłem przy tobie wtedy kiedy ty nie zdawałaś sobie z tego sprawy... Wiem o tobie wszystko. Wszystko... Wiem jaka jesteś, co najbardziej lubisz, jak spędzasz wolny czas...-teraz i on się wzruszył i uronił łzę. Ani na moment nie przestał jej obejmować. A ona stała i nawet nie drgnęła. Stała nieruchomo niczym mała, porcelanowa lalka. 
-Dlaczego? - spytała swoim cieniutkim głosikiem. 
-Cały czas cię obserwowałem. Nawet o tym nie wiedziałaś. Zaintrygowałaś mnie. Byłaś inna niż wszystkie dziewczyny. Poprostu bardzo chciałem cie poznać... - Zamknął oczy i wtulił się w jej ramię. Ona podniosła swoje delikatne dłonie i leciutko go przytuliła... 
-Ja... - zaczęła cichutko.-od zawsze Cię podziwiałam... Bardzo chciałam cie poznać. Jesteś niesamowity...-On drgnął. Zaśmiał się... Był taki szczęśliwy. 
-Naprawdę tak uważasz? - spytał patrząc na nią oczyma wypełnionymi radością i szczęściem. Czuł, że nigdy nie był tak bardzo szczęśliwy jak teraz. Wiedział, że ten mały aniołek jest dla niego kimś bardzo ważnym. Jednak nie rozumiał dlaczego. Pragnął być przy niej i móc ją zawsze chronić. Chciał być jej opiekunem, jej aniołem stróżem. Dla tej kruchej, delikatnej dziewczyny mógłby skoczyć w ogień. Czuł, że mógłby oddać za nią życie. Był gotów za nią umrzeć. Zawdzięczał jej tak dużo. To dzięki niej nie oszalał. Wtedy... To właśnie ona go "uratowała".  To właśnie dzięki niej przetrwał. Dla niego ona będzie zawsze wyjątkowa. Zakochał się w niej. On wiedział o niej wszystko, ona o nim niewiele... 
-Tak. Naprawdę tak uważam... - powiedziała wreszcie. I wzruszyła się. Czuła się jak gdyby śniła. Miała wrażenie, że za moment otworzy oczy, a jej książę zniknie i już go nigdy nie zobaczy. W jej oczach on był księciem. Silnym, wytrwałym, niesamowitym. Zawsze taki był. Mimo tego, że niewiele o nim wiedziała, zawsze czuła się przy nim bezpiecznie. A w jego objęciach czuła się idealnie. Zupełnie jakby jego silne ramiona były specjalnie stworzone do tego, by ją trzymać w ramionach. Ona od zawsze go podziwiała. Nie miała pojęcia, że on także ją podziwiał... 
On... Silny, porywaczy, często robił coś pod wpływem emocji, a jednak bardzo sympatyczny. Osoba podziwiania wśród wielu ludzi. Popularny w szkole. Przystojny, inteligentny i wrażliwy. Taki właśnie był On... 
A ona... Mimo to, że również miała 15 lat była jak mała dziewczynka. Zawsze potrzebująca opieki. Sprawiała wrażenie dziecka. Wydawała się być krucha i delikatna. Mała i niewinna. Była cicha i nieśmiała. Jak gdyby zamknięta w sobie. Inna niż wszystkie dziewczyny... Taka właśnie była Ona... 
Obydwoje byli przeciwieństwami. Różnili się pod wieloma względami. Jednak ich miłość była inna... Zupełnie inna niż wszystkie. Była taka niepozorna. On poprostu ją kochał, chciał być przy niej i ją chronić. Nie oczekiwał niczego wzamian. Znał ją bardzo dobrze, zawsze ja obserwował. Jednak ona słabo znała jego... A także nie wiadomo dlaczego, dażyła go uczuciem... Tak to się właśnie zaczęło. Dwa serca, które spotkały siebie na swojej drodze. Gdy byli razem czuli się pewnie, gdy byli osobno czuli pustkę i niepewność. Czy byli sobie przeznaczeni? Dlaczego los postanowił połączyć tak różnych ludzi? Jednak to była prawdziwa miłość. Prawdziwe uczucie, które wypełniało ich młode serca nadając ich życiu różnych barw. Ich miłości nie są w stanie opisać słowa... 
To było dawno... Teraz ta dziewczyna jest zupełnie inna. Mieszka w innym miejscu. Czuje się pusta, jak gdyby straciła cześć siebie. Nawet nie wie dlaczego. Nic nie pamięta. Nie pamięta go. Nie ma pojęcia o istnieniu kogoś kto był jej przeznaczeniem... Ciągle tęskni. Nie wiedząc nawet za kim. Ciągle czuje pustkę, nie wiedząc nawet po kim. Czuje się jakby straciła kogoś bardzo ważnego, ale nawet nie na pojęcia kogo...
A on... Także jest inny. Jego wrażliwość i szlachetność zniknęła. Nie jest taki jak kiedyś. Błąka się po różnych miejscowościach. Ciągle ucieka. Ucieka nie zdając sobie z tego sprawy, że to robi. Nawet za nią nie tęskni... Nie ma już uczuć, nie jest w stanie kochać, nie potrafi czuć. Wyłączył w sobie emocje. Ale ją pamięta. Nigdy jej nie zapomni. Mimo tego, że nie ma emocji. W głębi jego twardego serca tli się  nadzieja. W głębi jego skamieniałego serca być może jest gdzieś schowany dawny on. Być może kiedyś obudzi w sobie dobro i emocje... Być może w przyszłości zrozumie jak bardzo ją kocha i jak bardzo mu jej brakuje. Jest oschły, nieczuły, okrutny... Zupełnie inny. Po jego dobroci nie zostało nawet śladu. Jego wrażliwe i czułe serce poprostu znikło. Na jego miejscu pojawiła się skała. Twarda skała okuta zimnym lodem... Dlaczego taki się stał? Dlaczego "zabił" samego siebie? Otóż to wszystko przez tą okropną stratę. Cierpiał, płakał. Ciął się. Był nieszczęśliwy. Tęsknił za nią. Nie był w stanie żyć bez niej. Zbyt bardzo ją kochał. Zbyt bardzo się w niej zakochał. Zbyt bardzo czuł brak po jej stracie. Gdy tylko o niej pomyślał czuł jak gdyby ktoś rozrywał mu serce. Wkrótce jego serce poprostu zamarzło i skamieniało... 
Oboje są daleko od siebie... Czy już nigdy się nie spotkają? Czy ta wyjątkowa miłość musiała się tak zakończyć? Czy nie mogło być inaczej? Widocznie los tak chciał... Ale obydwoje są teraz wytrwali i są w stanie sprzeciwić się przeznaczeniu...

5 komentarzy: