Rozdział 2 "Twoje drugie, mroczne ja..."
-Nadia, dobrze się czujesz? - spytała zatroskana przyjaciółka. Emily była śliczną brunetką o brązowych oczach i opalonej skórze w kolorze mlecznej czekolady. Była miła, życzliwa i pomocna. Najlepsza przyjaciółka Nadii. Zawsze ją wspierała i martwiła się o nią. Teraz dziewczyny razem wracały ze szkoły. Mijały właśnie Tower Bridge. Nadia była inna niż zwykle. Oszołomiona i zdezorientowana.
-Nadia? - spytała ponownie przyjaciółka.
-hmm...?
-Pytam czy wszystko w porządku?
-Aaa... Tak. A czemu pytasz?
-Odkąd zobaczyłaś tamtego chłopaka dziwnie się zachowujesz. Znasz go w ogóle?
-Ja...- zaczęła Nadia i nie wiedziała co dalej odpowiedzieć. Była pewna, że nigdy go nie spotkała, ale gdy go zobaczyła, serce zaczęło bić jej szybciej i miała takie uczucie jakby już kiedyś się spotkali.
-Niezła dupa z niego! O stokroć lepszy niż Taylor Laurent i Pattinson razem wzięci! OMG poprostu!
-Tssaaa... Skoro taka "dupa" z niego, to się za niego bierz! - Nadia szturchnęła przyjaciółkę w ramię i roześmiała się.
-Nie no co ty! Ty się za niego weź! - krzyknęła Emily roześmiana. I obie wubuchnęły głośnym śmiechem.
-Hej, a może on już ma dziewczynę i z tego całego naszego "brania" będą nici?
-Być może...-rzekła Nadia. Dziewczyna nie potrafiła racjonalnie myśleć po dzisiejszym dniu. Ten chłopak. Wydawało jej się, że już kiedyś go spotkała. Ale gdzie? Kiedy? Dlaczego Nadia odnosiła takie wrażenie jak gdyby go znała? To jego czarne, chłodne, mroczne a przede wszystkim intrygujące spojrzenie w tamtym momencie wywiercało dziury w jej oczach i pozostawiło trwały ślad w jej pamięci. Taki mrok ją pociągnął... Ciemność i zło... Właśnie to ją intrygowało. Nadia dobrze o tym wiedziała, ale nie chciała się do tego przyznać. Nawet sama przed sobą. Nie mogła zapomnieć o tym spojrzeniu... Nigdy nie będzie potrafiła zapomnieć o tych czarnych, głębokich niczym głębia czarnego oceanu oczach, w których błyszczało złowrogość i mrok. Jej zdaniem to spojrzenie było bardziej piękne niż przerażające... A te jego usta... Zaraz! Dlaczego ona myśli o nim w taki sposób?! Dziewczyna spłonęła rumieńcem i zawstydziła się.
-Nadia! Dziś po prostu jesteś nieobecna na tym świecie. - Emily roześmiała się. Zawsze tak robiła. Zawsze się śmiała i była uśmiechnięta. Nawet gdy było jej źle, była uśmiechnięta i optymistycznie podchodziła do życia. Emily... Była jedyną przyjaciółką Nadii. Jedyną osobą, która ją wspierała i była przy niej. Tak wiele znaczyła dla Nadii jej obecność...
-Przepraszam Cię... - szepnęła Nadia z przepraszającym uśmiechem.
-Nie ma sprawy. Ja już pójdę. Jutro się zobaczymy. Albo wejdź na fejsa. Pa! - powiedziała brunetka, po czym uścisnęła przyjaciółkę i odeszła.
A Nadia już dochodziła do domu. "Co ja bym bez niej zrobiła?" westchnęła kierując się ku bramy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Drogi pamiętniku!
Dziś poraz pierwszy od tak długiego czasu pojawiłam się w szkole. Myślałam, że będzie to zwyczajny, nudny szkolny dzień. Nawet nie jestem w stanie opisać tego jak bardzo się myliłam... Spotkałam mroczne widmo... Chłopak wydawał się dziwny, ale był nieziemsko przystojny. A jego mroczne oczy, kojarzyły mi się ze spojrzeniem diabła. Gdy tak na mnie spojrzał nie wiedziałam co mam zrobić. Po prostu stałam sparaliżowana na tym korytarzu i nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Czuję jak gdybym już go kiedyś gdzieś spotkała, ale również dała bym sobie rękę uciąć, że go nigdy wcześniej nie widziałam... Zupełnie nie mam pojęcia dlaczego tak jest. Dlaczego odnoszę wrażenie, że go znam... Nieważne... Zresztą znowu mam jakieś urojenia... Ciekawe jak on ma ma imię... Mam nadzieję, że jutro także go spotkam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nathan był głodny. Bardzo głodny... Odczuwał głód i pragnienie tak silnie jak nigdy dotąd. Czuł, że nie jest w stanie nad tym zapanować. To było poza jego kontrolą. Stał samotnie w lesie. Miał zgięte kolana, obnażoną szczękę, oddychał szybko i ciężko. Oczy miał czarne niczym węgiel. A jego spojrzenie było złowrogie i przerażające. Czuł się słaby. Potrzebował "tego"... Pragnął "tego"... Wiedział, że bez "tego" nie przeżyje. Czuł jak obraz zamazuje mu się przed oczami. Czuł okropny ogień w gardle, jak gdyby rozpalały je gorące płomienie ognia. Ból był tak silny niczym ostrza wbijane wprost w jego gardło. Potrzebował jednego czynnika bez którego nie przeżyje i nie zazna ulgi. Czuł jak moc i siła go opuszczają. Teraz ból i pragnienie tak wzrosły, że czuł jak gdyby żyły mu się paliły. Cierpiał. Tak jak każdy inny przedstawiciel jego gatunku... Skazany na wieczne potępienie. Istota nazywana przez niektórych "Czarnym aniołem". Nikt nie miał pojęcia o ich istnieniu. Nikt nie wiedział, że te potworne istoty, wywodzące się z pradawnych legend, filmów i książek istniały na prawdę... A były to drapieżniki bardzo niebezpieczne. Zupełnie inne niż te opisane w tych wszystkich książkach. Ale istniały na prawdę... Wampiry... Tak je nazywano. "Dzieci nocy". Ale Nathan był zupełnie innym wampirem... Właśnie teraz ten wampir potrzebował życia. Potrzebował siły. Potrzebował życiodajnego płynu, który by mu to wszystko dał... Potrzebował krwi... Ludzkiej krwi... Teraz już miał pewność, że musi zapolować. Była ciemna noc. Co chwilę wiatr wiał złowrogo. Było cicho i mrocznie. Nathan szedł powoli w stronę ciemnego zaułka. Tam napewno spotka jakąś ofiarę. Wystarczy chwila cierpliwości. Usłyszał szelest zbliżających się kroków i poczuł piękny zapach krwi. Młoda dziewczyna. Była oddalona o jakieś 15-20 metrów, ale Nathan ją wyczuł. Poczuł również, że ma piękny zapach, a jej krew da mu siłę. Był pewien, że rodzaj krwi którą posiadała ta dziewczyna należy do jego ulubionych. Takie właśnie lubił najbardziej. Zagubione, młode dziewczyny. Zawsze żywił się krwią ślicznych dziewczyn. Ofiara zbliżała się. Nathan czyhał na nią za rogiem. Dziewczyna była już coraz bliżej. Nathan czuł podniecenie, a także wyczuł to, że dziewczyna czuje się nieswojo. Słyszał jej przyspieszony puls. Słyszał jak krew głośno płynie w jej żyłach. Słyszał jej cichy oddech pełen niepokoju. Przygotował się do skoku. Wyglądał jak prawdziwy drapieżnik. Groźny i niebezpieczny, z obnażonymi, długimi kłami. Wyskoczył z ogromną prędkością gotowy do rozszarpania gardła swojej ofierze. Schwycił ją za ramiona sprytnie uniemożliwiając jej wydostanie się. I wreszcie zatopił swoje długie kły w jej bladej szyi. Gorąca krew wypłynęła wreszcie spływając po ciele ofiary i wpłynęła do gardła Nathana, który poczuł euforię i ekstazę. Dziewczyna krzyczała i wyrwała się próbując się wydostać, ale wkrótce opuściły ją siły i przestała. Ale Nathan nie chciał przestać. Jego czarne tęczówki zaczęły się bawić na czerwono, aż w końcu zaczęły świecić niczym dwie rażące latarki. Trzymał odrętwiałą dziewczynę w ramionach. Pijąc jej krew słyszał jej myśli, czuł jej emocje i czuł jej życie.
Czuł wielką determinację i chęć pomocy innym. Czuł wielki optymizm i oddanie przyjaciołom. Potem czuł jej strach i przerażenie. Słyszał jak krzyczała w myślach. Wołała o pomoc. Błagała, by przestał. Naokrągło słyszał w jej myślach imię: Nadia. Gwałtownie przestał, ale było już za późno. Dziewczyna już nie żyła. Jej bezwładne ciało leżało na ziemii. Ciemne włosy opadły jej na przerażoną twarz. Gardło miała rozszarpane. Nathan był pewien, że wyssał z niej całą krew nie pozostawiając ani kropli. Czuł się pożywiony, silny i pełen energii. Z kącików jego ust nadal wypływała gorąca krew, a spojrzenie nadal miał oszalałe i przerażające. Nie czuł wyrzutów sumienia. Poprostu odszedł nie obdarzając ofiary żadnym spojrzeniem. Pamiętał, że dziewczyna miała na imię Emily...
Nadia... Dobrze wiedział, że nigdy nie zapomni tego imienia, jednak wiedział, że powinien udowodnić sobie, że mu na niej nie zależy. Był tego pewien, a jednak chciał udowodnić to samemu sobie...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Emily! Odbierz... - jęczała Nadia pełna obaw. Była zdenerwowana, ponieważ jej przyjaciółka od kilku dni nie odbierała telefonu, a od ich ostatniego spotkania nawet nie pojawiła się na Facebooku. Nadia wstała zniecierpliwiona z łóżka i zbiegła ze schodów po czym wyszła z domu. Szła cichą uliczką, wokół niej drzewa, park, kwiaty. Szła powoli. Miała ma sobie białe koturny, łososiową tunikę w białe paski, białą skórzaną kurtkę i białe rurki. Nie wiedząc dlaczego czuła pewien niepokój. Miała wrażenie że ktoś ją obserwuję albo śledzi. Gwałtownie się odwróciła. Nikogo nie było. Poszła dalej. Miała zamiar odwiedzić Emily, która nie odzywała się już cały tydzień. Nie miała pojęcia co przez ten czas działo się z jej przyjaciółką. Być może zachorowała, albo miała jakieś problemy rodzinne. Poza tym przez ten cały tydzień Nie widziała tego chłopaka. "Mroczne widmo" przestało pojawiać się w szkole. Nadia była tym trochę rozczarowana, chociaż sama nie miała pojęcia dlaczego. Przecież nawet go nie zna, nie ma o nim żadnego pojęcia. A jednak tajemniczy chłopak, o pięknym, czarnym, głębokim spojrzeniu bardzo ją zaintrygował. Ale dlaczego? Dlaczego gdy spojrzał jej w oczy nagle przeszły ją dreszcze, a jej serce drgnęło i zaczęło bić szybciej? Zupełnie tak jak gdyby znalazło to czego potrzebowało, to czego szukało przez cały czas...
Dziewczyna przerwała rozmyślania i zapukała do drzwi przyjaciółki. Nikt nie otwierał. Były zgaszone światła, w domu było cicho. Dziewczyna zapukała raz jeszcze i czekała. Wreszcie drzwi otworzyła mama Emily. Zapłakana, z drżącymi rękoma, o spojrzeniu pełnym bólu i żalu. Nadia stanęła jak wryta.
-Ciociu? Co się stało? -spytała zatroskana i zaniepokojona. - kobieta drżącymi dłońmi ścisnęła ramiona Nadii.
-Emily... Ona... Emily... Nie żyje... Nie żyje...! - powiedziała bezemocyjnym głosem i zaczęła płakać. - moje dziecko nie żyje... Emily...
-Słucham?! - spytała Nadia drżącym głosem. W tej chwili poczuła jakby ktoś wbił w jej serce nóż. Straciła czucie w dłoniach, zrobiło jej się chłodno w sercu. Jej dłonie drżały. Poczuła przeszywający ból w klatce piersiowej. Nie wiedziała co powiedzieć. Łzy spłynęły jej po policzkach, pozostawiając ból w jej sercu. Dlaczego? Dlaczego Emily?! Jej jedyna przyjaciółka. Jedyna osoba, która ją wspierała.
-To niemożliwe... - powiedziała drżącym, piskliwym głosem. - Nie! To nie możliwe! To nie może być prawdą! Emily?! Gdzie jesteś?! - zaczęła ją nawoływać. Chociaż to nie miało żadnego sensu. Emily tu nie było... Zniknęła... Już nigdy nie powróci... Została zamordowana przez krwiożerczą bestię. Ale Nadia o niczym nie miała pojęcia. Nie mogła w to uwierzyć.
-Nadia... - zaczęła ciocia Natalie miękkim tonem powstrzymując łzy.
-Nie!!! Ciociu... To nie prawda! To nie prawda! - krzyknęła dziewczyna po czym wybuchnęła płaczem...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Było ciemno. Dochodziła 24:00. Miasto było żywe. Wszędzie światła, samochody, autostrada. Wokół restauracje, puby, sklepy. Nadia szła powoli, kołysząc się. Patrzyła przed siebie bezemocyjnym spojrzeniem. Wracała z jakiegoś pubu. Miała za sobą kilka, kilkanaście drinków. Popełniła głupotę upijając się, ale myślała, że alkohol pomoże jej zapomnieć o nieszczęściu. Jej życie nie miało żadnego sensu, czuła to, że straciło sens. Że nie ma już po co żyć. Płakała codziennie. Tęskniła. Nie wiedząc za kim. Czuła pustkę i stratę nie wiedząc po kim. Nic nie wiedziała o swojej przeszłości i zdawała sobie sprawę, że nigdy się nie dowie. Przez długi czas była samotna, odizolowana, bała się ludzi, unikała ich, ponieważ nikt nie był w stanie jej zrozumieć. Jednak potem poznała Emily. Zawsze była uśmiechnięta, tylko ona była w stanie ją zrozumieć. Tylko z nią mogła porozmawiać. Tylko dzięki niej na ponurej twarzy Nadii mógł zagościć uśmiech. Emily rozumiała ją jak nikt inny. Dzięki niej Nadia jeszcze nie oszalała. Właśnie teraz uświadomiła sobie jak bardzo ta dziewczyna była dla niej ważna i jak bardzo będzie jej brakować Emily. Jej ciepłego uśmiechu, delikatnego głosu pełnego sympatii, jej cudownych brązowych oczu pełnych miłości, jej ciepłych słów, które dodawały jej siłę. Przez chwilę straciła równowagę, mało co wpadłaby pod pędzący samochód. Nawet się nie przestraszyła. Roześmiała się sztucznie. Już dochodziła do celu. Była prawie na miejscu. Kołysząc się na prawo i lewo, czując jak wzrok jej zanika, a głowa pęka z bólu doszła do celu jakim był wysoki wieżowiec. Często tu przychodziła, jechała windą na sam dach. Uwielbiała tam przesiadywać. To było jej własne miejsce. Znała tajne jedyne wejście na samą górę, dzięki czemu mogła się tam dostać. Do tej pory była pewna, że tylko ona je zna. Nadia nie przyszła tu teraz na rozmyślania. Przyszła w zupełnie innym celu. Była już na samej górze. Spojrzała w gwiazdy. Łzy spłynęły jej po policzkach. Upadła na kolana zaciskając pięści.
-EMILY.!!! - wydarła się na całe gardło, po czym do jej uszu doszło echo jej głosu. Łzy co chwilę spływały jej po policzkach. Nie potrafiła się opanować, emocje wzięły nad nią górę. W dodatku była pod wpływem alkoholu, nie myślała racjonalnie. Zdawała sobie sprawę z tego, że Emily odeszła i już nigdy nie wróci. Wiedziała, że bez niej sobie nie poradzi, oszaleje. Miała świadomość tego, że już nigdy jej nie zobaczy, ale nie mogła się z tym pogodzić, po prostu nie potrafiła żyć z myślą, że już jej przy niej nie będzie. Nadia wstała powoli i stanęła na środku dachu wieżowca. Zrobiła kilka kroków w przód cały czas patrząc przed siebie bezemocyjnym spojrzeniem. Dach nie miał żadnych zabezpieczeń. Widocznie ktoś nie przewidział tego, że jakiś samobójca znajdzie wejście na samą górę. Nadia szła dalej, powolnym, równym krokiem. Nie mogła przestać myśleć o Emily, o swoim wypadku i kompletnej nieświadomości o swojej przeszłości. Chciała to skończyć, pragnęła skończyć to bezsensowne życie. No bo po co ma żyć? Dla kogo? Jaki jej życie ma sens? Teraz już żadnego... Przynajmniej ona tak uważała. Nadia doszła do krańca dachu, spojrzała w górę i kolejna łza spłynęła jej po policzku. Spojrzała w dół, nawet się nie przestraszyła, uśmiechnęła się sztucznie. A pod nią znajdowało się miasto. Tyle świateł i samochodów, które z tej odległości wyglądały jak małe owady, prostokątne budynki, niektóre wyższe, niektóre niższe. Całe miasto pod nią. A ona chciała skoczyć, zakończyć swoje życie. W pierwszej chwili się zawahała, jednak potem stanęła całkowicie na krańcu, wzięła głęboki oddech, unosząc ręce do góry pozwoliła, by kolejne łzy spłynęły po jej twarzy. Poraz kolejny spojrzała w dół. Wszystkie światła stały się zamazane. Ostatni raz wzięła, głęboki oddech, stanęła całkowicie na krańcu, napięła mięśnie...
-Nie rób tego... - usłyszała gładki, aksamitny głos tuż za jej uszami. Stanęła nieruchomo. Ten głos ją sparaliżował. Nie była w stanie wykonać żadnego ruchu. Znała ten głos, znała go bardzo dobrze, nie wiedziała skąd, ale była tego pewna. Chciała się odwrócić, ale nie mogła... Coś ją zablokowało. Jednak ten głos był ukojeniem dla jej uszu, chciała usłyszeć go raz jeszcze. Potem poczuła jak ten "ktoś" stoi tuż za nią, jego ręce opletły się wokół jej talii, uniemożliwiając jej skok. Poczuła jego chłodny oddech na własnym karku. Odwróciła się i on stał tuż przed nią. Tamten tajemniczy chłopak o mrocznym, czarnym spojrzeniu. Spojrzała mu w oczy, była zdziwiona, jego oczy były wpatrzone w jej błękitne tęczówki. Stali w ciszy, nieruchomo. On obejmował ją mocno w talii uniemożliwiając jej skok. Nathan sam nie rozumiał dlaczego to robi, dlaczego ją powstrzymuje...
-Dlaczego? - spytała zdziwiona?
-Co, dlaczego? - spytał poważnie nadal patrząc zdziwiony w jej rozszerzone źrenice.
-Dlaczego mnie powstrzymujesz?! - spytała będąc już ma skraju swoich emocji, szarpiąc się z nim. Nie miała na nic siły, kręciło jej się w głowie i nie czuła się dobrze. Nie bez Emily...
-Sam nie wiem... - rzekł poważnym tonem, schwyciwszy jej ramię i ścisnąwszy je w żelaznym uścisku.
-Puszczaj mnie zasrany pedofilu! - krzyknęła zniecierpliwiona szarpiąc się z nim. -Nic nie rozumiesz.
-A co mam rozumieć? - spytał po czym przybliżył się do niej. Spojrzał jej ponownie w oczy. Przypomniał mu się jego aniołek, jego błękitne, śliczne oczy, złotawe, jasne włosy i śliczny uśmiech. Przypomniało mu się jak niegdyś trzymał ją w delikatnym uścisku obawiając się, że jego kruchy aniołek mógłby się rozpaść. Przypomniało mu się jak do niego mówiła, jaki miała słodki śmiech. Ona nawet tego nie pamięta...
-Ja już nie chcę żyć... - odrzekła smutno.
-Dlaczego chcesz się zabić? - spytał poważnie. Ona odwróciła wzrok. Nawet go nie znała, ale była trochę pijana więc nie była sobą.
-Moja przyjaciółka... Moja jedyna bliska mi osoba zginęła. Kilka lat temu miałam wypadek, po którym zapadłam w śpiączkę i nic nie pamiętałam. Ona pomogła mi się pozbierać, wspierała mnie. Gdyby nie ona, nie wiem co by się ze mną stało. Nawet nie wyobrażasz sobie jak wiele ona dla mnie znaczyła.
-Jak to zginęła? - spytał lekko zdziwiony.
-Została zamordowana, tak myślę. Niedawno ktoś ją zabił. Ta osoba zniszczyła mi życie! Nienawidzę jej całym sercem! - krzyknęła i rozpłakała się. Nathan stał z szeroko otwartymi oczami, nie wiedział co powiedzieć.
-Jak ona miała na imię? - spytał bezemocyjnym tonem.
-Emily... - odrzekła dziewczyna smutnym głosem, a Nathan doznał szoku. Nie wiedział dlaczego, ale miał wyrzuty sumienia. Zabił jej najlepszą przyjaciółkę. Tak bardzo teraz żałował. Nawet nie wiedział dlaczego przez chwilę emocje się w nim zbudziły. Chciał cofnąć czas, przywrócić życie Emily.
-Ten człowiek zniszczył mi życie... Dlaczego zrobił to Emily?!-spytała płacząc. - Ja już nie chcę żyć, ja naprawdę chcę umrzeć...
-Więc droga wolna... - Nathan na powrót stał się bezemocyjny. - Proszę bardzo, skacz skoro chcesz. Nikt cię nie będzie zatrzymywał.
-Czyli mnie rozumiesz... Zrobię to na "trzy" - powiedziała po czym stanęła na krańcu dachu, wzięła głęboki oddech i uniosła ręce do tyłu zginając kolana.
-Jeden...
-Blefujesz... - Nathan zaśmiał się nonszalancko oparty o ścianę.
-Dwa...
-Ty na serio jesteś nienormalna.
-Trzy!
-Psycholka! - Nathan już miał się roześmiać gdy zobaczył jak Nadia zsuwa się z budynku i spada.
-NADIA!!!-wydarł się na całe gardło. I nie wiedząc nawet dlaczego skoczył za nią, by ją uratować. Nadia spadała, z początku było to dla niej miłe uczucie, jednak potem zaczęła się bać. Minęły ułamki sekundy, a tyle strasznych myśli nasunęło jej się do głowy. Coś sobie przed chwilą uświadomiła. Żałowała, że skoczyła. Ona wcale nie chciała umrzeć. Ale skoczyła, bo nie była sobą. Emocje wzięły nad nią górę i po prostu zrobiła to. A teraz żałowała. W ostatniej chwili poczuła jak ktoś zaciska swe silne ramiona wokół niej i leci wraz z nią ku górze. To był on. Uratował ją. Trzymał ją teraz mocno w swych silnych ramionach, patrząc w jej przerażone oczy leciał z nią powoli ku górze. Nadia była zachipnotyzowana jego głębokim spojrzeniem. Nie mogła oderwać nawet na moment wzroku od jego cudownych oczu. Wydawały jej się tak znajome, a jednocześnie wyjątkowe, jak gdyby nigdy takich nie widziała. W tych pięknych oczach dostrzegła nutę niepokoju i jednocześnie szczęścia, albo jej się wydawało. W końcu dolecieli spowrotem na dach wieżowca. Nadia nadal była wtulona w jego ramiona, ale była w szoku. On leciał... Leciał trzymając ją w ramionach. Skoczył, by ją ratować. Nie miała o nim żadnego pojęcia. Nie wiedziała kim był, poza tym była trochę pijana, więc nie zastanawiała się zbytnio nad tym. A on... Przez chwilę zbudził w sobie emocje, przez chwilę był tamtym sobą... Pamiętał ją. Pamiętał każde spojrzenie jej ślicznych oczu, jej delikatny dotyk. Pamiętał swojego aniołka. Ten aniołek był teraz tuż przed nim. Przed chwilą o mały włos by ją stracił. Stała tuż przed nim, wydawała mu się taka bliska a jednocześnie tak odległa. Spojrzał na jej różowiutkie usta, które niegdyś obdarzył słodkim pocałunkiem. Pamiętał tą chwilę jakby to było wczoraj. Czy to możliwe, że w tym okrutnym, bezdusznym potworze krył się dawny, czuły, wrażliwy chłopak o sercu pięknym niczym woń kwitnących kwiatów? Czy możliwym jest by chłodny lód z jego skamieniałego serca zaczął się topić? Tak bardzo ją pamiętał, a ona nawet nie miała pojęcia kim on jest. Cierpiał przez ich rozstanie, uciekał od przeszłości. Aż nagle spotkali się. Czy to przeznaczenie? Chłopak pogłaskał Nadię po policzku patrząc jej w oczy z ciepłem, które było mu obce do tej pory.
-Zrobić to czy nie? - szyderczo się uśmiechnął do Nadii.
-Ale co? - spytała zdziwiona.
-A zresztą. I tak potem niczego nie będziesz pamiętała... - odrzekł aksamitnym tonem. Poraz kolejny spojrzał na jej wargi. Chciał ich spróbować. Nawet sam nie wiedział dlaczego. Nie miał pojęcia dlaczego chciał to zrobić. Coś go do tego popychało. Pochylił się i przybliżył swą twarz do jej. Po czym powolutku zaczął przybliżać swoje rozchylone wargi do jej ust. A potem...

Supcio!!Kocham <3 Nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć prócz tego że to jest cudowne <3
OdpowiedzUsuń