Rozdział 1 "Nie pamiętam Cię, ale nie potrafię Cię zapomnieć..."
Nadia właśnie dochodziła do domu. Przekroczyła próg drzwi. I wbiegła po schodach na górę. Otworzyła drzwi do swojego pokoju i rzuciła się na obszerne łóżko. Płakała. Znowu. Jednak nigdy nie płakała przy przyjaciołach. Nie chciała, by widzieli. Jednak gdy przekraczała próg drzwi swojego pokoju, z energicznej, wesołej dziewczyny zmieniała się w smutną, płaczącą i melancholijną. Zawsze tak się czuła. Tak naprawdę zawsze grała, udawała... Na codzień nosiła maskę. Jednak pod jej fałszywym uśmiechem krył się smutek i grymas bólu. Jej przyjaciele to zauważyli. Inne osoby poprostu nabierali się na jej uśmiech. Ale ona często płakała. Zawsze gdy nikt nie widział, po cichu płakała. Płakała, bo czuła pustkę, jak gdyby straciła część siebie. Czuła ogromną stratę i tęsknotę. Nawet nie wiedząc za kim. Nie wiedziała za kim tęskni i kogo straciła. Nic nie pamiętała. Nikt z rodziny nie chciał powiedzieć jej o przeszłości. Nic nie wiedziała na temat swojej przeszłości. Jej życie nie było łatwe. Około dwa lata temu doszło do wypadku, w którym Nadia brała udział. Po wypadku nic nie pamiętała i nie była w stanie niczego sobie przypomnieć. Lekarz zapewniał, że to krótkotrwała amnezja. Mówił, że wkrótce wszystko sobie przypomni. Minęły już dwa lata i nic takiego się nie wydarzyło. Przez tamten wypadek dwie przeznaczone sobie osoby zostały rozdzielone. Gdy chciała się czegokolwiek dowiedzieć o swojej przeszłości, jej matka nie odpowiadała albo zmieniała temat. Tak samo postępowali pozostali członkowie rodziny. Wiedziała tylko tyle, że miała wypadek, po którym zapadła w śpiączkę i straciła pamięć. Nic nie pamiętała o swoim życiu. Nie pamiętała swoich przyjaciół, swojej szkoły, swoich wspomnień. Nie pamiętała niczego. Właśnie dlatego musiała się wyprowadzić z miasta, by zacząć wszystko od nowa. Samotnie, bez dawnych znajomych. Nadia miała bardzo słaby organizm, być może dlatego po tym wypadku wynikły takie konsekwencje związane z jej zdrowiem i psychiką. Dziewczyna była teraz zagubiona, zdezorientowana. Czuła się jak w jakimś labiryncie. Czuła w sobie tą blokadę, za którą kryły się jej wszystkie wspomnienia. Jej największym pragnieniem było jej złamanie. Jednak nie potrafiła jak. Chciała sobie przypomnieć, tak bardzo chciała pamiętać... Ale nawet nie wiedziała co albo kogo. Jednak zawsze czuła, że na tym świecie jest osoba o której powinna pamiętać...
Nadia podeszła do lustra i spojrzała prosto w oczy ponurej dziewczynie z odbicia. To nie była ta sama Nadia co sprzed dwóch lat. Nie... To nie była ona. Dziewczyna spoglądała głębokim, spojrzeniem, błękitnym niczym głębia oceanu. To już nie były te same, dziecięce oczy. Teraz te oczy były pełne goryczy i ironii. Można w nich było dostrzec siłę i upartość. A przede wszystkim pewność siebie. W jej spojrzeniu nie było widać strachu ani lęku tak jak kiedyś. Wręcz przeciwnie. Jej spojrzenie wyrażało pewność i spontaniczność. Jej delikatne usta niegdyś uśmiechnięte, teraz były zaciśnięte w wąską linię. Jej blade policzki były zalane łzami. Taka była Nadia. Silna, uparta, pewna siebie. Nie bała się niczego. A jednak jej wrażliwość pozostała taka sama jak przedtem. Jej jasne włosy, które niegdyś przypominały złociste loczki anioła, były proste i długie, ale teraz były w nieładzie. Blondynka usiadła na łóżku, wzięła do dłoni granatowy notes w sztywnej okładce i zaczęła pisać.
Drogi pamiętniku !
Mam mętlik w głowie. Jak zwykle płaczę, nie wiedząc nawet dlaczego. Czuję się rozdarta. Czuję w sercu ból. Nie mam pojęcia dlaczego. Jednak jestem prawie pewna, że to ma coś wspólnego z moją przeszłością. Ciągle za nim tęsknię... CO?! Nawet nie wiem dlaczego to napisałam, to nie ma sensu. Jak tak dalej pójdzie to oszaleję. Czuję się jak w labiryncie. A jeżeli nie dowiem się o swojej przyszłości to nigdy się z niego nie wydostanę. Usiłuję sobie przypomnieć. To na nic. Dlaczego ciągle czuję w sercu pustkę?! Dlaczego mam wrażenie, że straciłam kogoś ważnego?! Dlaczego do cholery nie mogę normalnie funkcjonować?! Jeżeli tak dalej pójdzie to zgłaszam się do psychiatry!!!
To ostatnie zdanie Nadia napisała wzdychając ze zniecierpliwieniem. Wstała rzucając notes w kąt i roześmiała się sztucznie.
-Co się ze mną dzieje?! - mruknęła sama do siebie zamykając drzwi i schodząc po schodach...
-Nadia!
-Czego?! - wydarła się zdenerwowana.
-Musimy porozmawiać... - rzekła kobieta o grubym głosie. Jej ton nie wróżył niczego dobrego. Nadia dobrze o tym wiedziała.
-Mhm... - mruknęła znudzona dziewczyna schodząc na dół.
Gdy weszła do ciemnego salonu zastała swoją matkę, Amy. Kobieta była zestresowana, w jej brązowych oczach widać było smutek jak i zarówno troskę.
-Nadia... - zaczęła łagodnie. - Myślę, że powinnaś już wrócić do szkoły.
-Nie mam ochoty!!!
-Nadia... Proszę cię. Posłuchaj mnie. Całe dnie spędzasz w swoim pokoju. Nie wychodzisz z domu, nie chodzisz do szkoły. Jesteś inna... Zupełnie cię nie poznaję.
-Och, naprawdę?!-spytała ironicznie. -Przepraszam w takim razie, że nie pamiętam niczego ze swojej przeszłości!!! Przepraszam, że nie pamiętam nawet tego jaka byłam dwa lata temu!!!
-Nadia! To nie ma z tym nic wspólnego!
-Owszem mamo ma! I to dużo! Gdybym wiedziała jaka byłam, gdybyś opowiedziała mi chociaż trochę o mojej przeszłości! Było by inaczej!
-Dosyć tego! - Amy straciła cierpliwość. - Od jutra idziesz do szkoły! Trzy tygodnie to trochę za dużo! - wykrzyczała po czym wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Nadia stała jak wryta. Nie wiedziała co powiedzieć. Złość w niej wzrosła. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Chciała wykrzyczeć jej prosto w twarz co myśli. Ale się powstrzymała. Ona nic nie rozumiała. Nie miała pojęcia co czuje jej córka. Ale Nadia potrafiła dziś zapanować nad emocjami. Poprostu usiadła i rozmyślała. Jutro po trzech albo czterech tygodniach ma wrócić do szkoły. No trudno. Ten czas nadszedłby wcześniej czy później. Da sobie radę. Przecież to tylko durna szkoła. Nie będzie się uczyć jeśli nie będzie miała na to ochoty. Dobrze wiedziała, że od jutra będzie prowadzić nudne i monotonne życie szkolne. Na codzień będzie się uczyć, chodzić do szkoły, i tak w kółko, zawsze to samo. Jednak wiedziała, że da radę. Przetrwa. Przecież była silna i wytrwała... To tylko nudna szkoła. Jej życie nie ulegnie diametralnej zmianie po jakimś zwyczajnym dniu w szkole...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nathan właśnie poraz pierwszy miał wejść do domu, który nie dawno kupił. Mimo tego, że regularnie zmieniał miejsce zamieszkania, w Londynie postanowił zamieszkać na dłużej. Oczywiście miał zamiar się po jakimś czasie wyprowadzić. Patrzył na piękny, duży dom urządzony w takim stylu jaki on lubił. Był zadowolony, że będzie mieszkał sam. Wszedł do środka o rozejrzał się. Wszystko było idealne. Postanowił odprężyć się I obejrzeć coś w telewizji. Nathan. Oschły, okrutny, nieczuły. Patrząc na niego nikt nie mógłby uwierzyć, że niegdyś był on dobry, wrażliwy i szlachetny. Jego czarne oczy od których bił lodowaty chłód były doskonałym odzwierciedleniem jego twardego serca okutego lodem. Spojrzenie miał mroczne i przenikliwe, wręcz przerażające. Jego oczy niegdyś były pełne ciepła, radości. To przeszłość. Włosy, czarna grzywka ułożona w nieładzie. A cera blada, wręcz biała. Wyglądał tak mrocznie. Niczym młody demon. Taki właśnie był. Nic nie czuł. Nie był w stanie kochać. W przeszłości tyle się nacierpiał. Teraz poprostu był bezemocyjny i nic go nie obchodziło. Ludzi uważał za zabawki, które każdy ma prawo psuć. Takie było jego teraźniejsze usposobienie. Bezduszny, nieczuły kłamca.
Gdy siedząc na kanapie oglądał telewizję nagle usłyszał jak ktoś naciska klamkę od drzwi wejściowych. W pokoju było bardzo ciemno. Wyłączył telewizor. Jego twarz nie drgnęła. Wydawał się być poprostu znudzony. Wstał, by "przywitać" gościa. Do pokoju zmierzała tajemnicza postać. Słychać było rytmiczny odgłos stawianych przez niego kroków. Aż w końcu stanął przed drzwiami.
-Witaj Nathanie! - zza drzwi wyłoniła się silna, mocno zabudowana sylwetka. Mężczyzna mówił głębokim głosem pełnym powagi. Prawym ramieniem opierał się o framugę drzwi i przyglądał się Nathanowi ze skupieniem. Włosy miał o kolorze ciemnego blondu, oczy czarne, podobne do oczu Nathana.
-Co ty tu robisz? - odrzekł Nathan szorstkim głosem. W jego oczach widać było gniew. Jednak był opanowany. To opanowanie nadawało mu jeszcze więcej mroku.
-Jako twój starszy brat, będę z tobą mieszkał i opiekował się tobą.
-Chyba sobie żartujesz?! - spytał śmiejąc się ironicznie.
-Nie... - jego rozmówca nadal zachowywał powagę.
-Pff... Rób se co chcesz...
-Od jutra będziesz chodził do szkoły.-odrzekł poważnie.
-Teraz to ty chyba naprawdę sobie żartujesz! - krzyknął Nathan. Nienawidził gdy ktoś miał nad nim dominację. Nie cierpiał gdy ktoś mu rozkazywał lub decydował za niego. Nienawidził tego...
-Musisz żyć jak normalny człowiek. -Nic nie muszę! Poza tym ja nie jestem...
-Nie obchodzi mnie to!
-Jason!!! - krzyknął Nathan.
-Dosyć tego. Będziesz robił to co ja Ci każę. Zachowujesz się jak ostatni gówniarz! - Jason wyszedł zamykając za sobą drzwi z mocnym impetem nimi trzaskając.
-Jeszcze zobaczymy... - mruknął Nathan intrygująco. Chłopak nienawidził tego gdy ktoś mu rozkazuje, a gdy działo się coś co mu nie pasowało był gotowy się zemścić. A jego zemsta... Jego mściwości nic nie było w stanie opisać. - Jeszcze się policzymy... - mruknął złowrogo, a jego przerażające oczy aż płonęły mściwością.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nathan właśnie mijał ogromny park. Majowe powietrze wwiewało w jego bujną fryzurę targając ją w nieładzie. Mimo to wyglądał jak młody bóg. Przystojny, o przenikliwym, głębokim spojrzeniu. Ubrany był w czarne, modne, jeansy i ciemną koszulę. Czarny ubiór doskonale kontrastował z jego bladą karnacją i nadawał mu jeszcze bardziej mroczny wygląd. A jego oczy... Ciemne i głębokie niczym czarny ocean. W jego pięknym, mrocznym spojrzeniu można się było utopić. Szedł wolnym krokiem, był zniechęcony. Starszy brat "zmusił" go do zapisania się i uczęszczania do szkoły. Czuł się upokorzony i czuł jak każda jego cząstka ciała wypełniona jest chęcią zemsty.
"Jeszcze mnie popamięta i pożałuje... "Jego rozmyślania nad okrutną zemstą przetrwały dochodzące z korytarza krzyki, wrzaski, śmiechy i różne inne odgłosy. Istne zoo. Dopiero w tej chwili Nathan zdał sobie sprawę z tego, że właśnie wszedł do tego okrutnego zoo, jakim była szkoła. Korytarz był duży, i zaludniony przez "zwierzęta". Prawie wszędzie były duże okna, a na wprost znajdował się kolejny korytarz ze schodami prowadzącymi na kolejne piętro. Nathan kierował się w lewo, bowiem kierował się do gabinetu dyrektorki, by załatwić jeszcze jakieś formalności związane z zapisem do szkoły. Och! Najchętniej to by wcale tych durnych papierów nie wypełniał! Wyrzuciłby je i miałby spokój. Jednak narazie stosował się do zasad postawionych przez starszego brata. Jason był rygorystyczny, ale w odróżnieniu do Nathana był dobry. Ale Nathan tego nie rozumiał. Nie wiedział co to znaczy być dobrym, nie miał pojęcia jak to jest kogoś kochać i być szlachetnym i godnym zaufania. To znaczy... Może kiedyś wiedział. Ale teraz... Właśnie szedł korytarzem, gdy nagle "zoo" ucichło. Uczniowie zmieszani zaczęli nerwowo spoglądać po sobie. Dziewczyny patrzyły się na Nathana z uznaniem, inne z zadziwem. Chłopcy wytrzeszczyli szeroko oczy. Oczywiście Nathan nawet nie zwrócił na to uwagi. Ba! On nawet nie obejrzał się za żadną z dziewczyn próbującą zwrócić na siebie jego uwagę uśmiechając się do niego. Napewno wszystkie poczuły się urażone. Nathan naprawdę się wyróżniał. Nie wyglądał jak normalny śmiertelnik. I nie czuł, że dopasuje się jakoś do tego stada dzikich małp. Chciał stąd jak najszybciej uciec. Rozejrzał się po korytarzu. Z korytarza wychodziła grupka jakichś dziewczyn. I właśnie wtedy zobaczył... ją.... Doznał szoku. Stanął jak wryty i szeroko otworzył oczy ze zdumienia. Odebrało mu mowę. Jednak trwało to tylko chwilę, zaraz potem się opanował. Blondynka szła w stronę sali biologicznej. Trzymała w ręku jakieś książki. Ubrana była w białą bluzkę w granatowe paski i pomarańczowe rurki. I właśnie wtedy ona także się odwróciła, a jej wzrok powędrował tuż na wprost jego czarnych, mrocznych oczu. Dziewczynę sparaliżowało to przeszywające, mordercze spojrzenie. A on... Na zewnątrz nie dał tego po sobie poznać, jednak w środku... Przez chwilę obudził w sobie namiastkę tamtego siebie. Nie widział jej tyle czasu. Wyprowadził się. Od tamtego wydarzenia nigdy jej nie zobaczył. Co jakiś czas zmieniał miejsce zamieszkania. Uciekał, nie zdawając sobie z tego sprawy. Wyjechał do Londynu tylko po to żeby być jak najdalej niej. Ona także wyjechała, by być jak najdalej niego. Tylko nie zdawała sobie z tego sprawy. A teraz nagle po takim czasie spotkali się. Przypadkowo. To był dziwny zbieg okoliczności. Nadia patrzyła mu teraz głęboko w oczy nie potrafiąc odwrócić wzroku od tego morderczego spojrzenia pełnego grozy, lodu i chłodu. A on... Jego serce na moment drgnęło.
"Na litość boską, przecież to niemożliwe! Nie kocham jej, nie mam emocji! " Krzyczał do siebie w myślach. A jednak gdy ją teraz zobaczył przypomniał mu się jego aniołek. Jego oczko w głowie. Jego kruchy i delikatny aniołek, za którego Nathan był w stanie oddać życie. Teraz jego aniołek był tuż przed nim w zasięgu jego wzroku. Wystarczyło tylko kilka kroków, by móc do niej podejść i dotknąć ją. Co teraz Nathan zrobi? Podejdzie do niej? A może jej coś powie? Jednak chłopak odwrócił wzrok i odszedł jak gdyby nigdy nic... "Przecież nic do niej nie czuję. Ona jest marnym, zwyczajnym człowiekiem, normalnym zwierzęciem zamieszkującym tą planetę. Zwykła tępa, nic nie warta istota rasy ludzkiej. Udowodnię sobie, że nic dla mnie nie znaczy..." pomyślał Nathan i spowrotem obojętny na wszystko beztrosko powędrował do gabinetu dyrektorki...

Japierdole co za tranwestyta to pisał
OdpowiedzUsuńNo xd
Usuń