No hejka :) Jak wiecie teraz miał być wstawiany rozdział specjalny, ale postanowiłam, że lepiej będzie jeśli wstawię go po tym rozdzialiku 6 :D Wstawię go niedługo po tym rozdziale, tak za jakieś 3 dni najdłużej :) Będzie to taki króciutki rozdzialik z odmiennym wątkiem. Raz na jakiś czas będę takie wstawiała jako taki dodatek :D Możecie już niedługo oczekiwać siódmego rozdziału. Jestem pewna, że wam się spodoba. Nasi bohaterowie wreszcie zrobią jakiś krok do przodu ^^ i nareszcie szykuje nam się troszeczkę akcji, a nie tylko ta miłosna sielanka. Osobiście powiem szczerze, że polubiłam bohaterów własnego opowiadania, w szczególności głównego bohatera, który jest po prostu zajebisty :D co myślicie o Nathanie, Nadii? Co powinnam w nich zmienić, a może nic nie zmieniać? I jeszcze potrzebuję pomocy co do wątków pobocznych...Nie wiem czy pisać od czasu do czasu jakieś wątki poboczne czy może sobie odpuścić....No dobra koniec mojego gadania :) Miłego czytania i dodam tylko, że rozdział specjalny troszeczkę was zdziwi :D huehuehue :) Ale ja i tak nic nie zdradzę, dowiecie się w swoim czasie, a ja biorę się do roboty i piszę dla was już 8 rozdział hehe :D byłabym wdzięczna za komentarze, motywują mnie one do dalszego pisania i ciężkiej pracy, a jak niektórzy z was wiedzą, pisanie bloga nie jest takie łatwe jak sie wydaje :/ ale sprawia mi to przyjemność :D
dobra, dobra, już koniec!!! Nareszcie....O.o xD
Rozdział 6 "Głęboko skrywane uczucie..."
~
-Nathanie... - szepnęła do niego czule. Poraz pierwszy wypowiedziała jego imię. Jednak... Skąd ona je znała?
~
Nathan patrzył na nią jakby zrobiła coś nadzwyczajnego, nieprawdopodobnego. Był po prostu zszokowany, a jednocześnie... Szczęśliwy. Pełen nadziei. Choć nie miał pojęcia dlaczego. Czyżby Nadia wszystko sobie przypomniała? Jakoś tak w jego sercu nagle zrobiło się cieplej, chociaż nie powinien niczego czuć. Nie powinno go to interesować, a jednak...
-Skąd znasz moje imię? - spytał poważnie z wahaniem patrząc na nią wzrokiem dociekliwym. Dziewczyna zastanowiła się. Otworzyła szeroko oczy i usta, stała w bezruchu. Nathan czekał na to co powie. Chciał się przekonać czy sobie przypomniała. Siedział tuż przed nią w bezruchu, intensywnie patrząc jej w oczy.
-Nie wiem. Nie mam pojęcia. Zupełnie nie wiem dlaczego tak cię nazwałam. Po prostu tak jakoś czułam wewnątrz siebie, że znam twoje imię. Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie jakbym cię znała. Może to dziwne, ale przypominasz mi kogoś... - chłopak podniósł wzrok i uśmiechnął się smutno.
-Czyli jednak nic nie pamiętasz? No nic... Ja i tak wiem, że któregoś dnia wszystko sobie przypomnisz, po prostu to czuję. Już jesteś na drodze ku temu. Chociaż nie wiem czy to cokolwiek zmieni.
-Nie rozumiem. Chcesz powiedzieć, że już kiedyś się spotkaliśmy?
-Być może... - szepnął jej intrygująco do ucha. - Ale narazie dowidzenia... - szepnął jeszcze bardziej uwodzicielsko. - moja... Księżniczko nocy...
Nadia znieruchomiała I wstrzymała oddech, gdy chłopak zniknął wreszcie spokojnie odetchnęła. Zorientowała się, że serce waliło jej tak mocno jak nigdy wcześniej.
-A więc tak masz na imię... Nathan... - dziewczyna uśmiechnęła się sama do siebie, po czym wstała i odeszła w stronę domu. Przez całą drogę nie miała pojęcia, że Nathan nigdzie nie odszedł. Obserwował ją przez całą drogę z ukrycia. Nie chciał, by coś jej się stało. Po jakimś czasie był już przed jej domem. Poczekał aż dziewczyna wejdzie do środka i wskoczył wampirzym tępem na drzewo, które stało przed jej otwartym balkonem. Usiadł na grubej gałęzi i zaczął się jej przyglądać jak spała. Wampiry nie potrzebują snu, więc Nathan trochę się nudził po nocach, a nie wiedzieć dlaczego uwielbiał patrzeć na swoją księżniczkę nocy...
~
-Cześć.. - powiedziała nieśmiało natknąwszy się przypadkiem na Nathana na szkolnym korytarzu.
-Znamy się? - udając zdziwionego przeszedł obojętnie koło niej. Nadia poczuła złość i wstyd. Złość, bo narobił jej siary przed koleżankami z jej klasy, a wstyd dlatego, że przeszedł obok niej obojętnie jakby mijał zwykły słup!
-Ty mały...! - zaczęła przez zaciśnięte zęby i nie dokończyła. Nathan oczywiście to usłyszał swoimi wampirzymi uszami i zaczął się cicho śmiać nawet się nie odwracając i nie obdarzając jej ani jednym spojrzeniem.
-Znasz go?! - spytała z uznaniem i zadziwem Jessica Parker wraz ze swoimi dwiema koleżankami. Były to trzy klasowe barbie. Nadia nie miała ochoty z nimi rozmawiać.
-Najwyraźniej nie... - odrzekła znudzona po czym ruszyła w stronę klasy. I tam czekała na nią niespodzianka. Nonszalancko oparty o drzwi stał nie kto inny jak... Nathan. Wszystkie dziewczyny z Nadii klasy wytrzeszczyły na niego gały. Gdy Nadia go zobaczyła, modliła się w duchu, by tylko nie zrobił nic głupiego, bo niczego innego po tym szalonym typku nie mogła się spodziewać.
-Co ty tu robisz?! - spytała podchodząc do niego Nadia.
-A co? Nie cieszysz się na mój widok? - spytał z ironią w głosie. Wszyscy w klasie Nadii patrzyli na nich obydwoje jakby odgrywali jakieś przedstawienie.
-Zgubiłem się, jestem tu nowy. Może zaprowadziłabyś mnie do klasy? - zaczął robić maślane oczy.
-I że niby ja mam w to uwierzyć?! Czy ja mam na czole napisane "idiotka"? - spytała zirytowana i zniecierpliwiona. Jego wyraz twarzy nagle się zmienił. Nadia nie wiedziała czego ma się po nim spodziewać. Nathan złapał ją mocno za prawe ramię trzymając je w żelaznym uścisku.
-Powiedziałem, że masz iść, to masz ze mną iść i nie ma żadnego ale! - powiedział twardym tonem ze złowrogim wyrazem twarzy. Zaczął iść szybkim krokiem ciągnąc zdezorientowaną dziewczynę za ramię.
-O co ci do cholery chodzi?!
-Cicho bądź.. - odrzekł wkurzony. Zatrzymał się gdy byli na końcu korytarza przed otwartym oknem. Uniósł ją na rękach, po czym wszedł na okno i skoczył. Skoczył z ostatniego piętra na trawnik, na boisku i nic sobie nie zrobił. Wylądował z gracją.
-Oszalałeś? - spytała zachrypniętym głosem.
-Być może... - odrzekł uśmiechając się do niej szyderczo.
-Myślałam, że chcesz nas zabić... - szepnęła przez łzy.
-Dlaczego płaczesz? - spytał zdziwiony z troską w głosie.
-Przestraszyłam się...
-Co?! - Nathan był zdezorientowany. - to ty bałaś się ze mną skoczyć z kilku metrów, a z ogromnego wieżowca to skoczyłaś?!
Nadia roześmiała się. Przypomniała sobie tą chwilę, gdy Nathan ją uratował. Lecieli wtedy razem ku górze. To było takie nieprawdopodobne.
-Nie musisz się bać. Przy mnie nic Ci się nigdy nie stanie. Obiecuję... - spojrzał jej głęboko w oczy czując w sobie ten zapał ochraniania jej, chciał ją za wszelką cenę chronić, po prostu mieć świadomość tego, że jest bezpieczna...
-W porządku. Tylko, że jestem straszną niezdarą i miałbyś trochę dużo roboty...-powiedziała śmiejąc się, jednak Nathan był poważny.
-Nieważne. Mogę być przy tobie dzień w dzień, noc w noc, cały czas, wszędzie za tobą łazić, nawet do toalety. Nie będę cię spuszczać z oczu nawet na moment. - uśmiechnął się do niej słabo.
-Dobrze się czujesz? - spytała z troską w głosie dostrzegając, że Nathan wygląda naprawdę słabo. Nawet po jego głosie było to słychać. Jego oczy były zmęczone i takie... Inne. Był naprawdę wycieńczony.
-Mam do ciebie prośbę...
-Tak?
-Nie chodź nigdy sama po lasach ani po opuszczonych miejscach.
-Dlaczego? - spytała zaniepokojona. - Za chwilę ci to wyjaśnię... Ale obiecasz mi, że tak nie będziesz robić?
-No dobra, obiecuję.
-Mam jeszcze jedną prośbę...
-Jaką? - spytała zatroskana patrząc na to jaki jest słaby.
-Czy mogłabyś... Znaczy jeśli się nie zgodzisz to zrozumiem. Czy mogłabyś użyczyć mi swojej szyi?- spytał słabo, a Nadię zamurowało. To wampir i potrzebował krwi... Był słaby.
-Tak, tylko mnie nie zabij... - odrzekła, po czym odchylając głowę w bok, zaczesała palcami włosy do tyłu i ukazała mu swoją szyję. Nathan przez chwilę myślał, że straci panowanie nad sobą. Był taki głodny, ale nie chciał jej skrzywdzić.
-Naprawdę, mogę?
-Nie, na niby... - powiedziała z ironią. - przecież nawet gdybym się nie zgodziła, ty i tak zrobiłbyś co chcesz. Znam cię. - uśmiechnęła się do niego.
-No tak... - powiedział, a potem swoimi zimnymi palcami dotknął jej szyi. Serce Nadii odruchowo zaczęło bić szybciej. Nathan nie robił już tego tak brutalnie jak za pierwszym razem. Był delikatny i subtelny, jak gdyby miał to być ich pierwszy pocałunek. Potem wreszcie ustami dotknął jej szyi. Wreszcie obnażył kły i delikatnie wbił je w jej skórę. Krew powędrowała do jego spragnionego gardła. Jej smak był... Niesamowity. Był to jego ulubiony rodzaj krwi. Jeszcze nigdy nie spotkał kogoś takiego, przy kim musiał się tak bardzo powstrzymywać. Zatracił się w smaku krwi i zapomniał, że miał jej nie zabić. Nadii coraz ciężej było złapać oddech. Powoli osuwała się na ziemię, czuła jak obraz znika jej z oczu, aż w końcu pozwoliła, by jej ciało całkowicie się rozluźniło, a jej oczy zamknęły się i w końcu oddając się objęciom morfeusza straciła przytomność...
Obudziła się w szpitalu. Powoli otwierając oczy zaczęła dochodzić do siebie. Nad sobą dostrzegła kroplówkę i biały sufit. Po jakimś czasie oprzytoniała. Przypomniała sobie ostatnie wydarzenia. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła po przebudzeniu było nawoływanie go.
-Nathan.. - szepnęła słabym głosem rozglądając się. Obok siebie dostrzegła siedzącego chłopaka. Wyglądał jakby przed chwilą płakał. Był zdruzgotany.
-Przepraszam.. - odrzekł smutnym tonem. - naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić. Ja po prostu... - w tym momencie chwycił mocno jej dłoń. - cieszę się, że nic ci nie jest. Przepraszam..
-W porządku. Nie obwiniaj się. - zaczęła zszokowana dziewczyna. Nathan tak bardzo się o nią martwił. To było słodkie. Ten chłopak z dnia na dzień coraz bardziej ją zadziwiał.
-Nie jest w porządku... - spojrzał jej głęboko w oczy. - omal cię nie zabiłem. Nie wiem co bym zrobił gdybym stracił cię poraz drugi. Obiecałem ci, że przy mnie nigdy nie stanie ci się żadna krzywda. Złamałem obietnicę. Drugi raz przy mnie osunęłaś się o śmierć... - mówił przejęty i zmartwiony. Jego oczy były takie ciepłe i takie piękne. Czarne i głębokie... Nathan jeszcze nigdy nie czuł się tak przerażony jak teraz. Chociaż nie... Czuł się tak kilka lat temu, wtedy...
-Co? - spytała zdziwiona.- Co miało znaczyć to "Poraz drugi"
-Przepraszam, to przeze mnie tu wylądowałaś.
-Przestań, nie zapominaj, że to ty mnie uratowałeś wtedy, gdy byliśmy na dachu tamtego wieżowca... Dziękuję za to, że mnie wtedy uratowałeś. Gdyby nie ty...
-Przestań tak o mnie mówić! - podniósł ton.
-Dlaczego?!
-Nie zasługuję na to... - odrzekł smutno.
-Przestań! Głupi jesteś, naprawdę głupi...
-Dlaczego?
-No bo jesteś głupi. Ale też niesamowity... - zaczęła nieśmiało. - Dla mnie jesteś bohaterem. Zawsze będę cię podziwiać. Jednak muszę przyznać, że nie nadążam za Tobą... - uśmiechnęła się do niego, a on tylko opadł bezwładnie na jej ciało mając głowę do przodu do jej głowy, nos zanurzony w jej złocistych, pachnących kwiatami włosach i odetchnął.
-Jesteś naprawdę niezwykła.. - mruknął. Ona tylko położyła dłoń na jego głowie michrząc mu czarne włosy.
-Wiesz mamy pewien problem... - zaczął zmartwiony.
-O co chodzi?
-Wczoraj wieczorem, gdy wracałaś do domu, tak gdzieś około 23 w okolicach wyczułem nowego wampira. Nowonarodzony. Może ich być więcej. Nie wiem ile ich było, ale wiem, że ten jeden cię obserwował.
-Nowonarodzony? - spytała zdezorientowana.
-Tak. Nowonarodzeni to niedawno stworzone wampiry. Są silniejsi niż my, ale niedoświadczeni. Ich jedyną bronią jest siła. Każdy nowonarodzony wampir jest wbrew pozorom niebezpieczny i powinnaś trzymać się od takich z daleka. Są zaślepieni rządzą krwi. Proszę, nie chodź sama w niebezpieczne miejsca, nie chcę, by coś ci się stało. Swoim przyjaciołom też powinnaś powiedzieć, by tego nie robili. Wkrótce po jakimś czasie nowonarodzeni przeniosą się gdzie indziej, albo zostaną tu na stałe. Jeden z nich kręcił się koło ciebie. Proszę cię, obiecaj mi, że nigdzie nie będziesz wychodzić wieczorem. No chyba, że ze mną. - nonszalancko się do niej uśmiechnął.
-Okej. Nie będę, obiecuję. Ale mam pytanie...
-Mów... - uśmiechnął się do niej zachęcająco
-Czyli to znaczy, że Emily zaatakował jeden z nowonarodzonych? Albo jakiś... Wampir? - spytała drżącym głosem, a Nathan przyjął dziwny wyraz twarzy. Żałował do tej pory, ale nie mógł powiedzieć jej prawdy. Nie mogła się dowiedzieć tego, że zabił jej najlepszą przyjaciółkę...

Rozdział super !! <3 Kocham i nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów :3 I dodawaj jakieś takie fajne wątki specjalne , bo mnie bardzo zaciekawiło jaka będzie ich treść :D Pozdrawiam i życzę weny dużo , dużo weny <3 :D
OdpowiedzUsuńA tak z innej beczki na moim blogu dodałam 2 nowe rozdziały ;)