Rozdział 17 "Na zawsze..."
~
Chłopak odsunął się od niej, nie odzywając się ani słowem. Po prostu stał przed nią nieruchomo oczekując na to, co Nadia dalej zrobi. On już zrobił wszystko... Zrobił to co chciał zrobić od dawna. Teraz jej kolej. Obydwoje przez kilkanaście sekund trwali w grobowej ciszy. W końcu dziewczyna odwróciła się do niego i spojrzała na niego innym wzrokiem niż dotychczas...
- Kastiel... - zaczęła nerwowo - jesteś sadystą...
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zamyślił się. - Czy teraz wiesz co czuję, rozumiesz co czułem przez cały czas? Nazywasz mnie sadystą, bo uświadomiłem ci twoje uczucia? - spojrzał jej przenikliwie w oczy z uporem. Ona tylko patrzyła na niego i milczała.
- Kocham Cię! I ty mnie także kochasz i dobrze o tym wiesz, po prostu nie chcesz dopuścić do siebie tej myśli.
Nadia nadal milczała. W jej sercu utworzyła się rozterka. Miała mętlik w głowie. Nie wiedziała co powiedzieć, nawet nie wiedziała czy chce się odezwać.
- To prawda... - wreszcie się odezwała - Kocham cię Kastiel. Ale nie w taki sposób w jaki ty byś chciał. Tak samo kocham Emily... Jesteś moim przyjacielem, zrozum. Przepraszam.
- Rozumiem... - nerwowym gestem odgarnął włosy w tył. - Ale ja... - zaczął łamiącym głosem - Ja naprawdę cię kocham Nadia. Od zawsze...
- I po co to powiedziałeś? - szepnęła. - Jesteś sadystą, istnym sadystą! - zaczęła krzyczeć nie panując nad swoimi emocjami. Spojrzała na niego wzrokiem pełnym złości, a jednocześnie troski...
- Dobrze wiesz, że kocham "jego"! - miała na myśli Nathana. Łzy spłynęły jej z oczu. Nie była w stanie nawet wymówić jego imienia. To bolało... Imię, którego wcześniej wymawianie było dla niej takie wyjątkowe... Zawsze wymawiając jego imię jej serce przyspieszało, dłonie delikatnie drżały, a skórę przeszywały przyjemne dreszcze. A teraz... To imię dawało jej ból, niewyobrażalną rozpacz... A jednak uświadomiła sobie, że nigdy nie przestanie go kochać. Nie ważne jak bardzo się zmieni, czy pokocha inną, czy ją zostawi, a nawet znienawidzi... Jej uczucia nigdy się nie zmienią. Nawet gdyby chciała przestać go kochać. Właśnie dlatego to bolało bardziej. Nie potrafiła zapanować nad tym bólem. Tracąc Nathana straciła część siebie i dobrze o tym wiedziała.
- Przepraszam... - szepnął. - Proszę cię, zapomnij o tym. - w jego oczach można było dostrzec ból.
- Przepraszam, że nie mogę Cię pokochać... - szepnęła przez łzy. Nic innego nie mogła z siebie wydusić. Wiedziała, że kochanie Kastiela nie byłoby tak skomplikowane i może byłoby łatwiejsze... - Kastiel odwrócił się i odszedł. Dziewczyna mogła tylko odprowadzić go wzrokiem. Potem poszła na jakiś czas na spacer, by ochłonąć i pozbierać myśli. Wróciła do domu o 21:30. Minęła salon, nie odzywając się ani słowem. Szła przed siebie, w stronę sypialni, akurat w tym momencie Nathan wychodził z kuchni i szedł w przeciwną stronę niż ona. Spojrzała na niego błagalnym spojrzeniem jakby pragnęła mu coś powiedzieć, jednak nie odezwała się ani słowem. Spojrzała tylko na niego, a on na nią, aż w końcu obojętnie go minęła. Oboje przypadkowo trącili się ramieniami. Chłopak nawet na nią nie spojrzał. Gdy już była w ciemnej sypialni osunęła się na ziemię opierając o drzwi. Zaczęła płakać, tak histerycznie. Jej dłonie drżały, ból przeszywał na wylot, tak że nie była w stanie nawet dojść do łóżka. To tak bardzo bolało. Minęła go jakby mijała nieznajomego... Tyle emocjonalnego wysiłku musiała w to włożyć. A on nawet na nią nie spojrzał. Nie zwrócił na nią uwagi. Minęli się jakby obydwoje byli niewidzialni. Najbardziej bolało ją to, że dobrze rozumiała dlaczego tak się dzieje. Zakochał się w Emily, a ją zostawił. Po prostu chciał ją teraz olewać, nie zwracać uwagi na nią i jej istnienie. Żeby w końcu mogła zapomnieć, żeby ich więź zanikła. Tak miało być już zawsze... Dlatego nie zwracał na nią uwagi, bo chciał się od niej stopniowo odizolowywać. Tak właśnie Nadia to rozumiała. Czuła, że go traci, że już nigdy nie będzie mogła spojrzeć w jego piękne oczy, podziwiać jego niepowtarzalny uśmiech i czułym gestem odgarniać kosmyki jego włosów.. . Wstała i ocierając łzy wyszła z pokoju. Nathan stał nomszalancko opierając się o komodę z książkami. Przyglądał jej się dogłębnie i z utęsknieniem... Chociaż ona nie zauważyła tego w jego oczach. Poszła dalej mijając go, on cały czas się jej przyglądał.
- Nadia... - usłyszała za sobą słodki aksamitny baryton. Jej serce mimowolnie przyspieszyło. Przez chwilę stanęła. Chyba jej się wydawało. Tak bardzo jej go brakowało, że aż oszalała z tego powodu i ma teraz jakieś zwidy. Ciekawiło ją co on czuje, o czym myśli. Nie miała pojęcia, że mógł czuć to samo co ona... Poszła dalej. W tej chwili dostrzegła Kastiela, który właśnie szedł do pokoju Lys i Sue.
~
Zatrzymałam się i odwróciłam się w jego stronę. Mijał Nathana, który szedł w przeciwną stronę niż Kastiel. Chłopcy minęli się bez słowa. Nagle jednak Nathan zatrzymał się i zawrócił w stronę Kastiela. Przyglądałam się całej sytuacji z lekkim szokiem, bo to co Nathan teraz zrobił było po prostu czymś czego nie umiałam w żaden racjonalny sposób skomentować. W mgnieniu oka chwycił Kastiela za kołnierz bluzy i agresywnie uderzył chłopaka pięścią w twarz. Cała sytuacja trwała dosłownie kilka sekund. Jego spojrzenie wykazało bezgraniczną wściekłość. Nigdy nie widziałam go takiego. Zamurowało mnie, po prostu byłam w szoku, przerażona. Nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. Ostatni raz widziałam to złowieszcze spojrzenie wtedy jak jeszcze byliśmy w Londynie na lotnisku, gdy przytulałam Kastiela... Właśnie wtedy patrzył na chłopaka tak samo jak teraz... Kastiel jęknął z bólu zszokowany gestem Nathana. Natychmiast do nich pobiegłam. Czułam, że wydarzy się coś strasznego i trzeba temu zapobiec.
- Nathan! Co ty wyprawiasz?! Porąbało cię do reszty?! - bezskutecznie próbowałam go odciągnąć. - Proszę cię przestań... - spanikowana zaczęłam płakać. Chłopak mocno mnie odepchnął tak, że straciłam równowagę i zataczając się się w tył, z impetem wyrżnęłam na szklany segment. Szyba pękła, a odłamki szkła runęły na mnie. W tej chwili wybiegli Lys, Sue, Jason i Emily. Dziewczyny podbiegły do mnie i czym prędzej mi pomogły. Chłopcy zajęli się Nathanem. Bezskutecznie... Chłopak złapał Kastiela za gardło i uderzył nim o ścianę. Widziałam jak coraz mocniej zaciska pięść na jego szyi. Jego oczy zmieniły tak nagle barwę na szkarłatną czerwień. Byłam pewna, że to wydarzenie zostawi trwały ślad w mojej pamięci. Dotarło do mnie, że jest w "transie". I nie był sobą, a przynajmniej tak sobie wmawiałam. Martwiłam się o Kastiela. Ale i tak nic nie mogłam zrobić. Obraz zaczął powoli znikać mi sprzed oczu. Spojrzałam na swą mocno zakrwawioną dłoń. I teraz coś do mnie dotarło... Nathan puścił Kastiela i wampirzym tempem podbiegł w moją stronę. Chwycił moją zakrwawioną dłoń przybliżając ją do obnażonych kłów. Wszyscy próbowali go powstrzymać, ale każdy z nich po chwili leżał na podłodze. Nie dało się powstrzymać przebudzonej natury pierwotnego wampira.
- Nathan... - szepnęłam rozpaczliwie patrząc w jego szkarłatne, krwisto czerwone oczy. Jason zdołał do niego podejść i uniemożliwić mu ruch.
- Nie... - szepnęłam słabo - proszę, cię zostaw go. Zaufaj mi... - brat spojrzał na Nathana nieufnie, ale go puścił.
Chłopak podniósł delikatnie mą dłoń do swoich ust i delikatnie liznął mojej krwi. Spojrzałam mu głęboko w oczy. Znów były czarne i łagodne. Był sobą.
- Przepraszam...- powiedział wtulając się do mnie jak dziecko.
- Już w porządku... - przytuliłam go. - Już dobrze... - oddychałam ciężko głaszcząc go po głowie.
- Zaufałaś mi.
- Bo wiedziałam, że mi nic nie zrobisz...
- Nie mogłaś mieć pewności.
- Ale ją miałam.
- Nie byłem sobą...
- Wiem o tym...
- Czy teraz wiesz dlaczego jestem potworem?
- Nie jesteś... - mówiłam cicho i powoli ciesząc się, że mam go w ramionach, że jest blisko mnie.
~~ OCZAMI NATHANA... ~~
To co czułem w tamtym momencie nie można było opisać. Nie żałuję tego, że go uderzyłem. Należało się draniowi. Żałuję tylko tego, że nie zdołałem zapanować nad moją naturą i żałuję, że ona to widziała... To jak wtedy koło mnie przeszła tak obojętnie świadczyło o tym, że już mnie nie kocha, ma mnie gdzieś, a pokochała jego. Po prostu nie chciała mi tego powiedzieć prosto w twarz, chciała się stopniowo odizolować. Tylko dlaczego?! Czy jestem aż tak zły czy naprawdę mnie nienawidziła? Dlaczego musiałem zakochać się istocie ludzkiej, dlaczego w takiej delikatnej osobie jak ona? To bez sensu. Od początku ten związek był skazany na porażkę. Więc dlaczego miałem tą głupią nadzieję?! Wszystko widziałem... Widziałem jak go całowała, dzięki swoim czułym zmysłom mogłem nawet z dużej odległości dokładnie usłyszeć o czym rozmawiali. Słyszałem jak czułym głosem mówiła do niego: "Kocham cię" i to bolało, czułem wtedy jakby mój cały świat się zawalił, jakby wszystko w ciągu jednej sekundy straciło sens... Może stało się tak dlatego, że byłem zbyt zimny, zbyt oschły, zbyt okrutny dla niej... Nie wiem... Potem po prostu odszedłem nie chcąc słyszeć więcej...
~~
Kolejny dzień...
- Hej mamo! - krzyknęła Nadia otwierając drzwi.
- Nareszcie wróciłaś! Chodź, pomogę ci z tymi walizkami.
- Nareszcie w domu... - szepnęła patrząc na mamę. Uścisnęły się. Poczuła znajomy zapach gotującej się potrawy.
- Robisz lazanię?
- Tak. Pomyślałam, że się ucieszysz. Jak minęła podróż? Prawie w ogóle nie dzwoniłaś.
- No cóż. Wyladowaliśmy gdzieś w środku Polski, jakieś małe miasteczko, gdyż Nathan pomylił bilety i tak jakoś wyszło.
- Chodź, obiad prawie gotowy. Wszystko mi opowiesz.
- Nie, mamo. Wybacz, ale pójdę już do swojego pokoju. Zresztą nie jestem głodna, bo przed wylotem byliśmy w biedronce na zakupach. (Nie mogłam powstrzymać się od nienapisania tego fragmentu xD wiem, jestem jakaś porąbana)
- Ale czy wszystko w porządku? - spytała niepewnie jej mama, bacznie jej się przyglądając.
- Tak. - skłamałam - Jestem po prostu trochę zmęczona po wycieczce, powrót był męczący. Pójdę się trochę przespać.
- No dobrze. Jakby co to będę w kuchni.
- Okej... - powiedziała smutnym, słabym głosem, po czym weszła po schodach na górę do pokoju. Od razu gdy otworzyła drzwi zasłoniła rolety, tak, że w pomieszczeniu nic nie było widać. Otaczała ją zupełna ciemność. Usiadła na łóżku i chowając głowę w dłoniach siedziała tak przez jakiś czas. Ciągle myślała o tym samym i nie potrafiła się otrząsnąć. Chociaż wiedziała, że to nie ma sensu. Straciła go już na zawsze, ale chciała go przywołać we wspomnieniach. Spojrzała na swoją dłoń, która jeszcze dwa dni temu była cała zakrwawiona. Dotknęła jej. Ani śladu po ranie. Wtedy Nathan dał jej trochę swojej krwi i rana zregenerowała się tak, że nie pozostał po niej ślad. Uświadomiła sobie, że wtedy właśnie ostatni raz go dotknęła...
~"Tylko ty sprawiłaś, że jestem teraz taki. Mimo moich wad czuję, że jestem lepszy. Mimo, że jestem potworem przy tobie czuję się jakbym był człowiekiem. Tylko ty mnie rozumiesz, tylko ty jesteś w stanie sprawić uśmiech na mojej twarzy. Zostałem stworzony by być przy tobie, rozumiesz? Nic innego bez ciebie nie ma sensu, bo bez ciebie nie potrafię się nawet uśmiechnąć. A przy tobie jest inaczej. Przy tobie nawet niemiła rzecz jest fajna, a fatalne miejsca stają się niesamowite. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz dlaczego cię wybrałem. "~
- Tak Nathan, rozumiem dlaczego mnie wybrałeś, ale nie rozumiem dlaczego zostawiłeś... - dopowiedziała sama do siebie. Telefon dzwonił do niej od jakichś piętnastu minut. Gdy zadzwonił ponownie postanowiła zobaczyć kto dzwoni. To Emily...
- Halo... - podniosła słuchawkę do ucha.
- Hej. Co u ciebie?
- No... Bywało lepiej.
- Możemy się spotkać?
- Jak chcesz. Możesz do mnie zaraz przyjść, bo nie chce mi się wychodzić z domu.
- Okej, więc możesz otworzyć balkon?
- No dobra, ale po co? - z niechęcią podeszła do okna odsłaniając je i otwierając balkon. W mgnieniu oka Emily weszła do pokoju dziewczyny.
- Jak ty?!
- Jestem wampirzycą, zapomniałaś? - zaśmiała się, po czym usiadła ma łóżku obok przyjaciółki.
- Co jest? Czemu ty i Nathan się unikacie?
- Tak jakoś wyszło.
- Mo weź.. Przecież on cię naprawdę kocha, ty go też, więc to niemożliwe, że tak po prostu urywacie kontakt.
- Tsaa... Gdyby naprawdę mnie kochał, tak jak mówisz to nie zapraszałby innej dziewczyny na randkę. - próbowała to powiedzieć sarkastycznie uśmiechając się przy tym jakby było to dla niej obojętne, ale jej się nie udało.
- Jak to? - spytała zdziwiona.
- Nie udawaj zdziwionej. Zresztą nie gadajmy o nim, mam go w dupie! - skrzyżowała dłonie na piersiach i przybrała pokerową twarz.
- To niemożliwe, przecież on nigdy by Ci tego nie zrobił! Niezły z niego drań, nawet bardzo, ale bez przesady. Chyba żartujesz?!
- Błagam cię, Emily! Nie dobijaj mnie. Już nie pamiętasz jak się do ciebie przystawiał?! Wyznał ci miłość i zaprosił na jakiś piknik! Wszystko słyszałam...
- Ale... - Emily zamurowało. Chciała jej natychmiast wszystko wyjaśnić, ale nie miała pojęcia od czego zacząć - Przecież to nieporozumienie.
- Zakochał się w tobie i teraz mnie unika, bo nie chce mi tego powiedzieć prosto w twarz. - łzy spłynęły jej po policzkach na samo wspomnienie o tym.
- Co?! - Emily spojrzała na nią jak na idiotkę i wybuchnęła śmiechem. - Że on się we mnie zakochał?! Ty se chyba jaja robisz. On mnie chciał zabić, a co dopiero żeby się zakochał. - dziewczyna nie mogła przestać się śmiać, spojrzała na Nadię, która nagle zbladła. Jej grobowa mina wyrażała szok. Emily zaraz się opanowała i ucichła.
- O Boże... - zaczęła Nadia piskliwie. - Czyli on... Ty... On naprawdę...
- Nie Nadia, to nie tak! - dopiero teraz Emily zorientowała się jaki straszliwy błąd popełniła przypadkowo jej o tym mówiąc. O tym, że Nathan prawie doprowadził ją do śmierci i cudem przeżyła dzięki Jasonowi. Już nie miała mu tego za złe, ale Nadia mogła inaczej to zinterpretować. Wiedziała, że już nigdy nie wybaczy Nathanowi. Przez jej niefortunną pomyłkę mogła ich rozdzielić... Na zawsze...
~~
Wiem, kończę w "takim" momencie xD wiem, że tylko pogrążam sytuację bohaterów jakbym była jakąś sadystką. Narazie jest smutno trochę w tych ostatnich dwóch rozdziałach. Ale żeby mieć teczę, trzeba się pogodzić z deszczem, a żeby zaznać szczęścia i radości trzeba przeżyć smutek. Życie to nie instytucja do spełniania życzeń... Są złe i dobre chwile. Zawsze po złych przychodzą dobre. Ale czy... Te złe rzeczywiście są aż tak "złe"? Pewnie każdy z nas chciałby, by życie było radością, bez skutków i trosk, żeby zawsze być szczęśliwym i niczym się nie martwić... Uważamy, że te złe chwile są zbędne w życiu. Ale czy taka jest prawda? Czy gdybyśmy nigdy w życiu nie zaznali smutku potrafilibyśmy docenić szczęście? Właśnie dzięki temu, że przeżyliśmy złe chwile zawsze doceniamy te radosne, i zaczynamy dostrzegać radość w tym co mamy. Więc chyba te złe chwile nie są zbędne w życiu..
A się rozgadałam xdd no cóż. Przed chwilą zrobiłam prolog serialu w The sims 3 i jestem z niego duuumnaaaa :3 No dobra nie będę się chwalić I wgl.... Ale jestem genialna i wyszło mi ZAJEBIŚCIE mimo, że program co pięć sekund się wyłączał, serio xD TT_TT chyba ze szczęścia pójdę skoczyć z dywanu.

A więc ..... No jak by to delikatnie ująć : Ale z nich są idioci !!!!! I to totalni !!!!! ( Oczywiście chodzi mi o Nathanka i Nadię ) . No Wykrzyczałam się więc teraz mogę spokojnie pisać :) Kochana To jest cudo :3 :D Po prostu nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów . Mam nadzieję , że dodasz je jak najszybciej bo normalnie nie wytrzymam ciekawość mnie zżera i to totalnie :D A co twojego przemówienia na koniec po prostu miszczem :* No i też w pełni się zgadzam z tymi słowami ;) Życzę ton weny :D :* A teraz coś o moim zacnym blogu :D Chyba przestanę go pisać , a to dlatego , że nagle moja głowa stała się pusta i nic dosłownie nic nie mogę napisać ! A tak bardzo chcę :'( To już kolejny taki raz i na prawdę jeżeli w najbliższym czasie czyli tak z miesiąc może troszku więcej nic nie wymyślę przestanę pisać :( :'( Przepraszam .
OdpowiedzUsuńNO CHYBA CIĘ SUTY SZCZYPIĄ.!!! JEŚLI CHCESZ PRZESTAĆ PISAĆ TO NAJPIERW MUSISZ SIĘ UPORAĆ ZE MNĄ A POTEM RÓB CO CHCESZ! ja nie wierzę, jak się tak do ciebie przejdę i ci nagadam tak, że ten twój "pusty" jak powiedziałaś łeb w minutę się zapełni, ja ci mówię! Co z tego, że nie masz weny przez jakiś czas. Też tak mam. Ostatnio dodawałaś rozdział za rozdziałem, a ja właśnie wtedy mało dodawałam, bo nie mogłam się zmobilizować do pisania, ale za jakiś czas ci przejdzie i będziesz mówiła: "Boże... Jaka ja głupia byłam". Tez mam czasami takie dni, że mój łeb jest pusty, więc szukam inspiracji z byle czego :) musisz się ze mną spotkać, pogadać i możemy razem wymyślić różne pomysły na twojego bloga,a ty zaakceptujesz te ddobre i dodasz coś od siebie, albo przypomnij sobie o seriach yaoi jakie ostatnio oglądałaś. Co ci najbardziej zostało w pamięci? Człowiek czasami potrzebuje inspiracji. Może spróbuj gapić się w sufit przez godzinę i może tą inspiracje zdobędziesz :) ja ci mówię, będzie dobrze, zobaczysz :D pogadamy o tym i coś wymyślimy :) :* i się nie martw, że nie masz weny. Jeśli to lubisz robić, albo raczej jeśli pokochałaś pisanie to na pewno z tego nie zrezygnujesz i ja tego dopilnuję, będę nad tobą stać z wałkiem, a ty będziesz pisać i zobaczysz jak się wtedy rozpiszesz! Nie no żartuję oczywiście, nie będę stosować takich metod. :) powodzenia w szukaniu inspiracji! :D
UsuńNo no świetny blog, nawet nie wiem kiedy tyle przeczytałam, lubię takie klimaty. To moje pierwsze albo drugie opowiadanie w którym pojawiają się wampiry i muszę powiedzieć, że bardzo mi się spodobało, pozdrawiam i spadam czytać następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńJeju, dziękuję za kom, cieszę się, że zajrzałaś :D szybka jesteś, jak przeczytałaś te moje wypociny xD Również pozdrawiam i pamiętaj, że czekam na rozdziały u cb :)
Usuń