Rozdział 15
Kolejny dzień wakacji...
Wszyscy dojechali już na ulicę Słowackiego. Już weszli do bloku, a potem do mieszkania.
Hi - Urocze mieszkanko. - westchnęła zachwycona Nadia rozglądając się. Na wejściu stał korytarz, obok obszerna kuchnia. Dalej weszli do ładnie urządzonego salonu z dużym telewizorem i ogromną czarną kanapą. Ściany w pomieszczeniu były czarne i białe. Po prawej stronie było wejście na balkon.
- Nasza sypialnia jest tam... - Nathan uśmiechnął się do niej szeroko i wskazał jej kremowe drzwi na końcu. Wziął ją za rękę i poszli w stronę pokoju.
- Mieszkanie nie jest za duże, więc jesteśmy skazani na to, by spać razem w jednym pokoju, w jednym łóżeczku. - mówiąc to spojrzał na nią przelotnie uśmiechając się szyderczo i delikatnie pocałował ją w czoło. Nadia stała zarumieniona patrząc na Nathana jak na jakiegoś debila.
- Więc jakie dzisiaj mamy plany, panie przewodniku? - spytała siedząca obok Nathana Nadia lekko opierając się o jego prawe ramię. Na tylnych siedzeniach siedział Jason z Emily. Sue, Lys i Kastiel zostali w mieszkaniu.
- Tylko nie spowoduj wypadku. - roześmiał się Jason.
- No bez przesady... - skarcił brata wzrokiem. - Pojedziemy do galerii handlowej, to niedaleko. Właściwie to tutaj. Wszyscy spojrzeli na dosyć pokaźnych rozmiarów galerię handlową jaką był Focus Mall. Była to galeria dosyć mała porównując ją na przykład z Westfield London, gdzie porównania w ogóle nie było. Nathan zaparkował samochód na jednym z parkingów galerii i wszyscy wysiedli.
- Gdzie najpierw idziemy?
- Może do tego sklepu tam, H&M'u? - skierowali się od razu do sklepu, a Nadii od razu w oczy rzuciła się śliczna czerwona sukienka z wystawy. Aż rozdziawiła usta z zadziwu.
- Podoba ci się? - spytał Nathan nagle obejmując ją od tyłu w talii.
- No, ładna jest... - powiedziała z lekkim wahaniem.
- Więc ją kupujemy. - powiedział radośnie ciągnąć ją w stronę wieszaków. - Ta będzie idealna.
- Ale Nathan, naprawdę nie musisz...
- Cicho bądź! Idziemy. - obydwoje podeszli w stronę sprzedawczyni, to znaczy Nathan, który na siłę ciągnął za sobą rozkojarzoną Nadię.
- Więc tylko to będzie? - spytała młoda dziewczyna w czarnym T-shirt'cie patrząc z uznaniem na Nathana. Nadia i Nathan spojrzeli po sobie.
- Co kurwa? - spytał zdezorientowany.
- Nathan.. - Nadia nie mogła wytrzymać że śmiechu.
- Czy mam dać coś do tego, zapakować? Polecam również produkty z wyprzedaży po lewej stronie, tam na końcu. - uśmiechnęła się sprzedawczyni uroczo przy tym trzepocząc rzęsami. W dodatku słodkim dziewczęcym gestem odgarnęła swe włosy w tył. Nadia zauważyła, że była naprawdę ładna. Poczuła zazdrość patrząc na to jak go podrywała. W mgnieniu oka złapała chłopaka za dłoń. Pokazując, że Nathan należy do niej, do nikogo innego. Spojrzała na chłopaka, który nawet nie zwrócił na to uwagi tylko patrzył na młodą dziewczynę jak na idiotkę. Nadia znowu się zaśmiała.
- PO JAKIEMU TY DO MNIE DO KURWY NĘDZY GADASZ?! - nie wytrzymał już.
-Dziewczyno, mów po ludzku do mnie! Co ty się kurwa z Marsa urwałaś?!
(Dwa różne języki, polski i angielski xd)
-Nathan..- Nadia już nie mogła wytrzymać że śmiechu. Patrzyła na zirytowanego, wytrąconego z równowagi Nathana i na lekko przerażoną młodą sprzedawczynię. Przechodzący obok ludzie przyglądali się zaistniałej sytuacji ze śmiechem i zdziwieniem. - Ona gada po polsku. - gdy to powiedziała, jego mina była po prostu bezcenna.
- Aaa... - dopowiedział po czym podał zestresowanej sprzedawczyni sukienkę.
Gdy wychodzili że sklepu Nathan szedł ze zbitą miną.
- Jaki z ciebie dzieciak! - przelotnie pogłaskała go po policzku uśmiechnąwszy się do niego
- Ja po prostu nigdy nie słyszałem takiego języka. To nie moja wina, że Polacy gadają jakby ich dupa bolała.
- No już... - przytuliła go.
~~
Od razu po tym incydencie wszyscy udali się do parku ma ulicę 3-go Maja. Był to jedyny park w tej miejscowości. Byli z nimi także Lys, Sue i Kastiel. Jednak wszyscy się rozdzielili, a potem Nadia została sama z Nathanem. Usiedli na ławce wokół dwóch drzew. W okolicy były różne drzewa i krzewy. W oddali słychać ćwierk ptaków, a tuż przed nimi odgłos płynącej wody z rozległej fontanny. Wokół nich zieleń...
- Podoba Ci się tu? - spytał zaciekawiony Nathan.
- Tak.. Jest cudownie... - szepnęła zachwycona
- Trochę głupio, że pomyliłem te bilety. - odrzekł smutno.
- Przestań! Jest fajnie. Przynajmniej nikt się takich wakacji nie spodziewał. Mi się podoba. A tobie? - spojrzała na niego przelotnie.
- Nawet... Z Tobą to nawet i w końskiej stajni czułbym się rewelacyjnie. - powiedział po czym powolutku zaczął przybliżać się do niej i głęboko spojrzał jej w oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Słodki jesteś... - powiedziała śmiejąc się.
- To ty jesteś słodka. - objął ją delikatnie w talii i podniósł ją tak, że teraz siedziała na jego kolanach.
- A najsłodsza jesteś wtedy gdy jesteś o mnie zazdrosna... - uśmiechnął się do niej szyderczo i posłał jej uwodzicielskie spojrzenie. Nadia rozdziawiła usta i w mgnieniu oka stała się cała czerwona na twarzy.
- Zauważyłeś... - powiedziała cichutko nerwowo mrugając oczyma. Nathan się zapatrzył w jej śliczne zawstydzony oczy. W tej chwili poczuł jakby jego serce przyspieszyło, waląc w jego piersi jakby chciało się wydostać wprost do Nadii. W brzuchu poczuł motyle, w gardle gulę. Przez tą chwilę istniała dla niego tylko ona. Cały świat się nie liczył, nic nie mogło być ważniejsze od niej. Dotarło do niego, że nigdy przy żadnej dziewczynie nie czuł czegoś takiego. On naprawdę się zakochał, z każdym dniem jego uczucie rosło...
- Co się stało?
- Nie, nic... - wreszcie się ocknął. - Przez tą chwilę wyglądałaś tak samo jak wtedy, za nim jeszcze... - Nie skończył, bo znów poczuł gulę w gardle. Jeszcze chyba nigdy tak mocno tego nie odczuwał. Przez całe życie nic nie czuł, żadnych emocji. Dopiero potem gdy ją ponownie spotkał, wtedy w szkole... Wszystko się zmieniło...
- Nathan... - opuszkami palców przejechała po jego bladym, chłodnym policzku. "Dlaczego nigdy nie mogę Cię zrozumieć? Jesteś taki odległy..." W rzeczywistości to tylko ona była w stanie go zrozumieć...
- Ach... Myślałem sobie tylko o tej ślicznej sprzedawczyni. Ach... Była taka pociągająca... - westchnął udając zachwyt, a Nadia uderzyła go w ramię. Roześmiał się.
- Kochanie, przecież wiesz, że żartuję. - uśmiechnął się do niej obejmując ją mocno. Nadia tylko spojrzała na niego spode łba.
- Jak mogłaś być o nią zazdrosna...
- O wszystkie dziewczyny jestem zazdrosna!
- To dobrze... Ale nie musisz być, bo nie masz powodu.
-Wszystkie się do ciebie kleją. Jestem pewna, że gdybym gdzieś na moment odeszła wszystkie, by do ciebie polgnęły! - obrażona skrzyżowała dłonie na piersiach.
- Dlatego nie możesz mnie nigdy opuszczać, nawet na moment... - szepnął jej do ucha aksamitnym, uwodzicielskim głosem. Podziałało... Dziewczyna się rozluźniła.
- Nie rozumiem... Mógłbyś mieć każdą...
- Ale wybrałem ciebie... - spojrzał jej głęboko w oczy przybliżając się do jej twarzy i uśmiechnął się. Prawą dłonią odszukał jej dłoni, po czym delikatnie ją chwycił splatając ich palce.
- Dlaczego?
- Dlatego, że jesteś... Hmm... Niesamowita?
- Mówisz tak żeby się podlizać.
- Nie... Mówię prawdę. - powiedział poważnie. - Tylko ty , że jestem teraz taki. Mimo moich wad czuję, że jestem lepszy. Mimo, że jestem potworem przy tobie czuję się jakbym był człowiekiem. Tylko ty mnie rozumiesz, tylko ty jesteś w stanie sprawić uśmiech na mojej twarzy. Zostałem stworzony by być przy tobie, rozumiesz? Nic innego bez ciebie nie ma sensu, bo bez ciebie nie potrafię się nawet uśmiechnąć. A przy tobie jest inaczej. Przy tobie nawet niemiła rzecz jest fajna, a fatalne miejsca stają się niesamowite. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz dlaczego cię wybrałem. A teraz musisz mi coś obiecać...
- Co? - spytała poruszona. Była wzruszona jak nigdy przedtem. Zawsze gdy była przy nim, świat stawał się inny, lepszy. Mimo tego co powiedział, ona uważała inaczej. Myślała, że to nie ona mu jest potrzebna, tylko on jej...
- Proszę cię... - zaczął i wpił swoje intensywne spojrzenie w jej delikatne błękitne oczy. Mówił cicho i powoli, jakby starał się nie urazić jej swoim donośnym głosem. - Obiecaj mi, że... Już nigdy mnie nie opuścisz...
- Dobrze, obiecuję... - przytuliła go mocno.
- To dobrze. Bo jak odejdziesz, odejdzie część mnie, a wtedy bez ciebie moje życie straci ten kolor i nie będzie sensu, by już dalej żyć...
-Nathan... - odsunęła się od niego na chwilę, by móc spojrzeć w jego czarne oczy osłonięte czarnymi kosmykami jego włosów. - Nie opuszczę cię, rozumiesz. Zawsze będę przy tobie. - powiedziała i uśmiechnęła się do niego słodko. On odwzajemnił uśmiech i chwycił jej dłonie oplatając je wokół własnej szyi, po czym chwycił ją w talii i zamykając oczy zaczął swą twarz delikatnie przybliżać do jej twarzy. Ona zrobiła to samo. Jej serce przyspieszyło. Ich usta dzieliły milimetry. - Tu jesteście! - krzyknęła Emily klaszcząc w dłonie. Obydwie odskoczyli od siebie jak oparzeni. - chodźcie, bo już jedziemy.
Gdy wreszcie wszyscy dojechali była już 17:00. Dopiero przyjechała pizza, po tym jak wszyscy zjedli, każdy rozszedł się do swoich pokoi. Nadia i Nathan weszli już do swojej sypialni. Dziewczyna wyszła na chwilę na balkon. Patrzyła na słoneczny, piękny dzień, pod nią jechały samochody. Jednego była pewna... Było inaczej niż w Londynie. O wiele inaczej...
- Co tak patrzysz? - chłopak niespodziewanie objął ją od tyłu i przytulił do siebie.
- A tak się zastanawiam... - w tej właśnie chwili przypomniała sobie pewną sytuację, która miała miejsce kilka dni temu. Ciągle ją to dreczyło i nie dawało jej spokoju.
~
Było to zaraz przed wakacjami. Dziewczyna zmęczona wróciła ze szkoły. Chociaż wtedy zaraz po szkole poszła jeszcze z Nathanem do kina, więc był już późny wieczór. Gdy weszła do domu od razu opartą o próg drzwi w przedpokoju zobaczyła swoją mamę.
- Gdzie ty byłaś?! - czarnowłosa kobieta spoglądała na nią ze złością.
- Emm... Co?! - Nadia była zszokowana. Nie sądziła, że mama będzie jej robić wyrzuty o późne wracanie do domu tuż przed wakacjami.
- Czy ja mówię po chińsku?! Gdzie ty do jasnej cholery byłaś?!
- U koleżanki... - spanikowana skłamała. - Przepraszam, że ci nic nie mówiłam, ale tak niespodziewanie mnie zaprosiła i już prawie wakacje, więc...
- Chciałam z tobą porozmawiać.
- A nie możesz jutro? Jestem zmęczona.
- Musimy porozmawiać teraz, to ważne. - jej ton głosu nie wróżył niczego dobrego. Obie usiadły przy stole. Nadia naprzeciw matki.
- Nadio... Dostałam bardzo dobrą ofertę pracy, mogę zostać menadżerem bardzo dobrej firmy i...
- Naprawdę?! To super! Dlaczego się nie cieszysz? - spojrzała na nią zdziwiona. Zorientowała się, że coś jest nie tak.
- Mamo?
- Chodzi o to, że firma, która mi zaoferowała tą posadę mieści się w Atlancie... - kobieta spojrzała na córkę, która w tej chwili siedziała zamurowana.
- Nie.
- Musimy się wyprowadzić, najlepiej jak najszybciej. W przeciągu tego miesiąca.
- NIE!!! - Nadia gwałtownie wstała od stołu. Jej teraźniejsze uczucia można było opisać w dwóch słowach: chaos i strach. Czuła jakby cały jej świat nagle się zawalił. Nie mogła zostawić Nathana, przyjaciół i Emily... Przecież niedawno dowiedziała się, że żyje.
- Nie! Nie zgadzam się na to!
~~
- Nadia? Heej!
- Emm... Co się stało?
- Zaczęłaś mówić jaki to jestem wspaniały i się zatraciłaś. - uśmiechnął się do niej niewinnie.
- To w moim stylu. - roześmiała się.
- Co się stało? - Nathan pocałował ją w szyję.
- Nic takiego, po prostu zamyśliłam się.
- Okej... - teraz trwali chwilę w ciszy wtuleni w siebie. Nagle usłyszeli jakiś dziwny hałas z pokoju obok.
- Co się dzieje?
- To tylko Jason z Emily. No wiesz... Szaleją.
- Och... - roześmiała się.
- Wiesz... - zaczął z wahaniem. - Może my też, no wiesz... Poszalejemy? - spytał uśmiechając się do niej słodko.
- Nathan... - dziewczyna spojrzała na niego obejmując dłońmi jego kark.
- Oczywiście jeśli chcesz. Jeśli jesteś na to gotowa...
- Nathan, ja... - zaczęła nerwowo. - Jestem gotowa. - powiedziała, na co on uśmiechnął się złowrogo. Objął ją mocno w talii i złączył ich usta w dynamicznym pocałunku. Chłopak błądził dłońmi po jej plecach i talii, a ona co chwilę wzdychała z zachwytu. Wkrótce podniósł ją tak, że dziewczyna oplotła dłonie wokół jego szyi, a nogi miała oplecione wokół jego pleców. Wampirzym tępem podbiegł do łóżka. Po chwili obydwoje już na nim leżeli. Dziewczyna leżała pod nim i całując go targała mu włosy. Serce biło jej tak szaleńczo, jak nigdy wcześniej. Chłopak całując ją zszedł niżej na jej obojczyki i zaczął robić jej malinki na karku. Potem znów zaczął ją całować złączając ich języki w zachłannej walce. Powoli włożył swoje chłodne ręce pod jej bluzkę gładząc jej brzuch i plecy. Ona nie pozostając mu dłużna opletła nogi wokół jego pleców przyciągając go bardziej do siebie. Tym gestem sprawiła, że chłopak był jeszcze bardziej napalony. Dynamicznym gestem ściągnął jej bluzkę, a ona zaczęła odpinać guziki z jego koszuli...
~~
Nadia powoli otworzyła oczy. Był poranek. Promienie słoneczne oświetlały jej jasną twarz. Uśmiechnęła się sama do siebie zjewając. Była taka szczęśliwa... Szczęśliwa jak nigdy dotąd.
"Ja i Nathan... My... " myślała i uśmiechała się od ucha do ucha. Spojrzała na chłopaka obejmującego ją. Miał zamknięte oczy. Wyglądał tak słodko... Dziewczyna przejechała dłonią po jego chłodnym policzku. Spał... Delikatnie wstała podnosząc kołdrę, by ukryć swoje nagie ciało, gdy nagle poczuła silny uścisk na swoim brzuchu. Minął ułamek sekundy, a dziewczyna leżała kurczowo przyciśnięta do łóżka tuż pod Nathanem. Zaniemówiła z wrażenia.
- Gdzie się wybierasz? - szepnął jej do ucha swoim aksamitnym głosem. Nadia nie mogła oprzeć się jego oszałamiającemu zapachowi, głosowi i nieziemskiemu urokowi.
- Myślałam, że śpisz... - miała szeroko otwarte oczy ze zdziwienia.
- Mhm... Wampiry nie potrzebują snu, zapomniałaś? - zaczął niebezpiecznie się do niej przybliżać. Mimowolnie jej usta zaczęły drżeć, twarz pokryła się rumieńcami, a serce jak zwykle zaczęło łomotać. Dlaczego miał taki wpływ na jej uczucia?!
- Twoje serce nagle przyspieszyło. To mi się podoba... - jego wzrok był jakiś taki inny. Jakby drapieżny...
- Nathan...
- Boisz się? To dobrze, bo jestem niebezpieczny, nawet bardzo. - uśmiechnął się szyderczo, po czym złączył ich usta w namiętnym pocałunku. - Nathan, ja... Powinnam już pójść, bo Emily i w ogóle... - Nie skończyła, bo Nathan znowu ją pocałował, tym razem tak słodko, przeciągle. Zamknęła oczy.
- Ale ja cię nigdzie teraz nie wypuszczę. - zaczął się śmiać. Zaczął całować ją w kark, schodząc aż po obojczyk. Dziewczyna westchnęła z rozkoszy, po czym się speszyła. Poczuła, że uśmiechnął się z satysfakcją. Nie widziała tego, ale po prostu wiedziała. Leciutko musnął jej szyję, a potem składał na jej karku, szyi i ustach gorące pocałunki. ( Bo mu się nudziło -_-)
~~
Po południu wszyscy w salonie oglądali telewizję.
- Ja zaraz wrócę.. - powiedziała niepewnym głosem Nadia i wstając niechętnie pobiegła w stronę łazienki.
- Co jej jest? - spytała Emily oglądając się za przyjaciółką.
- Mnie się pytasz? - spytał równie zdziwiony Nathan. - pójdę za nią. Doszedłszy do łazienki, zatrzymał się przed drzwiami nasłuchując.
- Kochanie, czy wszystko okej?
- Tak... - wyjąkała.
- Nie! - krzyknął i gwałtownym ruchem otworzył drzwi, wykręcając zamknięty w nich zamek.
- Nadia, czy ty wymiotujesz? - spytał przeraźliwie patrząc na dziewczynę, którą zastał bladą, z zanurzoną głową w muszli klozetowej. Delikatnie odwróciła się ku niemu.
- Wyjdź, proszę! Nie oglądaj mnie w takim stanie... - wyjąkała słabym, cienkim głosem.
- Nie, Nadia!
- Nie chcę żebyś mnie taką widział...
- Ale ja chcę! Chcę być zawsze przy tobie,nawet gdy jesteś chora... - podbiegł i odgarnął jej włosy w tył. Wyglądał na bardzo zmartwionego i zamyślonego.
- Prze - przepraszam...
- Nie przepraszaj... - położył głowę na jej plecach, a dłonie na jej ramionach.
- Nadia... - nagle wstał. Jego grobowy głos brzmiał teraz bardzo poważnie.
- Może ty... Może ty... ! JESTEŚ W CIĄŻY?!
~~
Jestem jakaś zryta... Trudno. Mojej przyjaciółce potrzebny psycholog, a mi psychiatra... Ja nie mogę! Muszę się leczyć! O.o Dobra, fchuj stym xD Narysowałam rysunek xD. Jestem z niego bardzo dumna. Nadia i Nathanek <3 takie są właśnie moje nudy na lekcjach xdgg

Ty mnie o coś oskarżasz ?! To nie moja wina ! Przecież ostrzegałam , że mój rozdział może zryć psychę . A co do leczenie to pójdziemy razem :D Tak poza tym rozdział prze cudny :3 <3 W pewnym momencie ( Wiesz którym ) ,aż się z wrażenia śliną zaksztusiłam . Po prostu szczena mi opadła <3 A ty się lepiej przygotuj na mój 12 rozdział bo po nim twoja psychika będzie zryta do końca ;) ( Wiesz o co mi chodzi prawda ? ) :3 A no i jeszcze jedna sprawa Nadia będzie w ciąży ?? Bo jak tak to nie mogę się doczekać tego jak będzie rodzić :D I lepiej niech się nie przeprowadza bo się do Ciebie przejdę !! A teraz nie pozostaje mi nic innego jak życzyć ton weny :D :* Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały :3 <3
OdpowiedzUsuńA no i jeszcze jedno na moim blogu jest mała niespodzianka :D Ale bardzo fajna niespodzianka :3 :*
UsuńTak, o 11 mi chodziło, literówka xD Mój rysunek jest najlepszy! <3 tak i będzie dużo dzieci, takie małe wampirątka xddd jeszcze w piątek będę oglądać drugą część przed światem xD idę luknąć na twojego bloga i wgl jestem dumna z mojego rysunku :D haha :D
Usuńtylko niestety to co chciałam dać do 12 będę musiał napisać w 13 albo 14 rozdziale bo ten 12 wtedy był by w chu... długi , a mi by się nie chciało go pisać :P :D
Usuń