sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 21

Rozdział 21 "Senna zjawa"

- Kastiel! - krzyczałam ze łzami patrząc jak chłopak cały płonie. Biegłam w jego stronę obawiając się, że sama się spalę. Sceneria była koszmarna, paraliżująca z przerażenia. Las, drzewa stojące w jaskrawych, ogromnych płomieniach, które nic nie mogło ugasić. Próbowałam na siłę biec za nim, ale im bliżej niego byłam, tym bardziej się oddalał.
- Więc już wszystko pamiętasz... - rzekł złowrogim tonem. Jego spojrzenie wykrzywione było niewyobrażalną wściekłością. W oddali płomieni ujrzałam Nathana. Był tuż za Kastielem i patrzył na mnie przeszywającym spojrzeniem, zadrżałam i zaczęłam nerwowo mrugać oczyma próbując jakoś wybudzić się z tego koszmaru. To na nic... Nagle sceneria się zmieniła... Płomienie zniknęły, las także. Znajdowałam się w pustce, wokół była sama ciemność. A tuż przede mną stał zielonooki.
- Już wszystko pamiętasz, prawda? - zaczął delikatnie. Opuszkami palców dotknął mojego policzka, potem moich warg.
- Tak... - szepnęłam ze łzami oddalając się myślami do nowo odzyskanych wspomnień o Kastielu. Chciałam o tym jak najszybciej zapomnieć. Nie chciałam tego, nie chciałam pamiętać, chciałam jeszcze raz stracić pamięć. Nie mogłam dopuścić do tego, by tamta przeszłość stała się teraźniejszością i wszystko zepsuła. Patrzyłam mu w oczy. Przybliżył się do mnie, by mnie pocałować. Nie protestowałam. Ale, nagle jego spojrzenie stało się inne. Tęczówki jego zielonych oczu zniknęły. Białka oczne były oszpecone żyłkami, z których zaczęła spływać krew. Jego twarz stała się jak marmur, bo bokach jego głowy pojawiły się pęknięcia. Krzyknęłam z przerażenia oddalając się od niego. Głowa mu odpadła, z ciała zaczęła spływać krew. Nie chciałam na to patrzeć. Cała czerń otaczającą mnie zamieniła się w krwisty szkarłat. Odwróciłam wzrok, by nie patrzeć na chłopaka, ale to nic nie dało. Gdzie tylko bym się nie odwróciła był w zasięgu mojego wzroku. Ujrzałam Nathana. Jego twarz wykrzywiona niewyobrażalną wściekłością. Dostrzegam jego długie kły, z których spływała krew oszpecając jego białe ubranie.
- Musiałem się go pozbyć, zrobiłem to dla ciebie, kochanie... - nagle podszedł do mnie i cała sceneria poraz kolejny się zmieniła. Tym razem oboje byliśmy przed ołtarzem. Ja w ślubnej sukni i welonie, on w czarnym garniturze. Patrzył na mnie słodkim spojrzeniem, od jakiego zawsze uginały mi się kolana. Odetchnęłam z ulgą. Rozejrzałam się wokół. Byli wszyscy. Emily, Kastiel, moi rodzice, mama z panem Klausem i tata z nową żoną, znajomi ze szkoły, rodzina. Nagle ktoś wrzasnął przeraźliwie. Wszystko się zmieniło. Wszędzie była krew, każdy na sali wyglądał tak jak wcześniej Kastiel. Zakrwawieni, zmasakrowani, bez głów. Spojrzałam na Nathana z przerażeniem. On nadal słodko się do mnie uśmiechał. Zaczęłam wrzeszczeć po tym, gdy spojrzałam na swoją sukienkę całą we krwi. I kolejna scena...
Las... Oni obydwaj... Kastiel i Nathan... Przede mną... Walczyli... Na śmierć i życie...
- Proszę, przestańcie! - Nie przestali. Nathan spojrzał na mnie przelotnie.
- Wybieraj, albo on albo ja! W twoim sercu nie ma miejsca na nas dwóch.
- Kiedy ja... - zaczęłam czując nowe łzy napływające do oczu. - KOCHAM WAS OBU DO CHOLERY!

     I wtedy właśnie się obudziła z krzykiem. Nie było obok Nathana. Za to nad nią była jakaś... Zjawa?! W ciemności mało było widać. Mogła dostrzec tylko jej wysoką posturę i krzywy uśmieszek. Była tuż nad nią. Zaczęła głośniej krzyczeć. Pierwsza noc w tym domu, a już wydarzyło się coś takiego. Spanikowana zamknęła oczy z niedowierzaniem je ocierając. Gdy je znów otworzyła zjawy już nie było... Za to zastała otwarte szeroko okno od balkonu i powiew firanki. - Nie... Niemożliwe... - szeptała spanikowana okrywając się kołdrą. Widziała zarysy mebli jego pokoju, które w ciemnościach wydawały się ruszać i przybierać kształty różnych zjaw. Nie chciała na to patrzeć. Zamknęła więc oczy, ale wtedy w wyobraźni ujrzała twarz Kastiela, tą twarz z jej przed chwilą wyśnionego koszmaru. Znów zaczęła krzyczeć, schowała głowę pomiędzy ramionami. Gdzie Nathan?!
- Co się stało?! - chłopak wbiegł zdezorientowany do sypialni i zastał ją przestraszoną i płaczącą. Poczuł ukłucie w sercu i natychmiast znalazł się przy niej przytulając ją. - Nadia... Myślałem, że coś się stało. Nawet nie masz pojęcia co czułem... - rzekł bezemocyjnym głosem.
- IDIOTA!!! - wydarła się przez łzy.
- Huh?
- Jesteś idiotą. Gdzie ty byłeś?! Dlaczego mnie zostawiłeś samą?!
- Ja tylko... Wyszedłem na chwilę, spałaś, więc myślałem, że nie zauważysz.
- Nathan... Dlaczego? Ja... Już nigdy mnie nie zostawiaj samej. - wtuliła się w niego bardziej, a on czułym gestem pogłaskał ją po głowie.
- W porządku. Już tak nie zrobię. Co się stało? Dlaczego krzyczałaś? - zadrżała na samo wspomnienie o tym.
- Nadia, proszę uspokój się. Już po wszystkim. Jestem przy tobie. Nic ci nie grozi.
- Ktoś tu był... - szepnęła przez łzy - ktoś tu naprawdę był...
- Bzdury... To niemożliwe. - zdziwił się.
- Widziałam. Ta osoba była przede mną...
- Głupia... Przecież gdyby ktoś tu był, wyczułbym to.
- Ale... Naprawdę...
- Nadia, to tylko zły sen. Jestem tego pewien. Nie bój się. Będę przy tobie całą noc. Nic ci się nie stanie. Wiesz, że nie pozwoliłbym cię tknąć...
- Obiecujesz? - chwyciła jego chłodną dłoń i patrzyła na nią chwilę.
- Obiecuję... - ucałował ją w czoło. - Śpij dalej. Jest środek nocy... - położył się obok niej i położył rękę na jej brzuchu przytulając ją do siebie. Normalnie w takiej sytuacji zawstydziłaby się i zaczęłaby się rumienić, ale teraz była pod wpływem strachu i nie myślała o niczym innym.
- Czułam jej oddech... - szepnęła niemal
nieusłyszalnie i momentalnie zasnęła czując się bezpiecznie w jego objęciach.

Ledwie zasnęłam, a poczułam powiew chłodnego wiatru we włosach. Jakieś nieznajome miejsce. Jakby las, jednak miał w sobie coś dziwnego... Zaczęłam się bać. Ujrzałam Nathana. Od razu poczułam ulgę. Chłopak czarująco się uśmiechał. Dopiero po chwili jednak zorientowałam się, że mnie nie widzi. Dlaczego? Obok niego ujrzałam dziewczynę. Piękną. Bardzo piękną. Widziałam tylko jej wąskie czerwone jak szkarłat usta i ciemnobrązowe, gęste włosy długości za ramiona. Ubrana w białą sukienkę. Nie mogłam jednak dostrzec jej oczu. Były przysłonięte czarnobrązową grzywką na lewym boku. Dziewczyna opletła ramiona wokół jego karku sprawiając, że Nathan uśmiechnął się jeszcze szerzej. A potem zaczęli się namiętnie całować. Ta scena sprawiła, że poczułam ukłucie w sercu. Jak w każdym śnie, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że śnię. Dlatego też czułam się okrutnie. Miałam ochotę płakać. Dziewczyna znalazła się tuż przede mną i odsłoniła swe długie białe kły. A więc była wampirzycą.
- Z tobą nie byłby szczęśliwy... - zaczęła doprowadzając mnie do czystej wściekłości. Milczałam. - Jesteś tylko marnym człowiekiem. Nuda...
- Co ty niby możesz o tym wiedzieć?! - wybuchłam nagle pod wpływem jej lekceważącego tonu.
- Dużo... Znam Nathana lepiej niż ty, kochanie.
- Doprawdy?
- Owszem. Znam go jeszcze od czasów panowania Mirandy nad krwiopijcami. Jeszcze za nim wymazała mu wspomnienia usypiając wampiryzm. Znam go jeszcze za czasów jak był uroczym, bezwzględnym mordercą...
- Nieprawda! Kłamiesz... - szepnęłam niemal przez łzy.
- Jesteś naiwna. Nic o tym chłopaku nie wiesz, a zgrywasz taką wielce zakochaną. Obudź się wreszcie!
- Przestań pieprzyć! - miałam ochotę przejechać paznokciami po tej jej zadbanej, jasnej buzi i kilka razy ją po niej uderzyć zostawiając ją oszpeconą. Ale nie mogłam, bo tajemnicza postać była wampirzycą! I owa wampirzyca roześmiała się kpiąco.
- Wiesz w ogóle ile twój Nathan ma lat?
- Mów sobie co chcesz. I tak w nic nie uwierzę. Jesteś tylko głupim snem, z którego zaraz się wybudzę.
- Właśnie. Tak jak Nathan... Także jest twoim snem. Do tej pory panicznie boisz się, że jak się obudzisz, jego już nie będzie. - uśmiechnęła się szyderczo, tak jak Nathan. Tym gestem jeszcze bardziej mnie zirytowała. - Pamiętaj Nathan to za wysokie progi jak na twoje nogi, drogie dziecko. Musisz pamiętać, że teraz dużo osób będzie na niego polowało! - roześmiała się złowrogim śmiechem.
- Kim ty jesteś do cholery?!
- Ja? Nie przejmuj się mną. Jestem tylko... - szepnęła mi do ucha i przejechała swoimi paznokciami po mojej szyi. Poczułam krew... - snem... - dziewczyna roześmiała się poraz kolejny i zniknęła, a ja właśnie wtedy się obudziłam.

     Przerażona otworzyła oczy. Odetchnęła z ulgą ciesząc się, że się obudziła. Nathana znowu nie było. Poczuła leciutkie szczypanie na karku. Zdezorientowana opuszkami palców przejechała po bolącym miejscu. Poczuła ciepłą krew. Zaledwie mała kropelka zaczęła spływać po jej szyi, ale i tak się przestraszyła. Zadrapanie... Tak jak we śnie...
- NATHAN!!! - wydarła się. Żadnej reakcji. Nikogo nie było w tym popieprzonym domu?! Podbiegła do balkonu. Nathan był na zewnątrz. Kierował się do przodu, między drzewami. Szedł jak robot, jakoś tak mechanicznie.
- Nathan, przestań! - podziałało. Wzbudził się z "transu".
- Nadia... - szepnął i w mgnieniu oka znalazł się przy niej. Przytulił ją.
- Co się stało? - tym razem to ona spytała jego.
- Sam nie wiem - szepnął zdezorientowany - Nie chciałem z własnej woli wyjść. Nie pamiętam ostatnich chwil, czuję jakby ktoś mnie zahipnotyzował i wymazał ostatnie wspomnienia. Dziwne, nie?
- Nie, Nathan...
- Co jest? Dlaczego czuję krew? - spytał zdezorientowany.
- Ktoś tu był, naprawdę... - ukazała mu ranę.
- O mój Boże... - złapał się za usta i gwałtownie się odsunął. Patrzył na nią wzrokiem pełnym różnych emocji, ale nie miała pojęcia jakich.
- Nathan w porządku. To tylko zadrapanie. - miała do niego podejść, ale się zatrzymała. Chłopak mocno zamknął oczy i przyciśnięty do ściany jęknął z bólu. Wyglądał na cierpiącego. Zrobiło jej się go żal.
- K... Krew! - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Dopiero teraz dotarło do niej o co chodzi. Czym prędzej wybiegła z pokoju i zamknęła się w toalecie. Usiadłszy na zimnej posadzce schowała głowę w ramionach i zaczęła cichutko szlochać wspominając oba sny. O tym pierwszym wydawało jej się, że powinna zapomnieć, nic nie znaczył. Nathan nigdy by tak nie postąpił... Zresztą co miało znaczyć zdanie "Kocham was obu..." Przecież była pewna, że kocha tylko Nathana... Ale z drugiej strony... Dziewczyna z tego drugiego snu... Dlaczego jej się śniła? Czy ta tajemnicza postać rzeczywiście istnieje i próbowała jej coś przekazać? Z bólem w sercu wspomniała obraz uśmiechniętego Nathana, a potem całujacego tamtą dziewczynę. Może i rzeczywiście to zwykły sen, ale mimo to dał jej dużo do myślenia i wiedziała, że tak łatwo go nie zapomni.
"Jesteś naiwna. Nic o tym chłopaku nie wiesz, a zgrywasz taką wielce zakochaną. Obudź się wreszcie!"
Czuła, że zjawa senna mówiła prawdę, miała rację. W głębi serca wiedziała, że ten sen nie przyśnił jej się bez powodu. Dziewczyna nigdy o tym nie myślała... O tym, że tak naprawdę nie zna Nathana. Nawet nie wiedziała ile w rzeczywistości ma lat. Prawie nic nie wiedziała o jego przyszłości. Jedynie co, wiedziała o Mirandzie, o tym, że stał się pierwotnym wampirem i jest silniejszy niż myśli... Ale czy rzeczywiście go nie zna? Poczuła łzy spływające po policzkach. Była trochę zdezorientowana. Nawet nie wiedziała, w którym momencie zaczęła płakać. Przecież dopiero go odzyskała, a znikąd pojawiła się w niej obawa, że go straci.
- Nadia... Otworzysz mi? - usłyszała jego aksamitny głos zza drzwi.
- Nathan. Przepraszam... - szepnęła otwierając drzwi.
- Nie przepraszaj. To nie twoja wina, że jestem lekko świrniętym wampirem. - podrapał się po głowie w lekko bezradnym geście. Usiadł obok niej.
- Nathan... - zaczęła po chwili milczenia. - Ile masz lat?
- hmm... - był trochę zdezorientowany. Widocznie zaskoczyła go tym pytaniem.
- Nie wypada pytać o takie rzeczy. - udał oburzonego.
- No powiedz mi, nie będę się śmiała.
- No siedemnaście!
- Teoretycznie, a tak naprawdę?
- Tysiąc sto siedemnaście... - szepnął bezemocyjnym głosem. Nadia szeroko otworzyła usta.
- Żartowałem. - zaśmiał się. - Mam sto pięćdziesiąt lat...
- Nie no... Nie jest aż tak źle. Czyli spotykam się z emerytowanym dziadziusiem, który już dawno powinien być w grobie... Spoko! - klasnęła w dłonie. Znów się roześmiał.
- Nie przeszkadza ci to?
- Wiek nie ma znaczenia... - uśmiechnęła się.
- Powiedział pedofil stojący przed przedszkolem... - dokończył Nathan i obydwoje się roześmiali.
- Mamy ze sobą coś wspólnego...
- Też jesteś emerytką?
- Nie! Oboje mieliśmy tymczasowo "wymazane" wspomnienia. Ty przez swoją matkę, ja przez wypadek. Ile miałeś lat gdy wymazała ci wspomnienia?
- Sto trzydzieści trzy? Coś koło tego.  Wkrótce po tym trafiłem do innej rodziny i wychowywałem się z Jasonem przez pięć lat. Wtedy nie miałem pojęcia, że miałem w sobie uśpiony wampiryzm. Dopiero po twoim wypadku to wszystko odżyło i wspomnienia powróciły, moce wampira zbudziły się we mnie ...
- A więc to tak. Wszystko rozumiem. Czyli ty dojrzewasz i nie zatrzymałeś się w rozwoju?
- Nadia... Ja nigdy nie byłem człowiekiem, od urodzenia jestem wampirem. Mój rozwój trwa do osiemnastu lat. Jak już będę miał teoretycznie osiemnaście lat, mój rozwój ulegnie zatrzymaniu.
- Trochę to szokujące... Pamiętasz swojego ojca? - spytała z wahaniem i za chwilę od razu tego pożałowała. Jego wyraz twarzy gwałtownie się zmienił. Oczy wyrażały ból.
- Przepraszam...
- Nie przepraszaj. Po prostu nie chcę o tym mówić.
- Okey... Chodźmy już do pokoju, nie będziemy do rana siedzieć w tej łazience.
- Mhm... - mruknął nadal zamyślony, a Nadia wstała pociągając go za dłoń i wyszli.

~~
Wiem, wiem... Spóźniłam się. Obiecałam ten rozdział dużo wcześniej, ale cóż :( Ale przynajmniej jest dodany i sprawdzony, kilka razy edytowany i bez irytujących błędów, jak to u mnie zazwyczaj w wypracowaniach na polskim jest dominacja ;--; A przynajmniej mam taką nadzieję, że jest bezbłędne. No i jak widzicie zaczyna się coś dziać :D Po przeczytaniu tego można stwierdzić, że autorka tego opowiadania jest trochę psychiczna, ale zapewniam, że pisałam to przy zdrowych zmysłach. (tak jak każde inne rozdziały) kolejny już niedługo. Mam wiele pomysłów (bo to prawda, ale jestem za leniwa żeby to napisać o.o) , więc jak narazie nie jestem w stanie przewidzieć ile rozdziałów będzie miało całe opowiadanie, nie widać nawet końca opowieści xD więc niestety albo stety będziecie zmuszeni to czytać długooo jeszcze, hah :D
Kolejny rozdział nwm kiedy. Pewnie z jakiś tydzień, ewentualnie w ten weekend. Pozdrawiam wszystkich, którzy to czytają. :*
Niedługo opublikuje ten post z Liebster Award :3
I okładkę sama zrobiłam xd

2 komentarze:

  1. Dziewczyno przecież nikt po przeczytaniu tego rozdziału nie uzna , że jesteś psychiczna.... Nie no dobra kogo ja próbuję oszukać ? Rozdział jest cudowny :3 Po prostu nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam do końca tego rozdziału . A i dobra rada bierz się za pisanie horrorów bo sny Nadii , które opisałaś były trochę straszne no i też od razu pojawia się pytanie Kim jet ta dziewczyna z jej snu ?Zgaduję , że wszystko się wyjaśni w następnych rozdziałach , więc nie pozostaje mi nic prócz czekania ;3 :* Ta zjawa na suficie czy gdzie ona tam było od razu skojarzyła mu się z tym ( Gorylem ) dziwnym czymś z Anabell ;) :D Ale muszę przyznać , że ich rozmowa w łazience była mistrzowska :D no bo kto by się na tym nie zaśmiał
    - Nathan... - zaczęła po chwili milczenia. - Ile masz lat?
    - hmm... - był trochę zdezorientowany. Widocznie zaskoczyła go tym pytaniem.
    - Nie wypada pytać o takie rzeczy. - udał oburzonego.
    - No powiedz mi, nie będę się śmiała.
    - No siedemnaście!
    - Teoretycznie, a tak naprawdę?
    - Tysiąc sto siedemnaście... - szepnął bezemocyjnym głosem. Nadia szeroko otworzyła usta.
    - Żartowałem. - zaśmiał się. - Mam sto pięćdziesiąt lat...
    - Nie no... Nie jest aż tak źle. Czyli spotykam się z emerytowanym dziadziusiem, który już dawno powinien być w grobie... Spoko! - klasnęła w dłonie. Znów się roześmiał.
    - Nie przeszkadza ci to?
    - Wiek nie ma znaczenia... - uśmiechnęła się.
    - Powiedział pedofil stojący przed przedszkolem... - dokończył Nathan i obydwoje się roześmiali.
    - Mamy ze sobą coś wspólnego...
    - Też jesteś emerytką?
    Jak to czytałam o mało co z krzesła nie spadłam :D I powiem jeszcze jedną rzecz , która może wydać ci się śmieszna , ale mówię to z pełną powago na jaką mnie stać :D ;) Twój blog powinien zostać wyreżyserowany i puszczony w kinach . Jak zdobyła byś za to jakąś nagrodę :* :3 <3 A co do tej okładki jest przepiękna i po prostu mogła bym się w nią wgapiać godzinami :D :3 :* Dobra chyba lepiej będzie jeżeli skończę pisać bo tu niedługo to normalnie rozdział powstanie :P :D xD Koffam cie i życzę ton weny :3 :* ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nwm czemu wcześniej odpowiedź się nie dodała, a troszeczkę się rozpisałam :( dziekuję za kom. a i jestem ciekawa jakby wygladał wyreżyserowany film na podstawie tego bloga :D chciałabym to zobaczyć xD i dziękuję z akomentarze, które wiele dla mnie znaczą i przy których płaczę ze szczęścia, kochanie :*

      Usuń