Rozdział 19
"Już nigdy nic nas nie rozdzieli"
~
Po pierwsze - Dziękuję wszystkim za ponad 2 000 wyświetleń. Naprawdę strasznie się fchuj jaram :D i dziękuję za komentarze i wg, że jednak jest kilka osób, które to czytają :) dzięki temu mam więcej motywacji do pisania :D
~
- Wyjdź za mnie... - szeroko otworzyła oczy ze zdziwienia. A on patrzył na nią zdeterminowanym wzrokiem.
- Nadio Williamson... Wyjdź za mnie!
- Co takiego?! - patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Teraz była jeszcze bardziej zakłopotana i zawstydzona, ale on był pewny siebie. To był właśnie prawdziwy Nathan. Nie jakaś przesłodzona podróbka. Chłopak pewnym gestem chwycił ją za ramiona i spojrzał głęboko i przenikliwie w jej oczy.
- Wyjdź za mnie, po prostu zostań moją żoną. Wróć ze mną do Londynu. No chyba, że nie chcesz?
- Nie! - gwałtownie zaprzeczyła.
- Więc jak?
- Ja...
- Szybko, bo się rozmyślę! - I tak wiedział, że tego nie zrobi. Nigdy. Za nic na świecie.
- Nathan, przestań sobie ze mnie żartować!
- Ja nie żartuję... - chwycił jej dłoń. - Ja naprawdę nie żartuję... Chcę żebyś ze mną wróciła do Londynu i żebyś została moją żoną.
- Dobrze... - powiedziała cicho spoglądając mu w oczy z uśmiechem. Była szczęśliwa jak nigdy dotąd - zostanę twoją żoną. Ale, nie teraz. Mam jeszcze siedemnaście lat.
- Prawie osiemnaście , niedługo oboje skończymy osiemnaście lat. To znaczy, ja będę wiecznym siedemnastolatkiem - uśmiechnął się do niej nonszalancko odsłoniwszy swe bielutkie kły.
- Och... - spojrzała na niego i przez chwilę poczuła ból. Właśnie przed chwilą coś sobie uświadomiła, coś bardzo bolesnego... Nie będą razem... Nie będą mogli być razem już zawsze... Nadia będzie dojrzewać, później się starzeć, a on będzie wiecznie młody. To już nie bedzie to samo.
- Nadia... - zaczął boleśnie. Przycisnął ją mocno do siebie - nie myśl o tym! Och, proszę cię nie myśl o tym!
- Skąd wiesz o czym myślałam? - spytała przez łzy. Skąd tak nagle pojawiły się łzy? Dlaczego znów płakała? Przecież Nathan był tu przy niej. Po tak długiej rozłące wreszcie się spotkali.
- Bo ja... Myślałem o tym samym... - odrzekł smutno. - Nie płacz, proszę...
- Okej... - wtuliła się w niego bardziej
upajając się jego zapachem.
- Wrócisz ze mną do Londynu?
- Nie mogę...
- Dlaczego?
- Nie mogę zostawić mojej matki, jest tu szczęśliwa.
- Coś wymyślimy, obiecuję! - ujął jej dłoń - będziemy razem, zobaczysz!
- Ale, przecież ty, wtedy... - głos jej się załamał.
- Emily mi o wszystkim powiedziała. To nieporozumienie. Nie kocham Emily, nigdy jej nie kochałem! Zrozum, ja... - w tej chwili się zatrzymał, jakby nie chciał dokończyć, jakby po prostu najzwyczajniej w świecie się obawiał tego co powie. Ale, Nadia bardzo chciała żeby dokończył, żeby jej powiedział...
- Ale, powiedziałeś jej, że... Ja to wszystko słyszałam. - głos jej się załamał na samo wspomnienie o tym.
- Wiem, ale to naprawdę było nieporozumienie.
- Dlaczego mnie potem unikałeś jakbyś rzeczywiście chciał byśmy się od siebie odsunęli? - poczuła łzy na swoich oczach, potem spływające po jej skórze. Co się dzieje?! Dlaczego płacze? Przecież nie miała zamiaru płakać... Więc dlaczego?
- Więc... - w tej chwili nie panując nad emocjami złapał ją za ramiona i nią potrząsnął. - Dlaczego do cholery całowałaś się z tym durnym Kastielem?! Dlaczego mu nawet powiedziałaś, że go kochasz?!
- Ja... - zaczęła nieśmiało znajdując się w zasięgu jego morderczego, a jednocześnie pięknego spojrzenia.
- Co ten chłopak w sobie ma, że zawsze się przy nim zachowywałaś jakby był ci bliższy niż ktokolwiek inny?! Czemu go całowałaś?! Już ja ci nie wystarczam? Dobrze wiesz, że kocham cię bardziej niż ktokolwiek inny i zrobiłbym dla ciebie wszystko, więc dlaczego zrobiłaś mi coś takiego? - spytał z żałością w głosie. Pełen bólu i prawdziwej złości jednocześnie. - Czemu w ogóle pozwalałaś, by ten chłopak cię dotykał? On nie miał prawa... Tylko ja cię mogę dotykać, żaden inny chłopak, rozumiesz?! - Tak... - twierdząco pokiwała głową. - Ale, ta sprawa z Kastielem... On tylko jest moim przyjacielem. To również było nieporozumienie, możesz w to nie wierzyć, ale rzeczywiście powiedziałam, że go kocham. Ale nie tak jakby chciał, tylko jako przyjaciela... - spojrzała na niego. Był lekko rozkojarzony.
- A więc to tak... - uśmiechnął się i odetchnął z ulgą. - Niepotrzebnie się tyle rozgadałem...
- Odegrałeś scenę zazdrosnego męża. - zaśmiała się, ciesząc się, że był zazdrosny. Chyba pierwszy raz jej to okazał. Uświadomiła sobie, że z Nathanem było już dużo "pierwszych razów". Jakby na nowo przeżywała życie, te uczucia, które przy nim czuła poraz pierwszy, momenty, które właśnie z nim przeżywała pierwszy raz w życiu. To było takie... ekscytujące. Cieszyła się więc, że go odzyskała i wszystko się wyjaśniło.
- Bylibyśmy zgranym małżeństwem... - uśmiechnął się do niej słodko.
- Tak... Bylibyśmy...
- I będziemy...
- Ale nie teraz - spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami - Bez pośpiechu, jeszcze jest dla nas trochę za wcześnie.
- Może i masz rację. Ale jak już będziemy małżeństwem to zamieszkamy razem w moim domu, znajdziemy pracę. Prawdopodobnie będziemy mieszkać z moim bratem i Emily, bo widać, że między nimi już coś coraz bardziej iskrzy. Będziemy szczęśliwi, zobaczysz... - w tej chwili objął ją ramieniem i zaczął patrzeć w wieczorne, gwieździste niebo.
- Mam nadzieję...
- Nadio, mogę się o coś zapytać? - spytał spokojnym głosem siadając wraz z nią przy ścianie. Byli tacy szczęśliwi, wtuleni w siebie. Z daleka mogli wyglądać jak nowożeńcy.
- Już to zrobiłeś... - powiedziała lekko ziewając oparwszy się o jego umięśnione ramię.
- Rzeczywiście... - zaśmiał się - chciałem spytać, czy pamiętasz swojego pierwszego chłopaka?
- Co?! - spojrzała na niego jak na jakiegoś debila. Jej pierwszego chłopaka? Po co mu to wiedzieć? Poza tym przed Nathanem nie miała chłopaka, no chyba, że jeszcze przed tym jak straciła wspomnienia.
- Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek miała chłopaka przed tobą.
- A więc jestem "twoim chłopakiem"?
- No a jak mam nazywać chłopaka, który panicznie chce się ze mną ożenić?
- No tak...
- A ty? - spytała cicho.
- Ja, co? - spojrzał na nią lekko zdziwiony.
- No, miałeś kiedyś dziewczynę? - Nie wiedząc dlaczego nagle się zarumieniła.
- Ehh... - zamyślił się trochę - Kiedyś miałem dziewczynę, nawet kilka.
- Wiedziałam! - powiedziała z satysfakcją w głosie. Była jednak ciekawa jakie były te jego dziewczyny...
- Miałem kilka razy dziewczynę, ale to raczej nie było nic poważniejszego, to było tak dla zabawy. Nawet nie pamiętam ich imion, a na pewno z żadną z nich bym się nie ożenił.
- Ach, tak... - poczuła ulgę - A któraś z nich zapadła ci w pamięci, chodzi mi o to, która z nich była taka... No...
- Ulubiona?
- No można powiedzieć, że o to mi chodzi.
- Hmm... Była jedna taka w całym moim życiu. - zamyślił się patrząc w gwiazdy. Nadia poczuła się lekko zraniona. Wiedziała już, że jednak była taka, na której mu zależało...
- I nadal mi zależy... - dodał po chwili namysłu - miała na imię Nadia... - dziewczyna się zaśmiała. Nie ma obaw, żeby zostawił ją dla którejś z jego byłych dziewczyn.
- Nadia... - spojrzał w jej piękne oczy. Odwróciła się do niego i uśmiechnęła się.
- Ja... - chciał to powiedzieć, ale przychodziło mu to z większą trudnością niż wcześniej.
- Kocham cię! - powiedzieli sobie równocześnie. Patrzyli sobie w oczy i obydwoje zaśmiali się po tym wyznaniu. Nathan wstał i chwycił ją za dłoń, po czym obydwoje stali naprzeciw siebie. On, wyższy od niej twarz miał zwróconą w dół, by spoglądać jej w oczy. Ona niższa, spoglądała lekko w górę, by także patrzeć mu w oczy.
- NADIO WILLIAMSON, KOCHAM CIĘ! - wykrzyczał to najgłośniej jak potrafił, po czym wziął głęboki wdech.
- Głupi jesteś! - krzyknęła śmiejąc się.
- Śmiejesz się ze mnie?! - spytał udając obrażonego.
- A nie widać?
- Zaraz pożałujesz... - szepnął intrygująco wampirzym tępem przyciskając ją do ściany. Dziewczyna natychmiast umilkła. - Musisz zostać ukarana... - uśmiechnął się szyderczo niebezpieczne się do niej przybliżając. Serce jej waliło, jak za każdym razem, gdy był blisko niej. Zawsze gdy był tak blisko, czuła jakby poraz pierwszy tak się działo. Poczuła jego chłodny oddech na swych wargach. Na jej twarz wstąpiły rumieńce i mimowolnie zaczęła szybciej oddychać. Jego czarne, błyszczące oczy skupione były na jej oczach. Jego przenikliwy wzrok był taki spokojny i czuły, a jednocześnie zdeterminowany i silny. Nadia nie potrafiła zapanować nad biciem swojego serca i skrajnymi emocjami, które nią zawładnęły w tej chwili. Ten chłopak tak na nią działał, za każdym razem. Zawsze, tak samo... Nigdy się to nie zmieni. Już zawsze będzie się tak przy nim czuła... Jego słodki baryton oddziałujący na jej uszy niczym kojący balsam, słodki, chłodny oddech oszałamiający ją, jego delikatny dotyk, który wywoływał dreszcze na jej ciele i spojrzenie, które wywoływało w niej najsilniejsze emocje. Ale nie to było dowodem tej prawdziwej miłości. Te uczucia były taką "wisienką na torcie" Jej miłość do niego była poprzedzona uczuciami jakie wywoływały jego słowa. A właśnie od jego słów zależało czy Nadia będzie się uśmiechać czy płakać, ważne było także to jaka się przy nim stawała. Chciała być lepszym człowiekiem, by mu dorównać. Czy to właśnie nie jest tak zwana "prawdziwa miłość"? Nieważne jaką drogę sobie wybiorą, i tak wkrótce się spotkają. Mimo przeciwności losu zawsze będą próbowali być razem. Nieważne jakie komplikacje, czy nieporozumienia wyjdą w życiu. Nie przestaną podążać do siebie. Zawsze... Nathan wreszcie lekko niepewnym gestem złączył ich usta w pocałunku. Jego usta były takie delikatne, chłodne, gładkie i miękkie. Dziewczyna poczuła zapach jego wody kolońskiej zmieszany z pięknym zapachem jego marmurowej skóry. Zapach ten oszołomił jej wszystkie zmysły i wywołał intensywniejsze drżenie jej ciała. Chłopak dłońmi błądził po jej plecach i talii. Dotykał jej ciepłej skóry takimi subtelnymi gestami jakby obawiał się, że pod wpływem większej siły mógłby jej sprawić ból. Dziewczyna nie umiała złapać oddechu. Czuła jak gdyby śniła. Dlatego nie chciała w tej chwili ani na moment otworzyć oczu. Bała się, że jeżeli to zrobi Nathan zniknie. W jego silnych ramionach czuła się idealnie, jak w objęciach stróża. Jej własnego anioła stróża... Całowali się wpierw delikatnie i subtelnie, potem jednak długo i zachłannie, jakby chcieli w jedną chwilę nadrobić te wszystkie długie miesiące rozłąki. Ich języki złączyły się w tańcu. Tak bardzo za sobą tęsknili, ale teraz już nic nie było w stanie ich rozdzielić. Ich miłość była co prawda trochę dziwna, ale była prawdziwa... Gdy skończyli się całować (Cud, że w ogóle skończyli.. xD) Nathan oparwszy swe czoło o jej przenikliwie spojrzał jej w oczy. Było tak jak dawniej...
- Brakowało mi tego... - uśmiechnął się nonszalancko jedną ręką chwycąc ją w talii i przyciągając bliżej. Dziewczyna miała ręce oplecione wokół jego szyi i bawiła się jego włosami.
- Muszę przyznać, że mnie też.
- Chyba jesteśmy od siebie uzależnieni. - przyznał Nathan. - Ja bez ciebie nie przeżyję...
- A ja bez ciebie... - przyznała Nadia delikatnie przygryzając wargi. Chciała, by pocałował ją jeszcze raz.
- Jeszcze raz... - zaczęła nawet nie wiedząc dlaczego to powiedziała. Spaliła buraka na twarzy.
- Co takiego?
- No pocałuj mnie jeszcze raz... - w tej chwili chwycił ją za obie ręce i przyciskając ją do ściany delikatnie złożył na jej ustach subtelny pocałunek, po czym znów spojrzał jej w oczy.
- I jeszcze raz... - znów to zrobił.
- I jeszcze...
- I tak zawsze...
Przytulił ją do siebie. Milczał, bo już nie wiedział co powiedzieć. Bardzo mu jej brakowało i ona już o tym wiedziała, ale nie wiedziała, że aż tak bardzo... Nie mówił jej co przeżywał przez czas gdy jej przy nim nie było. Nie chciał, by się martwiła, a może po prostu nie chciał jej mówić, bo się po prostu wstydził?
- Nathan...
- Tak?
- Ja... Wszystko już pamiętam...
~
Kuniec.! xD kończę w takim momencie, bo jestem zła!!!! Buahahahahahahaha! :D mam nadzieje, że rozdział się spodobał. Jak tam po świętach? Przyszedł do was Mikołaj? U mnie był i zostawił prezenty TT_TT ;P Obejrzałam btooom i normalnie się zakochałam w tym anime. Podobne do popularnego "ssało", ale muszę przyznać, że mimo, iż krótsze (tylko 12 odcinków :/) jest o niebo lepsze... Chyba będę się brała za mangę xD omgomgomgomg! Coś mi odwala jak nmw :D w następnych rozdziałach można spodziewać się trochę akcji, wreszcie jakaś akcja! Koniec tego dramatu i miłosnej sielanki! Uff.... :D mam jednak nadzieję, że wam się podobało mimo, iż nie jestem w stu procentach usatysfakcjonowana owym rozdziałem. Ale trzeba myśleć pozytywnie, więc chyba nie jest aż tak źle. Znowu wlekę się z pisaniem... Ale ostatnio tak jakoś nie miałam pomysłu, jednak pomysł spadł mi z nieba tak nagle i napisałam ten rozdział. W ogóle przez jakiś czas myślałam, że pisanie tego bloga nie ma sensu, że niepotrzebnie to piszę, że nie mam talentu i że to co piszę jest po prostu jakieś nieciekawe, przynudzające i głupie. Przez chwilę myślałam, że nie nadaje się do pisania. Ale cieszę się, że mam wspaniałe przyjaciółki, które wychwalają to pod niebiosa xD cieszę się więc, że jednak aż tak źle nie pisze :D
Więc dozobaczenia za tydzień albo trochę później, nwm konkretnie kiedy, papa :*
I szczęśliwego Nowego Roku patefony kochane! :*

Jej !!! Nowy rozdział :D No , a już myślałam , że się nigdy nie pojawi :P Mam tak dużo do powiedzenia , aż nie wiem od czego zacząć . Po prostu rozdział cudowny tak się cieszę , że znowu są ze sobą i do tego jeszcze się ożenią ( Nwm jak to inaczej ująć :P Tępota nie boli :D ) . Tylko niech lepiej nie mieszkają z Jasonem i Emily bo nasi braciszkowie podczas swoich kłutni rozniosą co najmniej pół chałupy no chyba , że na zewnątrz wyjdą :D A teraz pytanie jak mogłaś pomyśleć , że to co piszesz jest nudne i Bóg wie jeszcze jakie ? Masz ogromny talent do pisania i jesteś w tym o niebo lepsza ode mnie . Więc nie pozwalam ci tak więcej myśleć . Rozumiemy się ?? No i jeszcze dzięki za SUPER MEGA Sylwestra po prosu musimy to jeszcze powtużyć :D :3 :* Ty mój patefonku kochany <3 Dobra to chyba wszystko co chciałam powiedzieć :D A jeśli nie i coś sb jeszcze przypomnę to dopiszę :D Życzę dużo , dużo , dużo weny :*Kocham Cię <333333 <3 :* <3
OdpowiedzUsuńTak, kochanie. "Ożenią się" :D sama nwm jak to odpowiednio odmienić. Wstawiłam wreszcie, ale trzy razy edytowałam, usuwając błędy i wprowadzając korektę. Dziękuję, że tak myślisz, wiele to dla mnie znaczy. Tak, sylwek był mega!! :D <3 ty mały pijoku! Z samego rana do flachy się dobiera, nieładnie..! :/ pikolo żondzi! (Specjalnie z błędami xd) już wszystko naprawiłam. Muszę panować trochę nad tym co piszę, bo w tym rozdziale gdybym nie edytowała to zepsułabym Nathanka w "słodką podróbkę" :) :* Nathanka to ja narazie w spokoju zostawię, teraz to ja się Jasonkiem zajmę, a potem przyjdzie kolej na Kastielka, hihihi :D tego, któremu Nathan przypierdolil xD i będzie taka akcja, że z wrażenia ci się gum... No nieważne, nudzi mnie już trochę ten tekst :) pamiętaj, że też u cb cierpliwie czekam :D
UsuńOczywiście musiałam się rozmarzyć, co do posiadania takiego chłopaka, jak Nathan, co tam że jest wampirem i miał różne humorki, ale potrafi pokazać że zależy mu na miłości, chciała bym kiedyś spotkać takiego uczuciowego chłopaka, bo jak na razie spotykam tylko debili ale no cóż życie to nie bajka :). Co do tego czy nadajesz się do pisania, a no powiem ci że w 100% się do tego nadajesz, potrafisz wciągnąć w swoje opowiadania, nawet ostatnio śniło mi się coś podobnego, ogólnie od kąt zaczęłam czytać to opowiadanie miewam fajne sny, co u mnie jest rzadkością i ci za to bardzo dziękuje :3. pozdrawiam i życzę jak najwięcej weny. :*
OdpowiedzUsuńJeju, cieszę się bardzo :* i również pozdrawiam :) :D w sumie to też chciałabym spotkać takiego Nathanka, ale obawiam się, że to raczej niemożliwe. :( nie no samej mi się śmiać chce z tych jego humorków, bo niekiedy zachowuje się jak baba w ciąży, albo coś w tym stylu xD O.o
OdpowiedzUsuńNo cóż... Jeszcze raz pozdrawiam i życzę weny, kochana! :*